Szukaj: w


recenzje

Good Day To Die Hard, A (Szklana pułapka 5)


Szklana papka

Międzynarodowy Festiwal Bezsensownych Sequelów i Zarzynania Klasyków Kina trwa w najlepsze. Minione miesiące nie oszczędziły fanów Obcego, miłośników przygód Jasona Bourne'a oraz entuzjastów prozy Tolkiena. Na tym bynajmniej nie koniec. Oto bowiem na arenę wydarzeń wkroczyła kolejna seria - tym razem wpisująca się do kanonu klasyków kina akcji. Mowa rzecz jasna o kultowej Szklanej pułapce, która już kilka lat temu, przy okazji jej czwartej odsłony, wywołała sporo kontrowersji zarówno wśród krytyków, jak i zajadającej się popcornem widowni. Summa summarum film okazał się kasowym przebojem i tylko kwestią czasu było pojawienie się kolejnego sequela. Trzeba przyznać, że trwało to nad wyraz długo. Dopiero po sześciu latach niezbyt nerwowego wyczekiwania do naszych kin trafił patetycznie zatytułowany A Good Day To Die Hard. Czy tak duża rozpiętość czasowa przełożyła się na jakość finalnego produktu?


Samo nazwisko reżyserującego tę część, Johna Moore’a nie napawało optymizmem. Filmografia tego pana przedstawia bowiem pewnego rodzaju równię pochyłą, po której stacza się każdy kolejny nakręcony przez niego film. Wszelkie obawy związane ze spójnością fabuły, scenariuszem i sposobem realizacji okazały się jak najbardziej podstawne. Piąta część Szklanej pułapki to nic innego, jak sprowadzenie kultowej i ciekawej serii do poziomu głupiej rozrywki kpiącej z inteligencji odbiorcy. Obraz, choć widowiskowy i zrealizowany z olbrzymim rozmachem (poraża między innymi genialnym „carmageddonem” urządzonym na ulicach Moskwy), nie grzeszy banałem wypływającym z jego warstwy fabularnej. W podobnym tonie można wypowiedzieć się o ścieżce dźwiękowej, która swoim epickim, przebrzmiałym tonem ośmiesza i tak skompromitowany film Moore’a. Zacznijmy jednak od początku…

A Good Day To Play Hard

Historia muzycznej spuścizny Szklanej pułapki składa się tylko z dwóch rozdziałów. Pierwszy, najważniejszy moim zdaniem, to nieoceniony wkład Michaela Kamena w kształtowanie ogólnej koncepcji ilustracji. Nieżyjący już kompozytor podarował ówczesnej trylogii trzy naprawdę solidne oprawy muzyczne, które nie wiedzieć czemu niezbyt dobrze przekonywały do siebie poza obrazem. Gdy po długiej przerwie postanowiono reanimować serię, kwestia obsadzenia kompozytorskiego stanowiska wydawała się nie lada wyzwaniem. Z jednej strony była to dogodna okazja do zmiany tego niezbyt przebojowego wizerunku muzyki Kamena, z drugiej jednak grzechem było zrywać z dotychczasowym dorobkiem Amerykania. Efektem tego na liście płac pojawił się Marco Beltrami - kompozytor włoskiego pochodzenia, który ostatnimi czasy specjalizował się we wszelkiej maści sequelach i rebootach popularnych ongiś filmów. Zgodnie z oczekiwaniami wielu, ścieżka dźwiękowa do Szklanej pułapki 4 nie zerwała przysłowiowych kapci z nóg. Była dokładnie tym, czego oczekiwali odeń producenci – anonimowym wypełniaczem przestrzeni filmowej i wiernym towarzyszem dziejącej się na ekranie akcji. Partytura Beltramiego sięgała co prawda do zasobu tematycznego poprzednich trzech części, niemniej jednak w kwestii brzmienia i przedsiębranego aparatu wykonawczego nie pozostawiła na Kamenie suchej nitki. Score Włocha jawił się jako twór ze wszech miar dynamiczny i nowoczesny, ale w tej nowoczesności również bardzo przewidywalny, a czasami nawet banalny. Kompozytor nie pokazał nam bowiem nic, czego wcześniej nie mogliśmy usłyszeć w partyturach do Lotu Feniksa, Terminatorze 3, czy chociażby w sequelu xXx. Niemniej jednak sześć lat to wdzięczny okres, aby uwolnić się od rutyny i wziąć głęboki oddech. Czy w warsztacie Beltramiego zmieniło się coś przez ten czas?

