Szukaj: w


recenzje

127 Hours (127 godzin)


Wejście A.R. Rahmana na hollwyoodzkie salony było chyba najgorętszym tematem dyskusji fanów muzyki filmowej przy okazji rozdawania wszelakich nagród i wyróżnień za rok 2008. Specyficzna, przepełniona popowymi piosenkami i bollywoodzkimi naleciałościami muzyka „Mozarta z Madrasu” do filmu Dany’ego Boyle’a Slumdog Millionaire z miejsca podzieliła słuchaczy. Jedni doceniali błyskotliwe działanie w filmie, inni nie mogli się pogodzić, że coś takiego miażdży w wyścigu po statuetki największe sławy gatunku. Wszyscy zastanawiali się natomiast, czy Hindus wróci do Bollywood, czy też pójdzie za ciosem i jeszcze nie raz da znać o sobie zachodnim widzom/słuchaczom. Wprawdzie Rahman rodzimego kina nie zostawił, jednak na Slumdogu swojej przygody z kinem amerykańskim czy europejskim nie zakończył. Jeszcze w 2009 napisał całkiem niezły score do komedii Couples Retreat jednakże podobno żenująco słaby film, nie pozwolił szerzej zaistnieć swojej ścieżce dźwiękowej. Jednak gdy Rahmana ponownie do współpracy zaprosił Danny Boyle, kręcący film o autentycznej historii człowieka, uwięzionego przez kilka dni w skalistej rozpadlinie, można było znów oczekiwać, iż Hindusa czeka przynajmniej kilka nominacji. I tak też się stało.

127 godzin z racji swojej tematyki, ograniczającej mimo wszystko możliwości reżysera w zafascynowaniu widza, pewnie nie zgarnie w połowie tylu nagród co Milioner z ulicy. Sam Rahman w większości wypadków pewnie również obejdzie się smakiem, także z tego powodu, że tym razem jego muzyka, nie działa aż tak wybornie, jak w poprzednim filmie Boyle’a. Mimo to, Hindus znów pokazuje się z jak najlepszej strony i znów zwraca na siebie uwagę na Zachodzie. Choć pewnie nie przekona większości nieprzekonanych, a jedynie potwierdzi dobre opinie, u tych, którzy potrafili go polubić za Slumdoga. Obiektywnie chyba wszyscy powinni przyznać, że Rahman, po raz kolejny nie tworzący konwencjonalnej ilustracji i posiadający swój własny styl, nie jest niewolnikiem hinduskich brzmień i potrafi stworzyć muzykę zdecydowanie bardziej amerykańską, pasującą jak ulał do pejzaży kanionów stanu Utah, czy to posługując się orkiestrą w The Canyon, czy eksponując głównie brzmienie gitar na tle elektroniki w Touch of the Sun.

Acid Darbari oraz R.I.P. to z kolei brzmienia świetnie oddające gorący klimat skalistej pustyni. W tym pierwszym usłyszymy etniczny flet, przynoszący skojarzenia z Bliskim Wschodem, wiolonczelę oraz ciekawy efekt w postaci wokalu i towarzyszącego mu gitarowego riffu, zaś w drugim quasi-arabski wokal i perkusjonalia połączone z elektroniką. W obu przypadkach obok bardzo plastycznej wizji gorąca, zmęczenia, halucynacji wręcz, kreślonych muzyką, Rahmanowi udaje się dobrze oddać beznadzieję sytuacji, w której znalazł się bohater, a w krótkim niestety, ale jakże intensywnym finale R.I.P. całkiem sporą dawkę dramaturgii i adrenaliny. Jednak ten akurat fragment, o ile pamięć mnie nie myli, nie znalazł się w filmie.

Najbardziej charakterystycznym elementem 127 Hours nie są wszakże ani brzmienia pustynne, ani amerykańskie, lecz temat wyzwolenia ze skalistej pułapki. Oparty o modernistyczne brzmienia gitary, gitary elektrycznej, syntezatorów czy perkusji, wiąże się niewątpliwie z głównym bohaterem, jego fascynacją sportem ekstremalnym, nie zaś z naturą, która uwięziła go w pułapce. Jego pierwsze pojawienie się w Liberation Begins jest jeszcze niepełne, to dopiero zalążek, a utwór ten ilustruje pierwsze, nieudane próby uwolnienia się. Liberation In A Dream już rozwija w pełni ten temat i jest jego najbardziej rockową i agresywną aranżacją. Zaś ostatnie Liberation jest chyba najbardziej tryumfalne i usłyszymy w nim smyczki, mogące przynosić skojarzenia z utworem Mausam & Escape ze Slumdog Millionaire. Które z tej dwójki lepsze, to już zależy od indywidualnych preferencji słuchaczy, oba są niewątpliwie highlightami albumu.

Na tym znajdziemy poza muzyką instrumentalną Rahmana, jeszcze kilka piosenek. W przeciwieństwie do pierwszej współpracy Hindusa z Boyle’m, jest współautorem tylko jednej. Zaśpiewane głosem całkiem popularnej piosenkarki Dido If I Rise nie jest szczególnie chwytliwe, ale to całkiem przyjemny i ciekawie napisany song. Pozostałe to już prawdziwa mozaika stylistyczna i przekrój różnych lat i stylów w muzyce popularnej. Wszystkie one doskonale prezentują się w filmie, podłożone pod teledyskowy momentami montaż Boyle’a, jednak powtykane pomiędzy kompozycje Rahmana przynajmniej niektóre mogą zirytować i skłonić do przeskoczenia na następny track krążka. Obok nich usłyszymy jeszcze fortepianowy utwór Chopina, ot tak, żeby było jeszcze różnorodniej.

