Szukaj: w


recenzje

Unstoppable (Niepowstrzymany)


Niepowstrzymany zdaje się być Harry Gregson-Williams w swej współpracy z Tonym Scottem, trwającej od czasów Wroga publicznego. Wiele było w historii kinematografii duetów reżyser-kompozytor, która przynosiła znaczące korzyści obu stronom, dzięki czemu zyskiwaliśmy świetne filmy i znakomite soundtracki. Ale ta dwójka zdecydowanie się do nich nie zalicza. Scott, który swoje najlepsze filmy kręcił chyba na przełomie lat 80. i 90. (z paroma może wyjątkami później) w Unstoppable zagłębia się jeszcze bardziej w swą, zapewne podobającą się wielu młodym widzom, manierę superszybkiego montażu rodem z teledysków, naprzemiennie przyspieszanych i spowalnianych ujęć, nagłych zbliżeń i wszelkich innych ulubionych znaków charakterystycznych. Problem w tym, że stosując te same triki w scenach akcji i w dialogach, sprawia, że te pierwsze tracą na widowiskowości, a co gorsza zagłębiwszy się w swoje sztuczki reżyser zapomina o fabule i bohaterach. Ta pierwsza, choć inspirowana prawdziwymi wydarzeniami, zapełnia się banałami i totalnymi nieprawdopodobieństwami wprost proporcjonalnie do prędkości uciekającego pociągu, zaś jeśli chodzi o tych drugich, to są nudni, schematyczni i jak zwykle jeden to Denzel Washington.

Wszystko byłoby do zaakceptowania, bo niech sobie Scott kręci swoje banalne, miałkie akcyjniaki, skoro jest na takie popyt, tylko niestety do poziomu jego filmów dostosowuje się, a nawet schodzi zdecydowanie poniżej (przykład mieliśmy rok wcześniej przy katastrofalnej ścieżce do Taking of Pelham 1 2 3) jego nadworny kompozytor. Gregson-Williams cieszył się swego czasu opinią jednego z najzdolniejszych podopiecznych Zimmera z MV/RCP. Jego początek współpracy ze Scottem wprawdzie nie wszystkim przypadł do gustu, ze względu na specyfikę stylu, jaki dla tego reżysera przyjął z dużą ilością nowoczesnej elektroniki, którą łączył z orkiestrą i wokalami, jednakże trzeba powiedzieć, że w takich pracach jak Man on Fire czy Spy Game było coś nowego, coś eksperymentatorskiego, dobrze sobie także ta muzyka radziła w filmach. Od tamtej pory współpraca Gregsona-Williamsa ze Scottem zdała się utknąć w martwym punkcie. Kompozytor powiela wciąż te same idee, te same brzmienia i sample, jego ścieżki są strasznie przewidywalne i anonimowe, niewybijające się w obrazie, bo ani nie posiadające wyróżniających je elementów, ani nie wyeksponowane przez reżysera, ginące w potoku efektów dźwiękowych.

Niepowstrzymany dokładnie wpisuje się w to, co powyżej napisałem i choć w porównaniu do Metra strachu słychać wyraźną poprawę, to wciąż jest to ścieżka wysoce niesatysfakcjonująca, przeznaczona tylko dla najbardziej zatwardziałych fanów kompozytora (pewnie z myślą o nich La-La Land Records wypuściła partię 200 płyt z okładką podpisaną przez Gregsona-Williamsa). Na płycie dominuje elektronika, do której Brytyjczyk dorzuca gitary elektryczne, partie wygrywane na (a jakżeby inaczej: elektrycznych) smyczkach, do tego standardowy zestaw sampli oraz różnego rodzaju metaliczne dźwięki wykreowane przez syntezatory, nad programowaniem których ślęczeli przeróżni pomagierzy z zespołem Hybrid na czele. Próżno w tym wszystkim szukać jednak jakichś innowacji, jakichś dźwięków definiujących soundtrack i film, czegoś wyraźnie nawiązującego do tematyki obrazu Scotta. Ot, często jest to po prostu elektroniczna łupanka, która mogłaby równie dobrze ilustrować pierwszy lepszy film akcji. Zawodzi kompletnie action-score, ograniczający się do monotonnych rytmów, pozbawiony jakichkolwiek emocji. Z tymi ostatnimi jest nieco lepiej w sferze lirycznej czy dramatycznej. Dwa główne tematy, jakie serwuje nam kompozytor już na początku score (ten złożony z trzynutowych fraz w Stanton, PA oraz ten wygrywany przez klawisze we Frank Barnes) wnoszą do filmu odrobinę ciepła i emocjonalności. Niezbyt głęboki te emocje, ale zawsze jakieś. Najwyraźniej film innych nie potrzebował, bo radzą sobie w nim te dwie melodie całkiem znośnie. Gdyby jeszcze były choć trochę bardziej chwytliwe...

