Szukaj: w


recenzje

Restless




Gus Van Sant plus Danny Elfman to równanie, którego wynik dość łatwo przewidzieć. Ta matematycznia niezawodność niekoniecznie musi być postrzegana jako wada. Urodzony w Kentucky reżyser, podobnie jak jego słynniejszy kolega Tim Burton, zyskał dzięki amerykańskiemu kompozytorowi swoją muzyczną sygnaturkę; już pierwsze nuty Restless dobitnie wskazują, z czyim filmem mamy do czynienia. Wśród dziesiątek hollywoodzkich produkcyjniaków taka wyrazista soundtrackowa tożsamość jest wartością sama w sobie.

Aby być uczciwym, trzeba jednak przyznać, że ta konsekwentna stylizacja ma swoje słabe strony i miewa też gorsze momenty, do których niestety zalicza się recenzowana ścieżka. Restless, choć ładne i – jak się wydaje – szczere w swoich emocjach, jest bowiem więźniem gatunkowości. Owszem, obraz Van Santa ma nietypową tematykę (nastolatkowie żyjący w cieniu śmierci, coś w stylu Sześciu stóp pod ziemią w lżejszym wydaniu), niemniej od strony formalnej realizuje niemal wszystkie założenia typowego indie movie: ma zakręconych, dziwnie ubierających się bohaterów-outsiderów, osobliwe pomysły scenograficzne, no i wreszcie muzykę Elfmana. Muzykę, którą z powodzeniem mógłby przyszykować dowolny indie-rockowy zespół tudzież niszowy kompozytor-samouk debiutujący na festiwalu Sundance. Samouk, hmm...

Omówmy może najpierw to, co nie wyszło. Ścieżka Elfmana zaskakująco miałko wypada w połączeniu z filmem – wynika to z kilku powodów. Po pierwsze, jest coś mocno irytującego w nachalnym epatowaniu niszowością filmu; gitarowe brzdękanie, smyczkowe pizzicato oraz żartobliwe brzmienia marimby i ksylofonu to zestaw zaczerpnięty jakby z podręcznika kompozycji dla młodzieżowego kina niezależnego. Wietrzę tu wewnętrzną sprzeczność: z jednej strony Elfman i Van Sant usiłują promować swój film jako antytezę skonwencjonalizowanego mainstreamu, z drugiej zaś sami wtłaczają go w sidła gatunkowości i szufladkę modnego indie movie. Tę pigułkę można jednak jeszcze przełknąć, w zależności od tolerancji dla tego rodzaju stylizacji. Większym problemem natomiast jest fakt, iż kompozycja Elfmana sprawdza się w filmie dość połowicznie i mniej więcej na półmetku seansu wycofuje się na drugi plan, marginalizuje i traci swoją rolę. Rozumiem asekurację, z jaką Amerykanin podchodził do subtelnej ekranowej opowieści, ale w momencie, gdy muzyka przestaje być nośnikiem dramaturgii, staje się wyłącznie formalną tapetą, dającą ułudę bagatelnej powierzchowności. Emocje znikają, zostaje sztafaż. Rozczarowanie płynie zwłaszcza stąd, że to przecież Elfman kilka lat wcześniej, w finałowych scenach Obywatela Milka, dał znakomity przykład wysmakowanego, odpowiedzialnego malowania dramatyczną, muzyczną paletą.



Wymienione wyżej słabostki nie powinny jednak przesłaniać faktu, iż Restless jest na swój specyficzny sposób bardzo urokliwą kompozycją. Podobać może się rola ilustracji w pierwszej połowie filmu, kiedy to na barkach ścieżki dźwiękowej spoczywa odpowiedzialność za balansowanie minorowego nastroju scen pogrzebowych przy pomocy delikatnego, optymistycznego brzmienia (nawet jeśli nie daje ona obrazowi wiele więcej). Nie ulega też wątpliwości, że płyta zawiera kilka bardzo udanych utworów, spośród których wyróżnić można zwłaszcza temat Weepy donuts - inspirowany, jak przyznaje sam Elfman, twórczością Erika Satie, i rzeczywiście brzmiący niczym sielankowa parafraza twórczości francuskiego mistrza. Pomimo wtłoczenia w określony schemat stylistyczny, kompozycja potrafi też zaskoczyć nagłym, eklektycznym chwytem. Przykładem niech będzie akordeonowy walczyk A Ghost, jak gdyby zaczerpnięty z którejś płyty Yanna Tiersena. Cóż, Amerykanin chyba nigdy nie straci swojego daru do komponowania chwytliwych melodii.

