Szukaj: w


recenzje

Splice (Istota)


Na film Vincenzo Natali’ego Splice szedłem do kina z dużymi oczekiwaniami, zaś z seansu wychodziłem rozczarowany. Zwiastuny i wcześniej dostępne w Internecie fragmenty obrazu dawały nadzieję na inteligentny, pomysłowy thriller sci-fi z ambicjami, coś bardziej autorskiego, co zdecydowanie będzie wyróżniać się w zalewie produkcji z Hollywood. Niestety nic z tych rzeczy. W moim odczuciu Natali stworzył coś w rodzaju standardowej mrocznej opowieści o naukowcach przekraczających dotychczasowe bariery (także etyczne) połączoną z quasi erotic love-story w stylu Gatunku, która niczym szczególnym nie zachwyca, momentami zwyczajnie przynudza, pełna jest wątków naciąganych, czy zwyczajnie głupich. A już wszelkie resztki ambicji, gdzieniegdzie obecnych prób podjęcia dyskusji na temat moralnych aspektów ukazanych w filmie eksperymentów, zabija do bólu hollywoodzki, beznadziejnie i na siłę skonstruowany finał.

O ile pewnie wielu, nie tylko ja, po samym filmie oczekiwało sporo, o tyle na soundtrack zębów chyba nikt sobie nie ostrzył. Nazwisko Cyrila Auforta pewnie nie mówi zresztą kompletnie nic, nawet większości najbardziej obeznanych z muzyką filmową fanów gatunku. Zilustrował wcześniej raptem kilka nieznanych produkcji, a jego nazwisko mogło bardziej zapaść w głowie jako orkiestratora ścieżek Alexandre’a Desplata do Hostage i Largo Winch. Młody Francuz, jak sam przyznaje, po raz pierwszy w swej krótkiej karierze musiał zmierzyć się z tego typu gatunkiem filmowym, ocierającym się o horror. A ten jak wiadomo wypracował przez lata pewne schematy ilustrowania, które może nie są jakimś szczególnym wyzwaniem dla kompozytora w tym sensie, że nie jest ciężko taki film poprawnie zilustrować, ale też trudno w tym gatunku niedoświadczonemu twórcy powiedzieć coś nowego i zostawić w muzyce ślad własnego artystycznego „ja”.

I Aufort w tym wszystkim nie wychodzi ponad ani nie schodzi poniżej średniej. Idzie przetartymi dawno szlakami i wykorzystuje wszelkie znane od dawna chwyty, by wywołać u widza efekt niepokoju, czy przestraszyć go w danej scenie. Score w obrazie działa bardzo porządnie, świetne wrażenie robi zwłaszcza w sekwencji napisów początkowych, choć nigdzie później już tak znakomicie nie będzie. Jednak wystawić ponad poprawną notę (czytaj: więcej jak 3 gwiazdki) za rolę muzyki w filmie uniemożliwił mi sam reżyser, który w kilku miejscach zdecydował się na wykorzystanie w ilustracyjny sposób source music. Irytuje to zwłaszcza w sekwencji laboratoryjnej pracy, gdzie podłożono instrumentalny, nowocześnie brzmiącą muzykę elektroniczną, którą pod koniec sceny sam bohater grany przez Adriena Brody’ego określił jako przeszkadzające w pracy, „faszystowskie” brzmienia, a które wraz z montażem sprawiają, że cały fragment prezentuje się nadmiernie kliszowo i wręcz niezamierzenie śmiesznie.

Tam, gdzie Natali stawia na Auforta zawsze jest przynajmniej poprawnie, a momentami nawet i lepiej. Gorzej w wydaniu płytowym, gdzie spora część ścieżki słuchacza nie jest w stanie szczególnie niczym zainteresować. Ot, hybryda elektronicznego ambientu z brzmieniami orkiestry, stanowiąca klimatyczne tło w obrazie, zaś wyrwana z jego kontekstu stanowiąca głównie czasowy wypełniacz krążka CD. Oczywiście ta tapetka Auforta jest zawsze o klasę czy nawet dwie lepsza i bardziej pomysłowa od jakichś pożal się Boże ambientowych dźwięków z horrorowych prac np. takiego Batesa czy Djawadiego, którzy w ostatnich latach dawali popis swej niezdolności twórczej w gatunku, niemniej trudno w niej doszukiwać się czegoś godnego zainteresowania. Podobnie rzecz się ma z muzyką akcji. Jest poprawna, dobrze zorkiestrowana, trudno się czegoś u Auforta przyczepić, ale też jest to wszystko dość przewidywalne i kliszowe. Zdarza się parę ciekawych momentów ale generalnie jest trochę nazbyt anonimowa niestety.

