Szukaj: w


recenzje

Prince of Persia: The Sands of Time (Książe Persji: Piaski Czasu)


Królestwo niebieskie oraz Opowieści z Narni dobitnie pokazały, że Harry Gregson-Williams dobrze czuje się w kinie przygodowym, w kinie gdzie można zabłysnąć ciekawym etnicznym instrumentarium, epickim oddechem, czy eterycznym chórem, będącym zwykle reprezentantem świata metafizycznego/fantastycznego. Nic więc dziwnego, że fani z utęsknieniem wyczekiwali na nową przygodową kompozycję twórcy, uznanego za jednego z głównych następców mistrza/nauczyciela, Hansa Zimmera. Ekscytację podsycała też świadomość ostatnich porażek artystycznych Gregsona-Williamsa (Taking of Pelham 123, X-Men Origins – Wolverine).

Nowy film Mike'a Newella potwierdza, że twórcy Kingdom of Heaven nie wolno jeszcze skreślać z listy kompozytorów potrafiących zaskoczyć. Gregson-Williams napisał bowiem sprawną partyturę przygodową, którą można spokojnie przesłuchać bez uczucia zażenowania, jakie niestety często towarzyszy w przypadku muzycznej przygody z dziełami Ramina Djawadiego, Stevie Jablonskiego czy Henry Jackmana. Prince of Persia to solidne dzieło utrzymane w klimacie "blocbusterowych" produkcji Jerry Bruckheimera. Jest szybko, dynamicznie, momentami nawet całkiem ciekawie. Za przykład niech posłuży nam fragment ilustrujący zdobywanie Alamut ("Raid On Alamut"), gdzie prym wiedzie mogąca się podobać zimmerowska fraza (chodzą plotki, że Hans Zimmer maczał palce w stworzeniu tego utworu). Drugim wartym wyróżnienia tematem jest powellowski w konstrukcji "Ostrich Race" w którym dominuje, rzadki w plastykowym kinie produkowanym przez Bruckheimera, orkiestracyjny oddech przywodzący na myśl dokonania Jerry Goldsmitha, oddech który scenie daje dużą dawkę humoru.

Zatem gdzie tkwi szkopuł? Ano w tym, że to wszystko za mało, aby uznać tę muzykę za coś więcej niż tylko średniej klasy rzemiosło. Owszem to co serwuje nam Harry Gregson-Williams, jest nieporównywalnie lepsze niż dokonania tych mniej utalentowanych członków RCP, jednak wciąż daleko temu do ilustracyjnej pomysłowości jaką serwowali nam wielcy w rodzaju Jerry Goldsmitha, czy Johna Williamsa (kino nowej przygody).

Już sam temat główny jest chyba nieco za słaby, aby móc unieść ciężar filmu przygodowego (jest to też wada albumu, któremu brakuje takiego silnego spoiwa). Wychodząc z kina żaden zwykły widz nie będzie w stanie zanucić tego krótkiego i wątłego motywu (nie jest to w końcu marsz Indiany Jonesa, czy nawet chwytliwy motyw znany z Mumii Jerry Goldsmitha…) Tu warto też poruszyć pewną ciekawą kwestię, otóż na wielu forach pojawiły się oskarżenie, że Harry Gregson-Williams splagiatował w bezczelny sposób temat Alana Silvestriego z Powrotu Mumii. Wydaje mi się, że to nie prawda, choć rzeczywiście oba tematy mają pewne wspólne elementy wynikłe jednak raczej z oparcia ich na dającej pewne melodyczne ograniczenia skali arabskiej

