Szukaj: w


recenzje

Adore (Idealne matki)


Będący ekranizacją prozy noblistki Doris Lessing, film Anne Fontaine traktuje o przedziwnym układzie miłosnym, w którym każda z dwóch przyjaciółek wdaje się w romans z synem tej drugiej... Reżyserka w swojej karierze "obskoczyła" już pokaźne grono liczących się w soundtrackowym biznesie nazwisk – był już Michael Nyman, była też właściwie cała współczesna scena francuska (Coulais, Desplat, Rombi). Jako że Adore to współprodukcja australijska, padło tym razem na kolejne cenione nazwisko, Christophera Gordona, któremu dokoptowano do przedsięwzięcia znanego z Animal Kingdom Antony'ego Partosa.

Adore od strony muzycznej scharakteryzować można stosunkowo łatwo. Całość ze względu na typowe dla Gordona, choć tu jeszcze bardziej chyba wyeksponowane, "ciepłe" i emocjonalne nagranie, cechuje się rozmarzoną, leniwie zadumaną atmosferą. Gdy bohaterowie leżą wspólnie, otoczeni tchnącymi spokojem falami morskimi, a w tle rozbrzmiewa stanowiąca sygnaturę ścieżki charakterystyczna, senna progresja dwóch akordów sekcji smyczkowej (Pontoon), widzowi/słuchaczowi udziela się wręcz ospały, apatyczny klimat australijskiej prowincji. Malownicza plaża stanowi tutaj miejsce ukojenia, materializację potrzeby eskapizmu. Nie jest to jednak atmosfera rekreacyjna czy obrazek krajoznawczy, raczej muzyczna wizytówka trybu życia bohaterów filmu, ich stagnacji, funkcjonowania w marzycielskim mikroświecie.

Przekrojowo duża część kompozycji Gordona bazuje na wspomnianych wyżej rozwiązaniach harmonicznych. Senna progresja smyczków jest momentami sprawnie maskowana przez autora, niemniej regularnie wynurza się gdzieś spomiędzy kamuflujących ją nut i aranżacji. Tyczy się to chociażby na poły radosnej, na poły nostalgicznej partii fortepianowej w utworze otwierającym płytę, czy wymownej, depresyjnej solówki na skrzypce w Beach Walk (chyba najbardziej poruszający, autentyczny moment albumu). Zmieniają się emocje, ciągle jednak wspólnym mianownikiem pozostaje ta nieco zdradliwie relaksująca aura moralnie obojętnej bezczynności.

Ścieżka Gordona jest zatem poprowadzona konsekwentnie – niestety jako narracja dramatyczna bardzo szybko popada w przewidywalność, bazując na sztampowych rozwiązaniach ilustracyjnych. Schematyzmem cechuje się, dla przykładu, opisana wyżej fortepianowa partia z utworu Adore, która pierwotnie ilustrować ma dzieciństwo i młodzieńczą przyjaźń obu bohaterek, a następnie – w utworze The Grandmothers - towarzyszy im, gdy jako dorosłe kobiety przemierzają tę samą trasę w kierunku plaży ze swoimi synami, synowymi i wnuczkami u boku. Trudno podważać tu logikę fabularną Gordona, ale tego typu klamra narracyjna pachnie dość trywialną, oczywistą paralelą losów kolejnych pokoleń; zabieg kompozytora jest na swój sposób poprawny, tyle że nie ubogaca filmowej sekwencji, proponuje rozwiązanie zbyt proste, zbyt akademickie. Jest zresztą w toku filmowej opowieści kilka scen obyczajowych, które muzyki właściwie nie wymagają, gdzie obecność ilustracji wydaje się wynikać bardziej z reguł podręcznikowych, niż z faktycznych potrzeb obrazu. Utwór taki jak Discovery pod względem treści i emocji wypada dość blado, prezentuje poziom przeciętnego hollywoodzkiego drugoligowca, komponującego do obyczajówki niewysokich lotów.

Udział Antony'ego Partosa jest czasowo skromniejszy, sięga 12 minut i oferuje słuchaczowi mniej orkiestrowe, a bardziej elektroniczno-kameralne brzmienie, z odrobiną współczesnego sznytu w postaci chociażby akompaniamentu gitarowego. Podobnie jak Gordon, Partos również stawia jednak na nastrój, jego kompozycje są w zbliżony sposób kontemplacyjne i nieco melancholijnie relaksujące – do tego stopnia, że momentami brzmią bardziej jak autorski concept album aniżeli muzyka poddana prawidłom filmowej narracji (przyjemnie niezobowiązujący, finałowy Time and Tide, który wydaje się być czymś na kształt muzycznej fantazji o odprężającym, nadmorskim wypoczynku).

