Szukaj: w


recenzje

Star Wars Episode I: The Phantom Menace (Gwiezdne Wojny: Mroczne Widmo)


Najpierw powstały trzy. Potem świat obiegła plotka, że ma ich być w sumie dziewięć, no ale w końcu „tylko” sześć z nich ujrzało światło dzienne. O czym mowa? Oczywiście o najsłynniejszej sadze George'a Lucasa. Nakręcana od 1997 roku PR-ka na klasyczną trylogię Gwiezdnych Wojen użyźniała grunt przez pojawieniem się nowych epizodów, które, jak to zapowiadano, „miały zrewolucjonizować serię i wzbogacić ją o nowe treści”. Rzeczywistość pokazała że sukces co prawda był, ale na tle technicznym, gdyż mordercza praca speców od CGI z Industirial Light & Magic przeszła już do historii kina. A same filmy? Cóż, spuśćmy na nie zasłonę milczenia. Wiele już Lucasowi się dostało za to, co popełnił. Rozpoczynające tę farsę Mroczne Widmo jest filmem w równej mierze fascynującym, co irytującym. Fascynującym, gdyż zaglądamy w głęboką przeszłość tego, co kształtowało fabułę Starej Trylogii, poznajemy nowych bohaterów, jesteśmy świadkami spektakularnych walk na miecze świetlne... A irytującym, bo po planie plątało się między innymi coś takiego:


Fani Gwiezdnych Wojen mogli jednak czuć się dumni wychodząc z sal kinowych w maju 1999 roku. Chyba nikt nie wątpił w to, że Maestro stanie na wysokości zadania i stworzy coś godnego poprzednich trzech gwiezdnowojennych partytur. Natomiast mało kto spodziewał się niemalże zupełnego odejścia od dotychczasowej spuścizny. W przeciwieństwie do malkontentów, kompozytor wiedział, że nowa historia wymaga świeżego spojrzenia na podejmowaną przez Lucasa tematykę – także od strony muzycznej. Oczywiście pewnych „stałych” nie godziło się zmieniać, a były nimi między innymi: fanfara rozpoczynająca film i temat Mocy. Na przestrzeni partytury pojawiło się rzecz jasna jeszcze kilka innych, bardziej subtelnych nawiązań, ot chociażby do tematu Yody, Imperatora, czy Dartha Vadera. Nie stanowiły one jednak trzonu palety tematycznej. Co zaś się tyczy pozostałych treści – tutaj John Williams miał bardzo dużo swobody.

I właśnie takie rozluźnienie sprawiło, że Mroczne Widmo wyszło naprzeciw słuchaczom z nowym mocnym akcentem tematycznym, który przeszedł do historii kina. Warto tylko wspomnieć, że chyba po raz pierwszy w historii telewizji muzycznych, filmowy montaż z patetyczną muzyką orkiestrowo-chóralną bił się o pierwsze miejsca list przebojów! Duel of the Fates przez ponad pół roku nie znikał z ramówek MTV, VIVY i innych karmiących się na co dzień komercją, stacji. Pomijając całą pompę, jaka towarzyszyła promocji ścieżki dźwiękowej do Mrocznego Widma, trzeba przyznać, że było to dzieło znakomite - stanowiące bez wątpienia highlight w twórczości Johna Williamsa. Wypuszczony przez Sony Classical album sprzedawał się w milionach egzemplarzy bijąc rekordy Titanica, a kompletne (niestety bardzo słabo zmontowane) wydanie tej partytury również znalazło swoje grono odbiorców. Nie dziwne zatem, że gdy po 13 latach do kin trafia odświeżona wersja filmu Lucasa, wytwórnia Sony również chce nieco uszczknąć z tego złotego cielca.

W informacji o ponownym pojawieniu się ścieżki dźwiękowej do Mrocznego Widma dopatrywałem się próby rehabilitacji po niezbyt udanym „Ultimate Edition”. Ale jak się wkrótce okazało pazerność decydentów tego fonograficznego molocha przechodzi wszelkie wyobrażenia... Bo jak inaczej nazwać można przepakowanie oryginalnego albumu soundtrackowego do nowego pudełka z nową okładką? No dobrze, w ramach bonusu pojawił się jeszcze jeden utwór, a mianowicie dialogowy montaż wspomnianego wyżej Duel of the Fates. I co z tego? Znajdzie się ktoś, kto z tego tytułu krzyknie z radości? Nawet jakby, to warto mieć świadomość, że mamy do czynienia z klasyczną re-edycją i w takim właśnie kontekście będziemy oceniać nowe wydawnictwo Sony Classical.