Jako minus muszę też potraktować sztampowe podejście do samej ilustracji filmu. Wciąż czujemy, że jest to kino Bruckheimera (chociaż docenić trzeba niespotykane w jego produkcjach wyeksponowanie instrumentów dętych drewnianych). Wszystko jest tu napisane tak jak kiedyś skodyfikował to Hans Zimmer, a później sam Harry Gregson-Williams w Królestwie Niebieskim. Nie ma żadnego zaskoczenia, próby wejścia w psychikę, czegoś co wskoczyłoby ponad szablon (często także ten melodyczny) stosowany przez kompozytorów z RCP. Dobrze widać to szczególnie w momentach dramatycznych/refleksyjnych, gdzie kompozytor bawi nas wciąż tym samym banałem ("The King And His Sons"), który zamiast pomagać scenie, jeszcze bardziej eksponuje jej kicz. Podobnie rzecz ma się zastosowaniem elektroniki. Twórczość grupy RCP przyzwyczaiła nas do tego, że nawet jeśli akcja dzieje się w odległych historycznie czasach, kompozytorzy nie boją się korzystać z nowocześnie brzmiącej elektroniki. Wielu krytyków tłumaczy taki zabieg wprowadzeniem pewnego rodzaju aktualizacji, tworzeniem specyficznego pomostu pomiędzy starymi czasami, a nowymi (dobrze to widać choćby w Królestwie Niebieskim, gdzie muzyka ma być kolejną wskazówką, że moment w którym umiejscowiona jest akcja to tylko kostium historyczny, a tak naprawdę omawiany przez film problem jest jak najbardziej współczesny). W Prince of Persia też mamy z tym do czynienia. Niestety Gregson-Williams (być może za namową Jerry Bruckheimera) kilka razy przekracza pewną granicę, która symbol zamienia w karykaturę. Mowa o temacie Hassansinów (słyszalnym m.in. w "Visions Of Death" i w "Hassansin Attack"). Zapewne wykorzystanie elektroniki miało pomóc nam odnaleźć podobieństwa pomiędzy Hassansinami, a jednostkami specjalnymi, które dla amerykanów wciąż są synonimem tajemnego zła, siłami będącymi władzą wykonawczą wszelakich spisków współczesnego świata. Niestety zamysł zupełnie nie wyszedł, kreując techno-karykaturalną atmosferę całości, klimat który może manipulować, objadającym się popcornem, ośmiolatkiem, lecz nie poważnym kinomanem.

Słuchając płyty wielu doświadczonych fanów muzyki filmowej może doznać sporego zawodu. Album jest bowiem nieco za długi, a przez brak odpowiednio silnych akcentów tematycznych (motyw Dastana w istocie ma moc raczej tematu pobocznego niż głównego filara partytury) sprawia, że wszystko zlewa się w jedną całość. Jest to bolesne szczególnie, jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że muzyka miała budzić adrenalinę, lecz miejsc na albumie, które rzeczywiście powodują wydzielanie tego hormonu jest, jak na mój gust, stanowczo za mało.

Najnowsze dokonanie Harry Gregsona-Williamsa przypomina najdroższy zestaw z MacDonalds'a. Szybko, profesjonalnie wysmażony, o smaku elektronicznie zmodyfikowanym, tak aby syciło sprawniej. Niestety całość jest diablo przewidywalna. Wciąż te same przyprawy i ta sama technologia tworzenia. Pewnie wielu taki fastfood wystarczy, wielu nawet zasmakuje. Osobiście nie przepadam za tego typu produktami, choć uczciwie muszę przyznać, że ten pochłonąłem bez specjalnego obrzydzenia. Na co dzień preferuje jednak coś bardziej subtelnego. I wcale nie musi to być kawior.