Na ścieżkę Elfmana łagodniejszym okiem pozwala też patrzeć album. Bardzo dobry od strony wydawniczej (niezawodne La-La Land Records), gwarantuje lekki, niezobowiązujący, półgodzinny seans, który mija błyskawicznie i pozostawia leciutki niedosyt – akurat wystarczający, by sięgnąć po płytkę ponownie. Plusem jest również pedantyczne i soczyste nagranie, które ułatwia nawiązanie nici emocjonalnego porozumienia z solistami; rzecz nie do przecenienia w przypadku kameralnych, obyczajowych kompozycji.

Tworząc listę wad i zalet Restless, aż trudno uwierzyć, że rezultat końcowy okazał się być tak ambiwalentny. Ścieżka Elfmana ma w sobie bowiem pewną niedostrzegalną na początku charyzmę, która rośnie wraz z kolejnymi odsłuchami i która może przypaść do gustu miłośnikom gitarowych kompozycji, tak często słyszanych w amerykańskim kinie niezależnym. Zarazem jednak Restless rozczarowuje na zbyt wielu polach, jest aż przesadnie niezobowiązujące i trudno darzyć je większą estymą. Dlatego też większości odbiorców polecam wrócić do Obywatela Milka, zaś koneserów Elfmana odsyłam to niedawnego Promised Land, w którym estetyka kina Van Santa zaowocowała odważniejszymi rozwiązaniami artystycznymi.



Autor recenzji:  Marek Łach
Nasza ocena
Oryginalność ścieżki:
Muzyka w filmie:
Muzyka na płycie:
OCENA OGÓLNA:
Lista utworów
  • 1.  Titles (02:41) 
  • 2.  Battleship (01:09) 
  • 3.  Reconciliation (01:26) 
  • 4.  Sorry for your loss (01:54) 
  • 5.  Waterbirds (01:43) 
  • 6.  Meet the parents (02:20) 
  • 7.  On the beach (02:09) 
  • 8.  Hiroshima (01:06) 
  • 9.  Morning affair (01:33) 
  • 10.  Morgue (01:18) 
  • 11.  Crime scene (02:45) 
  • 12.  Death scene (02:06) 
  • 13.  Happy dead girl (01:11) 
  • 14.  Battleship 2 (01:50) 
  • 15.  A ghost (01:00) 
  • 16.  The letter (01:34) 
  • 17.  Parents' grave (01:49) 
  • 18.  Weepy donuts (03:31) 
  • 19.  Enoch's goodbye (01:21) 
Czas trwania: 34:26
Komentarze
Koper 2014-01-20
20:11
nuda, panie...
Mystery 2014-01-20
20:35
...nuda.
Mieszko 2014-01-20
23:20
Nieudany film Gusa van Santa, który broni się tylko doskonałą rolą Mii Wasikowskiej. Jeżeli zaś chodzi o omawianą tu muzykę Danny'ego Elfmana... Kolejny raz mamy z Markiem takie same odczucia. Recenzja oraz noty są jak najbardziej sprawiedliwe.
Mefisto 2014-01-22
20:34
Złe to nie jest, ale bardzo miałkie i ulotne, w żaden sposób nie zapadające w pamięć. Zdecydowanie dolna półka Elfmana.

Restless

Kompozytor:

  • Danny Elfman

Dyrygent:

  • Pete Anthony

Orkiestrator:

  • Danny Elfman
  • Steve Bartek

Soliści:

  • George Doering (gitara)
  • TJ Lindgren (fortepian)
  • Wade Culbreath (marimba)

Wykonawcy:

  • The Hollywood Studio Symphony

Wydawca:

  • La-La Land Records (2011/2013)

Producent:

  • Danny Elfman

R E K L A M A





NASI PARTNERZY:



Poki.pl
Grydladzieci.pl


 
Strona hostowana przez
www.twojastrona.pl
Copyright © 2005-2019 FilmMusic.pl.
Wszelkie materiały multimedialne wykorzystane na tej stronie służą jedynie celom informacyjnym.
Projekt i wykonanie