Szukaj: w


recenzje

Loup


Natura inspiruje kompozytorów. Nie na darmo na soundtracku do Makrkosmosu Bruno Coulais umieścił cytat z Claude’a Debussy’ego, który uważa, że chcąc nauczyć się komponować, zamiast wgłębiać się w Beethovena, lepiej oglądać zachód słońca. Coulais zresztą filmów, w których inspirować mogły go cuda przyrody i odległe zakątki świata trochę zilustrował a efekt jego muzycznej pracy był w każdym przypadku zachwycający. Niezależnie czy podziwiać mógł życie na małej łączce w Mikrokosmosie czy podróż przez niebotyczne góry w Himalaya. Dzieciństwo wodza. Ten ostatni film zresztą wydaje się być trochę podobny do tego, z którego pochodzi recenzowana partytura. Tyle, że zamiast Tybetu i tamtejszego plemienia przemierzającego go wraz z jakami, mamy Syberię i lokalnych, tubylczych hodowców reniferów. Tytuł i okładka sugerują coś jeszcze. Loup bowiem opowiada o przyjaźni głównego bohatera filmu ze zwierzęciem, które jest największym wrogiem reniferów, a więc i jego plemienia. Z wilkiem.

Choć przywoływałem we wstępie Bruno Coulaisa, to jednak nie on zilustrował ten mocno poprzetykany wątkami przyrodniczymi i etnicznymi dramat. Francuski reżyser Nicolas Vanier do współpracy zaprosił innego swojego rodaka, z którym wcześniej już pracował przy na pół dokumentalnym, na pół przygodowym filmie Ostatni traper. Krishna Levy, o którym tu mowa, urodzony w Indiach 45-letni Francuz, nie jest zbyt popularnym twórcą, nawet wśród fanów muzyki filmowej, choć przecież trochę obrazów nad Sekwaną już zdążył ilustrować i nawet zdobyć nominację do Cezara za musical 8 kobiet Francoisa Ozona. Podejście Levy’ego do Loup jest zdecydowane odmienne od etnicznych eksperymentów Coulaisa w takiej Himalayi. Choć Levy korzysta z tej samej orkiestry z Bułgarii, co jego rodak choćby przy Makrokosmosie, to jego muzyka brzmi bardziej klasycznie. Czy w filmie sprawuje się równie dobrze jak ilustracje Coulaisa? Może nie aż tak, jednakże muzyka w Loup należy do zdecydowanych plusów obrazu Vaniera. Dodaje uroku i elegancji pięknym ujęciom syberyjskiej tundry.

Ci, którzy zetknęli się, choćby fragmentarycznie, z muzyką do Le dernier trappeur, czy z samym filmem, pewnie mogą sobie łatwo wyobrazić Loup, gdyż są to partytury stylistycznie bardzo mocno zbliżone. W nowszym dziele Krishna Levy stawia jeszcze mocniej na smyczki. To one odpowiadają za prezentację sfery tematycznej, często oczywiście wraz z całą orkiestrą czy nawet chórem, niemniej praktycznie żadne inne instrumenty na plan pierwszy ani razu nie wychodzą. Ponadto kompozytor bardzo często wykorzystuje charakterystyczne, takie „chłodne”, przeciągłe brzmienia instrumentów smyczkowych, nagrane w ten sposób, że odnosimy wrażenie delikatnego echa, co łącznie daje nam wrażenie pewnej etniczności i przywodzi na myśl tereny, w którym rozgrywa się akcja filmu (La perte de la harde). W kreowaniu lekkiej etniki wsparcia udzielają też różnego rodzaju bębny i grzechotki. Podobnie jak w Ostatnim traperze Levy zaprosił do współpracy braci Batailley, którzy popis grania na perkusjonaliach dają zwłaszcza w świetnym, dynamicznym L'attaque des loups - szkoda, że jedynym tego typu utworze na soundtracku. Najbardziej folklorystycznym akcentem jest Church In the Wildwood - pewnie jakiś rodzaj tradycyjnej pieśni lub też stylizowany na takową, odróżniający się wyraźnie od muzyki Levy’ego i na szczęście umieszczony już na końcu.

Jeśli chodzi o wspomniane tematy, to przez partyturę przewijają się dwa główne oraz kilka podobnych do nich melodii pobocznych. Pierwszy usłyszymy już w utworze otwierającym krążek. Całkiem niezły, z pogranicza dramatu i epiki, ale to chyba ten drugi (m.in. La grande harde; La rencontre; Loup) bardziej wbija się w pamięć i nie tylko dlatego, że częściej słychać go na soundtracku. Melodia jest bardziej wyrazista i choć zdaje się brzmieć znajomo, trudno dokładnie wskazać, do czego to jest podobne. Pomniejsze motywy i melodie poruszają się w tej samej stylistyce. Spośród nich warto zwrócić zwłaszcza uwagę na śliczne, emocjonalne L'odyssée des loups i Les chemins se séparent.

