Szukaj: w


recenzje

Titanic


Napiszę krótko: ten soundtrack mi się nie podoba.

Bardzo często można spotkać takie właśnie komentarze dotyczące opisywanego tutaj wydawnictwa. Wielu ‘szanujących’ się krytyków twierdzi, iż muzyka ta jest wręcz żałosna. Na bardzo wielu portalach dotyczących muzyki filmowej spotykamy bardzo niskie oceny. Oscylują one w granicach 40%/50%. Co ciekawe, podobne noty zbierają ścieżki dźwiękowe, które otrzymują komentarze w stylu: tego się nie da słuchać; Boże, czemuś mnie pokarał tą płytą itp. Jak się więc stało, że skoro ta muzyka jest taka zła, to podbiła serca tylu słuchaczy? Moim skromnym zdaniem prawda leży jak zwykle po środku. Krytycy nienawidzą tej płyty, za to jak Akademia Filmowa obeszła się z filmem (11 oscarów, w tym właśnie jeden dla Jamesa Hornera za muzykę), oraz za to jaki sukces komercyjny odniósł ten soundtrack. Zaś wielu początkujących słuchaczy dało się oczarować Hornerowi, gdyż ten stworzył muzykę ‘łatwą i przyjemną’ w takim sensie, iż bardzo, może nawet za bardzo zbliżył się muzycznie do popularnej artystki o znanym wszystkim pseudonimie Enya.

Jest tu mnóstwo tego, czego po Hornerze można się spodziewać.

James Cameron chciał zatrudnić do napisania muzyki przy swoim wielkim projekcie właśnie wspomnianą przed momentem Enyę. Jak na dłoni widać zatem, jakiej muzyki oczekiwał reżyser. Enya bardzo mocno szuka swoich inspiracji w muzyce celtyckiej. Na jej albumach często możemy znaleźć liryczne melodie które bardzo łatwo ‘wpadają w ucho’. Nie będę ukrywał, że bardzo lubię jej muzykę, a zatem dokonanie Hornera powinno mi przypaść do gustu. Kontynuując wątek, Cameronowi nie udało się namówić Enyi do napisania muzyki ilustrującej największą morską tragedię w dziejach ludzkości. Wybór Hornera nie jest wcale taki oczywisty. Obaj panowie współpracowali ze sobą przy Aliens. Jednak ta współpraca wcale obu panom nie przypadła do gustu. Kompozytor zarzekał się nawet, że nigdy w życiu nie będą już razem pracowali. Podobne deklaracje padały również z drugiej strony. Jednak po odmowie Enyi, trzeba było rozejrzeć się za kimś, kto będzie w stanie spełnić życzenia muzyczne reżysera. Akurat Horner miał za sobą sukces w postaci Bravehearta i wydawał się być idealnym kandydatem. Podobno sam zainteresowany po przyjęciu projektu zdecydował, że muzyka powinna być w stylu Enyi, ale ja wolę wierzyć, że to nieprawda.

Jedyną innowacją są syntezatory, których wcześniej u niego nie słyszałem - ale nie są najlepsze.

Co leży u podstaw sukcesu, jaki osiągnął James Horner? Nie będę ukrywał, że jest on dla mnie świetnym tematykiem (najwyraźniej tak świetnym, że ostatnio raczył nas ciągle tymi samymi tematami), który ma niesamowity talent do nawiązania pewnej więzi z słuchaczem. Jest to coś, czego wielu innym kompozytorom brakuje. Tematycznie Titanic wygląda naprawdę imponująco. Na przód wysuwa się temat miłosny, który to sprawił, że połowę dochodów wytwórni Sony przyniosły kobiety wylewające morze łez podczas końcowej sceny, kiedy to Leo idzie na dno niczym uszkodzony U-Boot z drugiej wojny światowej. Będę oryginalny i zamiast wymieniać utwory w których na płycie występuje ten temat (albo, żeby było szybciej, w których nie występuje), powiem tylko tyle, że w filmie słyszymy go podczas miłosnych uniesień Jack’a i Rose. Temat ten występuje w kilku aranżacjach, czasami przy cichym akompaniamencie orkiestry słyszymy przyjemny żeński chórek, innym razem słyszymy tą muzykę w wykonaniu tak lubianych przez Hornera dud. Teoretycznie głównym bohaterem filmu jest tytułowy statek. Również i on doczekał się swojego tematu. O ile sam Titanic może być dumny z muzyki jaka ilustruje jego wyjście z portu, o tyle Enya już była mniej zadowolona. Wspominam o tym, gdyż temat który słyszymy np. w Southampton czy Leaving Port to wierna kopia utworu Book of Days napisanego przez Irlandkę. Ponownie słyszymy chór, tyle, że tym razem elektronika nie jest już najwyższych lotów. Nie jest żadną tajemnicą, iż Hornerowi lepiej wychodzi współpraca z orkiestrą, aniżeli z bezdusznymi maszynami.

