Szukaj: w


recenzje

Life of Pi (Życie Pi)


Życie Pi uznano za powieść, której nie da się przenieść na ekran, a mimo to wielu próbowało. Jednym z zainteresowanych materiałem Yanna Martela był M. Night Shyamalan. Po wielu latach przymierzania się do realizacji, reżyserem został jednak znany z takich filmów ja Rozważna i romantyczna, Przyczajony tygrys, ukryty smok czy Tajemnica Brokeback Mountain Ang Lee. Film, jak i książka, opowiada historię poszukującego własnej religii Piscine'a Molitora Patela (zwanego "Pi", by nie nazwano go przypadkiem "Sikaczem" - Pissing), który zmuszony sytuacją finansową rodziny opuszcza ojczyznę i wyrusza do Kanady. Niestety wielka burza zatapia statek i przeżywa tylko 5 istot - Pi, orangutan, hiena, zebra i tygrys omyłkowo zwany Richardem Parkerem. Piękny film Lee charakteryzuje się urokliwą historią, zdjęciami (zwłaszcza w 3D), dobrym aktorstwem, a także znakomitymi efektami specjalnymi, które moim zdaniem zasługują na Oscara.


Muzykę do Życia Pi stworzył Mychael Danna, kompozytor, który już udanie współpracował z reżyserem (przy Burzy lodowej i , a z Hulka został zwolniony i zastąpił go Danny Elfman). Bezpośrednim powodem zatrudnienia tego właśnie twórcy mogły być także jego doświadczenia z indyjskim kręgiem kulturowym; wielokrotnie pracował choćby z reżyserką Kama Sutry Mirą Nair. Obycie z muzyką hinduską było w tym przypadku bardzo użyteczne. Efekt pracy Danny został już nominowany do Złotego Globu. Ponad godzinny album wydało Sony Classical.

Płytę rozpoczyna utwór, który otwiera także film, przepiękna Pi's Lullaby. Piosenka ta, moim zdaniem zasługująca na wyróżnienia, oparta jest na głównym temacie filmu. Wykonanie Bombay Jayashri jest bardzo subtelne. Zresztą właśnie subtelność jest jednym z kluczy do muzyki Danny i słychać to już we wspomnianej piosence, tak znakomicie wprowadzającej w nastrój albumu. NAtomiast pierwszy utwór właściwej partytury jest cytatem z klasycznej francuskiej piosenki, Sous le ciel de Paris (Pod niebem Paryża). Kanadyjczyk znakomicie łączy typowe musette z instrumentacją indyjską. Świetne jest także zakończenie utworu, oparte na rytmicznym wokalu.

Opowiadana przez Pi historia ma doprowadzić słuchacza do "uwierzenia w Boga", tylko główny bohater traktuje Boga w sposób bardzo specyficzny. Wątek religijny jest w filmie Lee (i zapewne w powieści, bowiem film uważany jest za bardzo wierną adaptację) bardzo ważny. Piscine ciągle poszukuje i jego wiara jest połączeniem bogów, których udało mu się poznać (czy jak mówi, "którym został przedstawiony"). Wierzy więc w Wisznu, w Chrystusa, ale także w Allaha, ponieważ bardzo odpowiadają mu rytuały muzułmańskie. Wątek islamu pojawia się w filmie tylko przez chwilę, więc nie ma on swojego odwzorowania w muzyce. Chrześcijaństwo i hinduizm mają, ale nie można powiedzieć, by te elementy ze sobą walczyły. Kompozytor, niczym główny bohater, szuka między nimi harmonii.


