Szukaj: w


recenzje

Jane Eyre (2011)


Do grona takich gigantów jak Bernard Herrmann czy John Williams dołącza kolejną adaptacją klasycznej powieści Dziwne losy Jane Eyre jeden z najciekawszych symfoników współczesnej muzyki filmowej - laureat Oscara, Dario Marianelli. Pierwszą nominację do nagrody Akademii włoskiemu kompozytorowi przyniósł najwcześniejszy z jego głośnych dramatów kostiumowych, Duma i uprzedzenie, po którym przyszedł spektakularny triumf pod postacią Pokuty. Marianelli zawiesił sobie poprzeczkę wysoko, tym większe więc wrażenie robi jego interpretacja Jane Eyre, prawdopodobnie najambitniejsza ilustracja muzyczna w dotychczasowej karierze utalentowanego artysty.

Klaustrofobiczna bezsilność emanuje z przywoływanych przez skrzypce z upiorną powtarzalnością czterech nut, konstruujących powoli motyw główny utworu Wandering Jane. Dlaczego melodia zdaje się być zamkniętą w tych czterech dźwiękach, dlaczego z taką trudnością przychodzi jej rozwiązanie? Skąd to uczucie bezsilności, skoro Jane ucieka z zimnych murów zamczyska i wędruje ciągnącą się po horyzont, przestrzenną wyżyną? Gdyby wierzyć muzyce, więzieniem nie były kamienne ściany; gdyby wierzyć muzyce, trzeba by przyjrzeć się głównej bohaterce i zapytać: jakiż to emocjonalny bagaż niesie ona ze sobą? Od jakiej tragedii nie może się uwolnić? Z czego płynie ta rozpacz, to dojmujące uczucie krzywdy, niesprawiedliwości? Gdy wyłączymy muzykę, zobaczymy tylko biegnące, zapłakane dziewczę - gdy muzykę włączymy z powrotem, rozpacz nabiera nagle niezwykłej wagi, zaczyna niepokoić i dusić. Co więc ilustracja zapowiada w pierwszych minutach filmu?

Hipnotyzująca, przypominająca błędne koło konstrukcja otwierającego album motywu może sugerować coś jak na dramat kostiumowy nietypowego. Mimo to, Jane Eyre Marianellego jest ścieżką bardzo tradycyjną, skupioną na fabule opowieści, na emocjach i psychologii postaci, nie należy więc doszukiwać się w niej funkcji symbolicznych czy metaforycznych, które były udziałem A Single Man Korzeniowskiego, czy tegorocznego The Tree of Life Desplata; tradycyjne pojmowanie roli ilustracji muzycznej jest jednak u Marianellego wyprowadzone na absolutne wyżyny artyzmu, które w kulminacyjnych momentach (An Insuperable Impediment) pozwalają Włochowi zbliżyć się do emocjonalnej intensywności spod szyldu Johna Williamsa, niekwestionowanego mistrza klasycznie rozpisanej dramaturgii.

Efekt ten udaje się w Jane Eyre uzyskać z kilku powodów. Z jednej strony oczywiście dużą rolę odgrywa tu nienaganna, klasycyzująca technika Marianellego, tę jednak kompozytor posiada już od dawna, nic dziwnego zatem, że jego nowa ścieżka posiada tak pieczołowicie dopracowną i wysublimowaną orkiestrową fakturę. Przyczyn sukcesu szukać należy głębiej - dramaturgię Włoch osiąga przede wszystkim dzięki emocjonalnej dyscyplinie; w gruncie rzeczy bowiem duża część emocji targających Jane Eyre to emocje podskórne, burzliwe, ale tłumione w niskich rejestrach orkiestry. Doskonale koresponduje to z wiktoriańską atmosferą opowieści, zewnętrznym chłodem relacji między bohaterami, z krępującym ich gorsetem purytańskich konwenansów, surowością anglikańskiej edukacji, wreszcie z ciągle obecną, ciążącą na barkach Rochestera złowieszczą tajemnicą jego przeszłości. Stąd też sekwencje dramatyczne budowane są przez Marianellego powoli, są wydłużane, a ich kulminacja odwlekana - nawet uciekająca Jane w filmie wydaje się miotać, jak gdyby, podróżując rozległą angielską wyżyną, wciąż zamknięta była w ciasnej klatce; tłumiona rozpacz desperacko próbuje znaleźć ujście, co udaje się dopiero po długiej, wyczerpującej walce - od strony muzycznej jest to kunsztownie zilustrowane przeciągłymi partiami sekcji smyczkowej, przypominającymi wielogłosowy, wzburzony pomruk, które narastają burzliwie (Jane's Escpae), by eksplodować w końcu długo wyczekiwaną, osamotnioną, ale przejmującą skargą pod postacią tematu głównego, we wstrząsającej interpretacji Liebecka.