Nie od dziś wiadomo, że Maestro ma bzika na punkcie skrupulatnego montowania materiału popełnionego na rzecz filmu. Efektem tego jest zgrabnie zaprezentowany 70-minutowy album, którego utwory przypominają bardziej suity tematyczne, aniżeli ilustracją jako taką. Ma to oczywiście swoje dobre jak i złe strony, bowiem estetyka albumu okupiona jest najczęściej ogólnym pomieszaniem z poplątaniem w chronologii partytury. Daleko szukać nie musimy, gdyż otwierający album Star Wars Main Title and The Arrival at Naboo klei w sobie takie dwa dwa, wydawać by się mogło, bezsensowne momenty muzyczne. Temat główny i fragment z przylotu Jedi na statek Federacji są jak najbardziej na miejscu, ale jak tutaj wytłumaczyć obecność fanfary ze sceny lądowania na Courscant? Takich „sklejek” na przestrzeni całej płyty jest pełno. Ot na przykład The Sith Spacecraft and The Droid Battle przeskakujące bez skrępowania po skrajnie różnych momentach filmowych, czy Qui Gon's Noble End, w którym znalazły się fragmenty... ewakuacji z Naboo na Tatooine. Owszem, można mieć do wydawców żal za tak dalece posuniętą ingerencję w oryginalne nagranie, aczkolwiek moim skromnym zdaniem przysłużyło się to tak zwanemu „listening experience”. W sumie nie jest to pierwsza tego typu „składanka” w karierze Maestro. Jego albumy soundtrackowe cechują się dbałością o każdy szczegół i troską o jak najlepszy odbiór całości.


Niewątpliwym plusem takiego podejścia było zatem wyeksponowanie najważniejszych treści, jakie niosła za sobą oryginalna partytura Williamsa. A do takowych zaliczyć należy z pewnością dwie ostoje albumu soundtrackowego, czyli temat epickiej konfrontacji Jedi z Darthem Maulem oraz temat Anakina. Wspomniany wyżej Duel of the Fates to klasa sama w sobie, natomiast motyw młodego Dartha Vadera (Anakin's Theme) jest przyjemnym dla ucha elementem rozpościerającym nad kompozycją płaszcz melancholii. Wszak dzieciństwo Anakina nie należało do najpiękniejszych, a sama jego postać wydaje się w tym filmie jakby na rozdrożu. Rola tego tematu jest zatem systematycznie pomniejszana w toku toczącej się dalej akcji i upewniania się młodego bohatera co do swojej roli w Zakonie Jedi.

Błędem byłoby jednak ograniczyć Mroczne Widmo tylko do dwóch charakterystycznych tematów. Partytura Johna Williamsa to wspaniały festiwal wpadających w ucho melodii i ich genialnych aranżacji. Doskonałym tego przykładem są wszelkiego rodzaju sceny batalistyczne, gdzie doświadczamy mistrzowskiego wręcz posługiwania się potężnym, patetycznym brzmieniem. Marszowy motyw droidów dokonujących inwazji na planetę Naboo (segment The Droid Invasion) równie mocno odbija się na wyobraźni słuchacza co pełna patosu interpretacja słynnego Duel of the Fates w utworze The Appearance of Darth Maul. A przecież mamy jeszcze dwa inne kluczowe wątki akcji w filmie – próbę odbicia pałacu Amidali oraz zniszczenia stacji dowodzenia robotami – również okraszone solidną porcją dynamicznego orkiestrowego grania (Panaka and the Queen's Protectors).

Ostudzenie tego hurra-optymistycznego grania przynosi dramatyczny finał pojedynku pomiędzy Jedi, a Darthem Maulem. Poruszająca scena śmierci Qui-Gona odbiła się rzecz jasna na warstwie muzycznej, której ładunek emocjonalny w tym miejscu porównać można tylko do analogicznych fragmentów z Powrotu Jedi. Następujące po niej sceny przynoszą kolejną porcję smutnej w wymowie liryki. Na uwagę zasługuje utwór ilustrujący naradę Obi-Wana z Yodą, gdzie John Williams w sugestywny sposób podkreśla wątpliwości Mistrza Yody co do przyszłości młodego Anakina – w tle pojawia się parafraza Marszu Imperialnego. Wspomniane wyżej koneksje z Powrotem Jedi dają się również zauważyć w samej końcówce filmu, gdy ogarnięta euforią planeta Naboo świętuje swoje zwycięstwo nad Federacją Handlową. Podniosła fanfara z Augie's Great Municipal Band przechodzi w charakterystyczną już dla filmów z gwiezdnowojennego uniwersum, suitę finałową.