Ogólnie cała muzyka jest robiona jakby na siłę, bez pomysłu.

James Horner jest dowodem na to, że człowiek może albo się starzeć albo dojrzewać. Niestety amerykański kompozytor się starzeje, a nie dojrzewa. Twierdzę tak na podstawie muzyki akcji, jaką raczył nas Horner na przestrzeni lat. Tym którzy narzekają na skądinąd bardzo dobre Hard to Starboard, odsyłam do Containment of a Darker Purpose z The Forgotten. Chciałbym jeszcze zwrócić uwagę na Death of Titanic. Również bardzo dobry kawałek akcji, jednak moją uwagę zwraca pewien motyw, który możemy usłyszeć w tym utworze. Mianowicie jest to nawiązanie do VIII Symfonii Gustava Mahlera. Jest to tzw. Symfonia Tysiąca. Bardzo podoba mi się ta muzyka, ale stało się to swoistą wizytówką kompozytora. Możemy to usłyszeć również w Balto, Apollo13 czy Enemy at the Gates. Jak dla mnie to trochę za często powtarzany motyw. Warto również zwrócić uwagę na atonalny koniec opisywanego utworu. Podobną muzykę mogliśmy usłyszeć w Brainstorm. Album otwiera oraz zamyka chyba najlepsza muzyka na płycie. Smutna melodia grana na dudach bardzo przypadła mi do gustu szczególnie w wieńczącym album Hymn to the Sea.

Utwór 14-ty to piosenka wykonywana przez Celine Dion, którą wszyscy chyba znają - swego czasu hit.

Całość nie mogłaby się obejść bez piosenki Celine Dion opartej na temacie miłosnym napisanym przez Jamesa Hornera. Wiem, że dla niektórych laików może to być szok, ale wbrew obiegowym opiniom to piosenka opiera się o muzykę Hornera, a nie odwrotnie. Na dodatek aranżacja piosenki jest za bardzo przesłodzona. Dla takiego romantyka jak ja, to mimo wszystko za wiele. Podsumowując całość, mamy do czynienia z naprawdę solidną partyturą, która świetnie sprawdza się w obrazie. Na tyle świetnie, że od tego właśnie albumu wiele osób zaczynało swoją przygodę z muzyką filmową. Jednak moim zdaniem oscar za tą muzykę jest trochę naciągany. Ale ogólnie wiadomo, że członkowie Akademii Filmowej mają ‘słoniowe uszy’. Jako ciekawostkę dodam również, że Sony dostrzegło potencjał tkwiący w tej muzyce i na bazie sukcesu jaki soundtrack święcił na sklepowych półkach wydany został drugi album Back to Titanic. Mamy tam wszystko to czego zabrakło na podstawowym wydaniu. A żeby upchnąć coś jeszcze, to mamy zwykłe utwory ‘wzbogacone’ o dialogi z filmu, utwory ludowe, które możemy usłyszeć w obrazie Camerona, oraz o suitę z całej muzyki do Titanica. Ogólnie jest to jednak zabieg marketingowy i główne wydanie w zupełności wystarczy. Wracając do samego Titanica, nie muszę tej muzyki rekomendować ani odradzać, gdyż wydaję mi się, że mało jest osób, które by tej partytury nie znało. A jeśli jeszcze tacy ludzie by się znaleźli, to wypada zapoznać się z tą płytą, chociażby ze względu na to, że chcemy czy też nie, muzyka ta na stałe wpisała się już do historii kina.