Piękno ścieżki Marianellego w filmie płynie nie tylko z ogólnej formuły kompozycji, czyli z niezwykle celnego przełożenia wiktoriańskiej atmosfery intelektualnej i duchowej na język muzyczny, ale również z bardzo konkretnych wyborów ilustracyjnych dokonywanych na potrzeby poszczególnych scen. Oglądając film, warto zauważyć, z jakim wyczuciem Włoch do spółki z reżyserem radzą sobie z sekwencjami "montażowymi", mającymi ukazywać upływ czasu w filmowej opowieści. Nie są to typowe sklejki montażowe, z których słynie chociażby Danny Elfman, umożliwiające kompozytorowi rozległą ekspozycję tematu, podłożoną pod sekwencje przygotowań, nauki, podróży etc. W Jane Eyre kwestie temporalne rozwiązane są zwykle w inny sposób, przy zachowaniu jedności miejsca i - paradoksalnie - czasu akcji; dla ukazania wielotygodniowej rutyny w zamku Thornfield wystarcza reżyserowi przedstawienie jednego popołudnia, jednej domowej czynności, która dzięki umiejętnym skrótom montażowym nabiera charakteru reprezentatywnego dla całego szeregu pozostałych czynności. Gdyby Marianelli postępował według schematu, każda taka sekwencja mogłaby być pretekstem do efektownej, acz zwykle dość banalnej prezentacji tematu przewodniego - specyficzna koncepcja Jane Eyre pozwala jednak na inne rozwiązanie: tematy kompozytor oczywiście przygotował, na tyle miejscami są one jednak wtopione w resztę faktury, że całość płynie z powolną, nastrojową elegancją, z jednej strony obrazując rutynę codzienności na odludnym zamku, a z drugiej ruch czasu i przestrzeni, dostosowany tempem do sennej atmosfery. I to wszystko bez niekończących się ostinat.

Ścieżka Marianellego oczywiście wykracza poza funkcję przygrywki do sekwencji montażowych. Uważny widz z łatwością dostrzeże, że w scenach dialogowych Włoch "prowadzi go za rękę": scenę rozpoczyna bez muzyki, która tak długo będzie milczeć, aż nie dojdzie do momentu przełomowego, najczęściej w postaci znaczącego monologu którejś z postaci. W efekcie nawet skromny pod względem dramaturgii fragment muzyczny wywołuje u odbiorcy silny odzew emocjonalny, a jednocześnie zwraca uwagę na momenty zwrotne w relacji Jane i Rochestera, momenty w których zaczyna kiełkować przyszła miłość. Dla postronnego obserwatora będą to zapewne tylko detale, obrazują one jednak, jak doskonale Marianelli rozumie niuanse sztuki filmowej ilustracji, a nie polega wyłącznie na montażu i głośności soundtracku.

