Szukaj: w


recenzje

Planète blanche, la


Bruno Coulais to jednak ma szczęście. Zresztą kompozytor dobrze zdaje sobie z tego sprawę. W przypadku przyrodniczych dokumentów, do których pisał ilustracje, nie tylko trafiają mu się filmy o pięknych, inspirujący kadrach, ale i takie, w których rola ludzkiego narratora jest bardzo ograniczona i muzyka nie dość, że przejmuje część funkcji narracyjnych, to jeszcze może być pięknie wyeksponowana. Gdy drugi z kompozytorów aspirujących do miana króla tego podgatunku – George Fenton – o takich możliwościach mógł mówić chyba tylko w przypadku Deep Blue, to Coulais mógł bez przeszkód zdobywać słuchaczy filmówki w Mikro- i Makrokosmosie i zapewne będzie miał podobny komfort w przypadku Oceans. Nie do końca udało mu się z tego skorzystać chyba tylko w przypadku Genesis, natomiast w La planète blanche francuski twórca oddziałuje na podobnym poziomie, co w wymienionych wcześniej filmach wyprodukowanych przez Jacquesa Perrina. I choć powstała w 2006 roku Biała planeta nie jest tak fantazyjnym dokumentem jak Microcosmos, ani tak epickim jak Travelling Birds, to Bruno Coulais po raz kolejny pokazuje swój wielki talent, wyobraźnię i pomysłowość i tworzy ścieżkę, która nie daje o sobie zapomnieć po seansie.

Jako, że tym razem rzecz rozgrywa się w rejonach arktycznych, głównie na północnych krańcach Kanady, Coulais zdecydował się na wykorzystanie wokaliz innuickich (czyli eskimoskich). W tym celu skorzystał z pomocy kanadyjskiej wokalistki pochodzenia innuickiego właśnie – Elisapie Isaac, na co dzień występującej w popowym zespole Taima, która w La planète blanche odpowiadała za napisanie tekstów w języku swych przodków a także sama wykonywała niektóre partie wokalne, mając jeszcze wsparcie skromnego eskimoskiego chórku. Oczywiście czy Coulais w swoich score’ach rozpisuje partie wokalne na język innuicki, francuski angielski, czy w ogóle na kompletnie zmyślone frazy, to i tak zwykle traktuje wokale bardzo instrumentalnie, jako nośnik przede wszystkim emocji, tudzież melodii i wykorzystuje je do tych swoich muzycznych eksperymentów i swoistych zabaw, które nadają unikalności jego stylowi.

Tych wariacji Coulaisa na temat, co można zrobić z ludzkim głosem w ilustracji filmowej, w La planète blanche oczywiście jest sporo. Już w jednym z głównych tematów, w otwierającym album L'espoir De L'ours usłyszymy świetne, entuzjastyczne właściwie można by rzec pokrzykiwania będące jednym ze znaków rozpoznawczych tego score. Do tego należy dodać bardziej standardowe (dla Coulaisa) chórki i wokalizy, plumkającą giatrę basową, wiolonczelę, etniczne perkusjonalia i otrzymujemy świetny i porywający kawałek. Inny przykład eksperymentów Francuza to początek trzeciego na soundtracku utworu oraz Le Phoque Capuchon brzmiąc niczym jakieś szamańskie modły i pewnie nieco odrzucające słuchacza w pierwszym kontakcie na płycie, a wykorzystujące tradycyjne gardłowe śpiewy Inuitów. Oprócz tego mamy i bardziej klasyczne wykorzystanie tych eskimoskich wokaliz, w przypominającej jakąś tradycyjną pieśń Baleines Boréales, czy bardziej stonowanych, powolnie płynących Le Zoo Plancton, La Famille Des Ours a zwłaszcza niezwykle delikatnej, użytej w pięknej, magicznej wręcz scenie z nowo narodzonymi niedźwiadkami La Naissance Des Oursons. Podejrzewam, że jednak ulubionym wokalnym kawałkiem tego albumu dla większości miłośników filmówki będzie Le Festin Des Baleines, jawiący się niczym eskimoska wersja williamsowskiego Dry Your Tears Afrika z Amistad. Innuickie śpiewy splatają się tu z zachodnim, mieszanym chórem i etnicznym instrumentarium by stworzyć znakomity, porywający tak w filmie, jak i na płycie anthem.

