Szukaj: w


recenzje

Snow White and the Huntsman (Królewna Śnieżka i Łowca)



Nie rokiem Korczaka ani Kraszewskiego tylko rokiem braci Grimm powinni sygnować w kalendarzu rok 2012. Czemu? Jakiś dziwny hype na twórczość tych panów panuje obecnie w przemyśle filmowym. Nie dość, że na telewizyjnych ekranach panoszy się aktorski serial Once Upon a Time, próbujący łączyć realia baśniowe z tymi doskonale nam znanymi, to jeszcze do grona zainteresowanych tematem dołączyło Hollywood inwestując w dwa spore projekty. O ile pierwszy z nich (tytułowa Królewna śnieżka) był raczej luźną, nastawioną na młodego odbiorcę interpretacją opowiadania, to kolejny film z tego zakresu próbował walczyć już o bardziej wymagającego widza. Próbował, bowiem Królewna Śnieżka i Łowca utopił się w przeroście formy nad treścią. Przykro patrzeć jak Hollywood pochłania moda na eskalowanie prostych z natury problemów do miana hierdramatycznego zjawiska. I tak jak jałowa stała się ziemia fikcyjnego królestwa po przejęciu jej przez złą królową Ravennę, tak też jałowa wydało się dojrzewanie tytułowej bohaterki do miana przywódcy rebelii mającej na celu obalenie tyranii macochy. A to tylko pojedynczy trybik tej skomplikowanej machinerii filmowej w wykonaniu Ruperta Sandersa. W surową filmową scenerię śnieżki idealnie wtapia się równie surowa oprawa muzyczna Jamesa Newtona Howarda. Surowa pod wieloma zresztą względami, ale najbardziej chyba pod względem tematycznym.

Ostatnie dwa lata nie były zbyt łaskawe dla tego kompozytora. Choć na brak pracy nie mógł on narzekać, to efekty takowej pozostawiały wiele do życzenia. Czemu artysta, który słynie z ciekawych konstrukcji rytmicznych, wyjątkowej kreatywności i nie małym doświadczeniu oraz wiedzy technicznej stawia coraz częściej na wypraną z pasji ilustrację? Czemu fantazja Howarda ogranicza się ostatnio głównie do zaspokojenia potrzeb filmowych, stawiając estetykę i swoją główną kartę przetargową - melodię - na drugim planie? Szczerze powiedziawszy nie mam pojęcia. Wydawać by się mogło, że po słabych i anonimowych Igrzyskach śmierci tematyka baśniowa będzie żyzną glebą, na której światowej klasy kompozytor wyhoduje naprawdę ciekawy i barwny score. Tymczasem rzeczywistość pokazała, że James Newton Howard po raz kolejny studzi swoje zapały eksperymentatora, pozwalając tym samym aby jego w warsztat wdzierała się przykra rutyna.

Przykra przede wszystkim dla melomanów, bo oglądająca film widownia nie będzie miała większych zastrzeżeń do tego, co popełnił Howard. Tradycyjnie już bowiem otrzymujemy poprawną technicznie i stylistycznie partyturę. Partyturę gotową zaistnieć tam, gdzie materia wizualna nie radzi sobie z wiernym odzwierciedlaniem emocji. Trzeba jednak zaznaczyć, że kompozytor traktuje swoją rolę z dużym dystansem. Odcina się od ubarwiania historii przyjmując rolę pokornego rzemieślnika pracującego tylko nad podstawowym aspektem tego dzieła - aspektem funkcjonalności. Efektem tego jest tworzywo sprawnie lawirujące pomiędzy filmowymi scenami - nieco zbyt anonimowa ścieżka dźwiękowa, która budzi się w wyobraźni widza dopiero w ostatnich minutach filmu. Egzaminu nie zdały do końca również tak lubiane przez Howarda solowe wejścia smyczkowe. O ile w partyturach takich jak Osada czy Opór rola skrzypiec jest wręcz nie do ocenienia, to wiolonczela udramatyczniająca Królewnę śnieżkę wydaje się przy nich tylko bladym cieniem całego przedsięwzięcia. Efekt końcowy pozostawia jednak pozytywne wrażenie, a sam kompozytor nie daje mi powodów do tak stanowczej krytyki, jak w przypadku Igrzysk śmierci.