Wiele przesłanek wskazywało na to, że tak. Ostatnie trzy lata aktywności tego kompozytora to istna sinusoida nastrojów – próba odnalezienia się w dosłownie każdym kinie – od komedii romantycznych począwszy, a na thrillerach skończywszy. Nie były to łatwe lata dla twórcy lubującego się w mainstreamie. Mimo tego, wiele jego kompozycji (m.in. Surferka z charakterem) udowodniło, że szczypta wyobraźni połączona z ogromnym talentem potrafią zdziałać cuda. A jak w świetle tego wszystkiego prezentuje się najnowsza praca Beltramiego?

- You got a plan?
- Not really.


DH 5 wydaje się powrotem na stare śmierci, tudzież do agresywnej ściany dźwięku i niezbyt ambitnego w wymowie pumpinu - do materii muzycznej, która z wielkim impetem wdziera się w niemalże każdą scenę filmową, walcząc ze sferą wizualną o atencję widza. W nieco innych okolicznościach można by było nawet przyklasnąć kompozytorowi i wydobyć z siebie dziki okrzyk yippie kay yay! Jednakże doszukiwanie się suspensu i emocji tam, gdzie ich po prostu nie ma trudno nazwać rozsądnym z jego strony.


Pierwszy odsłuch ścieżki dźwiękowej do piątej odsłony Szklanej pułapki… No cóż, nie rozpalał serca miłością do tego tworu. Przyzwyczajony do faktu, że to właśnie materia filmowa definiowała wartość muzyki tej serii, z niecierpliwością czekałem na premierę obrazu Johna Moore’a. Pomijając wszelkie jego mankamenty ujawniane stopniowo podczas oglądania, ze zdziwieniem przyjąłem fakt, że ilustracja Beltramiego opowiada jakby inną historią – niezbyt tożsamą z tą widzianą na ekranie. Ciężko powiedzieć co jest przyczyną takowego stanu rzeczy. Czy jest to po prostu zbyt duża przepaść jakościowa pomiędzy słabym jak barszcz filmidłem, a poprawną do bólu muzyką, czy też winą obarczyć należy ludzi odpowiedzialnych za montaż materiału? Szczerze powiedziawszy spływa to po mnie jak woda po kaczce, bowiem do kombinacji audiowizualnej Szklanej pułapki 5 raczej już nie powrócę. A czy powrócę do samej muzyki? O tak!

Płyta rozpoczyna się wymownym nawiązaniem do dwóch klasyków – tematu przewodniego serii i najsłynniejszego utworu z repertuaru niejakiego Ludwiga van Beethovena. Już pierwsze sekundy ścieżki dają do myślenia i sugerują, że o jakiejkolwiek rewolucji w palecie tematycznej możemy zapomnieć. Nawet przerzucenie akcji na łono Mateczki Rosji nie stanowiło argumentu do przewartościowania ideałów kompozytora, do poczynienia większych zmian w zakresie instrumentarium. Aspekt etniczny i narodowy wydaje się dla niego tak samo nieistotny, jak nieistotne dla twórców filmu były prawa fizyki. Wyjątkiem od reguły są fragmenty muzyczne towarzyszące wydarzeniom w Czarnobylu, gdzie przez moment pojawia się charakterystyczny męski chór i okolicznościowy motyw. Przymykając oko na to, czego Beltrami nie dokonał, warto skupić się na pozytywach wypływających z tej niewiele ponad godzinnej przygody. A jest ich tu całkiem sporo!