Autor recenzji:  Mariusz Tomaszewski
Nasza ocena
Oryginalność ścieżki:
Muzyka w filmie:
Muzyka na płycie:
OCENA OGÓLNA:
Lista utworów
  • 1. Never an Absolution (03:03)
  • 2. Distant Memories (02:23)
  • 3. Southampton (04:01)
  • 4. Rose (02:52)
  • 5. Leaving Port (03:26)
  • 6. "Take Her to Sea, Mr. Murdoch" (04:31)
  • 7. "Hard to Starboard" (06:52)
  • 8. Unable to Stay, Unwilling to Leave (03:56)
  • 9. The Sinking (05:05)
  • 10. Death of Titanic (08:26)
  • 11. A Promise Kept (06:02)
  • 12. A Life so Changed (02:13)
  • 13. An Ocean of Memories (07:57)
  • 14. My Heart will Go On (Performed by Celine Dion) (05:10)
  • 15. Hymn to the Sea (06:25)
Czas trwania: 72:22
Komentarze
mtomasky 2009-03-24 14:17
Drogi/droga Panie/Pani tennese. Jeszcze gdy FM.pl błądziło w odmętach grafiki zrobionej w notepadzie, obawialiśmy się, że system oceniania ścieżek może być nieprecyzyjny, a co za tym idzie mylący. Testowaliśmy go na wiele możliwych sposobów i z ciekawszych wyników należałoby nadmienić pozytywny dla małp w zoo i negatywny dla panów bez karków. Stanęło jednak na tym, iż pełni wiary w potencjał inteligencji drzemiący w naszym społeczeństwie postanowiliśmy rozbić ocenę na cztery cząstkowe. Nie są one specjalnie enigmatyczne, gdyż każda z czterech ocen określona jest dość precyzyjnie (gwiazdki są tylko i wyłącznie ozdobnikiem, jak komuś nie pasują, niech sobie wstawi księżyce albo filiżanki i widelce). Jeśli w skali od jednego do pięciu ścieżka dostaje noty odpowiednio za działanie w obrazie i na płycie 5 i 4, to chyba oznacza, iż recenzentowi muzyka przypadła do gustu. Jeżeli kogoś to jeszcze nie przekonuje, może się skusić i przeczytać argumentację, która ma wyjaśnić czemu oceny są takie a nie inne (chodzi o te krzaczki i dziwne znaczki powszechnie przez nas zwane recenzjami). Gdybyś drogi/droga tennese umiał/umiała czytać ze zrozumieniem, to może nie byłoby takiego lamentu. Do „The Forgotten” odsyłam tych, którym się Titanic nie podoba, żeby zobaczyli, że w porównaniu z tamtą muzyką „Titanic” wypada wyśmienicie. Głównym zarzutem pod adresem „Titanica” jest brak oryginalności, gdyż dla wielu jest to czynnik dość istotny. Proszę mi wierzyć, że antypatia względem Jamesa Hornera nie wyklucza miłości do muzyki filmowej – pierwszy raz słyszę o takiej zależności. Cały akapit poświęcony muzyce akcji odnosił się do faktu, iż mimo jest ona całkiem miła dla ucha, to słyszeliśmy podobne nuty wiele razy we wcześniejszych pracach kompozytora. Zanim zaczniesz mi wyrzucać, że to nieprawda bo prawdą być nie może to co napisałem, to proponuję zapoznać się z wcześniejszymi pracami Hornera, a potem wrócić i przeprosić :P Pozdrawiam i życzę powodzenia na egzaminach wieńczących szalone lata w gimnazjum ;)
tennese 2009-04-09 21:28
Pudło Panie recenzencie Tomaszewski, kiedy chodzilem do podstawówki gimnazjum jeszcze nie było. z pracą Jamesa Hornera zapoznałem sie wystarcząco. to moj ulubiony tworca, nawet obok takich osobistosci jak Poledouris, Goldsmith, Williams, Zimmer inni. Legend of the fall, Braveheart, Titanic, Back to Titanic, Apocalypto, beautiful Mind, The Missing to tylko niektore moje pozycje w kolekcji. Marze o albumie The Glory. Trudno zdobyc. wiedzialem ze pan nie lubi Hornera zaraz po chwili czytania tej marnej recenzji. sporo myslalem, jasne mozna kogos nie lubic, tak jak nie lubie E. Goldenthal czy jakos tak , straszny nudziarz. ma pan racje gustu sie nie ocenia, i za to moge przeprosic. przepraszam. No ale na Boga mowi pan ze horner to swietny tematyk, nawiazuje swiętną więz ze sluchaczem i tu sie zgadzam absolutnie, a mimo to nie lubi pan jego tworczosci. dziwne, a slyszal Pan legend of the Fall? Braveheart? to arcydziela.