Niestety ceną za ilustracyjny perfekcjonizm było wspomniane wyżej odcięcie się od większych doznań estetycznych. Wyjęty z ram filmowych materiał nie stanowi większej wartości sam w sobie. Zapewnia kilka chwil muzycznej ekstazy, trochę wyświechtanej już melancholii i cała gamę niepotrzebnego smęcenia, które idealnie odzwierciedla wylewającą się z filmu Sandersa nudę. Temat przewodni otwierający album soundtrackowy w tytułowym Snow White nie zapuszcza korzeni w naszej wyobraźni. Choć kompozytor sili się na ładne aranżacje, to daje się odczuć, że jest to tylko prezentowanie wtórnego produktu w ładnym brzmieniowym opakowaniu. Jednego czego nie można odmówić Howardowi, to umiejętnego posługiwania się instrumentarium. Nawet najbardziej banalna melodia w jego wykonaniu potrafi urzec niezwykłym wyczuciem, ciekawymi pasażami i typowym dla tego kompozytora wystawnym łączeniu brzmień orkiestrowych z elektronicznymi. Gdy do tego wszystkiego dochodzi jeszcze mistyczny, bądź apokaliptyczny chór, mamy na czym ucho zawiesić. Szkoda tylko że tak rzadko w tym przypadku...

Niestety po całkiem obiecującym początku czeka nas niewątpliwie ciężka próba i egzamin z odporności na mroczny underscore. Oto bowiem problematyka filmowa wykracza poza mury królestwa, a wraz z główną bohaterką w nieznany i niebezpieczny świat Mrocznego Lasu ucieka również ścieżka dźwiękowa. Przerywnikiem do tych mało frapujących fragmentów są elementy muzyki akcji, która niestety w tym przypadku nie wyżyna się ponad zwykłe rzemieślnicze zdolności Howarda. Utwór ilustrujący ucieczkę z zamku zapewnia co prawda kilka bardziej dynamicznych momentów, aczkolwiek jest to tylko powtórka ze znanej nam już doskonale rozrywki. Nieco lepiej pod tym względem sprawuje się scena finalnego szturmu na zamek i konfrontacji śnieżki z Ravenną. Położenie większego nacisku na partie chóralne z pewnością przysłużyło się uatrakcyjnieniu tego rzemiosła.

Po raz kolejny jednak nie muzyka akcji, ale subtelna liryka jest najmocniejszą stroną kompozycji Jamesa Newtona Howarda. Aby się o tym przekonać wystarczy tylko sięgnąć po utwory opisujące barwny świat Sanktuarium – miejsca stanowiącego relikt dobrobytu i szczęścia sprzed panowania Ravenny. Obok radości pojawia się także nostalgia i pewnego rodzaju poczucie straty jakie towarzyszy głównym bohaterom podczas ich wędrówki. Interesującym akcentem uwypuklającym te emocje wydawać się może smutna przyśpiewka Gone przypominająca posępne aktorskie wokale z Władcy Pierścieni. Prawdziwą perełkę stanowi jednak kawałek wieńczący album soundtrackowy. Genialnie zaaranżowana przez Jamesa Newtona Howarda melodia z fenomenalnymi partiami chóralnymi jest tym, czego współczesnej kinematografii zaczyna powoli brakować - trafiającym do wyobraźni słuchacza tworzywem dyskretnie balansującym pomiędzy szeroko rozumianym, popowym brzmieniem, a orkiestrowo-chórlaną ekstazą.

Szkoda tylko, że takich chwil James Newton Howard nie serwował nam częściej. Właściwie piosenka promująca Breath of Life w wykonaniu Florence jest najmocniejszym atutem albumu soundtrackowego tak bardzo rozdrabniającego się nad niepotrzebnym underscore. Jednakże nie wydanie, a muzyka jest tutaj głównym problemem. Muzyka, która poza obrazem nie nawiązuje większej sympatii z miłośnikiem prostej jak konstrukcja cepa, ale melodyjnej ścieżki dźwiękowej. Nie można tutaj zarzucić Howardowi, że nie wywiązał się ze swoich zobowiązań. Być może zrobił to nieco zbyt mechanicznie. Pytanie tylko, czy jest to gotowa recepta na kolejne projekty, czy też kompozytor ten zaskoczy nas jeszcze jakimś wyjątkowym pomysłem?