Generalnie ta urokliwość oraz melodyjność, duża emocjonalność utworów i ta elegancja w korzystaniu z orkiestry i solistów typowa dla twórców europejskich, zwłaszcza francuskich, to największe atuty Loup. Do minusów należą pewna schematyczność i przewidywalność muzyki. Francuz raczej niczym szczególnym w tej muzyce nie zaskakuje, a pewne rozwiązania, jak delikatne użycie ksylofonu w kilku aranżacjach głównego tematu, zdają się być aż nadto oczywiste. Na dodatek score ten wydaje się być trochę wtórnym w stosunku do Ostatniego trapera, choć podobieństwa tyczą się na szczęście jedynie stylu a nie tematyki. Można by się też przyczepić do pewnej monotonii brzmieniowej, na szczęście soundtrack jest tak krótki, że ani to, ani niewielkie czasy trwania poszczególnych utworów, nie przeszkadza zbytnio.

Wspomniane minusy w moim odczuciu z nawiązką są rekompensowane przez wcześniej opisane plusy kompozycji. Bo choć słuchając Loup nie grozi nam wpadnięcie w jakiś wielki zachwyt, to jednak jest to 40 niezwykle przyjemnie spędzonych minut. Kompozycję tę zaliczam do tych bardziej udanych dzieł, jakie ujrzały światło dzienne w roku 2009 i jedno z moich ulubionych odkryć tegoż. Jeśli lubicie ścieżki przyrządzone według trochę staroświeckiego, tradycyjnego przepisu, z wyrazistą melodyką, z oczywistymi emocjami, niekoniecznie intelektualnie czy technicznie wyszukane, ale też dalekie od sztampowych, bezpłciowych ilustracji rodem zza oceanu, to coś dla Was. Oryginalność nie jest tu przecież najważniejsza, a pozbawiony dłużyzn czy nadmiaru zapychaczy album potrafi na tyle zauroczyć, że czwórka w końcowej nocie nie wydaje mi się naciągana. Zwłaszcza, że Krishna Levy zdaje się wkładać w tę muzykę siebie, autentyczne emocje i inspiracje ujęciami mroźnej Syberii.



Autor recenzji:  Łukasz Koperski
Nasza ocena
Oryginalność ścieżki:
Muzyka w filmie:
Muzyka na płycie:
OCENA OGÓLNA:
Lista utworów
  • 1. Les hauts alpages (2:44)
  • 2. Le clan de Batagaï (1:01)
  • 3. La grande harde (3:13)
  • 4. La perte de la harde (0:55)
  • 5. Les louveteaux (1:23)
  • 6. La tanière (1:55)
  • 7. La rencontre (1:44)
  • 8. Soupçons (0:57)
  • 9. Le grand mâle (1:42)
  • 10. La poursuite (0:46)
  • 11. Nastazia et Sergueï (0:54)
  • 12. L'odyssée des loups (1:36)
  • 13. Immensités blanches (1:15)
  • 14. Transhumance (2:08)
  • 15. La chasse aux loups (0:54)
  • 16. Les chemins se séparent (1:19)
  • 17. Les monts Verkoïansk (1:04)
  • 18. L'attaque des loups (2:36)
  • 19. Le chamane (0:41)
  • 20. Le grand voyage (1:34)
  • 21. Le Nouveau Territoire (2:30)
  • 22. Père et fils (1:07)
  • 23. Aurore boréale (2:10)
  • 24. Loup (3:56)
  • 25. Church In the Wildwood (2:06)
Czas trwania: 41:32
Komentarze
Mystery 2010-02-24
11:29
Bardzo przyjemna muzyka, temat pierwsza klasa.
Mieszko 2013-08-09
12:44
Muzyka Levy'ego szału nie robi.
Mieszko 2014-08-14
14:50
Wracając do powyższej oceny... Bardzo ładny motyw główny i nie najgorsza melodyjność albumu, ale... Jak na nieco ponad 40 minut partytury, jest tu sporo monotonii brzmieniowej oraz tematycznej. Niektóre kawałki są bez wyrazu lub zbyt krótkie, aby się spodobać. Parę utworów cechuje za duża podniosłość (szczególnie "L'odyssee des loups"), natomiast pieśń na końcu to już totalna pomyłka. Generalnie przyzwoicie, ale bez szału.

Loup

Kompozytor:

  • Krishna Levy

Dyrygent:

  • Deyan Pavlov

Orkiestrator:

  • Krishna Levy

Soliści:

  • Philippe Audin (wiolonczela)
  • Jean Paul Batailley (perkusja)
  • Jean Philippe Batailley (perkusja)

Wykonawcy:

  • The Bulgarian Symphony Orchestra

Wydawca:

  • Milan/Jade (2009)

R E K L A M A





NASI PARTNERZY:



Poki.pl
Grydladzieci.pl


 
Strona hostowana przez
www.twojastrona.pl
Copyright © 2005-2020 FilmMusic.pl.
Wszelkie materiały multimedialne wykorzystane na tej stronie służą jedynie celom informacyjnym.
Projekt i wykonanie