leo 2009-10-23 17:08
Czy ja dobrze słysze dudy w tym utworze..? Jakoś nigdy wcześniej nie zwracałem na to uwagi.
michal 2009-11-17 18:59
""Na przód wysuwa się temat miłosny, który to sprawił, że połowę dochodów wytwórni Sony przyniosły kobiety wylewające morze łez podczas końcowej sceny (...)" - heheh, strzal w dziesiatke, nawet po komentarzach to widac :P swoja droga temat faktycznie swietny :)
Piniu 2010-06-16 16:13
Film i muzyka super. Tragedia RMS Titanica, Lusitanii czy Britannica to tak samo wielka tragedia a nie jak piszecie coś w stylu " tam więcej ludzi zginęło a tamten statek był był brzydki a jeszcze inny Niemiecki bla bla trala" .
krzysiek 2010-11-03 13:30
No tak gdyby nie te miejscami badziewne syntezatory bylaby spokojna mocna czworka, moze nawet 4 i pół a tak daje 3.
czoug 2011-09-19 19:37
Titanic- sensacja jaką wzbudził byłą na pewno większa niż przejście z XX na XXI wiek. Jedni kochają, drudzy(większość) wstydzi się i czerwieni mówiąc, że "lubi". Tyle razy to leci w telewizji i za każdym razem- jak nie ma nic innego do roboty się ogląda(z wyjątkiem końcówki). Dlatego nigdy nie miałem potrzeby zaznajomić się z soundtrackiem całym. 5 nie dam, bo jednak należę do tych drugich:) Za oddziaływanie w filmie należy się spokojnie
mike07 2012-01-22 11:25
Dlaczego wiekszosc osob opisuje tu sam film? Jakby ktos nie zauwazyl, to strona o MUZYCE filmowej, odsylam na portale poswiecone filmom. A co do muzyki-najpierw bardzo mi sie nie podobala, byla dla mnie nudna. Jednak siegnalem po plyte jeszcze raz i jeszcze raz i jeszcze raz. Za kazdym razem podobala mi sie coraz bardziej, a teraz to jeden z moich ulubionych soundtrackow. Gdyby nie elektryczne chorki i brak oryginalnosci, dalbym 5
Mieszko 2013-12-26 13:24
Najlepsza ścieżka 1997 roku. MISTRZOWSKIE funkcjonowanie w filmie Jamesa Camerona, który nie wiem, ile już razy miałem przyjemność oglądać. Jak najbardziej zasłużony Oscar, ale za "Bravehearta" Hornerowi także należała się statuetka złotego rycerza. Kompozytor wykonał pierwszorzędną robotę. A song "My Heart Will Go On"... Niekwestionowany HIT!
jim 2014-02-20 15:30
Zdecydowanie wyżej cenie sobie Braveheart i mysle ze wlasnie za muzyke do tego filmu James Horner powinien otrzymać Oscara.Kompozytora tego darze wielkim szacunkiem ale uważam,ze druga polowa lat 90-tych to okres najwyższej formy Hornera.W ostatnich latach brak mu swiezosci...a szkoda

Do tej recenzji istniej? jeszcze 63 komentarze. Chcesz zobaczyć wszystkie?    » pokaż wszystkie
Titanic

Kompozytor:

  • James Horner

Dyrygent:

  • James Horner

Orkiestrator:

  • James Horner
    Don Davis

Soliści:

  • James Horner
    Sissel Kyrkjebø (wokal)
    Eric Rigler (dudy)
    Simon Franglen
    Tony Hinnigan
    Randy Kerber

Wydawca:

  • Sony Classical (1997)

Producent:

  • James Horner

R E K L A M A





NASI PARTNERZY:



Poki.pl
Grydladzieci.pl


 
Strona hostowana przez
www.twojastrona.pl
Copyright © 2005-2020 FilmMusic.pl.
Wszelkie materiały multimedialne wykorzystane na tej stronie służą jedynie celom informacyjnym.
Projekt i wykonanie