Szukaj: w


recenzje

Coco Avant Chanel (Coco Chanel)


Rok 2009 zaowocował dwom filmami biograficznymi na temat najsłynniejszej projektantki mody XX wieku - Gabrielle Bonheur Chanel. W grudniu premierę miał Coco Chanel & Igor Stravinsky z muzyką Gabriela Yareda, pół roku wcześniej zaś Coco Avant Chanel w reżyserii Anne Fontaine, do którego ścieżkę dźwiękową napisał Alexandre Desplat. Z filmu Fontaine wyłania się obraz kobiety pełnej nieposkromionej witalności, niespożytej energii, podatnej na zranienie, ale potrafiącej się podnieść się po porażce; taką interpretację tytułowej bohaterki daje znakomita w swojej roli Audrey Tatou i w ślad za nią tym samym tropem podąża francuski kompozytor, w kolejnym ze swych ośmiu ubiegłorocznych przedsięwzięć.

Ścieżka Desplata posiada generalnie większość zalet i wad, jakie cechują twórczość tego artysty. Zatrzymując się w pierwszej kolejności przy tych pierwszych, wypada powtórzyć te same słowa, które odnoszą się do innych jego prac – jest to kompozycja inteligentna, miejscami nieszablonowa, która na konwencjonalną w gruncie rzeczy ekranową opowieść patrzy z interesującej perspektywy. Kluczowe znaczenie ma tutaj utwór otwierający płytę i film, L’abandon, który sam Desplat określa „motorem” napędowym ilustracji. Oczywiście do sceny przybycia małej Coco do sierocińca łatwo było napisać rzewną, pełną smutku i boleści muzykę, która narzuciłaby widzowi klarowny odbiór emocjonalny. Francuz nie chce jednak otwarcie manipulować, bardziej zależy mu na sugerowaniu pewnych treści, na podskórnych wrażeniach. Z tego powodu spotka się zapewne z zarzutami o chłód i sterylność – niesłusznie, bowiem siła jego kompozycji tkwi właśnie w owej emocjonalnej niejednoznaczności. L’abandon ma oczywiście smutny wydźwięk, ale zarazem cechuje go łatwo wyczuwalna motoryka, swego rodzaju zdecydowanie, które sugeruje, że choć Coco czeka ciężki los sieroty, to ostatnim, o czym dziewczynka myśli, jest uznanie swojej klęski. Oczywiście w bardzo wyraźny sposób koresponduje to z późniejszą interpretacją Tatou.

Wspomniana energia, poczucie ruchu towarzyszy filmowej Coco przez długi czas, w szczególności w sytuacjach, gdy sama decydować musi o swoim losie. Motoryczny temat z pierwszego utworu i jego pochodne powracają więc kilkukrotnie, w wersjach odważniejszych (Royallieu, gdzie bohaterka jest już dorosłą kobietą) i bardziej nawet bezpośrednich (filmowe sekwencje projektowania strojów, z Couture na czele). Coco nie ma jeszcze swojego miejsca na świecie, nie ma pewności, jaka czeka ją przyszłość, w związku z czym wszystkie te motywy są jak gdyby nieco rozedrgane, jednocześnie kategoryczne ale i podszyte niejasną płochliwością. Bohaterka będzie się tak miotać, dopóki nie wda się w romans z Arthurem ‘Boy’ Capelem – i dopiero na tym etapie muzyczna sygnatura Coco zmieni swój charakter. Delikatne połączenia fortepianu, harfy i skrzypiec, w utworach takich jak Arthur Capel czy Un Seul Amour, wnoszą do kompozycji uczucie błogości, bezpieczeństwa i stałości. Nie ma już w nich miejsca na frenetyczne frazy smyczków, natomiast wrażenie motoryki obecne w Coco & Boy nie nosi już znamion niepewności i zagubienia. Tę muzyczną eskapadę domyka pięknie elegancki, stylowy walc (Chez Chanel, Casino de Deauville); w finałowej scenie, gdy rozbrzmiewa on dostojnie w tle, widzimy nie naiwną dziewczyną śpiewającą głupiutkie piosenki w podrzędnej knajpce, ale dojrzałą kobietę, która wkrótce będzie miała świat u swych stóp. Energia i hart ducha pozostały, ale od teraz to one kształtować będą otaczającą Coco rzeczywistość.

