Szukaj: w


recenzje

War of the Worlds (Wojna Światów)


(Uwaga! Recenzja zawiera spoilery filmowe!)


Historia współpracy jednego z najwybitniejszych współczesnych reżyserów, Stevena Spielberga i kompozytora Johna Williamsa jest bardzo długa, sięgająca w swych początkach połowy lat siedemdziesiątych. Razem przez te 3 dziesięciolecia tworzyli mnóstwo filmów, które w większości przeszły na stałe do historii kina (Szczęki, E.T., Park Jurajski, Lista Schindlera, Szeregowiec Ryan etc.). Dzięki temu nazwisko kompozytora obiegło w krótkim czasie cały świat, a jego partytury charakteryzujące się niezwykłą inwencją tematyczną sprawiły, że stał się postacią kultową w branży i znalazł się na piedestale najlepszych współczesnych kompozytorów muzyki filmowej... Ten krótki wykład historii wywołuje sentyment wśród licznych fanów Williamsa, gdyż era jego sukcesów powoli dobiega końca.

“We wczesnych latach XXI wieku, nikt nie uwierzyłby, że nasz świat może być obserwowany przez inteligentne istoty, takie jak my...”

Tymi słowami rozpoczyna się najnowszy film wspomnianego wyżej twórcy, Wojna Światów. Oparta na książce H.G. Wellsa historia opowiada o inwazji obcych przybyszów na naszą planetę. Nie jest to pierwsza ekranizacja tej powieści. Dwie poprzednie powstały kolejno w 1953 i 1981 roku i nie da się tego ukryć, że są tandetnym typowym kinem klasy B. Dzieło Spielberga, wydaje się czym o wiele lepszym, posiada jednak kilka mankamentów i zgrzytów fabularnych niwelujących go z grona filmów bardzo dobrych.

O ile sam obraz jest nas w stanie zachwycić, to jego muzyka wywołuje już mieszane uczucia. Trzeba przyznać, że w połączeniu z filmem spełnia swój podstawowy obowiązek nie narzucając się i nie ekscytując także. Na płycie jednak ciężko przez nią przebrnąć. Tematyka? Tutaj zaczynają pojawiać się pierwsze problemy. Po raz pierwszy od niepamiętnych czasów Williams NIE STWORZYŁ żadnego konkretnego tematu do swojej partytury. Szkoda wielka, bo pisząc je zapewne podniósłby poziom całości. Niektórzy uważają ten zabieg za przejaw oryginalności. Czy oby na pewno ewidentne braki tematyczne możemy określać w ten sposób? Raczej nie... Pewną formą rekompensaty tych braków może być patetyczna przygrywka w wykonaniu trąbki pojawiająca się od czasu do czasu lub charakterystyczne smętne skrzypce budujące napięcie. Czy to jednak wystarcza? Zdecydowanie nie!

WotW to typowo filmowe rzemiosło Materiał jaki znajdziemy na płycie w większości przypadków jest asłuchalny. Przez godzinę atakowani jesteśmy mrocznym, trzeciorzędnym under i action score. Prostota konstrukcji i wykonania całości po prostu razi! Z ponad 120 osobowej orkiestry wyszczególniamy raptem kotły, talerze, troszkę smyczek, instrumenty dęte i fortepian. Spięte razem tworzą bardzo prostą, tendencyjną papkę dźwiękową, którą najprościej da się określić w następujący sposób: bęc, łup, trzask, trach i... koniec. Williamsowy action score, od kilku dobrych lat charakteryzujący się tym samym schematem budowy, teraz najzwyczajniej zaczyna nudzić. We wcześniejszych partyturach można było przymknąć na to oko, w tej jednak eksploatowany do granic możliwości staje się ciężkim orzechem do zgryzienia. Prawdę powiedziawszy po jeszcze znośnych (za sprawą ciekawie wkomponowanych chórów) utworach The Ferry Scene i The Intersection Scene cała reszta odpycha swoją przebrzmiałością i wyjątkową niesłuchalnością.

