Szukaj: w


recenzje

Green Lantern (Zielona Latarnia)



Jeszcze kilka lat temu James Newton Howard był symbolem ambicji wśród hollywoodzkich, drugoligowych kompozytorów muzyki filmowej. Ambicji wyrastającej ponad powszechnie panującą rzemieślniczą fuszerkę. Dziś właściwie już nie wiadomo, jaki cel przyświeca temu artyście. Choć garnie się on zarówno do blockbusterów, jak i bardziej wysublimowanych projektów, owoce tej pracy nie zachwycają tak, jak niegdyś. Na ponad dziesięć angaży z ostatnich dwóch lat wyszczególnić możemy tylko trzy godne większej uwagi pozycje: Salt, The Last Airbender oraz Water for Elephants. Informacja jakoby kompozytor ten zabrać się miał za muzykę do ekranizacji komiksu wzbudziła pewne nadzieje. Nie powiem, trochę tęskniłem za dynamiką w akcji i pełną gracji orkiestracją z partytur takich jak King Kong. Cóż, miał być wielki „come back”, a skończyło się na pełnym wyrzutów i politowania „come on, James!”

Green Lantern, bo o tym filmie (i partyturze) tutaj mowa, to któraś już z kolei próba wyniesienia na duży ekran przygód Zielonej Latarni. Próba raczej nieudana, bo cóż poza CGI oferuje nam ten obraz? Słabe aktorstwo, oklepana fabuła i sztywne do bólu dialogi. Zwykli, niezwiązani emocjonalnie z komiksową serią, widzowie, mieli zatem prawo czuć się zawiedzeni Latarnią. A jak w tym wszystkim odnalazł się James Newton Howard? Muszę przyznać, że wywiązał się jako tako z podstawowych zadań, jakie na nim ciążyły. Bez szału i bez polotu niestety… Muzyka, którą skomponował stała się po prostu wiernym towarzyszem strony wizualnej przedsięwzięcia. Ot poprawne i absolutnie nie odkrywcze rzemiosło. Tyle jeżeli chodzi o aspekt stricte utylitarny dzieła Howarda. Zdecydowanie gorzej jest już, gdy owy materiał muzyczny zaczniemy oceniać w oderwaniu od kontekstu filmowego.

Wydany przez Sony Classical album soundtrackowy, to 50-minutowa próba sił, z której nie każdy wyjdzie obronną ręką. Ja w każdym razie poległem mniej więcej w połowie albumu, czyli wtedy, kiedy najbardziej zaczęła doskwierać nuda i brak pomysłu kompozytora na rozwiązanie kwestii muzyki akcji. W gruncie rzeczy przeżyłem rozczarowanie, bo pierwsze minuty krążka zwiastowały nawet interesującą, epicką partyturę. Partyturę ociekającą posępnym i mrocznym klimatem. Jeżeli miałbym w tym miejscu posłużyć się jakimś odnośnikiem, przywołałbym chyba współpracę z Zimmerem nad nowymi Batmanami, zwłaszcza Mrocznego Rycerza. Owe uproszczenia na płaszczyźnie melodyjnej da się zauważyć już w otwierającym soundtrack utworze. Wyprowadzony tam zostaje pierwszy z tematów – heroiczna, patetyczna fanfara.. Niespełna minutę potrzeba nam, aby przekonać się, że ten „bohaterski” patos, to tylko jeden z mniej istotnych elementów ścieżki. Wszystko za sprawą motywu grozy, gdzie poprzez wyrażające go świdrujące smyczki oraz apokaliptyczny chór, doświadczamy prawdziwego fermentu w warstwie melodyjnej. Niestety kompozytor nie popisał się kreatywnością także i pod tym względem. Melodia (w temacie grozy) odgrzewana już milionowy raz, ubrana została jedynie w piękne szaty aranżacji. Pete Anthony po raz kolejny udowadnia, że nie bez powodu znajduje się w światowej czołówce orkiestratorów, z usług których korzysta między innymi JNH.