Po Taking of Pelham 1 2 3 bałem się, że kolejna praca Gregsona-Williamsa dla Tony’ego Scotta będzie co najmniej równie koszmarna. Na szczęście nie jest tak źle, najwyraźniej rok wcześniej kompozytor osiągnął swój najniższy możliwy pułap. Teraz ani nie wykłada się w filmie, gdzie nawet jeśli znaczna część jego muzyki zostaje zepchnięta do roli niewybijającego się dźwiękowego pejzażu, albo ogranicza się do nadania szybkiemu montażowi jakiegoś tam muzycznego rytmu, to przynajmniej nie irytuje. Warto zwrócić uwagę, że gdzieniegdzie w filmie ostały się - o czym informują choćby napisy końcowe - fragmenty Aliens v. Predator: Requiem Briana Tylera, które to pewnie robiły za temptrack (czy to dlatego fragment Not a Coaster dziwnie kojarzy mi się z muzyką z Predatora?). Na płycie z kolei przy odrobinie dobrej woli i samozaparcia daje się przesłuchać za jednym razem, może ze względu na fakt zaledwie 40 minut, choć prawdę mówiąc, wyrzucenie jeszcze kilku fragmentów byłoby tylko z pożytkiem dla albumu. Cóż jednak z tych rzekomych pozytywów, które tak naprawdę są przecież wymaganym minimum przyzwoitości dla każdego soundtracku, a nie wartą podkreślania zaletą. Unstoppable to wtórna, miałka kompozycja z jedynie przyzwoitymi momentami, która pokazuje jak bardzo zagubił się w tej współpracy z Tonym Scottem zdolny podobno brytyjski kompozytor. Ścieżka kariery, którą Gregson-Williams sobie obrał zdaje się prowadzić donikąd, zatem dobrze by było, by ktoś go faktycznie powstrzymał.