Mychael Danna specjalizuje się kinem, które wymyka się totalnemu mainstreamowi, dzięki czemu zapewne rozpatruje muzykę w filmie w sposób bardziej intelektualny niż twórcy, którzy na głównym nurcie zjedli zęby. Podstawowym pomysłem na Życie Pi jest właśnie owa harmonia między tradycją chrześcijańską a hinduistyczną. Czasami brzmi ona wprost cudownie, jak w nieco przypominającym Władcę Pierścieni Howarda Shore'a Tsimtsum. Elementy muzyki Indii są przez Dannę oddane w sposób bardzo autentyczny, głównie poprzez instrumentację, czyli flet bansuri i instrumenty takie jak sitar czy odpowiednią (choć zawsze delikatną) perkusję. Chrześcijaństwo zaś reprezentowane jest poprzez mistyczne w swym brzmieniu (i jak już wspomniałem, przypominające trochę Władcę Pierścieni) partie chóralne. Doskonałym połączeniem obu tych tradycji jest Tiger Vision, gdzie spotkamy rytmiczny motyw, który prowadzi narrację w tej przepięknej, także pod względem wizualnym, scenie. Spotting jest bardzo ostrożny i bardzo dużo scen, które by można uznać za sceny akcji pozbawionych jest muzyki, dzięki czemu może ona bardzo przekonująco odgrywać swą rolę. Pomaga także fakt, że Danna bardzo nie szarżuje z intensywnością emocjonalną. Są oczywiście pewne wyjątki, takie jak muzyka stricte komediowa (Set Your House in Order, Skinny Vegetarian Boy czy delikatnie etniczne The Island).

Tylko raz Danna i Lee pozwalają muzyce wybuchnąć. Wcześniejsza (i późniejsza) ostrożność w kierowaniu emocjami widzów budowane są do tego momentu, którym, zapewne ku zdziwieniu większości widzów, słuchaczy i czytelników, nie są wcale ostatnie sceny. God's Storm w filmie wypada wprost wybitnie. W tej dramatycznej i jednocześnie dynamicznej scenie Danna operuje kontrastem, pisząc wbrew montażowi (choć kontrapunkt na niższe smyczki doskonale oddaje to, co się dzieje na ekranie). Tutaj Mychael Danna sięga po prostu wyżyn emocji a utwó wręcz "robi scenę". Oprócz wielkiego dramatyzmu samego obrazu, trzeba także pamiętać, że ten sztorm jest także wyjątkowo ważnym doświadczeniem dla samego Pi. Mimo więc wielkiej intensywności emocjonalnej przedstawianych wydarzeń, Danna nie przestaje ilustrować filmu w sposób psychologiczny. Nawet opisywane już pogodzenie tradycji chrześcijańskiej z hinduistyczną ma podstawy w zrozumieniu przez kompozytora postaci młodego Pi.

Kończąca płytę i film trylogia Back to the World, Second Story i Which Story Do You Prefer? to mistrzostwo subtelności i inteligencji Mychaela Danny. Pojawia się tutaj temat na fortepian, pierwszy raz słyszany w Pi and Richard Parker. Ta delikatna melodia przypomina trochę (zarówno pod względem melodycznym, jak i metodologicznym) materiał Zimmera z Cienkiej czerwonej linii. Kompozytor jest wciąż bardzo ostrożny w operowaniu emocjami. Wyciszona muzyka w filmie tylko wspomaga z jednej strony dramatyczne, choć tylko werbalnie (The Second Story), z drugiej wręcz oczyszczające (zarówno Back to the World, jak i Which Story Do You Prefer?) sceny filmu Lee. Działa to także, dzięki nastrojowości i wielkim wyczuciu harmonii i melodii, bardzo dobrze na płycie.

Życie Pi to znakomity film a muzyka Danny wspomaga obraz, nie wybijając się przy tym przed szereg. Wspomniany bardzo dobry spotting pozwala jej odegrać tak dużą rolę w kontekście, na jaką ta śliczna i mądra kompozycja zasługuje. Partytura jest bardzo dobrze przemyślana i, zapewne, przedyskutowana z reżyserem. Podstawowy pomysł na ilustrację, czyli harmonia między dwiema zupełnie odrębnymi tradycjami religijnymi i muzycznymi pozwala skoncentrować się na przesłaniu filmu. Postać głównego bohatera jest bardzo specyficzna właśnie przez to, że lawiruje między różnymi systemami religijnymi, takimi, których pogodzić się teoretycznie nie da. Piscine Molitor Patel, Mychael Danna i Ang Lee pokazali, że jednak się da. Wygląda i brzmi to znakomicie.