Na pewno pierwszy krok, jaki na potrzeby recenzowanej tu ścieżki uczynił Gordon, był trafny – jego muzyka celnie odzwierciedla aurę filmu, stanowi ładny pomost między rozsłonecznionymi kadrami obrazu Anne Fontaine a ogólnym rysem charakterologicznym bohaterek opowieści. To emanowanie nastrojem dość szybko się jednak wyczerpuje – film skorzystałby lepiej na ilustracji bardziej psychologicznej, album natomiast na bardziej urozmaiconym aparacie wykonawczym. Być może nastrojowa konwencja spisałaby się lepiej w nieco innej stylistyce: elektronicznych fakturach, ambiencie, a może po prostu na kanwie ciekawszego instrumentarium; być może Partos poradziłby sobie z całością w bardziej oryginalny sposób. Obecny efekt można określić mianem poprawnego.

W przypadku Christophera Gordona, który pisze jedną kompozycję na rok tudzież dwa lata, ta poprawność to jednak trochę mało. Australijczyk przyzwyczaił do bardziej wykwintnych dań, które zwykle warte były długiego oczekiwania. Dlatego też Adore ląduje na półce zarezerwowanej dla solidnego rzemiosła, któremu trudno wytknąć konkretne wady, ale które i bez tych konkretów rozczarowuje – choć w stopniu umiarkowanym.



Autor recenzji:  Marek Łach
Nasza ocena
Oryginalność ścieżki:
Muzyka w filmie:
Muzyka na płycie:
OCENA OGÓLNA:
Lista utworów
  • 1. Adore (3:23) 
  • 2. Pontoon (1:09)  
  • 3. Alone* (2:59)  
  • 4. Uncertainty (4:01)  
  • 5. To Sydney (1:07)  
  • 6. Embrace* (1:06)  
  • 7. First Signs (2:07)  
  • 8. Discovery (2:18)  
  • 9. The Bay (1:25)  
  • 10. Moment Of Truth* (1:30)  
  • 11. The Grandmothers (2:30)  
  • 12. Faces* (1:46)  
  • 13. Troubled Wedding (2:38)  
  • 14. Continuing The Dream (2:31)  
  • 15. Talk* (1:22)  
  • 16. Two Mothers (2:43)  
  • 17. Beach Walk (5:20) 
  • 18. Time and Tide* (3:11)
*Antony Partos

Czas trwania: 43:01
Komentarze
Koper 2013-10-18
18:43
Ano, Gordon stanów mocno średnich, choć sam temat czy taki "Beach Walk" mogą się podobać.
Mefisto 2013-10-18
21:00
Pełna zgoda - takie lekkie, letnie, przyjemne plumkadełko.
Mieszko 2013-10-19
01:26
Dostateczny to chyba odpowiednia ocena. Melodia z "Adore" i utwór "Beach Walk" bardzo ładne (tę solówkę na skrzypce już gdzieś słyszałem - "The Haunted Ocean" z "Waltz with Bashir" Maxa Richtera ma nieco podobny patent). Fabuła filmu z kolei jest według mnie absurdalna. Co skłoniło Naomi Watts i Robin Wright, by zagrać w czymś tak głupim i niedorzecznym?!
Tomek 2013-10-19
10:07
Mogę tylko powtórzyć opinie/oceny kolegów powyżej. Ładne "granko", oprócz zdecydowanie najlepszego utworu "The Beach" za wiele nie mającego do zaoferowania. Owszem, czai się tu pewien intelektualizm muzyczny, lub choćby próba, ale biorąc pod uwagę charakter filmu (a mogę się tylko oprzeć na opisach Marka i zwiastunie) niewiele więcej można było tu "wyczarować". Fajnie, że Gordon powraca i gdzieś tam utrzymuje się w obiegu, ale jak na jego wcześniejsze dokonania, to jest ledwie przeciętnie.
Mystery 2013-10-19
12:18
Ja również przyłączę się do tego zgodnego chóru, film dostał jak najbardziej adekwatną ilustrację i ciężko by tu było wyciągnąć coś więcej.

Adore (Idealne matki)

Kompozytor:

  • Christopher Gordon
  • Antony Partos

Dyrygent:

  • Christopher Gordon

Orkiestrator:

  • Christopher Gordon

Soliści:

  • David McCormack (gitara, kontrabas)
  • Antony Partos (fortepian, dulcimer, flażolet, guzheng, programowanie elektroniki)

Wykonawcy:

  • Magic Fire Orchestra

Wydawca:

  • Varese Sarabande / Colosseum (2013)

Producent:

  • Christopher Gordon
  • Antony Partos (utwory 3, 6, 10, 12, 15, 18)

R E K L A M A





NASI PARTNERZY:



Poki.pl
Grydladzieci.pl


 
Strona hostowana przez
www.twojastrona.pl
Copyright © 2005-2020 FilmMusic.pl.
Wszelkie materiały multimedialne wykorzystane na tej stronie służą jedynie celom informacyjnym.
Projekt i wykonanie