Autor recenzji:  Łukasz Wudarski
Nasza ocena
Oryginalność ścieżki:
Muzyka w filmie:
Muzyka na płycie:
OCENA OGÓLNA:
Lista utworów
  • 1. The Prince Of Persia (05:20)
  • 2. Raid On Alamut (06:32)
  • 3. Tamina Unveiled (02:34)
  • 4. The King And His Sons (02:59)
  • 5. Dastan And Tamina Escape (04:30)
  • 6. Journey Through The Desert (02:55)
  • 7. Ostrich Race (00:58)
  • 8. Running From Sheikh Amar (03:27)
  • 9. Trusting Nizam (04:37)
  • 10. Visions Of Death (01:46)
  • 11. "So, You're Going To Help Me?" (02:20)
  • 12. The Oasis Ambush (01:54)
  • 13. Hassansin Attack (02:59)
  • 14. Return To Alamut (03:05)
  • 15. No Ordinary Dagger (04:39)
  • 16. The Passages (03:09)
  • 17. The Sands Of Time (03:58)
  • 18. Destiny (03:38)
  • 19. I Remain (04:57) – (Alanis Morissette & Mike Elizondo) – wykonanie Alanis Morissette
Czas trwania: 66:17
Komentarze
Wawrzyniec 2010-06-06 20:25
Wczoraj musiałem coś szybko zjeść w McDonald'sie i nie czułem się po tym dobrze. Zaś ten zestaw "fast-foodowy" jak to określiłeś, który zaserwował mi HGW, bardzo mi smakuje i często go konsumuje. Może rzeczywiście zabrakło jakieś mocniejszego bardziej wyrazistego tematu przewodniego, ale to naprawdę dobry score. Nie mogę się też zgodzić z tematem Hassasinów. W filmie to elektroniczne brzmienie wypadało rewelacyjnie. Od razu czuć było zagrożenie, napięcie, coś się dzieje. Więc akurat uważam te kawałki za plus, gdyż wyróżniały się w filmie. Dla mnie mocne 4 i uważam, że wystawianie tej ścieżce 3 to niestety trochę zaniżanie, gdyż 3.5 bym jeszcze zrozumiał, ale 3:/ Cóż życzę więcej takich "trójkowych" soundtracków.
Marek 2010-06-06 20:43
Trójeczka jak nic, poprawna, rzemieślnicza tapeta. Na tle Djawadich to dużo, bo i brzmi PoP przyzwoicie (wreszcie czuć orkiestrę, co powinno być przecież standardem w każdej ścieżce), ale to score z gatunku takich, które nic nie wnoszą do gatunku. Czy jest to dyskwalifikująca wada? Pewnie nie, natomiast trudno dopatrzyć się wyjątkowych zalet, które by ją rekompensowały. Standardowy produkt, bez większych emocji.
Mefisto 2010-06-06 20:46
Tri. Przeciętne mocno, acz chwilami chwytliwe.
Michał Turkowski 2010-06-06 21:12
Jak najbardziej 3,5 ani trochę mniej. Standardowa ale bardzo przyjemna partytura. A i film bardzo fajny ;)
eLE 2010-06-06 21:25
Ode mnie pełne 4 :) Bardzo fajny score. Na pewno mocny akcent w 2010 roku.
michal 2010-06-06 21:34
Ścieżki z gier o tym samym tytule a zwłaszcza z PoP'a z 2008 roku znacznie bardziej przypadły mi do gustu. Swoją drogą przydałoby się więcej recenzji soundtracków pochodzących z gier (czyt. assassin's creed 2, call of duty modern warfare 2). Czuć tam jakiś powiew świeżości w przeciwieństwie do sztampowych hollywoodzkich produkcyjniaków.
Michał Turkowski 2010-06-06 21:44
Ja rozumiem że Assassin's Creed 2 to fajny score, ale żeby powiew świeżości w Modern Warfare 2? To już raczej powiew stęchlizny w tym wypadku:) Zaś co do muzykiz gier - recka MoH Frontline właśnie powstaje, a przy wolnym czasie może skusze się zreckować scory Chatwooda do gier Prince of Persia.
Tomek 2010-06-06 22:29
Zastanawiam się ile jeszcze takich pseudo-przygodowych partytur musi się pojawić, by tego typu brzmienie się przejadło... Moim zdaniem Gregson-Williams kompletnie cofa się tutaj w rozwoju. W "Królestwie niebieskim" usłyszeliśmy sporo niebanalnych rozwiązań (choć czy artystycznych, to bałbym się tak to nazwać)..., w obu "Narniach" (szczególnie drugiej) - przedłużenie tego stylu, kilka prób zaprezentowania czegoś świeższego, choć też i tam wkradała się maniera stajni Zimmera. PoP nie posiada kompletnie już tych wyróżników. Jest to McScore przysmażony pod Jerry Bruckheimera, totalnie przewidywalny, brzmi jak 60 minut uber-anthemicznej muzyki serwowanej przez firmy Immediate Music albo X-Ray Dog i tego za bardzo Harry'emu wybaczyć nie mogę. Niestety utrzymuje poziom z swoich poprzednich projektów (Pelham 123 itd.). Przeładowana hałasem pseudo-przygodowa miernota.