Autor recenzji:  Paweł Stroiński
Nasza ocena
Oryginalność ścieżki:
Muzyka w filmie:
Muzyka na płycie:
OCENA OGÓLNA:
Lista utworów
  • 1. Pi's Lullaby (3:42)
  • 2. Piscine Molitor Patel (3:39)
  • 3. Pondicherry (1:12)
  • 4. Meeting Krishna (1:51)
  • 5. Christ in the Mountains (1:13)
  • 6. Thank You Vishnu for Introducing Me to Christ (0:55)
  • 7. Richard Parker (0:54)
  • 8. Appa's Lesson (1:06)
  • 9. Anandi (0:55)
  • 10. Leaving India (1:20)
  • 11. The Deepest Spot on Earth (0:48)
  • 12. Tsimtsum (2:49)
  • 13. Death of the Zebra (0:33)
  • 14. First Night, First Day (3:45)
  • 15. Set Your House in Order (2:10)
  • 16. Skinny Vegetarian Boy (2:16)
  • 17. Pi and Richard Parker (2:14)
  • 18. The Whale (2:02)
  • 19. Flying Fish (0:49)
  • 20. Tiger Training (1:22)
  • 21. Orphans (1:36)
  • 22. Tiger Vision (4:31)
  • 23. God Storm (3:42)
  • 24. I'm Ready now (3:21)
  • 25. The Island (1:59)
  • 26. Back to the World (8:20)
  • 27. The Second Story (4:02)
  • 28. Which Story Do You Prefer? (2:05)
Czas trwania: 65:30
Komentarze
ravaell 2012-12-20
20:38
Nie uważam, iż "Life of Pi" uchodziło za książkę nienadającą się do kinowej interpretacji. Filmu jeszcze nie widziałem, ale powieść aż kipiła od momentów idealnie podchodzących pod filmową ilustrację. Sama zaś książka zaskoczyła mnie ogromnie - przede wszystkim oryginalność w strukturze powieści, jak i typowe, shyamalanowskie zakończenie, utrzymane w duchu popularnego pragmatyzmu. Sama muzyka na płycie prezentuje się bardzo dobrze, chociaż pojedyczne, niespełna minutowe fragmenty burzą ogólny wydźwięk całości. Dwa pierwsze utwory zakrawają o najlepsze tegoroczne kompozycje. W pełni zasłużona czwóreczka :)
DanielosVK 2013-01-14
23:51
Dobra muzyka i dobra recenzja. Filmu jeszcze nie widziałem, ale na płycie zachwyca swą delikatnością i lekkim dramatyzmem. Szkoda tylko, że płyta to taki plankton, ale i tak jest to jeden z lepszych score'ów roku.
Mystery 2013-01-21
15:54
Ładny film i pięknie zanurzona w nim muzyka, w którą samemu miło jest się zagłębić. Jeden z najlepszych przedstawicieli muzyki filmowej z 2012, warty wszelkich wyróżnień i nagród.
Mieszko 2013-08-28
01:17
ABSURD!!! "Życie Pi" w reżyserii Anga Lee jest dowodem na to, że Oscary są śmiechu warte. Cztery statuetki i jedenaście nominacji?! Pytam się, za co? Muszę przyznać, że reżyser ma niezły tupet. Za podstawę wziął sobie "Slumdoga", a następnie postanowił zmieszać to ze "127 godzinami", "Cast Away. Poza światem", "Avatarem", "Nostalgią anioła" i "Pokutą". W taki oto sposób mamy gotowy przepis na Oscara - pewnie sobie powiedział. W "Życiu Pi" banały leją się strumieniami. Dialogi są tak fatalne, że aż uszy więdną. Debiutujący aktor jest drewniany i nieprawdopodobnie wręcz irytujący w swoich zachowaniach. Claudio Miranda otrzymał Oscara za zdjęcia. SZKODA SŁÓW (należał się Januszowi Kamińskiemu za "Lincolna" - pozostałe nominacje to całkowita porażka)!!! W "Tronie: Dziedzictwo" się popisał, ale tu? Tak samo ma się rzecz ze scenografią. Reżyseria i scenariusz autorstwa Davida Magee ("Finding Neverland") leżą i kwiczą. Film tonie w pretensjonalności. Pseudofilozoficzne rozważania i mądrości wywołują nerwowy chichot (religijna propaganda leje się tutaj jak woda z dziurawej chłodnicy). Są nie do zniesienia. Z jedenastu oscarowych nominacji dałbym dwie - za dźwięk i montaż dźwięku. Efekty specjalne w "Życiu Pi" są natomiast avatarowskimi naleciałościami. Ocean i wyspa widziane nocą to nic innego jak kopie bioluminescencyjnych własności flory i fauny, które panowały w nocy na Pandorze. Jedyna różnica to kolor. Zdarzają się tutaj co prawda pomysły intrygujące wizualnie, jak np. nakręcona z nerwem katastrofa morska (Pi na tle tonącego frachtowca), momenty, gdy ocean i niebo zlewają się ze sobą i widzimy na środku łódkę, pierwsza noc i pierwszy dzień czy też tygrysia wizja głębin oceanicznych, ale tak na dobrą sprawę te niewątpliwie ładne obrazki niczym specjalnie nie zaskakują. Nie jest to żadna nowa technologiczna rewolucja, z jaką mieliśmy do czynienia w przypadku "Avatara" Jamesa Camerona. Wyjątkiem jest tygrys bengalski (Richard Parker), stworzony w całości na komputerze. Tygrys jest nie tylko perfekcyjnie wykonany i wpisany w otoczenie, ale również zdecydowanie najciekawszą, najlepiej zagraną postacią w filmie od czasu King Konga w wykonaniu Andy'ego Serkisa w pamiętnym widowisku Petera Jacksona. Tygrys ewidentnie kryje w sobie jakąś tajemnicę, czego nie można powiedzieć o stronie wizualnej jako takiej. Za tymi wszystkimi obrazami nic