Koniec końców najlepiej na krążku wypada część tematyczna. Dwa główne rozwiązania melodyjne to temat główny, czy też temat Dren, poza Main Title bardzo fajnie zaaranżowany w Love Scene do roli nietypowej, niepokojącej i tajemniczej ilustracji sceny miłosnej (ale i owa scena sama w sobie nietypowa) oraz temat Elsy. Ten drugi niestety jest trochę na bakier z oryginalnością, gdyż zwłaszcza początek został ewidentnie zapożyczony z Adagio z baletu Arama Chaczaturiana Gajane, utworu wykorzystanego przez Stanley’a Kubricka w słynnej 2001: Odysei Kosmicznej. Pisząc o elementach melodyjnych należy wspomnieć jeszcze o wieńczącym album jazzowym utworze Richarda Pella – pasuje on do kompozycji Auforta trochę jak kwiatek do kożucha, ale występuje ewidentnie w filmie, w jednej ze scen w dość wyrazistej roli, stąd jego obecność na krążku jest usprawiedliwiona, tym bardziej, że to całkiem sympatyczny utworek.

Muzyczna Istota (polscy tłumacze tytułów znów musieli się popisać) w wydaniu płytowym nie znajdzie zbyt wielu entuzjastów. Jest to bowiem typ muzyki, która bez filmowego kontekstu, w większości nie stanowi zbytniej atrakcji. Ilustracyjna i techniczna poprawność powoduje z drugiej strony, że nie można jej spisać na straty i wrzucać na półeczkę z podpisem „muzyka zła”, bo zła na pewno nie jest. Kilka pomysłów na wykorzystanie elektroniki czy żywych instrumentów w obrębie ambientowego tła i nie tylko jest nawet niezłych, szkoda, że giną trochę w ogólnym ujęciu, ale to plus solidna baza tematyczna sprawia, że możemy mieć pewne nadzieje na rozwój kariery i talentu Cyrille’a Auforta. Oczywiście to trochę za mało, by polecać sam soundtrack ze Splice komuś innemu niż osobom zafascynowanym obrazem Vincenzo Natali’ego. Ale takich to chyba za wielu nie znajdziemy.