Miłośnicy niezobowiązującej rozrywki skonstruowanej w najprostszy ze znanych nam sposobów (wybuchowa orkiestra + elektronika) będą mieli na czym ucho zawiesić. Marco Beltrami nie oszczędza zarówno na środkach muzycznego wyrazu jak i na decybelach, które wydobywają się z tego bogatego instrumentarium. Rozrywka pełną gębą, można rzec. Fakt, niektóre utwory akcji przypominają swoją przebojowością (a nawet stylistyką) niewybredne zabawy dęciakami w wykonaniu Michaela Giacchino. Jednakże w przeciwieństwie do tego kompozytora, Beltrami zbyt mało uwagi poświęca orkiestracjom przez co utwory akcji w jego wykonaniu wydają się tendencyjne. Co więcej, pozornie proste „strzelanki” potrafi ilustrować jakby miotał nim szatan - uderza w ambicję i sili się na bezsensowne dobijanie orkiestry nadmiarem elektronicznych wypełniaczy. Zatem koneser wytrawnego rzemiosła akcji nie będzie miał lekko. Nie rozdzierałbym jednak szat nad tym problemem. Muzyka Beltramiego ma przede wszystkim wypełniać przestrzeń i zapewniać stosowną rozrywkę, a pod tym względem raczej nie kiksuje.

- Need a hug?
- We're not a hugging family.
- Damn straight!


Chyba nie ma sensu rozdrabniać się w tym miejscu nad kwestiami związanymi z liryką. Film Moore’a, choć porusza problematykę niezbyt udanych relacji na tle ojciec-syn, nie daje wielu dogodnych momentów do zaistnienia jakiegoś solidnego wyciskacza łez. Album proponuje nam tylko dwa akcenty muzyczne ilustrujące okrutnie mdłe sceny powrotów i intymnych wyznań głównych bohaterów. Ciekawostkę stanowią natomiast dwa ostatnie utwory zamieszczone na płycie w formie bonusu. Kompozytor naigrywa się nimi zarówno z samego filmu jak i Johna McClane’a. Ot miła niespodzianka na koniec tej hałaśliwej nieco partytury.

Reasumując, ścieżka dźwiękowa do Szklanej pułapki 5 to soundtrack o dwóch obliczach. Z jednej strony jest dziwną, zakłamującą film ilustracją nie przystającą chyba do tego szalenie nieudanego obrazu Johna Moore’a. Zaskakuje natomiast fakt, że poza tym kinowym bublem stanowi całkiem fajny i przyjemny element rozrywki dla zaprawionego w boju ucha. Inwestycję w album soundtrackowy polecam zatem wszystkim entuzjastom prostej jak w mordę strzelił, muzyki akcji.