Specyfika filmu oraz konwencja, jaką przyjął kompozytor nie dała niestety Anthony’emu w pełni rozwinąć skrzydeł. Wszystko popsuła wszędobylska elektronika i to w tej najmniej wysublimowanej formie. Howard nie ukrywa, że bliżej mu w tym projekcie do kreowania tekstury dźwiękowej aniżeli komponowania jako takiego. Muzyka, którą tworzy jest bardzo anonimowa i brzmieniowo nie różni się zbytnio od ścieżek dźwiękowych z produkcji telewizyjnych, lub budżetowych filmów akcji. Martwi to tym bardziej, iż kompozytor próbuje usilnie nadążać za narzucanymi przez RCP standardami. Nie mogło zabraknąć zatem gitar elektrycznych, które niezbyt dobrze komponują w tym przypadku z apokaliptycznym chórem. Oto bowiem z jednej strony Howard stara się przekonać słuchacza do powagi dziejących się na ekranie wydarzeń, z drugiej ucieka się do gitar i padów perkusyjnych, by zdynamizować muzykę i nadać jej bardziej mainstreamowego wydźwięku.

Muzyka akcji, to najmniej interesujący element partytury do Green Lantern. Nie usłyszymy tu właściwie niczego, co byłoby w stanie przekonać nas na dłuższą metę. Czegoś, co wyryłoby się w naszej pamięci, lub przynajmniej skłoniło do ponownego odsłuchania albumu soundtrackowego. Howard, jak już wcześniej wspomniałem, przyjmuję postawę ilustratora wypełniającego film stricte funkcjonalną teksturą muzyczną. Fakt ten wywoła irytację u wszystkich, którzy nastawieni na wielki finał, będą musieli nie bez wysiłku przebrnąć przez ostatnich kilka utworów na płycie. Trochę lepiej sytuacja przedstawia się z elementem grozy. Przykładem jest tutaj chociażby utwór ilustrujący narodziny Parallaxa. Obecność chóru, którego na krok nie odstępują patetyczne, snujące się dęciaki, tworzą całkiem przyjemną w słuchaniu mieszankę. Dosyć charakterystyczną zresztą dla prac JNH.

Nie ukrywam, że przygoda z Green Lantern była dla mnie solidnym rozczarowaniem. Liczyłem na pełną wrażeń, melodyjną ścieżkę z dobrymi tematami i fajną muzyką akcji, a otrzymałem niczym nie wyróżniającą się rzemieślniczą pracę. Zupełnie anonimową i miejscami zbyt industrialną w brzmieniu. Nie takiego Jamesa Newtona Howarda chciałem. Nie takiej partytury do filmu o superbohaterach oczekiwałem…