Autor recenzji:  Łukasz Koperski
Nasza ocena
Oryginalność ścieżki:
Muzyka w filmie:
Muzyka na płycie:
OCENA OGÓLNA:
Lista utworów
  • 1. Main Title (3:01)
  • 2. Fred Meets Ginger (1:20)
  • 3. Birth Scene (2:55)
  • 4. Elsa's Theme (2:10)
  • 5. Examining The Baby (1:46)
  • 6. Dren Is Sick (2:09)
  • 7. The Award Winner Is.. (0:40)
  • 8. Fred And Ginger Destroy Each Other (1:00)
  • 9. Taking Dren To The Van (1:26)
  • 10. Arrival At The Farm (1:58)
  • 11. Alone In The Barn (2:05)
  • 12. Dren Grows Wings (1:45)
  • 13. The Cat (2:33)
  • 14. Dren's Tail (2:22)
  • 15. Observing Dren (2:00)
  • 16. Love Scene (2:11)
  • 17. The Burial (1:57)
  • 18. Male Dren (5:00)
  • 19. Epilogue And End (2:19)
  • 20. Night And Dren (2:34) [Richard Pell]
Czas trwania: 44:44
Komentarze
Pokemon 2010-07-04 12:01
Pięknie, w kilku powyższych zdaniach dwa razy kracze o za niskiej ocenie. Zatem dodam, że ocena za niska xD.
dziekan 2010-07-04 17:34
Dzięki Pokemon za informacje ;) Dzisiaj przesłucham ten soundtrack skoro nie jest tak źle. Bardzo możliwe,że Koper przesadził,ale on już tak ma :DD
Koper 2010-07-04 19:07
No od Srajfelda to jest o te pół gwiazdki lepsze na pewno. :P
Pokemon 2010-07-04 22:01
Porównywanie "Splice" do Robina, to jak porównywanie Zimmera do Mozarta;). "Splice" jest napisany z pomysłem, ze smakiem, ma świetny klimat (ale fakt faktem, raczej dla wybranych), a już za samo brzmienie orkiestry ma u mnie ogromnego plusa. Aha, filmu nie widziałem, więc nie jestem tutaj stronniczy. Zwyczajnie ta muzyka mi się podoba.
Koper 2010-07-04 22:14
Ja wiem, czy z takim zaraz pomysłem. Standardy gatunku raczej + Chaczaturian.:P Jest kilka niezłych momentów, fajnych idei ale ogólnie to wszystko się rozmywa i tak na dobrą sprawę nic szczególnego w głowie nie zostaje. Horror nie takie znał ścieżki. Navarette choćby w niedawnych latach bardziej interesujące rzeczy pisał. Oczywiście, że pod względem technicznym, konceptualnym bije to Srajfelda na głowę, ale znowu tamten nadrabia troszeczkę słuchalnością. :)
Mystery 2010-07-06 13:03
Mnie ta muzyka nie ujęła. Już lepiej słuchało mi się "Koszmaru" Jabłońskiego.
XXX 2010-08-04 19:57
Zna może ktoś ten techno, jak to mówił Brody "faszystowski" utwór ze sceny kiedy razem z Elsą w laboratorium tworzyli Dren???
Koper 2010-08-04 23:17
Być może drugi z tych utworów: http://www.imdb.com/title/tt1017460/soundtrack
Tomek 2010-09-14 12:34
Jest porządnie, klimatycznie, orkiestrowe brzmienia wykorzystane porządnie i bez żadnego wrażenia taniochy jak to dziś się ma w muzyce horrorowej. Fakt jest sporo underscore'u, nie jest to super doznanie słuchowe, ale technicznie Aufort daje radę i nie ma wrażenia horrorowego plastyku. Plusy za inspirację Chaczaturianem (ciekawe czy świadomą?), te smutne smyczki kreują taką odrealnioną atmosferę, coś dla tego rodzaju kina wręcz świetnie pasujące, za elegancję w muzyce i kilka momentów z mroźnym chórem. Pozytywne wrażenia i obok Atticusa Rossa jedno z przyjemniejszych "pojawień" nieznanych kompozytorów w tym roku. Wywiad z kompozytorem: http://scorenotes.com/interviews10/aufort/index.html
Mieszko 2013-09-01 08:37
Mizernie. Muzykę Cyrille'a Auforta docenią jedynie fani filmu. Ja do nich nie należę.

Do tej recenzji istniej? jeszcze 2 komentarze. Chcesz zobaczyć wszystkie?    » pokaż wszystkie
Splice (Istota)

Kompozytor:

  • Cyrille Aufort

Muzyka dodatkowa:

  • Richard Pell

Dyrygent:

  • Cyrille Aufort

Soliści:

  • Cyrille Aufort (fortepian)
  • Véronique Bossa (wokal)
  • Marie Charvet (skrzypce)
  • Christophe Giovaninetti (skrzypce)
  • Maya Iwabuchi (skrzypce)
  • Christophe Gaugue (altówka)
  • Christophe Morin (wiolonczela)
  • Pascal Dalmasso (gitara)
  • Joël Grare (perkusja)

Wykonawcy:

  • The Philharmonia Orchestra

Wydawca:

  • Colosseum (2010)

R E K L A M A





NASI PARTNERZY:



Poki.pl
Grydladzieci.pl


 
Strona hostowana przez
www.twojastrona.pl
Copyright © 2005-2020 FilmMusic.pl.
Wszelkie materiały multimedialne wykorzystane na tej stronie służą jedynie celom informacyjnym.
Projekt i wykonanie