Autor recenzji:  Łukasz Koperski
Nasza ocena
Oryginalność ścieżki:
Muzyka w filmie:
Muzyka na płycie:
OCENA OGÓLNA:
Lista utworów
Czas trwania: 42:22
Komentarze
bladerunner21 2010-12-27 11:43
Gdzie temu do Spy Game? :(
tomek 2010-12-27 14:13
Po dobrym POP-ie i Shreku myślałem, że dostaniemy fajny action-score. A tu kicha. The Stanton Curve to przecież Why So Serious?
bladerunner21 2011-03-27 19:28
Obejrzałem ostatnio ten film na spokojnie w domu i jestem całkiem pozytywnie zaskoczony, Gregson-Williams faktycznie dawał radę w obrazie, w kinie muzyki nie słyszałem aż tak wyraźnie, trójeczka jak w pysk strzelił. Odsłuchałem również album i ocenę jeszcze muszę obniżyć, niestety.
DanielosVK 2011-03-27 19:55
Będą z Ciebie ludzie.
SYLVEK 2011-03-30 00:21
KRYTYCY OD SIEDMIU BOLESCI SIE DOBRALI NAPISZCIE LEPSZA MUZYKE CHETNIE POSLUCHAM JAK TACY MADRZY JESTESCIE KRYTYKOWAC TO KAZDY JEDEN UMIE DLA MNIE TO JEST SWIETNA PRACA HGW TO PRAWDA ZE SIE POWTARZAJA CZASAMI MELODIE ALE MNIE TO NIE ZRAZA I Z PRZYJEMNOSCIA TEGO SLUCHAM MOGE SIE ZGODZIC W TEJ RECENZJI NA TEMAT REZYSERA TONEGO SCOTTA ZE ROBI TADETY NIE FILMY CO TO ZA POMYSL NA FILM O POCIAGU KTORY SAM JEDZIE JAK OGLADALEM TEN FILM TO MIALEM WRAZENIE ZE OGLADAM JAKIS DOKUMENT JEDYNE FILMY TEGO REZYSERA TO CENIE WROG PUBLICZNY I CZLOWIEK W OGNIU RESZTA TO GNIOTY ALE MNIEJSZA O TO BO TU CHODZI O MUZYKE PRZYZNAJE TEJ PLYTCE 4 GWIAZDKI
Dziekan albo Bladu, dużego wyboru nie ma :P 2011-03-31 15:12
chcesz kupić tę płytę z autografem HGW ?
Mieszko 2013-07-16 12:38
Tony Scott i Harry Gregson-Williams wyciągnęli wnioski. Reżyser, po porażce jaką okazało się "Metro strachu", nakręcił swój najlepszy film od lat (niebywałe, ile soków można wycisnąć z tak prostej fabuły!). Kompozytor natomiast po fatalnej ścieżce dźwiękowej do tamtego obrazu stworzył muzykę, która w moim odczuciu stanowi esencję jego stylu (podobnie jak w przypadku chociażby powellowskiego "The Bourne Ultimatum"). W "Niepowstrzymanym" zaskakuje ona (i to bardzo!) wysokim poziomem melodyjności, mistrzowsko buduje napięcie, dramaturgię, dynamizuje poszczególne sceny, wyczuwalny jest w niej rytmiczny puls, przez co staje się jednym z głównych bohaterów filmu. Wszystkie wymienione wyżej zalety znajdziemy na płycie. Wrażenia są identyczne jak podczas seansu kinowego. Czołówka 2010 roku i najlepsza ścieżka dźwiękowa Harry'ego Gregsona-Williamsa napisana na potrzeby filmów Scotta, która stanowi ukoronowanie ich współpracy, niestety zakończonej w tragicznych okolicznościach. Naprawdę wielka szkoda.
Mieszko 2013-07-16 16:45
Recenzja "The Town" (2010) Harry'ego Gregsona-Williamsa i Davida Buckleya mile widziana.
Koper 2013-07-16 17:25
Jasne, nie mam co robić, tylko słuchać jakichś przeciętniactw od HGW... może się jeszcze będę biczował a na koniec każę do krzyża przybić? :P
Mieszko 2013-07-16 22:40
Aż takim sadystą nie jestem. ;) Dla mnie w każdym bądź razie "Unstoppable" i "The Town" nie są drogą przez mękę. ;)

Do tej recenzji istnieje jeszcze 8 komentarzy. Chcesz zobaczyć wszystkie?    » pokaż wszystkie
Unstoppable (Niepowstrzymany)

Kompozytor:

  • Harry Gregson-Williams

Muzyka dodatkowa:

  • Justin Caine Burnett

Orkiestrator:

  • Ladd McIntosh

Soliści:

  • Martin Tillman (elektryczna wiolonczela)
  • Hugh Marsh (elektryczne skrzypce)
  • Heitor Pereira (gitara elektryczna)
  • Tony Morales (gitara elektryczna)

Wydawca:

  • La-La Land Records (2010)

Producent:

  • Harry Gregson-Williams

R E K L A M A





NASI PARTNERZY:



Poki.pl
Grydladzieci.pl


 
Strona hostowana przez
www.twojastrona.pl
Copyright © 2005-2020 FilmMusic.pl.
Wszelkie materiały multimedialne wykorzystane na tej stronie służą jedynie celom informacyjnym.
Projekt i wykonanie