Mało jest albumów soundtrackowych, w których każdy utwór stanowiłby jakość samą w sobie. Mroczne Widmo jest właśnie takowym albumem. Gruntowne opisanie walorów tej niespełna osiemdziesięciominutowej płyty mogłoby się właściwie sprowadzić do analizy track-by-track. Analizy wyciągającej z niemalże każdej minuty muzyki jakąś ciekawostkę. Oczywiście ten skromny krążek nie wyczerpuje geniuszu, jaki John Williams popełnił do słabego w gruncie rzeczy filmu Lucasa. Aż szkoda, że Sony Classical pokpiło sprawę z kompletnym dwupłytowym albumem tej ścieżki dźwiękowej. Bardziej chyba od tego partactwa wolę opisywaną tutaj skromną, ale reprezentacyjną reedycję albumu sountrackowego z 1999 roku.
Bardzo polecam!



Inne recenzje z serii:
  • Star Wars: Thee Phantom Menace (Ultimate Edition)
  • Star Wars: Attack Of The Clones
  • Star Wars: Revenge Of The Sith
  • Star Wars: A New Hope
  • Star Wars: The Empire Strikes Back
  • Star Wars: Return Of The Jedi
  • Star Wars: Shadows Of The Empire

    Autor recenzji:  Tomek Goska
    Nasza ocena
    Oryginalność ścieżki:
    Muzyka w filmie:
    Muzyka na płycie:
    OCENA OGÓLNA:
    Lista utworów
    • 1. Star Wars Main Title and The Arrival At Naboo (02:55)
    • 2. Duel of the Fates (04:14)
    • 3. Anakin's Theme (03:08)
    • 4. Jar Jar's Introduction and The Swim To Otoh Gunga (05:07)
    • 5. The Sith Spacecraft and The Droid Battle (02:37)
    • 6. The Trip To The Naboo Temple and The Audience With Boss Nass (04:07)
    • 7. The Arrival At Tatooine and The Flag Parade (04:04)
    • 8. He Is The Chosen One (03:53)
    • 9. Anakin Defeats Sebulba (04:23)
    • 10. Passage Through The Planet Core (04:39)
    • 11. Watto's Deal and Kids At Play (04:57)
    • 12. Panaka And The Queen's Protectors (03:24)
    • 13. Queen Amidala and The Naboo Palace (04:51)
    • 14. The Droid Invasion and The Appearance Of Darth Maul (05:14)
    • 15. Qui-Gon's Noble End (03:48)
    • 16. The High Council Meeting and Qui-Gon's Funeral (03:08)
    • 17. Augie's Great Municipal Band and End Credits (09:38)
    • 18. Duel of the Fates (Dialogue Version) (4:21)
    Czas trwania: 78:28
    Komentarze
    Artur Trzebny 2012-02-25 18:28
    Tak, "Cienie Imperium" to zajefajna powieść. Pełna specyficznego humoru i naprawdę fajnych tekstów - ewenement w powieściach osadzonych w tym uniwersum, z których większość jest utrzymana w tonie nadętej powagi. Podobno Lucas chciał nakręcić kiedyś serial telewizyjny na motywach tej książki, ale niestety projekt nigdy nie ujrzał zielonego światła. A szkoda. Na otarcie łez można posłuchać (ale to wszyscy przecież wiecie:-) muzyki do nieistniejącego filmu, autorstwa Joela McNeely.
    mike 2012-02-25 19:34
    Cienie Imperium Steve'a Perry'ego tak spodobały się Lucasowi, że ten postanowił powołać projekt mający na celu wypromowanie historii, która dzieje się między wydarzeniami Imperium Kontratakuje i Powrótu Jedi. Oprócz adaptacji książkowych, bądź jak kto woli nowelizacji, przez większość fanów i znawców Star Wars Cienie Imperium uważane są za kanon. Nawet trylogia Thrawna nie dostąpiła tego zaszczytu, tylko 'Cienie'. A wracając do tego projektu, to w jego skład wchodzą - oczywiście książka, komiksy, gra komputerowa, zabawki oraz soundtrack skomponowany przez Joela McNeely (dwa utwory są w całości autorstwa Williamsa!!! - pierwszy i drugi + oczywiście gdzie nie gdzie słychać jego tematy). Tu są recenzje: http://filmmusic.pl/index.php?act=recki&id=14 oraz http://muzykafilmowa.pl/recenzja,243,star-wars-shadows-of-the-empire.html