Wśród całego tego zgiełku i hałasu znajdziemy kilka bardzo sentymentalnych tracków. Są nimi Ray And Rachel, Refugee Status i The Separation of the Family. Chciałbym zwrócić szczególną uwagę na ten ostatni, gdzie raczeni jesteśmy spokojnymi wstawkami fortepianowymi łudząco przypominającymi te z A. I.. Uwagę przyciąga także The Reunion mający za zadanie wyprowadzadzić nas ze smętnego i mrocznego klimatu wprost do happy endowego rozwiązania finałowego. Pisząc prawie jednocześnie dwie partytury Williams nie uniknął pewnych analogii do Zemsty Sithów. Przykładowo, w końcowej części The Return to Boston usłyszymy idealnie skopiowaną końcówkę Battle of the Heroes. Innym przykładem będzie Reaching the Country z triumfalnym wyjściem a la Anakin's Dark Deeds. Trochę to irytuje ale ostatecznie da się przeboleć mając na względzie owe zapracowanie kompozytora.

“Od momentu, gdy najeźdźcy przybyli, oddychali naszym powietrzem, jedli, pili... byli straceni. Zostali unicestwieni, gdy już wszelka broń ludzka zawiodła...”

Pewna era dla Williamsa dobiegła końca, era jego świetności, dominowania na rynku kompozytorów muzyki filmowej. To co było kiedyś jego domeną, stało się w krótkim czasie przekleństwem. Chodzi tu generalnie o tematykę i action score. Nie ukrywam, że tęskni mi się za Johnem lat siedemdziesiątych, osiemdziesiątych i początku dziewięćdziesiątych. Niestety wszystko co dobre szybko się kończy. Szybko także dobiega końca kariera tego kompozytora. Jeżeli mógłbym, doradziłbym mu odłożenie na bok filmów akcji i zadomowienie się na stałe w lżejszym kinie. Być może Pamiętniki Gejszy okażą się czymś lepszym i przełamią złą passę. W każdym razie, Wojna Światów to najgorszy materiał jaki “wyprodukował” Williams od niepamiętnych czasów. Nie polecam.



Autor recenzji:  Tomek Goska
Nasza ocena
Oryginalność ścieżki:
Muzyka w filmie:
Muzyka na płycie:
OCENA OGÓLNA:
Lista utworów
Czas trwania: 61:01

