Szukaj: w


recenzje

Dangerous Method, A (Niebezpieczna metoda)



Historia współpracy Davida Conenberga z Howardem Shorem jest bardzo długa i przyniosła wiele ciekawych projektów: od bardzo „specyficznego” Videodrome, aż po trzymające w napięciu Wschodnie obietnice. Ostatnie filmy Cronenberga pokazują jednak pewną prawidłowość. Reżyser ten, wraz z przybywającym mu wiekiem, mięknie. Z pełnego brzydoty i brutalności obrazu odchodzi powoli w kierunku kina problemowego. Z drugiej strony można powiedzieć, że dojrzewa i zaczyna fascynować się czymś więcej aniżeli średniowiecznym motywem „danse macabre”. Rozgrywająca się w scenerii początków XX wieku, historia Carla Gustava Junga, to próba odpowiedzenia na pytania dotyczące ludzkich żądz i sposobów radzenia sobie z nimi. Ot zdecydowanie nowe oblicze Cronenberga, w ramach którego mamy okazję doświadczyć jeszcze dwóch ciekawych zjawisk – wspaniałej gry aktorskiej Keiry Knightley i bardzo anonimowej muzyki Howarda Shore'a. Czemu anonimowej?

Jeżeli w pierwszych minutach filmu wydawała się ona bardzo „obecna”, a nawet sugestywna, tak w miarę zagłębiania się w historię zaczęła schodzić gdzieś na dalszy plan. Najbardziej przemawiającą do widza muzyką w Niebezpiecznej metodzie była oczywiście cisza, wszak sporo miejsca poświęcono niekończącym się rozmowom i psychoanalizom, a to raczej niewdzięczny temat pod ilustrację. Tak samo zresztą, jak motyw poszukiwania odpowiedzi na problemy związane z ludzką psychiką. Odejście w minimalizm okazało się zatem jedynym rozwiązaniem, aby uniknąć zbędnego irytowania widza nadmiarem treści w sferze audytywnej. Taki oto kierunek obrał właśnie Shore, a z pomocą w realizacji tego zadania przyszedł klasyk i jedna z ikon XIX-wiecznej muzyki scenicznej, Ryszard Wagner.

Nawiązania do Wagnera wypłynęły nie tyle z fascynacji tym kompozytorem, ale z jawnych odniesień filmowych do dramatu scenicznego, Złoto Renu. I tu wychodzi na jaw kolejna nurtująca mnie kwestia. Czemu Howard Shore, miast iść tropem tej kompozycji, zaaranżował zupełnie inną, mianowicie poemat symfoniczny, Siegfried Idyll? Może dlatego, że wydawał się on bardziej stonowany na tle „hałaśliwego” nieco Złota Renu? A może po prostu smutna wymowa tego utworu o wiele bardziej pasowała do psychologicznego wizerunku filmowej bohaterki, Sabiny Spielrein? Bohaterki, która tak, jak wspomniana tu kompozycja, ulega metamorfozie i z przestraszonej ofiary ewoluuje do barwnej i pewnej siebie postaci? Poszukiwanie odpowiedzi na te pytania wydaje się mało istotne w porównaniu do tego, jakie jeszcze czynniki ukształtowały muzyczny wizerunek Niebezpiecznej metody.

No właśnie... Poza wspomnianym wyżej Wagnerem okazuje się, że właściwie niewiele. Owszem, kompozytor targnął się na jeszcze jeden temat, który przypisał głównej bohaterce, Sabinie, a raczej jej neurotycznym stanom. Niestety tak silnie wyeksponowany na początku partytury, motyw, z biegiem czasu (w związku z postępem w leczeniu) traci na wyrazistości. Powraca dopiero w przedostatnim utworze jako suita zamykająca film. Niewątpliwie jest to ładny, liryczny temat, niosący za sobą pożądaną nutkę powagi i ożywienia w strukturze melodyjnej ścieżki. Niestety nie przekonujący na dłuższą metę. Nie on zresztą jest osią wokół której obraca się partytura. Jest nią natomiast temat ze wspomnianego wyżej poematu symfonicznego.

Siegfried Idyll wdziera się właściwie w każdą relację, jaka budowana jest pomiędzy Jungiem, a Spielrein. Zamknięta w ciasnych ramach kameralnego wykonania, melodia, znajduje swoje ujście w licznych fortepianowych solówkach i bardzo oszczędnych w środki wyrazu, smyczkowych aranżach. Wielbiciele bardziej rozbudowanych faktur muzycznych nie będą ukontentowani Niebezpieczną metodą. Nie jest to bowiem twór wybitnie przebojowy i absorbujący uwagę słuchacza. Niestety to właśnie słuchacz będzie musiał poświęcić sporo uwagi, aby zrozumieć tę partyturę w pełni.