się nie kryje. Nie ma w nich żadnej głębi. To tylko ozdobniki. Trzeba było nakręcić drugą wersję tej samej historii bez tych wszystkich technicznych błyskotek. Dramatyzm byłby z pewnością większy. Tak mamy tylko słowa, a to moim zdaniem zdecydowanie za mało, by zaangażować widza w opowiadaną historię. Książka książką. W filmie aż się o to prosi. W obrazie Anga Lee panuje intelektualna i emocjonalna pustka jak na pustyni. Zamiast inspiracji otrzymaliśmy pseudoreligijny bełkot w technologii 3D. Duże rozczarowanie. Chciałbym jeszcze poruszyć dwie kwestie (uwaga, spoilery!). Pierwsza... Główny bohater prawdziwą tragedię skrywa pod płaszczykiem zwierząt i kłamliwych bajecznych fantazji rodem z "Avatara" i mojej ukochanej "Nostalgii anioła". Reżyser Ang Lee wyraźnie jemu sprzyja, co trudno mi zaakceptować. W dodatku uzależniane jest to wszystko od wiary w Boga. Ja, jako katolik, czuję się przez reżysera obrażony. Terapia polega na konfrontacji z własnymi demonami, a nie na ich maskowaniu. "Drzewo życia" Terrence'a Malicka dostarczyło mi niezapomnianych, głębokich przeżyć duchowych i artystycznych, natomiast "Życie Pi" porządnie zniesmaczyło. Druga sprawa... Wiara w Boga czyni cuda. Nie mam nic przeciwko takiemu przesłaniu. Jeśli jednak wybrzmiewa ono w infantylnej bajeczce, w formie łatwo przyswajalnej papki, w dodatku chcącej w sposób nachalny przypodobać się członkom Amerykańskiej Akademii Filmowej, to w takim przypadku mówię stanowcze NIE!!! "Życiu Pi" bardzo daleko do delikatności jeśli chodzi o sprawy boskie. Widać to nie tylko w koszmarnych, natrętnych, banalnych dialogach, ale również w sferze wizualnej. Przykład? Boskie światło i pioruny w trakcie sztormu! Wyobrażam sobie, co musi przeżywać człowiek w tak ekstremalnych sytuacjach. Ja bym pewnie nie wytrzymał. Nie o to tu jednak chodzi. W filmie Anga Lee wiara w Boga jest uzależniana od opowiadanej historii, a pisarz (będący odpowiednikiem Yanna Martela) nawraca się po usłyszeniu... bajki o tygrysie, zebrze, orangutanie, hienie, wielorybie z avatarowskich głębin oceanicznych, robiącym fikołka w powietrzu nie wiadomo po co, latających rybach i surykatkach! Woła to po prostu o pomstę do nieba!!! Opowieść o zwierzętach jest lepsza?! Niezwykła?! Jedno wielkie kłamstwo!!! Sam tygrys bengalski (Richard Parker) to, jak już wcześniej pisałem, inna sprawa. Tak na dobrą sprawę interesował mnie tylko on, a nie irytujący główny bohater, który na widok ryby... dziękuje Wisznu, że objawił mu się w takiej postaci. Żenada!!! Tygrys kryje w sobie tajemnicę do momentu, gdy okazuje się, że to tylko imaginacja, waleczna strona Pi. Co za bzdura! Zwierzę o takiej charyzmie ukryte w duszy nijakiego bohatera opowieści?! Bez komentarza!!! Tygrys bengalski to naprawdę jedna z najciekawszych i najlepiej zagranych komputerowych postaci, jakie można było zobaczyć w kinie. Szkoda tylko, że sprowadzono ją ostatecznie do pustej, kłamliwej symboliki, podobnie jak całą resztę. Zbliżone pod względem fabularnym "Cast Away. Poza światem" Roberta Zemeckisa i "127 godzin" (reż. Danny Boyle), pomimo statycznej akcji, zapewniały mnóstwo emocji, których próżno szukać w przereklamowanym "Życiu Pi". Nie ta liga, panie Lee! Proponuję udać się na wcześniejszą filmową emeryturę. Tak będzie lepiej. "Hulk" panu wyszedł, ale proszę nie mamić widzów głębią w obrazach, w których jej zwyczajnie w świecie nie ma. Co z muzyką Mychaela Danny? Cóż... Poza przyzwoitym początkiem, nie zwraca na siebie większej uwagi. W filmie wypada o dziwo dobrze, ale nie na tyle, by załapać się na nominację do Oscara (piosenka też?!), nie mówiąc już o wygranej (moimi faworytami byli Alexandre Desplat za "Argo" i John Williams za "Lincolna"). Istne KURIOZUM!!! Oscary już dawno przestały być wyznacznikami jakości. Nie warto zaprzątać sobie nimi głowy. Sami wiemy, co jest dobre i wartościowe.
Tomek 2013-08-28
06:37
O ja... :P Najlepsze są jak zawsze u Mieszka słowa oburzenia w postaci wykrzykników, absurdów!!!, nie!!! (do kogo?) i zwracanie się tutaj do Anga Lee w pierwszej osobie...;-)
Wawrzyniec 2013-08-28
11:37
Ja nie wiem w ogóle jak Ang Lee to przeżyje? :P Pomijając już, że jak już to myślałbym, że krytyka powinna iść w pierwszym kierunku w stronę Danny (jak się coś nie podoba), wszak to recenzja w pierwszej linii muzyki do filmu, a nie samego filmu.
Krystian 2013-08-28
13:05
Podobno Ang Lee czasami tu zagląda :P Może przeczyta i przemyśli swoje dotychczasowe życie :)
Tomasz Goska 2013-08-29
09:57
Dyskusja była na tak niskim poziomie, że postanowiłem ją trochę skrócić.