Inne recenzje z serii:
  • The Huntsman: Winter's War

    Autor recenzji:  Tomek Goska
    Nasza ocena
    Oryginalność ścieżki:
    Muzyka w filmie:
    Muzyka na płycie:
    OCENA OGÓLNA:
    Lista utworów
    • 1.  Snow White (03:24)
    • 2.  I'll Take Your Throne (03:00)
    • 3.  Tower Prayers (02:07)
    • 4.  Something for What Ails You (03:26)
    • 5.  Escape from the Tower (02:33)
    • 6.  You Failed Me Finn (03:03)
    • 7.  White Horse (02:02)
    • 8.  Journey to Fenland (03:38)
    • 9.  Fenland in Flames (04:08)
    • 10.  Sanctuary (02:33)
    • 11.  White Hart (06:37)
    • 12.  Gone [wyk. Ioanna Gika] (03:10)
    • 13.  I Remember That Trick (05:35)
    • 14.  Death Favors No Man (06:13)
    • 15.  Warriors on the Beach (04:52)
    • 16.  You Cannot Defeat Me (02:35)
    • 17.  You Can't Have My Heart (01:57)
    • 18.  Coronation (02:06)
    • 19. Breath of Life [wyk. Florence + The Machine] (4:11)
    Czas trwania: 63:01
    Komentarze
    GoNzO 2012-06-16 02:19
    a ja mam wasze zdanie głęboko w zadzie! piękna muzyka! potraficie tylko po polsku obsrywać, zamiast słuchać o! czasem takie nudne mierne tracki wielbicie zamiast łapać sens muzyki filmowej, rozrywkowej wersji symfonii i oper. brawa dla pana howarda za tą ściegę :P
    tennese 2012-06-18 23:39
    Oj GONZO, gdybyś znała poprzednie dzieła J.N.Howarda, zrozumiałabyś powyższą recenzje. Autor tej recenzji ocenia muzykę pod względem dorobku kompozytora i jego talentu. A, ze ściezka w porównaniu do jego wczesniejszych dzieł jak Osada, Oprór, Cedry pod sniegiem, zaginiona atlantyda, king kong, Ścigany (arcydzieła) wypada blado to nie ma się czego dziwić. Mnie człowieka, który slucha całe życie JNH i wogole muzyke filmową niesatysfakcjinuje takie średniawki jak Snow white and the hunt... Wymagam od takiego talentu cos wiecej niz dobrego rzemiosła i poprawnej dramaturgi. Oczywiście w 50% zawartych recenzji na tym portalu nie zgadzam, ale z ta powyższą zgadzam sie w zupełności. Jestem rozczarowany, że kompozytor tej klasy, zrobił osotanio az 4 marne soundtracji typu, green lantern, salt, hunger games i white snow and the huntsman. ktoś kto miażdzy Krwawym Diamentem, Alive, oraz Unbreakable i Sixt mind nie może az 4 razy nas rozczarować. Moze JNH traci wene i nalezy mu sie odpoczynek?? Co by nie było JNH nalezy do grona najwybitniejszych kompozytorów wszech czasów.
    Mystery 2012-09-07 12:57
    Praca z dwiema stronami medalu, ładne, liryczne i klimatyczne granie z jakiego James słynie i akcja, która do najprzyjemniejszych już nie należy i wydaje się być dla takiego filmu zbyt nieokrzesana, brutalna i głośna. Zawód jest, bo w takim kinie Howarda stać na więcej, choć magiczne momenty, szczególnie uwypuklające się w filmie są (Snow White, Sanctuary, pierwsza część White Hart, Coronation). Szkoda, że całość nie trzyma takiego poziomu i mroczniejszy, trochę niemrawy underscore psuje wrażenia z odsłuchu, ale ogólnie muzyka to całkiem okazała, na pozytywną oceną jaką jest 3 niewątpliwie zasługująca. (dodatkowa połówka za wspaniałą piosenkę)
    Miley25 2012-12-27 11:04
    Bajeczna ścieżka/Śnieżka;)
    Mieszko 2013-07-15 12:20