Tym bardziej szkoda, że nie da się do końca ogarnąć tego, co popełnił Shore bez wcześniejszego zapoznania się z filmem Cronenberga. Ponad godzinny materiał zawarty na albumie soundtrackowym, to istna próba naszej cierpliwości. Nie tylko dlatego, że zawiera niemalże całość napisanej na potrzeby filmu, partytury. Album podzielić można właściwie na dwie części: pierwszą, zawierającą oryginalną ścieżkę dźwiękową (z uwzględnionymi adaptacjami dzieła Wagnera) i drugą, czyli fortepianową interpretację Siegfried Idyll, powstałą specjalnie na potrzeby tego filmu. Obie trwają mniej więcej tyle samo, czyli po 32 minuty. Dosyć nietypowe to rozwiązanie, nieprawdaż? Tym bardziej nietypowe, iż wspomniana tu interpretacja dzieła Wagnera skomponowana została specjalnie na ten album soundtrackowy. Jej wykonaniem zajął się jeden z najbardziej utalentowanych pianistów na świecie – Lang Lang. Niestety artysta ten nie miał wielkiego pola do popisu. Muzyka, w swojej naturze, jest na tyle leniwa, że o jakiejkolwiek wirtuozerii w jego wykonaniu możemy tylko pomarzyć. A szkoda. Partyturze przydałaby się chociażby nutka „zadziorności” i fruwających w powietrzu emocji.

Winą za takowy stan rzeczy obarczyć możemy tylko i wyłącznie Shore'a, który nieco pasywnie podchodzi ostatnio do kwestii komponowania. Zabiera się za różne projekty i tworzy muzykę jakby od niechcenia. Niebezpieczna metoda była szansą na odkucie się po kilku niezbyt udanych latach funkcjonowania w branży. Szansą na stworzenie czegoś na miarę Sposobu na Ryszarda, czy tegorocznego ciekawego projektu, czerpiącego pełną garścią z klasyki - Czarnego łabędzia. Wszystko rzecz jasna z należnym filmowi Cronenberga, wyczuciem. Niestety szansa została częściowo zaprzepaszczona. Otrzymaliśmy co prawda dobrą muzykę filmową, spełniającą swoje kryteria, ale nie wychodzącą właściwie w żaden sposób poza swój aspekt funkcjonalny. Płyta tylko dla zagorzałych miłośników klasyki w przeróżnym jej wydaniu.