Jak widać, muzyka Desplata nie jest więc tylko ładną, delikatną tapetą, jej charakter ukształtowała opowiadana historia i tak spójnego połączenia można by życzyć wielu innym kompozytorom filmowym. Gdzie natomiast tkwią wady? Otóż nie trzeba wiele wysiłku by dostrzec, że Coco Avant Chanel nie wnosi właściwie nic nowego do twórczości Francuza, jest raczej wyrazem pewnej stagnacji niż oczekiwanej ewolucji. Oczywiście cieszy fakt, że ścieżka ta w tak trafny i niebanalny sposób interpretuje film, niemniej jednak od razu rzuca się w oczy, że Desplat tak naprawdę nie wychyla się poza komfortową dla siebie muzyczną strefę. Benjamin Button znakomitym soundtrackiem był, ale co tu dużo ukrywać, w tej konwencji podobny sukces trudno już będzie osiągnąć; Coco... natomiast, podobnie jak zaraz po Buttonie wydane Afterwards, wydaje się być tylko przystawką do głównego dania. O ile trudno Francuza oskarżać o bezpośrednie kopie, to obie te prace prezentują się tak naprawdę jak przedłużenie ścieżki do filmu Finchera, tyle że przedłużenie gorszej jakości. Brzmią one przez to dość hermetycznie i nie ma raczej szans, by Desplat przemówił za ich pomocą do swoich przeciwników.

Wtórność ta przekonała mnie ostatecznie do dosyć surowej oceny. Przeciwko łagodnemu traktowaniu Coco... przemawia też fakt, że sama płyta również nie robi szału. Zaaranżowana została dość chaotycznie i o ile zrozumiała jest chęć urozmaicenia odsłuchu (w filmie zwroty stylistyczne nie następują przemiennie, a raczej powoli ewoluują), to niestety na albumie gubi się ogólny zamysł, w rezultacie czego muzyczny komentarz odrywa się od zmian osobowościowych bohaterki. Naturalnie są tutaj momenty o wysokiej słuchalności (walc to jedna z najbardziej udanych kompozycji Desplata w ubiegłym roku), niemniej nie przykrywają one wrażenia powtarzalności, i w obrębie samej ścieżki, i w kontekście Birth czy wspomnianego Buttona. Na obronę warto przytoczyć, że spotting muzyki w filmie jest po prostu doskonały, ilościowo i jakościowo, ale tak naprawdę jest to detal dla koneserów, który przeciętnego słuchacza zapewne nieszczególnie obejdzie. Werdykt: solidna, inteligentna kompozycja – tyle że od paru lat Desplat rozpieszcza nas jednak czymś więcej.



Autor recenzji:  Marek Łach
Nasza ocena
Oryginalność ścieżki:
Muzyka w filmie:
Muzyka na płycie:
OCENA OGÓLNA:
Lista utworów
  • 1. L'abandon (04:07)
  • 2. Chez Chanel (02:33)
  • 3. Coco & Boy (02:48)
  • 4. Royallieu (02:54)
  • 5. Couture (02:27)
  • 6. Avenue du Bois (01:38)
  • 7. Premier baiser (01:40)
  • 8. Gabrielle Bonheur (01:54)
  • 9. L'Hippodrome (02:55)
  • 10. Arthur Capel (02:09)
  • 11. Confession de Balsan (01:27)
  • 12. Coco reve de Paris (01:32)
  • 13. L'Atelier (01:48)
  • 14. Un seul Amour (01:53)
  • 15. Le Chagrin de Coco (03:00)
  • 16. Casino de Deauville (01:38)
  • 17. Little Black Baby (01:37) - Scott Joplin
  • 18. Qui qu'a vu Coco rt (01:42) - Baumaine-Blondelet / Deransart
Czas trwania: 39:42
Komentarze
Koper 2010-01-28
22:41
Wtórne, nie wtórne, ale jak na Desplata to nawet mi do gustu przypadło. A walczyk śliczny. :)
Mefisto 2010-01-29
00:33
Coco Trzynel - na więcej nie zasługuje
Mystery 2010-01-29
12:05
Muzyka na poziomie, ale więcej jak 3 ode mnie również nie dostanie.
Chenia 2010-01-29
22:11
Oj, a mi się nie podoba, z wyjątkiem może dwóch kawałków. Trochę mdły ten album. Przykro mi, Desplacie, dostajesz ode mnie tylko dwóję.
bladerunner20 2010-02-18
18:04
nudne bez kunsztu i wyrazu jak zwykle przeceniany desplacik walczyk jedynie śliczny.
dziekan 2010-10-31
15:16
A mi sie podoba!!
bladerunner21 2010-10-31
15:30
to kup płytę Dziekanie :P
Mieszko 2013-10-30
23:17
Trzy pierwsze utwory są udane. Dalej mamy głównie powtórki i momenty nużące. Całość wtórna. Desplatowski średniak.

Coco Avant Chanel (Coco Chanel)

Kompozytor:

  • Alexandre Desplat

Dyrygent:

  • Alexandre Desplat

Orkiestrator:

  • Alexandre Desplat
  • Jean-Pascal Beintus

Wykonawcy:

  • The London Symphony Orchestra

Wydawca:

  • Varese Sarabande / Colosseum (2009)

Producent:

  • Alexandre Desplat
  • Solre Lemonnier

R E K L A M A





NASI PARTNERZY:



Poki.pl
Grydladzieci.pl


 
Strona hostowana przez
www.twojastrona.pl
Copyright © 2005-2020 FilmMusic.pl.
Wszelkie materiały multimedialne wykorzystane na tej stronie służą jedynie celom informacyjnym.
Projekt i wykonanie