*Zawiera monolog filmowy Morgana Freemana
Komentarze
mtomasky 2005-07-03 02:02
Taka mała uwaga z mojej strony. Wypadałoby ostrzec przed spojlerami jakie znajdują się w recenzji. Wiem, że Spielberg jest przewidywalny jak światła na skrzyżowaniu, wiem też (z recenzji), że film kończy się tak samo jak książka, ale nie dla każdego jest to oczywiste i należałoby brać to pod uwagę przy pisaniu recenzji ;) Pozdrawiam.
Tomasz Goska 2005-07-03 07:59
Dzięki, już wstawiłem odpowiednią notkę na górze recenzji :)
Tomek 2005-07-03 09:41
Tak, zgadzam się z Tomkiem, jest to najbardziej nie-słuchalny materiał, który stworzył John Williams od niepamiętnych czasów, sam zostałem odepchnięty całkowicie przez tą muzykę przy pierwszym podejściu. Ale to nie jest takie proste. Nie zgodzę się, że era/kariera Williamsa się drastycznie kończy, bo my fanatycy muzyki filmowej nie jesteśmy zadowoleni z ostatnich prac Williamsa. Williams będzie miał pracę przy największych projektach, dopóty dopóki sam nie zrezygnuje, ma tak duże nazwisko, że nie łudźmy się że z tygodnia na tydzień na raz straci pracę!:) Zgodzę się również, że muzyka akcji, która nigdy nie była jego domeną, osiągnęła tutaj apogeum swojej prostoty, ale wydaje mi się że taki był cel i Spielberga i Williamsa, którzy na ekranie opowiadają zmasowaną eksterminację ludzkiego rodzaju przez kosmicznych najeźdźców, więc jest szorstka, brutalna i prymitywna. Ale jest i tak bardzo trudna w słuchaniu. I jeszcze mała uwaga: John Williams nie jest orkiestratorem, odpowiada za to Conrad Pope lub John Neufeld lub obaj, choć nie ma tego wyszczególnionego w creditsach książeczki. Ogólnie, lepiej sięgnąć po znacznie ciekawsze Minority Report...
MaciekG. 2005-07-03 11:25
Nie zgodzę się z tym że materiał na albumie jest aż tak nie słuchalny. To zależy kto co lubi. Zgodzę się że jest to ciężka płyta w odbiorze, ale powiem że dzielnie przez nią przebrnołem i teraz do niej wracam. Williams dobrze wiedział jaką muzykę stworzyć do takiego filmu jak Wojna Swiatów, jeśli niema żadnego wyraźnego tematu to widocznie z woli kompozytora a nie z jego lenistwa czy braku pomysłu. Jak dla mnie ten soundtrack jest na swój sposób oryginalny i za to właśnie daje mu 4. Pozdrawiam.
Tomasz Goska 2005-07-03 11:42
Dzięki za zwrócenie uwagi Tomku, faktycznie, ciężko jest dopatrzyć się orkiestratorów na albumach Williamsa.
Do Maćka G - równie dobrze można by powiedzieć o innych kompozytorach, że dokładniewiedzą jaką muzykę muszą pisac do filmów do jakich piszą... chodzi generalnie o to by wypadało to jakoś w połaczenie z filmem no i przede wszystkim na płycie. Jeżeli w filmie radzi sobie ona średnio na jeża, a na płycie cieżko przez nią wogóle przebrnąć, to myślę, że naleźy obiektywnie ocenić "to rzemiosło". Wola kompozytora nie zawsze idzie w parze z dobrym efektem tej woli.
Tomek 2005-07-03 13:50
Do mojego imiennika :) - imdb podaje Conrada Pope'a (jego nazwisko pojawia się w napisach końcowych filmu jako "orchestrator"), no ale to mało znaczący drobiazg, biorąc pod uwagę, że Williams i tak rozpisuje muzykę a credit to tylko credit :D Do Maćka - masz sporo racji, to że nie ma tutaj tematów, nawet w bardziej lirycznych fragmentach to oczywiście wybór Williamsa i Spielberga, nie lenistwo i na swój sposób ścieżka ta jest oryginalna, choć pojawiają się głosy czerpania garściami Strawińskiego, no ale w aspekcie muzyki filmowej jest oryginalna, choć bardzo trudna w słuchaniu, np. podobnie jak goldsmithowska Planeta Małp. Ja również po kilku przesłuchaniach zacząłem do niej chętniej wracać, tylko pytanie czy każdy będzie miał taką cierpliwość jak my :) Jednak jako medium na płycie nie sprawdza się, wyłącznie dla fanów.
Tomasz Goska 2005-07-03 14:28
Ok wstawione :), przepraszam, ża tą wygórowaną ocene w poprzednim komentarzu, niestety zapomniałem wstawić oceny i automatycznie mi taka wyskoczyła :/
Rafalski 2005-07-10 00:43