Life of Pi (Życie Pi)

Kompozytor:

  • Mychael Danna

Muzyka dodatkowa:

  • Rob Simonsen

Dyrygent:

  • Mike Nowak

Orkiestrator:

  • Mychael Danna
  • Rob Simonsen
  • Bruce Fowler
  • Walter Fowler
  • Kevin Kaska
  • Joseph Newlin
  • Dean Parr
  • Conrad Pope
  • Carl Rydlund
  • Clifford Tasner

Soliści:

  • Jatinder Jeetu (bansuri)
  • V. Selvaganesh (kanjira)
  • Ulhas Bapat (santur)
  • Aruna Kalle (sarangi)
  • Anwar Khurshid (sitar)
  • Courtney Grueschow (sitar, tanpura)
  • Nick Ariondo (akordeon)
  • George Doering (mandolina)
  • Glen Holmen (mandolina basowa)
  • Jeff Danna (gitara)
  • Chris Bleth (ney)
  • Rajesh Srinivashan (mridangam)
  • Robert Thies (fortepian)

Wykonawcy:

  • Evergreeb Club Contemporary Gamelan Orchestra
  • Cardinal Vaughan Memorial School Choir

Wydawca:

  • Sony Classical (2012)

Producent:

  • Mychael Danna

R E K L A M A





NASI PARTNERZY:



Poki.pl
Grydladzieci.pl


 
Strona hostowana przez
www.twojastrona.pl
Copyright © 2005-2020 FilmMusic.pl.
Wszelkie materiały multimedialne wykorzystane na tej stronie służą jedynie celom informacyjnym.
Projekt i wykonanie