ewelina 2010-06-07 10:50
Mdłe,bezpłciowe.Jeszcze nie wiem jak w filmie brzmi więc zawsze można podnieść ocenę o 0,5.
Koper 2010-06-07 17:49
Trója (i to wcale nie jakaś mocna) - inaczej być nie może. Fajne tematy to HGW napisał do Sinbada, tutaj leci po schematach z Silvestriego i tej bandy co napisała PotC nie proponując nie tylko nic świeżego, ale nic do czego chciałoby się specjalnie wracać. Ja myślę, że w muzycznym McDonalds można trafić na smaczniejsze rzeczy od PoP.
michal 2010-06-07 18:12
No może z tym Modern Warfare 2 to przesadziłem, ale i tak wolę go od ostatnio pojawiających się filmowych score'ów (oczywiście tych bardziej znanych). IMHO od 2005 roku, kiedy to ukazało się parę naprawdę świetnych ścieżek (Znaki, Marzyciel, Pasja) nie pojawił się ani jeden równie dobry soundtrack w muzyce filmowej (no może oprócz "the assassination of jesse james"). Natomiast muzyka w grach staje się coraz leprza... dlaczego? bo ci kompozytorzy mają znacznie większą swobodę.
Koper 2010-06-07 18:20
No już nie przesadzaj, Elfman, Coulais, Desplat, Hisaishi, Gordon, Rombi, nasi emigranci (Skubiszewski z Korzeniowskim)...
dziekan 2010-06-07 19:48
Sorry Babuch,ale chyba sam przyznasz,że twoje podsumowanie w tej recenzji.....szkoda gadac. ;))
Babuch 2010-06-07 20:15
To nie gadaj dziekanie...
blade 2010-06-07 20:18
dziekan bo się nawet porządnie z Tobą nie pożegnałem;/
dziekan 2010-06-08 02:02
Spoko Bladu ja też rezygnuje z forum!!Czuje,że ten rozdział jest dla mnie zamknięty :)) Żegnaj przyjacielu!!! :DD PS : A ty Babuch nie kozacz za bardzo bo nie potrafisz ;)))))))
Koper 2010-06-08 17:10
Dorośniecie, wrócicie. :P
gallon 2010-07-14 16:27
Elektronika symbolizuje podobieństwo zabójców do jednostek specjalnych? Bardzo ciekawa interpretacja, że tak powiem
bladerunner21 2010-09-19 13:27
Muzyka w filmie działa raczej kiepsko, dużo lepiej partytura Gregsona oddziaływała na widza choćby w X-Menie. Bogactwo tematów Williamsa w ''Prince Of Persia'' jest tak wielkie, że kompozycja jest zdecydowanie za krótka, z niecierpliwością czekam więc na Complete Score.
Witek 2010-10-24 14:22
muzyka nie dziala tak jak w lotr ale ujdzie w tłoku
DanielosVK 2011-02-20 17:07
Ale nuda.
bladerunner21 2011-02-20 22:41
eee tam :P
Barry 2011-10-10 17:23
Mnie sie muzyka podoba,idealnie pasuje do filmu:)
Mieszko 2013-07-15 14:06
Bardzo dobry przygodowy score Harry'ego Gregsona-Williamsa. Za każdym razem słucham go z wielką przyjemnością od początku do końca, wliczając w to kapitalną piosenkę "I Remain" w wykonaniu Alanis Morissette. Świetna robota!
Mieszko 2013-07-15 14:10
Świetna robota (także w filmie)!

Prince of Persia: The Sands of Time (Książe Persji: Piaski Czasu)

Kompozytor:

  • Harry Gregson-Williams

Muzyka dodatkowa:

  • Halli Cauthery

Dyrygent:

  • Harry Gregson-Williams

Orkiestrator:

  • Ladd McIntosh
  • Jennifer Hammond
  • Geoff Stradling

Soliści:

  • Martin Tillman – wiolonczela

Wydawca:

  • Walt Disney Records (2010)

Producent:

  • Harry Gregson-Williams

R E K L A M A





NASI PARTNERZY:



Poki.pl
Grydladzieci.pl


 
Strona hostowana przez
www.twojastrona.pl
Copyright © 2005-2020 FilmMusic.pl.
Wszelkie materiały multimedialne wykorzystane na tej stronie służą jedynie celom informacyjnym.
Projekt i wykonanie