Dlatego też, pomimo pozornej jednobarwności i tematycznej monotonii, Jane Eyre jest kompozycją bogatą w emocjonalne detale na poziomie w ostatnim czasie zupełnie niespotykanym. Choćby uczucie samotności i różne jego odmiany (wynikające tak z dosłownego, fizycznego odseparowania, jak i ze skutków społecznego konwenansu) Marianelli potrafi odwzorować przy pomocy kilku odrębnych chwytów aranżacyjnych: czy to smyczkowej solówki (towarzyszącej skokom emocji i wzruszeniom), subtelnego, eterycznego wokalu (metafizyczne wezwanie, wyczuwalne tylko dla Jane), czy wreszcie fortepianu (sugerującemu wewnętrzny spokój, spojrzenie wgłąb siebie, ukojenie i pogodzenie z losem). Na gruncie muzyki filmowej rzadko trafia się ilustracja, która w tak wyrafinowany sposób i z taką dawką empatii prowadziłaby widza po labiryncie miotających bohaterką, skomplikowanyczh uczuć.

Jane Eyre jest napisana tradycyjnie, klasycznie, "po bożemu" chciałoby się rzec, w związku z czym na pierwszy rzut oka niełatwo dostrzec jak bardzo pod pewnymi względami przewyższa większość powstających współcześnie, nierzadko znakomitych ilustracji dramatycznych. Muzyka filmowa rządzi się swoimi zasadami, lubuje się w bezpośrednich, sprecyzowanych emocjach, w wyraźnym definiowaniu uczuć smutku, radości, wzruszenia, frustracji, desperacji - i w rezultacie w kategoryzowaniu ich, wkładaniu do osobnych szufladek. Wyobraźnia Marianellego sięga dalej: emocje mieszają się ze sobą, uzupełniają, dopowiadają - uczucie miłości nie wywołuje smutku tylko dlatego, że wymaga tego akademicka definicja muzycznego melodramatyzmu. Tego typu dojrzała empatia nie jest oczywiście niczym rewolucyjnym w muzyce filmowej, można ją przecież odnaleźć i w poprzednich adaptacjach Jane Eyre. Oznacza to jednak, że Marianelli, podobnie jak Herrmann, potrafi operować wieloznacznością i wzruszeniami, nie uciekając się do banału, że etap rzemieślnictwa zostawił już dawno za sobą i że jest naturalnym spadkobiercą dla wielkich inscenizacji dramatycznych, do których należą najambitniejsze dzieła Georgesa Delerue, Johna Barry'ego oraz Johna Williamsa.