Choć utwory z wokalami dominują na płycie, to znajdziemy tu też fragmenty typowo orkiestrowe, w filmie wykorzystywane i eksponowane chyba chętniej, jak na albumie. Najważniejszym jest podniosły, dramatyczny, narastający motyw o podobnym schemacie budowy jak chociażby utwór Il Pleut z coulaisowego Lucky Luke’a – można by rzecz, że jest to protoplasta tamtego, tyle że korzystający z większego asortymentu orkiestry i chyba nawet lepszy. Poza tym orkiestrowa część kompozycji Francuza odpowiada za często bardziej mroczne, ponure albo dramatyczne fragmenty o charakterze nawet swoistego suspensu czy underscore. Przeciągłe, zimne smyczki i atonalne brzmienia ilustrujące wichurę niosącą tumany śnieżnego pyłu nawet nie znalazły się na albumie. Uświadczymy za to muzycznej sekwencji do sceny polowań polarnego niedźwiedzia na fokę (La Chasse De L'ours) z zaciągającymi dęciakami i piłującymi smyczkami, godnymi samego Bernarda Herrmanna. Zwracają na siebie uwagę także „rozdzwonione” klawisze przypominające słynne Aquarium Saint-Saens’a oraz początkowa ilustracja oglądanych z lotu ptaka mroźnych pejzaży, jakże odmienna od muzycznego zachwytu nad podniebnymi podróżami bohaterów Makrokosmosu.

Jest w La planète blanche taka scena z wilkiem arktycznym (niestety jej ilustracja nie znalazła się na albumie), który, gdy pojawia się na tle lodowej góry wśród ośnieżonych pustkowi, otrzymuje od Coulaisa motyw na gitarę basową przynoszący skojarzenia ze spaghetti westernami, tak jakby kompozytor swoją muzyką chciał nam ukazać czworonożnego bohatera jako samotnego kowboja na polarnych bezkresach. Skojarzenia z muzyką Morricone potęgują się, gdy wilk dostrzega małego leminga, a Francuz wprowadza niskie rejestry fortepianu. Następująca po tym scena łowów to już wokalne zabawy. I to dla mnie taka esencja Coulaisa w tym obrazie: dopowiadanie muzyką historii, tworzenie jakby swoistej fabuły plus radosne eksperymenty zwłaszcza z ludzkim głosem. Francuski kompozytor nie na darmo uchodzi za jednego z najbardziej oryginalnych i pomysłowych twórców współczesnej muzyki filmowej. Jego muzyczna wyobraźnia ujawnia się właśnie przy okazji takich obrazów jak La planète blanche, w których inspirowany pięknem przyrody, interpretuje zdarzenia na ekranie i dodaje im emocji swoją nieszablonową muzyką, najpewniej dobrze się przy tym bawiąc.

I takiej muzyki filmowej ja chcę więcej. Zainspirowanej, wyeksponowanej w filmie, pobudzającej wyobraźnię, zostającej w głowie ciekawym, nietuzinkowym brzmieniem i świetnymi melodiami. Owszem, Coulais po wyciągnięciu go z filmu traci, a że jest nieco eklektyczny, że te najbardziej przystępne fragmenty bywają krótkie i poprzedzielane czy to częścią bardziej ilustracyjną, czy też muzycznymi eksperymentami Francuza o różnym stopniu słuchalności, to pewnie niejeden słuchacz będzie miał kłopot by przekonać się do tej płyty. Zwłaszcza ktoś dopiero początkujący w muzyce filmowej i nieobeznany w stylistyce Coulaisa. Mimo to dziwi mnie trochę, że w roku 2006 ta ścieżka przeszła bez większego echa, bo wcale nie odstaje ona w mojej opinii od tych bardziej znanych ilustracji artysty znad Sekwany. Wielu zachodnich recenzentów pewnie tradycyjnie uznało dzieło Francuza za kolejne newage’owe dziwadło, swoje zrobiła też z całą pewnością znikoma popularność filmu, który niewątpliwie bardzo pomaga docenić tę pracę. Kończąc nie chcę tu może podnosić krzyku rozpaczy, jak mój szacowny kolega Łukasz Wudarski przy okazji recenzji Himalayi, nad faktem niedocenienia tego dzieła Coulaisa. Himalaya, nawet jeśli na Zachodzie wciąż marginalizowana przez tamtejszych wyznawców Briana Tylera i jemu podobnych, w końcu jednak zyskała sobie grono miłośników, wręcz doczekała się statusu swoistej kultowości. La planète blanche, która jest muzyką trochę mniej może ambitną, za to równie kolorową, ciekawą i na pewno bardziej radosną (a więc może trochę bardziej przystępną?), pełną entuzjazmu, wciąż jest na marginesie nawet w grupie krytyków i fanów potrafiących docenić nietuzinkowe dzieła Coulaisa. Biję się w pierś i przyznaję, że do niedawna też nieco lekceważyłem, zapominałem niejako o tej ścieżce. Na szczęście w końcu odkryłem ją na nowo. Dołączcie do mnie, panie i panowie.