Autor recenzji:  Tomek Goska
Nasza ocena
Oryginalność ścieżki:
Muzyka w filmie:
Muzyka na płycie:
OCENA OGÓLNA:
Lista utworów
  • 1. Prologue/Paralax Unbound (03:09)
  • 2. Abin Sur Attacked (01:08)
  • 3. Carol Scolds Hal (01:21)
  • 4. Drone Dogfight (03:15)
  • 5. Did Adam Put You Up To This? (02:25)
  • 6. The Ring Chooses Hal (02:34)
  • 7. Genesis Of Good And Evil (02:35)
  • 8. The Induction Process (03:05)
  • 9. Welcome to Oa (01:42)
  • 10. We're Going To Fly Now (01:53)
  • 11. You Reek Of Fear (02:13)
  • 12. The Origin Of Parallax (03:25)
  • 13. Run (05:30)
  • 14. You Have To Be Chosen (07:27)
  • 15. Hector's Analysis (01:06)
  • 16. Hal Battles Paralax (07:19)
  • 17. The Corps (02:19)
  • 18. Green Lantern Oath [monolog: Ryan Reynolds] (00:19)
Czas trwania: 52:45
Komentarze
dziekan 2011-09-28 21:44
Gdyby nie Desplat to stwierdzilbym,że to jak dotąd najgorszy rok dla muzyki filmowej od dobrych 10lat.
dziekan 2011-09-28 21:52
I sprecyzuje,że chodzi mi głownie o letnie blockbustery.Cos strasznego.Tragiczne wydania choc sciezki nie są aż tak złe,ale wytwórnie płytowe dawno mnie tak nie rozczarowały.Poza Desplatami i Wody Dla Słoni to nic nie kupiłem i jakos dobrze mi z tym.
czoug 2011-09-28 22:08
Cóż- kryzys i tu. Nie dziw się słabych scorów, skoro mamy słabe filmy. Ciężko wznieść się na ambicję patrząc na taką okładkę GL. A po przeczytaniu scenariusza/obejrzeniu kawałka filmu człowiek traci sens życia. W ogóle to dziwie się Howardowi, że trzaska do tylu wątłych produkcji. Horner bierze się za max 2 w roku i coś z tego sensownego wychodzi.
Marek 2011-09-28 23:19
Jedna z moich antymuz roku. Score tak zły, że aż nie mogę zrozumieć, dlaczego JNH w taki sposób potraktował materiał filmowy. Dla mnie scorowy WTF sezonu.
dziekan 2011-09-28 23:40
Czarny rok dla fanboyow! Giacchino fail,Howard fail,Zimmer mega fail,Gregson fail...masakra.Ja jestem bardzo ciekawy w jakiej formie jest John Williams ;) Ten jego Tintin i tak pewnie bedzie na poziomie A Christmas Carol Silvestriego a ta ckliwa i oklepana historyjka w War Horse raczej nie sprawi,że uslyszymy drugie Horse Whisperer bo to raczej niemozliwe :)
dziekan 2011-09-29 00:03
Czoug tu nie chodzi o to,że słabe filmy idą w parze ze słabymi sciezkami bo wtedy Howard by miał prawie same gnioty na koncie ;) Taką teorie można w bardzo prosty sposób obalic i to nie tylko w kontekscie tworczosci samego Howarda ;)
Wawrzyniec 2011-09-29 02:05
Wielki zawód i niestety nic nie widzę w tej muzyce ciekawe, a jeden kilkusekundowy przebłysk to za mało.
Mefisto 2011-09-29 03:20
Na ponad dziesięć angaży z ostatnich dwóch lat wyszczególnić możemy tylko trzy godne większej uwagi pozycje: Nanny McPhee and the Big Bang, The Last Airbender oraz The Tourist - tak powinno brzmieć to zdanie. A co do reszty to się zgadzam - chyba najgorszy JNH ever.
tomek 2011-10-06 08:32
a Water For Elephants? lepsza od Turysty, wg mnie JNH za dużo ostatnio bierze odrzutów - Nanny, Tourist, Green Hornet Going To Fly Now fajne, ale to Piotruś pan
Mieszko 2013-07-14 13:55
Kolejna niezrozumiała dla mnie ocena (w filmie, a zwłaszcza na płycie!). Oczywiście, muzyka ta do zbyt ambitnych nie należy, ale fajnego klimatu i rozrywki na dobrym poziomie odmówić jej nie mogę. Utworów 1-11 słucha się naprawdę nieźle, cztery kolejne (jeśli dobrze pamiętam) troszkę przynudzają (choć nie całkowicie, w szczególności "Run"), ale na szczęście "Hal Battles Paralax" potrafi to wynagrodzić. Najbardziej jednak wyróżnia się chyba "We're Going To Fly Now". Z krytyką niektórych ścieżek dźwiękowych zdecydowanie przesadzacie.

Do tej recenzji istnieje jeszcze 10 komentarzy. Chcesz zobaczyć wszystkie?    » pokaż wszystkie
Green Lantern (Zielona Latarnia)

Kompozytor:

  • James Newton Howard

Dyrygent:

  • Pete Anthony
  • Mike Nowak

Orkiestrator:

  • Pete Anthony
  • Jon Kull
  • Jeff Atmajian
  • Conrad Pope
  • Marcus Trumpp
  • Bruce Babcock

Wykonawcy:

  • The Hollywood Studio Symphony

Wydawca:

  • WaterTower Music / Sony Music (2011)

Producent:

  • James Newton Howard
  • Jim Weidman
  • Stuart Michael Thomas

R E K L A M A





NASI PARTNERZY:



Poki.pl
Grydladzieci.pl


 
Strona hostowana przez
www.twojastrona.pl
Copyright © 2005-2020 FilmMusic.pl.
Wszelkie materiały multimedialne wykorzystane na tej stronie służą jedynie celom informacyjnym.
Projekt i wykonanie