Autor recenzji:  Marek Łach
Nasza ocena
Oryginalność ścieżki:
Muzyka w filmie:
Muzyka na płycie:
OCENA OGÓLNA:
Lista utworów
  • 1.  Wandering Jane (03:01)
  • 2.  A Thorough Education (02:24)
  • 3.  Arrival at Thornfield Hall (01:18)
  • 4.  The End of Childhood (01:13)
  • 5.  White Skin Like the Moon (02:43)
  • 6.  A Game of Badminton (00:58)
  • 7.  In Jest or Earnest (02:06)
  • 8.  Do You Never Laugh, Miss Eyre? (01:21)
  • 9.  A Restless Night (01:59)
  • 10.  Waiting for Mr. Rochester (02:06)
  • 11.  Yes! (02:01)
  • 12.  Mrs. Reed is Not Quite Finished (02:23)
  • 13.  The Wedding Dress (02:11)
  • 14.  An Insuperable Impediment (02:58)
  • 15.  Jane's Escape (02:17)
  • 16.  Life on the Moors (01:23)
  • 17.  The Call Within (03:42)
  • 18.  Awaken (04:25)
  • 19.  My Edward and I (03:53)
Czas trwania: 44:22
Komentarze
DanielosVK 2011-10-13 19:51
Zaiste piękna ścieżka, ale nie potrafiłem się nią zachwycić aż tak, by dać maksa. Ale prawie. Może kiedyś... :)
dziekan 2011-10-13 19:57
Nie powiem recka zachęca do przesłuchania :)
dziekan 2011-10-13 20:28
....ale mimo wszystko Marianelli jest bardzo bezpośredni w wyrażaniu emocji.Zwlaszcza w Pokucie ;) Podoba mi sie taka ekspresyjnosc.Thomas Newman też jest w tym znakomity i chyba nawet lepszy,ale to tylko dlatego,że ma większy warsztat jako kompozytor.Marianelli troszeczke zaszufladkował się w tym czysto symfonicznym brzmieniu,ale to raczej wynika z doboru projektów bo jednak w V For Vendetta posłużył sie bardziej urozmaiconym repertuarem choc troche z wątpliwym skutkiem bo jednak album kiksuje.Co innego muzyka w filmie ;)
DanielosVK 2011-10-13 20:38
Sam kiksujesz. :(
dziekan 2011-10-13 20:42
No przeciez Danielu rozmawialismy juz latem na temat V For Vendetta i doszlismy do konsensusu,że to dobra(chwilami) bardzo dobra muzyka,ale momentami jest nijako i syntetycznie ;) Nie płacz bo próbki do Dangerous Method są bardzo przekonujące :P
Mefisto 2011-10-13 20:48
Nie znam jeszcze filmu, ale na płycie to dla mnie max 4 - widać jestem odporny na wdzięki Dario :P
DanielosVK 2011-10-13 21:05
Do żadnych wspólnych wniosków nie doszliśmy. Ja V bardzo lubię, od początku do końca. :>
dziekan 2011-10-13 21:12
No chyba,że tak :P W takim razie musimy spotkac sie w programie ''Wybacz Mi'' :)
dziekan 2011-10-14 19:57
No i po odsluchu.Recenzja oczywiscie przesadzona.Dobrze napisana,ale szkoda,że jej autorem jest największy asshole wśród recenzentów :)
Koper 2011-10-15 15:11
Śliczna muzyka, wysokiej klasy, sporych emocji, ale... No, właśnie, "ale". Wszystko jednak mieści się w konwencji, brakuje tu czegoś, co by tę ścieżkę wyróżniało wśród innych. Owszem, wśród innych prac AD 2011 można by rzec, że wyróżniają ją właśnie wspomniane zalety, piękne fragmenty, cudne brzmienie, ale jednak ścieżki o takich zaletach już były. Nie ma tu jakiegoś niezapomnianego brzmienia, pomysłu ilustracyjnego, wreszcie tematów (są, ale żaden ani chwytliwy ani obezwładniający słuchacza). Oczywiście nie ujmuje to ścieżce wysokich not, ba, nawet te piątki Marka mogę zrozumieć, bo nie uważam, by były one zarezerwowane tylko do największych arcydzieł.
Mystery 2011-10-15 17:37
Recka szok! A podpiszę się pod Koprem, choć od siebie dodam, iż w filmie wypada nieco monotematycznie. Oczywiście sprawuje się mistrzowsko i wspaniale uwydatnia emocje, ale odnosi się wrażenie, że przez niemal dwie godziny Marianelli katuje nas ciągle jednym tematem i to cały czas w podobnych aranżacjach, co po dłuższym czasie powoduje, iż odczuwa się jego zmęczenie, a momentami nawet chciało się czegoś innego - przynajmniej takie są moje odczucia ;) A muza sama w sobie - klasa.