    Ostatnia niezasłużona krytyka Jamesa Newtona Howarda. Magiczny soundtrack do rewizjonistycznej opowieści o Królewnie Śnieżce (bardzo udany debiut reżyserski Ruperta Sandersa i zasłużone nominacje do Oscara za kostiumy i efekty wizualne). Muzyka wyrazista tematycznie (śliczny temat Śnieżki i świetny motyw Złej Królowej) i brzmieniowo, bardzo ładnie wykonana (fortepian i wiolonczela Mayi Beiser - cudo!), z bogatą paletą barw, ze wspaniałymi melodiami i baśniowym klimatem wylewającym się z wielu utworów (m.in. "Snow White", "Sanctuary", "White Hart", "Death Favors No Man", "Coronation"), z cudowną liryką, czasami agresywna (np. "I'll Take Your Throne" - ciekawe połączenie brutalnych motywów z tematem Złej Królowej; "White Horse"), mroczna (taki jest sam film!) i niepokojąca (wspomniane dwa utwory, a także "Tower Prayers" z fajnie wplecionym motywem Śnieżki nietracącej ducha i nadziei, "Something for What Ails You", "I Remember That Trick"), z wyśmienitymi kawałkami akcji (pędzące na złamanie karku "Escape from the Tower" i kapitalne "Warriors on the Beach"), momentami spokojniejszymi i refleksyjnymi ("You Failed Me Finn", "Journey to Fenland", "Gone", "You Can't Have My Heart" czy fragmenty "Death Favors No Man"), a na deser przebojowa piosenka "Breath of Life" w wykonaniu Florence + The Machine (prawdziwy hit!!!). Każdego utworu, w tym niewymienionych "Fenland in Flames" i "You Cannot Defeat Me", słucha się rewelacyjnie. Jedna z najlepszych ścieżek dźwiękowych ubiegłego roku, która w połączeniu z obrazem wypada MAGICZNIE!!!
    Tomasz Goska 2013-07-15 12:59
    Ja tylko ciekaw jestem co powiesz o tych średniakach jak weźmiesz na warsztat takiego Williamsa, Desplata, czy Morricone. ;)
    Mieszko 2013-07-15 13:19
    Powiem to samo, ponieważ znam twórczość Johna Williamsa, Ennio Morricone (o nich wkrótce) i Alexandre'a Desplata (póki co pisałem o jego "Dziewczynie z perłą", "Osaczonym" i "Królowej"). Nie porównuję ze sobą kompozytorów, bo każdy ma własny styl i tworzy inną muzykę, która się podoba lub nie. Pozdrawiam.
    Koper 2013-07-15 17:22
    Całą? Tak pytam, zwłaszcza odnośnie Morricone. :) A Tomek Goska słusznie prawi. Gusta, gustami, ale Śnieżka to praca wtórna w karierze JNH, na dodatek diablo nierówna, od ładnej liryki, po fatalny nawet w filmie action-score. Wystawianie temu maksów to pewne nadużycie niezależnie od muzycznych sympatii. Pozdrawiam.
    DanielosVK 2013-07-15 17:49
    One does not simply know Morricone's discography... :P
    Mieszko 2013-07-15 23:51
    Na pewno nie miałem na myśli całej twórczości. ;) A jeszcze co do "Śnieżki" Howarda... Może i jest kompozycją wtórną (mógłbym wskazać to i owo), ale zupełnie mi to nie przeszkadza. Action-score natomiast w porządku, moim zdaniem. W scenie ucieczki Śnieżki z wieży wszystko jest idealnie ze sobą zgrane. Sekwencja ataku na zamek również robi wrażenie (m.in. dzięki muzyce). Myślę, że praca ta zasługuje na 5 gwiazdek, choć na początku chciałem jej wystawić 4,5. Do usłyszenia.

    Do tej recenzji istnieje jeszcze 6 komentarzy. Chcesz zobaczyć wszystkie?    » pokaż wszystkie
  • Snow White and the Huntsman (Królewna Śnieżka i Łowca)

    Kompozytor:

    • James Newton Howard

    Dyrygent:

    • Pete Anthony

    Orkiestrator:

    • Pete Anthony
    • Jeff Atmajian
    • Jon Kull
    • Mrcus Trumpp
    • John Ashton Thomas

    Soliści:

    • Maya Beiser (wiolonczela)

    Wydawca:

    • Universal Republic (2012)

    Producent:

    • James Newton Howard
    • Stuart Thomas

    R E K L A M A





    NASI PARTNERZY:



    Poki.pl
    Grydladzieci.pl


     
    Strona hostowana przez
    www.twojastrona.pl
    Copyright © 2005-2020 FilmMusic.pl.
    Wszelkie materiały multimedialne wykorzystane na tej stronie służą jedynie celom informacyjnym.
    Projekt i wykonanie