Szukaj: w


recenzje

Tron: Legacy (Tron Dziedzictwo)


The Grid. A digital frontier...

Moda na wskrzeszanie zapomnianych filmów trwa nadal. Z bardziej lub mniej wymiernym skutkiem przejmują ostatnio zwłaszcza gatunek science-fiction. W minionym roku, swojej reaktywacji doczekał się również kultowy film Stevena Lisbergera, Tron. Tron: Dziedzictwo, to nie tylko sentymentalny powrót do „ożywionego” świata w komputerowej sieci Kevina Flynna. To przede wszystkim doskonałe, spektakularne kino akcji, które niczym cudowny wynalazek głównego bohatera, wciąga i nie pozwala tak łatwo od siebie odstąpić. Peany słane pod adresem Tron: Dziedzictwo można rozłożyć zarówno na wizualny jak i audytywny element filmu. Poza świetnymi efektami stanowiącymi trzon produkcji, doskonałymi zdjęciami, pozytywnie zaskakuje również muzyka, której autorem jest znany francuski duet muzyczny, Daft Punk.

I kept dreaming of a world I thought I’d never see. And then, one day, I got in.

Wejście w muzyczny świat Trona dało mi prawdziwą przyjemność. Może nie zobaczyłem tam „cudów” na miarę wirtualnego świata Flynna, ale muszę przyznać, że zostałem oczarowany tą surową, siermiężną, ale prostą do bólu partyturą. Sformułowanie „partytura” nie miałoby tu większej racji bytu, gdyby nie to, że działania Guy-Manuela de Homem-Christo i Thomasa Bangaltera wspierane były przez wielu bardzo znanych w branży twórców muzyki filmowej, orkiestratorów i różnego rodzaju techników. Operującym głównie „klockami” MIDI francuskim muzykom w świat skomplikowanych aranżacji orkiestrowych pomógł wejść Joseph Trapanese. Batuta powędrowała z kolei w ręce Bruce'a Broughtona, a całości sesji dokonywanych w londyńskim Air Studios pilnie przyglądał się Geof Foster. Efekt? Brzmiąca niczym wyjęta z Remote Control Productions, ścieżka, rozbrajająca słuchacza swoją dynamiką. Porównanie do technik kompozycyjnych RCP nie było tu przypadkowe. Gdy wczytamy się w potężną listę płac i podziękowań, okaże się, że liderzy RCP (z Hansem Zimmerem na czele) nie szczędzili francuskim muzykom dobrych rad oraz... banków brzmień. Domniemam, że panująca wśród niektórych słuchaczy (szczególnie w naszym kraju) RCP-fobia sprawiła, że zanim jeszcze tak na dobrą sprawę ścieżka ta zaistniała w świadomości odbiorców, pojawiła się grupa ludzi, którzy określili ją mianem gniotu, lub kolejnej bezmyślnej łupanki a la Jabło, Dżawadi, etc. Hańba im!

Tron: Legacy, to jedna z nielicznych ścieżek minionego roku, która pomimo stylu w jakim została stworzona, broni się doskonałym brzmieniem, świetną (choć prostą) tematyką i co najważniejsze, przebojowością. O ile sam album może tego nie odzwierciedlać w zupełności, przygoda filmowa rozwiązuje wszelkie wątpliwości w tym zakresie. Muzyka w obrazie Lisbergera brzmi po prostu soczyście! Surowy, 8-bitowy desing elektronicznych partii doskonale sprawdza się w pełnej absurdu cyfrowej „rzeczywistości” filmowej. Sięgnięcie po anachronicznie brzmiące sample okazało się zatem najbardziej trafnym rozwiązaniem na jakie zdecydowali się liderzy Daft Punk. Efektem tego są utwory pokroju Derezzed, czy End of Line, które pomimo swojej prostoty melodycznej (o strukturze technicznej nie wspominając), łatwo przypadają do gustu i równie łatwo zadomawiają się w podręcznej liście najczęściej odtwarzanych kawałków.