Autor recenzji:  Łukasz Koperski
Nasza ocena
Oryginalność ścieżki:
Muzyka w filmie:
Muzyka na płycie:
OCENA OGÓLNA:
Lista utworów
  • 1. L'espoir De L'ours (2:19)
  • 2. La Naissance Des Oursons (2:08)
  • 3. La Planète Blanche (2:04)
  • 4. Baleines Boréales (1:44)
  • 5. Le Zoo Plancton (3:08)
  • 6. Le Festin Des Baleines (2:45)
  • 7. La Sortie Des Ours (3:06)
  • 8. La Migration Des Ours (2:19)
  • 9. La Famille Des Ours (1:27)
  • 10. Le Phoque Capuchon (1:00)
  • 11. Coups D'ailes Sous La Mer (2:33)
  • 12. La Pieuvre (2:24)
  • 13. Le Combat Des Boeufs Musqués (1:57)
  • 14. La Séparation Des Ours (2:37)
  • 15. Le Voyage Des Caribous (3:36)
  • 16. La Fin De L'été (1:34)
  • 17. La Chasse De L'ours (2:30)
  • 18. Alerte (1:02)
  • 19. Le Repas Des Ours (2:43)
  • 20. Générique Fin (2:10)
Czas trwania: 45:06
Komentarze
kruker 2010-02-01 11:25
solista na drumli :D nie mam pytań dlaczego nigdy nie wypisujecie w zestawieniu solistów muzyków grających na waltornii?
Koper 2010-02-01 17:18
Bo nie są podawani wśród solistów w "credits'ach" albumów? Jakoś nie rozumiem Twojego problemu...
Marek 2010-02-15 12:48
Pikny score, bez dwóch zdań. Gdybym znał film, to może i maksa bym wystawił.
mtomasky 2010-02-15 14:48
Muzyka świetna, na film się skuszę, a w ramach ciekawostki mini recka z IMDB :D "... the sound track. It was god awful. Fair enough if they didn't have the money to invest in scoring a symphony orchestra to compliment the vision, but silence would have been better than the mismatched yodelling/chanting/drum beating/interpretive dance type tracks which in no way tied in with the vision on screen. It sounded like they picked a world music compilation CD out of the discount bin and randomly placed tracks along the timeline with complete disregard for the images they were accompanying. Also, I am convinced that they recorded the sound of a child licking a lollipop to use for any scene where a newborn animal (caribou, polar bear, anything) was being licked by its mother."
Koper 2010-02-15 19:02
Taaa... Widziałem. :D Cóż, na głupotę rady nie ma. ;)
Mefisto 2010-04-13 01:55
Piękna ścieżka! Bez dwóch zdań dołącza do moich ulubionych Coulaisów - dorównuje zarówno Mikro, jak i Makrokosmosowi.
Mieszko 2013-08-11 13:03
Ja raczej nie będę zbyt często wracał do "The White Planet".
Koper 2013-08-11 14:09
I całe szczęście. Kolejnych komentarzy byśmy już nie wytrzymali. ;P
Mieszko 2014-04-18 17:05
Wyjaśnienie oceny... Wszystko niby ładnie gra, ale za szybko materiał umyka mi z głowy. Zabrakło tu większej wyrazistości.
Mefisto 2014-04-19 00:13
Nie to co Bangkok Dangerous, co nie? :)

Do tej recenzji istniej? jeszcze 2 komentarze. Chcesz zobaczyć wszystkie?    » pokaż wszystkie
Planète blanche, la

Kompozytor:

  • Bruno Coulais

Dyrygent:

  • Laurent Petitgirard
  • Loïc Pierre (chór)

Orkiestrator:

  • Bruno Coulais

Soliści:

  • Jean-Philippe Audin (wiolonczela)
  • Renaud Pion (flet)
  • Raoul Duflot-Verez (instr. klawiszowe)
  • Simon Bujold (drumla)
  • Slim Pezin (gitary, perkusja)
  • Marc Chantereau (perkusja)
  • Laurentio Q. Arnatsiaq (etniczne bębny, wokal)
  • Akisuk Naluiyuk (wokal)
  • Kalai Kuananaak (wokal)
  • Leah May (wokal)
  • Jorane (wokal)
  • Elisapie Isaac (wokal)

Wykonawcy:

  • Mikrocosmos (chór)

Wydawca:

  • Naïve (2006)

R E K L A M A





NASI PARTNERZY:



Poki.pl
Grydladzieci.pl


 
Strona hostowana przez
www.twojastrona.pl
Copyright © 2005-2020 FilmMusic.pl.
Wszelkie materiały multimedialne wykorzystane na tej stronie służą jedynie celom informacyjnym.
Projekt i wykonanie