    Mystery 2012-02-29 20:28
    Kult, moc i potęga, ale za zajmujące sporą część scoru, mniej absorbujące rubaszne/ilustracyjne/underscorowe kawałki (4, 6, 10, 11) najwyższej oceny dać tu nie mogę. I "Augie's Great Municipal Band" przez te lata, zrobiło się jakieś irytujące i w ogóle nie pasuje do tej całej symfonicznej uczty, choć ten magiczny moment przejścia w temat Star Wars nadal działa ;)
    Mieszko 2014-03-18 09:40
    Nie rozumiem zachwytów nad tą muzyką. Potwornie nierówny soundtrack. Może po kolei... Oryginalność na trzy gwiazdki co najwyżej. W filmie? Bez zarzutu. Płyta? Tu zaczynają się dość wyraźne schody. Pierwszy track zawiera dwie fanfary - jedną kultową i drugą mocno średnią. Utwór drugi, czyli "Duel of the Fates", kapitalny! "Anakin's Theme" świetne. Track czwarty... Motywy Jar Jara i podwodnego miasta OK, ale końcówka taka sobie. W piątym utworze niezła akcja. Kolejny kawałek słaby. Kawał porządnej akcji w utworze następnym. Solidnie, jednak bez rewelacji w "ósemce". W tracku nr 9 kiepska II połowa. W kawałkach 10-11 i 13-14 jest przeciętnie. Dobry temat, nuda i chaos w 12. utworze. Początek utworu 15. wiele obiecuje. Na tym jednak koniec. W "szesnastce" II część (tylko) prezentuje sobą jakiś poziom. Zakończenie naprawdę znakomite. Za mało harmonii.
    Tomasz Goska 2014-03-18 10:39
    Nie chcę wbijać szpili, ale czy w ogóle zdajesz sobie sprawę co to jest harmonia w muzyce? O ocenie dyskutował nie będę, bo opinia jest jak dupa - każdy ma swoją.
    Mieszko 2014-03-18 16:00
    Chodziło mi o to, że brakuje tutaj płynności. Za duży chaos tu panuje. Więcej równowagi, ładu oraz porządku, mniej zamętu i niezborności. Epizod I tego nie ma, a epizod III owszem.
    Paweł Stroiński 2014-03-18 17:22
    Co jak co, ale Williams niezborny nigdy nie był i nigdy nie będzie. A muzyczne pojęcie harmonii bardzo mocno różni się od twojego.
    Mieszko 2014-03-18 22:40
    Pojęcie "harmonia" można rozumieć w różny sposób. Kolejnym razem postaram się je użyć w innym znaczeniu, skoro to budzi takie kontrowersje. ;)
    Paweł Stroiński 2014-03-18 23:25
    Polecam sprawdzić w tym celu Wikipedię. Bo, o ile mają trochę wspólnego, to pojęcie harmonii w muzyce i np. u Pitagorasa (i przez to Platona) ma trochę inne znaczenie ;)
    Tomek 2018-09-15 16:46
    Za "Duel Of The Fates", "Anakin's Theme" i "The Droid Invasion..." daję 4 gwiazdki. Reszta soundtracku niestety nie jest już tak absorbująca, ale to wciąż muzyka na poziomie.

    Do tej recenzji istnieje jeszcze 31 komentarzy. Chcesz zobaczyć wszystkie?    » pokaż wszystkie
  • Star Wars Episode I: The Phantom Menace (Gwiezdne Wojny: Mroczne Widmo)

    Kompozytor:

    • John Williams

    Dyrygent:

    • John Williams

    Orkiestrator:

    • Conrad Pope
    • John Neufeld

    Wykonawcy:

    • The London Symphony Orchestra

    Wydawca:

    • Sony Classical 1999 / 2012

    Producent:

    • John Williams

    R E K L A M A





    NASI PARTNERZY:



    Poki.pl
    Grydladzieci.pl


     
    Strona hostowana przez
    www.twojastrona.pl
    Copyright © 2005-2020 FilmMusic.pl.
    Wszelkie materiały multimedialne wykorzystane na tej stronie służą jedynie celom informacyjnym.
    Projekt i wykonanie