Sam temat przewodni nie zaskakuje nas niczym specjalnym. Ot pełna patosu melodyjka odzwierciedlająca heroiczną naturę młodego Flynna, dająca się również wcisnąć w cień legendy – ojca głównego bohatera. Uwertura rozpoczynająca płytę doskonale uwypukla to, z czym słuchacz będzie miał do czynienia przez kolejną godzinę obcowania z albumem. Jako osoba zajmująca się na co dzień dźwiękiem, nie mogę nie wspomnieć w tym miejscu o utworze otwierającym film - The Grid, który moim zdaniem jest jednym z najlepiej wyprodukowanych i zmasterowanych kawałków muzyki filmowej ubiegłego roku. Każdy element dźwiękowy znajduje tu swoje należne miejsce, dzięki czemu odbiorca może czerpać prawdziwą przyjemność ze słuchania. Reszta albumu nie ustępuje zresztą temu trackowi pod tym względem...

Jak już wspomniałem wyżej, Tron: Dziedzictwo stylem RCP stoi. Cóż, słuchając tej partytury niejednokrotnie złapałem się na przeświadczeniu, że obcowałem już z podobnymi melodiami, m.in. w Batman Begins (lub innych ścieżkach z kuźni słynnego Hansa). Mimo, że twór Daft Punk oryginalnością nie grzeszy, moim zdaniem oferuje o wiele lepszą rozrywkę niż wspomniana wyżej partytura. Czemu? Przede wszystkim dlatego, że jest zróżnicowana, przy czym nie przeintelektualizowana. Z jednej strony otrzymujemy bowiem rytmiczny, ale prosty w swojej architekturze Recognizer, z drugiej wzruszający i całkiem mądrze rozpisany Adagio for Tron. Brawo! Jak dorzucimy do tego jeszcze wspaniale brzmiący utwór akcji C.L.U., otrzymujemy całkiem schludną partyturę prezentującą gatunkowy standard.

Jak ocenić zatem Tron: Dziedzictwo? Na pewno nie jest to ścieżka wybitna. Coś, co kazałoby mi upaść na kolana i ukorzyć się przed geniuszem jej twórców. Zresztą jakim geniuszem? Wszystko to już przecież było. No może prawie wszystko... Problem tej partytury polega na tym, że to co powszechnie znane i lubiane prezentuje w nowym, nie znanym dotąd wydaniu – tandetnej, ale jakże sympatycznej otoczce elektronicznego, anachronicznego brzmienia. I czy nam, krytykom, podoba się to, czy też nie, Dziedzictwo po prostu doskonale wywiązuje się ze swoich zadań ilustracyjnych. Pytanie tylko, czy wrażenia wyniesione z sali kinowej przełożyć można na indywidualne doświadczenie muzyczne? Ile słuchaczy, tyle opinii na ten temat. Osobiście wolę jednak słuchać tej partytury w kontekście filmowym, choć płyta zajęła już należne jej miejsce w mojej kolekcji...