Autor recenzji:  Tomek Goska
Nasza ocena
Oryginalność ścieżki:
Muzyka w filmie:
Muzyka na płycie:
OCENA OGÓLNA:
Lista utworów
  • 1. Yuri Says (02:19)
  • 2. Getting Yuri To The Van (02:14)
  • 3. Jack Makes The Call (02:53)
  • 4. Everyone To The Courthouse (03:09)
  • 5. Court Adjourned (02:19)
  • 6. Truckzilla [Act 1] (03:38)
  • 7. Yippie Kay Yay, Mother Russia! (01:54)
  • 8. Truckzilla [Act 2] (02:00)
  • 9. Father & Son (01:24)
  • 10. To The Safe House (01:51)
  • 11. Regroup (02:30)
  • 12. Leaving the Safe House (01:59)
  • 13. Getting to the Dance Floor (01:34)
  • 14. Too Many Kolbasas On The Dance Floor (03:53)
  • 15. What’s So Funny? (02:30)
  • 16. McClanes Get The Bird (03:00)
  • 17. Scumbags (02:05)
  • 18. Entering Chernobyl (04:07)
  • 19. Into The Vault (02:17)
  • 20. Rubbed Out At The Spa (02:07)
  • 21. Sunshine Shootout (01:37)
  • 22. Get To The Choppa! (02:59)
  • 23. Chopper Takedown (03:26)
  • 24. It’s Hard To Kill A McClane (02:59)
  • 25. Triple Vodka Rhapsody (01:55)
  • 26. McClane’s Brain (02:00)
Czas trwania: 64:36
Komentarze
Mefisto 2013-02-22
21:52
Dobra recka, a płyta wystarczająco solidna, by dać te 3. Nie jest to poziom Kamena, ale Beltrami przynajmniej czuje ducha i rytm jego muzyki, ergo nie przynosi ujmy serii. Inna sprawa, że ta sama w sobie zamieniła się w parodię...
Gootector 2013-02-23
01:04
Ja też z niecierpliwością czekałem na ten film... Wypad do kina z rodzinką, gały non stop w ekran, masa wybuchów, dwóch McClane'ów, Yippee-ki-yay mother... Super rozrywka, choć to już nie to samo, co 1-3. W przypadku Beltramiego, to poziom 4.0, czyli 2.0 - w ogóle nic nie zapamiętałem z filmu. Coś tam było, ale się nie wyróżniało. Film polecam - przednia rozrywka, muzykę odradzam. Lepiej posłuchać np. Hobbita.
Gootector 2013-02-23
19:40
Pozwolę sobie na odrobinkę komentarzu w sprawie filmu... tego "szalenie nieudanego obrazu Johna Moore'a". Nigdy więcej już nie uda się nakręcić dobrej "Szklanej pułapki", bo to już się skończyło po części 3. Im dalej w las, tym więcej drzew - czyli coraz więcej naciąganych historii. Idąc do kina, szedłem z myślą, że "będę się dobrze bawił", a nie wnikliwie śledził losy bohatera. I film spełnił moje oczekiwania. Absurdalne sceny strzelanin - niczym z filmów Tarantino, gdzie John wybija jednym magazynkiem 30 chłopa, że panowie tworzą ładny stosik, żarciki Johna, Czarnobyl(sic!) - tu chodzi o rozrywkę i Moore odwalił kawał dobrej roboty - wg mnie. Idealny film na weekend, aby odpocząć od problemów całego tygodnia.
Mystery 2013-05-22
17:47
Porządny akcyjniak w starym dobrym stylu.
Mieszko 2013-07-08
01:42
Słabizna, nieznacznie lepsza niż "World War Z".
Tomek 2013-07-12
22:57
Jedno z pozytywnych zaskoczeń tego roku. Kompletnie nie wierzyłem, że po kiepskiej muzycznie czwórce Beltrami będzie w stanie wykrzesać coś dobrego. A to pełnokrwista, w większości bardzo dobrze napisana technicznie muzyka akcji, która mimo pewnych naleciałości zimmerowskich/batmanowskich, w większości jest nadal klasyczna i czuć orkiestrową moc. Album mógłby być nieco krótszy, ale jego długość wynagradza równy poziom i właściwie ciągła ekscytacja. Beltrami zgrabnie do partytury przemyca motywy Kamena z oryginalnej trylogii: 4-nutowy motyw główny serii/McClane'a, motyw bad-guyów/konspiracji (np. dla Franco Nero w Die Hard 2). W końcówce słyszymy natomiast kamenowskie kulminacje oraz Beltrami powraca do swojego świetnego motywu z "F-35" z czwórki. Może to co napiszę w związku z już dziś historycznymi dokonaniami w tej serii oraz gatunku akcji Michaela Kamena, to herezja, ale jako album, Die Hard 5 to najlepsza pozycja całej serii. Paradoksalnie przy najgorszym filmie całej franszyzny... Cóż, czasami tak to już jest z fajną filmówką ;-) PS. Na plusik też bardzo ładny, emocjonalny finał (It's Hard to Kill McClane)
Mieszko 2014-04-21
11:30
Poprzedni post nieaktualny. "A Good Day To Die Hard" jednak przegrywa z "World War Z". Utwory nr 1, 3 i 24 są na albumie zdecydowanie najlepsze. Całość prawie nie do przejścia (przy "czwórce" tak samo). Soundtrack męczący i zwyczajnie słaby.

Good Day To Die Hard, A (Szklana pułapka 5)

Kompozytor:

  • Marco Beltrami

Muzyka dodatkowa:

  • Marcus Trumpp
  • Brandon Roberts

Dyrygent:

  • Pete Anthony

Orkiestrator:

  • Pete Anthony
  • Jon Kull
  • Dana Niu
  • Rossano alante
  • Andrew Kinney

Wydawca:

  • Sony Music (2013)

Producent:

  • Marco Beltrami

R E K L A M A





NASI PARTNERZY:



Poki.pl
Grydladzieci.pl


 
Strona hostowana przez
www.twojastrona.pl
Copyright © 2005-2020 FilmMusic.pl.
Wszelkie materiały multimedialne wykorzystane na tej stronie służą jedynie celom informacyjnym.
Projekt i wykonanie