Pewnie znów znajdą się krytykanci, którzy nie zdzierżą tak niekonwencjonalnej muzyki, ale ja Rahmanowi odmówić przyzwoitej noty nie zamierzam. Owszem, traci ta muzyka na wydaniu albumowym, głównie przez piosenki przemieszane ze „scorem” pozornie bez ładu i składu,. Faktycznie utwory są najzwyczajniej w świecie ułożone w porządku chronologicznym ich pojawiania się w filmie, jednak w wypadku tej płyty nie był to chyba najlepszy pomysł. Nie zmienia to faktu, że 127 godzin A.R. Rahmana mi się całkiem podoba i myślę, że przynajmniej wśród osób, które widziały film, znajdzie ona jeszcze niejednego (umiarkowanego ale zawsze) entuzjastę.



Autor recenzji:  Łukasz Koperski
Nasza ocena
Oryginalność ścieżki:
Muzyka w filmie:
Muzyka na płycie:
OCENA OGÓLNA:
Lista utworów
  • 1. Never Hear Surf Music Again (5:51) - Free Blood
  • 2. The Canyon (3:01)
  • 3. Liberation Begins (2:14)
  • 4. Touch of the Sun (4:38)
  • 5. Lovely Day (4:16) - Bill Withers
  • 6. Nocturne No. 2 in E flat, Op. 9 No. 2 (4:00) - F. Chopin, wyk.: Vladimir Ashkenazy
  • 7. Ça Plane Pour Moi (2:59) - Plastic Bertrand
  • 8. Liberation In A Dream (4:05)
  • 9. If You Love Me (Really Love Me) (3:26) - Esther Phillips
  • 10. Acid Darbari (4:20)
  • 11. R.I.P. (5:10)
  • 12. Liberation (3:11)
  • 13. Festival (9:24) - Sigur Rós
  • 14. If I Rise (4:37) - Dido + A.R. Rahman
Czas trwania: 61:12
Komentarze
Mystery 2011-01-23
22:38
Jeśli chodzi o oryginalny materiał, 3.5 się należy, zarówno na płycie jak i w filmie. Do obrazu dużo wnoszą dobrze wykorzystane piosenki jak i owy Chopin, także 4 jak jak najbardziej zrozumiałe, na płycie całość nie brzmi już tak spójnie, ale score Rahmana w obu przypadkach z pewnością może się podobać, przyjemna praca „Mozarta z Madrasu” ;)
DanielosVK 2011-01-23
22:38
A ode mnie pół gwiazdki wyżej. Fajny scorek, z ciekawymi pomysłami, a i słucha się przyjemnie. Szczególnie ten świetny motyw wyzwolenia.
ewelina 2011-01-23
22:55
Dobry soundtrack na 200. reckę:D.Muzyka na płycie zasługuje na 3.5,a może po obejrzeniu filmu zyska.
Mefisto 2011-01-25
01:56
Z ostateczną oceną wstrzymam się do obejrzenia filmu. Na razie za album trója, bo miejscami to koszmarny misz-masz. Co do samego Rahmana, to Liberation jest świetne, reszta już mniej, bo raz, że na jedno kopyto, dwa, że mało atrakcyjna wbrew pozorom.
JB 2011-01-30
17:09
Podobnie jak przedmówca oceniam tylko muzykę na płycie i nic nie poradzę, wynudziłem się okropnie. Z dwojga złego wolę już "Slumdoga...", tam się przynajmniej coś działo.
czoug 2011-02-14
13:09
7 utwór(piosenka) miażdzy !! Francuski rock nie ma sobie równych.
Mefisto 2011-02-24
18:34
Ocena po seansie mocne 4 - mimo wszystko muzyka działa jak ta lala i trudno się do czegoś doczepić. Jasne, najlepiej muzycznie zapada w pamięć początkowa piosenka i finał, niemniej także reszta materiału została dobrana z głową i wyczuciem. Slumdoga przebojowości dalej to nie ma, ale jest solidną robotą i świetnym dopełnieniem historii.
Mieszko 2013-08-01
10:38
Jeden z najlepszych filmów 2010 roku (zamiast 6 powinno być 10 nominacji do Oscara - dodatkowo za reżyserię, zdjęcia, dźwięk i montaż dźwięku). Tym razem słusznie zauważono A.R. Rahmana i piosenkę. Sam album troszkę nierówny, ale słabości nadrabia fantastycznym finałem (szkoda, że Danny Boyle nie wykorzystał rozszerzonej sceny z podkładem Sigur Ros - jej dramaturgia i oddziaływanie na widza to prawdziwy majstersztyk!). Jeszcze małe spostrzeżenie... Ładny temat w "The Canyon", na którym oparto subtelną piosenkę "If I Rise", momentami przypomina "Lucy Meets Mr. Tumnus" z pierwszej "Narnii".

127 Hours (127 godzin)

Kompozytor:

  • A.R. Rahman

Dyrygent:

  • Matt Dunkley

Orkiestrator:

  • Matt Dunkley

Wydawca:

  • Interscope Records (2010)

Producent:

  • A.R. Rahman

R E K L A M A





NASI PARTNERZY:



Poki.pl
Grydladzieci.pl


 
Strona hostowana przez
www.twojastrona.pl
Copyright © 2005-2021 FilmMusic.pl.
Wszelkie materiały multimedialne wykorzystane na tej stronie służą jedynie celom informacyjnym.
Projekt i wykonanie