Autor recenzji:  Tomek Goska
Nasza ocena
Oryginalność ścieżki:
Muzyka w filmie:
Muzyka na płycie:
OCENA OGÓLNA:
Lista utworów
  • 1. Overture (02:28)
  • 2. The Grid (01:36)
  • 3. The Son Of Flynn (01:35)
  • 4. Recognizer (02:37)
  • 5. Armory (02:03)
  • 6. Arena (01:33)
  • 7. Rinzler (02:17)
  • 8. The Game Has Changed (03:25)
  • 9. Outlands (02:42)
  • 10. Adagio For Tron (04:11)
  • 11. Nocturne (01:41)
  • 12. End Of Line (02:36)
  • 13. Derezzed (01:44)
  • 14. Fall (01:22)
  • 15. Solar Sailer (02:42)
  • 16. Rectifier (02:14)
  • 17. Disc Wars (04:11)
  • 18. C.L.U. (04:39)
  • 19. Arrival (02:00)
  • 20. Flynn Lives (03:22)
  • 21. Tron legacy (End Titles) (03:17)
  • 22. Finale (04:23)
Czas trwania: 58:40
Komentarze
igor 2011-03-21 09:28
jak ktos szuka wrazen to powinien przesluchac ten album. Polecam Panie Koper przesluchac jeszcze cztery razy a potem wystawic ilosc gwiazdek a jak nie pomoze to polecam zrobic sobie odpoczynek od muzyki filmowej.Pozdrawiam i prosze sie nie gniewac.
jamesbond 2011-03-22 12:58
wszystko fajnie tylko uwaga: "Zresztą jakim geniuszem? Wszystko to już przecież było." - geniusz to nie koniecznie cos nowatorskiego, to po prostu cos wybitnego, wpisujacego, badz nie wpisujacego sie w wyznaczone nurty, czy nawet konwencje. znalazlbym inne argumenty, dla ktorych to nie jest geniusz.
igor 2011-03-22 18:22
To jest geniusz.Jestem wielkim sympatykiem Dafty Punka i zapewniam cie,ze to jest geniusz.Taki Hans Zimmer to może mu buty czyscic.
DanielosVK 2011-03-22 19:37
Tron to wypisz wymaluj rżnięcie z Zimmera. Tak mi przykro...
jamesbond 2011-03-22 22:41
gdyby w tym filmie byl super epicki, oryginalny i niezwykly temat przewodni oraz porzadny temat poboczny to uznalbym to za geniusz, bo swietnie pracuje w filmie, a mi potrzeba tylko dobrego dzialania w filmie i wybitnej melodyki. niestety ja takowego tematu nie slysze, wlasciwie to nie slysze tam zadnego ciekawego tematu, np ta podniosla melodia - pare dzwiekow akordowych granych przez jakis sustainowy synth, nie czuje tego. ale nie przejmuj sie, dla ciebie ta sciezka jest genialna, dla mnie nie, wiec wszystko sprawiedliwe, odbiorca tworzy sztuke. i nie sadze, by hans zimmer mial powod, zeby komus czyscic cokolwiek.
DanielosVK 2011-03-22 23:50
Szczególnie, że Hans był jednym z doradców Daft Punków, co wyraźnie do tego w muzyce słychać. Tak więc kto tu komu ma buty czyścić. :P
igor 2011-03-23 01:32
Steve Jablonsky wszystkich pozamiata w tym roku.Miałem przyjemnosc przesluchac calosc ''Your Highness'' i jest naprawde dobrze.Bardzo ładna i różnorodna muzyka.Naprawde dużo chwytliwych utworów.Jestem zaskoczony.Transformers przy tym wymięka.Musze kupic ten soundtrack!!!!!
jamesbond 2011-03-23 10:31
mozliwe
mtomasky 2011-04-09 21:16
Jak mnie muzyka filmowa odrzuca od jakiegoś czasu, tak muszę przyznać, że Daft Punk bardzo mile rozczarowuje. Szkoda, że film nie jest nawet w połowie tak dobry jak ta ścieżka.
Mieszko 2013-07-19 10:44
Jedna z najlepszych ścieżek dźwiękowych 2010 roku i absolutny hit jeśli chodzi o oddziaływanie w filmie (audiowizualny majstersztyk - siedziałem do końca napisów).

Do tej recenzji istnieje jeszcze 28 komentarzy. Chcesz zobaczyć wszystkie?    » pokaż wszystkie
Tron: Legacy (Tron Dziedzictwo)

Kompozytor:

  • Daft Punk

Dyrygent:

  • Bruce Broughton

Orkiestrator:

  • Joseph Trapanese

Wydawca:

  • Walt Disney Records / Warner Music (2010)

Producent:

  • Guy-Manuel de Homem-Christo i Thomas Bangalter

R E K L A M A





NASI PARTNERZY:



Poki.pl
Grydladzieci.pl


 
Strona hostowana przez
www.twojastrona.pl
Copyright © 2005-2020 FilmMusic.pl.
Wszelkie materiały multimedialne wykorzystane na tej stronie służą jedynie celom informacyjnym.
Projekt i wykonanie