Autor recenzji:  Tomek Goska
Nasza ocena
Oryginalność ścieżki:
Muzyka w filmie:
Muzyka na płycie:
OCENA OGÓLNA:
Lista utworów
  • 1. Burghölzli (1:23)
  • 2. Miss Spielrein (1:36)
  • 3. Galvanometer (1:04)
  • 4. Carriage (1:07)
  • 5. He’s Very Persuasive (2:13)
  • 6. Sabina (0:57)
  • 7. Otto Gross (2:47)
  • 8. A Boat with Red Sails (1:01)
  • 9. Siegfried (1:01)
  • 10. Freedom (1:13)
  • 11. End of the Affair (1:05)
  • 12. Letters (2:24)
  • 13. Confession (1:30)
  • 14. Risk My Authority (1:10)
  • 15. Vienna (1:09)
  • 16. Only One God (2:26)
  • 17. Something Unforgivable (2:50)
  • 18. Reflection (5:57)
  • 19. Siegfried Idyll [wyk. Lang Lang] (32:04)
Czas trwania: 64:57
Komentarze
Tomasz Goska 2011-11-12 22:32
Cóż. Subiektywne odczucie. Wynudziła mnie ta płyta i tyle w temacie. ;)
Olek Dębicz 2011-11-12 23:23
Na razie obejrzałem film, na płytę wciąż czekam. Mnie również podczas seansu kompozycja Shore'a rozczarowywała - niebawem szerzej się na jej temat wypowiem. Zwykle nie czytam recenzji zanim nie napiszę swojej, ale tym razem zrobiłem wyjątek. Powyższy tekst przeczytałem z zainteresowaniem. Chciałbym zwrócić uwagę na dwie rzeczy. Wspomniana melodia z Wagnerowskiego poematu nie ma nic wspólnego z minimalizmem. W ogóle Wagner i minimalizm to dwa przeciwległe bieguny. Po drugie, mówienie, że Lang Lang nie miał wielkiego pola do popisu jest nieporozumieniem. Pianistyka nie polega tylko na szybkim przebieraniu palcami. Bardzo często utwory - że tak to ujmę - wolne, stawiają przed wykonawcą o wiele większe wymagania niż czysto wirtuozowskie "popisówy". Transkrypcję Shore'a słuchałem na razie raz, muszę ją jeszcze przeanalizować. Na pewno jednak nie jest ona żadnym samograjem i z pewnością wymagała sporo pracy czysto pianistycznej. Pozdrawiam.
dziekan 2011-11-13 00:00
Ja mam podobne odczucia co Pan Olek z soundtracks.pl.Ten utwór fortepianowy Langa wymagał dużego wyczucia i precyzji.Troche szkoda,że został tak pominięty.
Tomasz Goska 2011-11-13 00:24
Nie będę wchodził w polemikę na temat wykonania fortepianowego, bo oczywiście masz rację. Nie tylko szybkie przebieranie palcami świadczy o jakości i wirtuozerii. Niestety nawet pomiędzy tymi subtelnymi melodiami nie potrafiłem się odnaleźć. Nie przemawiało to do mnie. Gdzieś te emocje we mnie ginęły, pomimo najszczerszych chęci dokopania się do nich. Chyba nie o to chodzi, aby na siłę nazywać geniuszem wszystko, czego dotknie się Lang Lang. Co do minimalizmu, może niefortunnie trochę się wyraziłem w recenzji. Określenie to miało na celu scharakteryzować kierunek w jakim podążać miał Shore, a nie ostateczną koncepcję (ergo muzyka Wagnera) jaką obrał. Nikt nie nazwałby muzyki Wagnera minimalistyczną, bo ten człowiek przeczył temu swoją twórczością. :D
Olek Dębicz 2011-11-13 09:46
Teraz rozumiem :) żeby było jasne: uważam Lang Langa za wybitnie uzdolnionego pianistę, ale nie za geniusza. jest on po prostu najbardziej komercyjnym pianistą, stąd jego udział w wielu przedsięwzięciach filmowych. chodziło mi tylko o problemy wykonawcze utworu.
Mystery 2011-11-18 09:41
Muzyka o dość pokaźnych walorach dramatycznych. Pomimo niewielkiego czasu trwania, te pół godziny scoru dłuższy się jednak niemiłosiernie, przy okazji męcząc słuchacza i potrzeba niemałego samozaparcia by do tego wracać, a mimo wszystko, wracać do czego jest, chociażby do dobrze wyeksponowanego tematu przewodniego. Udana i solidna praca, nic wielkiego, ale jednak wartościowa to muzyka, przy której można się na dłużej zatrzymać.
DanielosVK 2011-11-18 14:33
Tak jest. Muzyka miejscami to monotonna i nieszczególnie wpadająca w ucho, ale ja tu mam do czego wracać - przede wszystkim, temat jest piękny. I, w przeciwieństwie do recenzenta, podoba mi się ta 32-minutowa wariacja na fortepian, bardzo przyjemna, mimo, że długa. Z oceną za film też się nie zgadzam - muzyki w Dangerous Method nie jest dużo, ale jak jest to jest bardzo dobrze słyszalna. Konsekwentnie tworzy melancholijny nastrój i klimat, często dodając niektórym scenom emocji (nawet jeśli nie odczuwa się tego bezpośrednio). Tak więc za film dałbym 4, za płytę 3, w ostateczności bardzo dobra muzyka, ale niezbyt łatwa i tworzy też trochę niedosyt. Jestem jednak zadowolony. Shore podołał zadaniu.
kiedyśgrześ 2012-02-08 07:44
Cała ta recenzja to jakieś nieporozumienie. Piszę na gorąco po projekcji i co by tu nie ukrywać jestem pod dość dużym wrażeniem umuzycznienia obrazu, zresztą już sample do płyty dały mi do myślenia. Tomek mógłby się trochę bardziej na muzykę tzw. poważną otworzyć, czerpałby trochę więcej przyjemności z pomysłów Shoreów i Cronenbergów tego świata :)
Koper 2012-02-12 12:58
Hę? Przecież muzyka w tym filmie to nic specjalnego. Jest bo jest. Nic w głowie po seansie nie zostaje. Owszem, nie jest to jakieś plumkanie w tle, niby jest zauważalna, ale co z tego, skoro trudno w tym wyczuć jakiś ciekawszy, oryginalny koncept ilustracyjny. 3 z plusem to max co można dać za film.
Mieszko 2013-10-04 12:35
Przyznaję rację recenzentowi. Ocenka za melodię dla Sabiny i wstawki wagnerowskie.

Do tej recenzji istniej? jeszcze 2 komentarze. Chcesz zobaczyć wszystkie?    » pokaż wszystkie
Dangerous Method, A (Niebezpieczna metoda)

Kompozytor:

  • Howard Shore

Muzyka dodatkowa:

  • Ryszard Wagner

Dyrygent:

  • Howard Shore

Orkiestrator:

  • Howard Shore

Soliści:

  • Lang Lang (fortepian)

Wydawca:

  • Sony Classical (2011)

Producent:

  • Howard Shore

R E K L A M A





NASI PARTNERZY:



Poki.pl
Grydladzieci.pl


 
Strona hostowana przez
www.twojastrona.pl
Copyright © 2005-2020 FilmMusic.pl.
Wszelkie materiały multimedialne wykorzystane na tej stronie służą jedynie celom informacyjnym.
Projekt i wykonanie