trzeba sie niestety zgodzić, faktem jest ze WotW niestety nie jest wybitnym soundtrackiem, co wiecej, momentami naprawde Williams konkretnie przynudza, jednak płyta ma klimat a szereg rozwiązań jakie stosuje tu momentami kompozytor jest dosć oryginalnych i nie często u niego spotykanych. NIe zmienia to faktu że to ciężka muzyka do słuchania, i na płycie przedstawia sie tak sobie na jeża....
thedues 2005-07-11 17:03
Własnie wróciłem z kina bo chciałem porównać sobie muzyke Johna z obrazem. Nie przypuszczalem ze mozna zrobic takiego muzycznego gniota! Ale to fatalnie brzmi nie ma zadnego nastroju! Moze i muzyka pasuje to obcych przybyszy z kosmosu ale gdzie tam dramat w muzyce jak gina ludzie jak walcza zołnierze,! Co do filmu to Spilberg sie powoli wypala oprocz swietnych zdjec(zreszta juz nie pierwszy raz) Kaminskiego i dobrej roli Dakoty Fanning cały obraz jest przecietny a juz typowo hollywodzka jest koncowka(oczywiście Happy End)! Szkoda bo duet Spielberg Williams dal nam tyle radości ekranowej jak i muzycznej a teraz pozostaja tylko wspomnienia(oby nie na zawsze!)
Łukasz Waligórski 2005-07-18 10:21
Chciałbym zauważyć że tytuł 3 utworu jest błędnie napisany. Nie żebym się czepiał ale często się to wam zdarza ostatnio. Na przykład w Batman Begins jest kilka błędnych tytułów.
Tomasz Goska 2005-07-18 11:03
Wbrew przekonaniom co niektórych jestem tylko zwykłym człowiekem :P Bład poprawiony :D
ktos 2005-12-26 01:14
Wy chyba nie słuchaliscie muzyki asłuchalnej. Płyta jest 100 razy lepsza niż wypociny Antona Weberna, Albana Berga i innych dodekafonistów, kakofonistów i kit ich tam wie co jeszcze. CO z tego, że panuje w nich matematyczna precyzja skoro i tak pierwszym odruchem przy słuchaniu jest sięgnięcie po pilota i nacisnięcie przycisku power :-)Muzyka z WOTW to w porównaniu z tym Mozart czy Beethoven... Dlatego też daje tej płycie 4,5
Al-karnak 2005-12-26 07:33
Na tym portalu oceniamy muzyke filmową a nie partytury klasyków, a jeżeli chodzi o samą asłuchalność, jest to tylko jeden z wielu wałków tej kompozycji.
Mefisto 2006-02-27 15:05
Film średniak. Muzyka - tylko jako ilustracja do filmu średniaka. Tyle.
Jorge 2006-03-17 13:53
Rzeczywiscie kolejny typowo ilustracyjny gniot do filmu akcji , nawet gorszy od kompozycji do Monachium takze autorstwa johna williamsa.Muzyka tak mizerna ze gdy sie oglada film ani razu nie zwraca sie na nią uwagi.
Koper 2006-11-21 22:07
Słuchając nie zasnąć - oto jest wyzwanie. :D Nie będę ukrywał, że wolę dawnego, tematycznego Johna W., choć ukrywał też nie będę że nie jest to mój ulubiony kompozytor jako taki, aczkolwiek cenię go za kilkanaście prac i tematów. W każdym razie na pewno nie za War of the Worlds. Czy film słabszy czy muzyka, to już trudno odpowiedzieć. Jak dla mnie oba nieciekawe.
bladerunner21 2010-12-24 21:39
żenada. Takie gnioty to może pisać Williams, ale z myślnikiem. Temu panu nie przystoi.
Mieszko 2014-04-03 16:15
Porządne kino SF (2/3 pierwszorzędnie zrobionego widowiska, 1/3 trochę mniej udanego). Dobra reżyseria, najlepsza z całej obsady Dakota Fanning, momentami wręcz rewelacyjna praca kamery Janusza Kamińskiego, KAPITALNY dźwięk oraz montaż dźwięku i mistrzowskie efekty specjalne (strona audiowizualna najciekawsza w 2005 roku zaraz po "King Kongu" i III odsłonie "Star Wars"). John Williams? W filmie jeszcze przyzwoicie, lecz na płycie ŹLE!!! Dosłownie kilka pojedynczych fragmentów się broni. Brak jakiegokolwiek tematu! Bliska ZERU melodyjność!!! Chyba najsłabsza ścieżka dźwiękowa tego kompozytora. Całe szczęście, iż to tylko jedna wtopa Williamsa z 2005 roku. "Star Wars 3", "Munich" i "Memoirs of a Geisha" to znakomite prace.

War of the Worlds (Wojna Światów)

Kompozytor:

  • John Williams

Dyrygent:

  • John Williams

Orkiestrator:

  • Conrad Pope

Wydawca:

  • Decca (2005)

Producent:

  • John Williams

R E K L A M A





NASI PARTNERZY:



Poki.pl
Grydladzieci.pl


 
Strona hostowana przez
www.twojastrona.pl
Copyright © 2005-2021 FilmMusic.pl.
Wszelkie materiały multimedialne wykorzystane na tej stronie służą jedynie celom informacyjnym.
Projekt i wykonanie