czoug 2011-10-17 18:06
Chyba jestem fanbojem Dario. Ale to score z kategorii: Nie za dużo, bo wnerwia.
Wojtek 2011-11-09 20:27
A dla mnie bez znajomości filmu i po pierwszym odsłuch - piątka. Podoba mi się bardziej od Pokuty, która miejscami usypiała, a ta ścieżka chwyta za serca i słychać w niej inteligencję kompozytora.
Arti 2012-04-28 18:44
Marek musisz zacząć pisać po angielsku, żeby Świat o tobie usłyszał. Ale nie odbieraj nam przyjemności z czytania polskiej wersji
DanielosVK 2012-09-29 15:32
Wróciłem dzisiaj do tego score. Przyznam, rok temu dawałem 4,5/5 z dużym zadowoleniem. Uważałem to za score roku, ale nadal mi w nim czegoś brakowało, jakiejś kropki nad i. Czas zweryfikował moje odczucia, bowiem przesłuchawszy dzisiaj całą płytę, byłem wręcz urzeczony. Nawet najmniejszy fragment underscore niesie tu ze sobą jakiś ciężar emocjonalny, a Marianelli, mimo, że często gra na wysokich emocjach, ani razu nie przekracza granicy przesady, cierpliwie przygotowując się do pięknego finału w postaci końcówki płyty, która jest po prostu przepiękna. Dziś zrozumiałem ocenę Marka w pełni.
Brian 2012-09-30 09:52
Twoja opóźniona opinia o nawróceniu jest z pewnością też bardzo interesująca.
DanielosVK 2012-09-30 11:31
A Twoje komentarze zbędne i pseudobystre.
Brian 2012-09-30 12:17
Pisze to dzieciak, który twierdzi, że Clemmensen jest najgorszym recenzentem muzyki filmowej. Jesteś mało wiarygodny :)
Paweł Stroiński 2012-09-30 12:59
A jego opinię na twój temat potwierdzi recenzent strony i człowiek prawie trzydziestoletni. Wszystkie twoje komentarze są po to, by się przypieprzyć do czegoś, co ci się nie podoba. A Clemmensen w tej chwili jest jednym z najgorszych recenzentów, którzy zupełnie nie rozumieją nowych trendów. I... Thomasa Newmana do listy orkiestratorów nie dodamy, bo to czysta ciekawostka i zrobił tylko jeden kawałek. Więc na nic nie licz.
Brian 2012-09-30 13:48
Najgorszy bo jeździ bo Zimmerze i nie możesz się z tym pogodzić.
Paweł Stroiński 2012-09-30 14:23
Nie, najgorszy, bo w ogóle traci kontakt z rzeczywistością. Nie tylko po Zimmerze jeździ. Po historycznych ścieżkach Vangelisa jedzie, bardzo wiele rzeczy, które nie brzmią jak Gwiezdne wojny, itd. Jedzie po tym, co się rusza, bo tak. A to, że jedzie po kompozytorze jako człowieku, to świadczy tylko o nim. Jeśli taki rodzaj "publicystyki" ci odpowiada, to też o tobie świadczy.
Brian 2012-09-30 16:55
Dobra. Zaczęliśmy na Newmanie, skończyliśmy na Zimmerze. Ja się kłócić nie chcę, więc zakończmy ten temat. A z tym umieszczaniem go na liście orkiestratorów żadnej łaski mi robicie :D Przekazałem wam tylko fakty.
Mieszko 2013-09-09 16:33
Jeden z najlepszych filmów 2011 roku. Muzyka? Cudowna. Gratuluję recenzji.
Mieszko 2013-09-09 16:57
Jedna nominacja do Oscara (kostiumy) dla filmu Cary'ego Fukunagi to zdecydowanie za mało. Wszystkie jego elementy zasługują na wyróżnienie. Być może muzykę ocenię jeszcze wyżej.

Jane Eyre (2011)

Kompozytor:

  • Dario Marianelli

Dyrygent:

  • Benjamin Wallfisch

Orkiestrator:

  • Dario Marianelli
  • Benjamin Wallfisch

Soliści:

  • Jack Liebeck (skrzypce)
  • John Alley (fortepian)
  • Melanie Pappenheim (wokal)

Wydawca:

  • Sony Classics (2011)

Producent:

  • Dario Marianelli

R E K L A M A





NASI PARTNERZY:



Poki.pl
Grydladzieci.pl


 
Strona hostowana przez
www.twojastrona.pl
Copyright © 2005-2020 FilmMusic.pl.
Wszelkie materiały multimedialne wykorzystane na tej stronie służą jedynie celom informacyjnym.
Projekt i wykonanie