Szukaj: w


recenzje

Up (Odlot)


O ile Stevenowi Spielbergowi i J.J. Abramsowi może Michael Giacchino zawdzięczać przedostanie się do elity hollywoodzkich kompozytorów, o tyle to filmy studia Pixar uczyniły go kompozytorem pierwszoligowym i kompozytorem dojrzałym. Za wyjątkiem wieloletniego przedsięwzięcia w postaci serialu Lost i krótkiej kontrybucji na potrzeby Cloverfielda, wszystkie Mission: Impossible, Star Treki i Speed Racery przy przebojowym Ratatouille czy błyskotliwym pastiszu Incredibles wypadają nie tyle może blado, co po prostu tylko poprawnie. Nie jest tu Giacchino zresztą wyjątkiem, weteran gatunku Thomas Newman dla Pixara również napisał jedne z najciekawszych dzieł w swojej karierze. Korzyść z owej współpracy jest obustronna – studio do swoich filmów dostaje muzykę wysokiej próby, Giacchino zaś otrzymuje swobodę i muzyczne możliwości, jakich zdają się nie zapewniać mu współcześnie filmy aktorskie. Trzeci pixarowski pełny metraż, do którego Amerykanin napisał ilustrację, szturmem zdobył kina 2009 roku i ugruntował pozycję kompozytora na rynku. Niestety, pod względem muzycznym Odlot Ratatujowi jednak nie dorównuje.

Ilustracja Giacchino jest nierówna, posiada momenty wręcz znakomite, oparta jest o niegłupi koncept, ale jednocześnie marnuje sporo potencjału, jaki kompozytorowi dawał film Doctera. Trochę szkoda, bowiem siłą Ratatouille była właśnie owa imponująca konsekwencja, która sprawiała, że muzycznej opowieści o gotującym szczurze słuchało się z nieustannym zaangażowaniem i ciekawością. Up dla odmiany często wytraca impet, często chowa się za obrazem, i wypada spytać czy jest to rezultatem przyjętej konwencji ilustracyjnej, czy może wynikiem braku wyobraźni? Mocno to być może zabrzmiało, nie chciałbym posądzać Giacchino o limity kompozytorskiej imaginacji, tym bardziej że swoje możliwości w tym zakresie wielokrotnie już udowadniał, w związku z czym pokusiłbym się o teorię, że wady Odlotu w tym akurat aspekcie wynikają z serii błędnych założeń, leżących u podstaw całej ścieżki. O co konkretnie chodzi?

Otóż Giacchino traktuje film Doctera – zgodnie chyba zresztą z intencją reżysera – jako opowieść obyczajową, a nie przygodową. Wbrew temu, co na pierwszy rzut oka może się po przesłuchaniu albumu wydawać, sposób wykorzystania muzyki w obrazie dość konsekwentnie odnosi się do przemian psychologicznych, charakterologicznych głównego bohatera, jakich to swoistą emanacją są perypetie ekranowe, perypetie w których intensywność akcji to tylko jeden z elementów formy. Stąd właśnie tak duże znaczenie tematu przewodniego, który w kinie przytłacza wręcz resztę kompozycji, dominuje pierwszy plan jeszcze bardziej, aniżeli miało to miejsce w Ratatouille.

Temat ów ma dość staroświecki charakter (Odlot zaczyna się w latach 30-tych ubiegłego stulecia, a główny bohater nawet jako 70-letni staruszek zdaje się wyjęty z tamtej epoki i siłą wtłoczony w XXI wiek) i inicjuje płytę w wybornym stylu, za sprawą magicznego Married Life. Jest to bodaj najciekawsza sekwencja całego filmu, 4-minutowa opowieść o wspólnym życiu Carla Fredricksena i jego żony Ellie, snuta wyłącznie przy pomocy obrazu i muzyki. Giacchino wykazuje się tu dużą inteligencją kompozytorską – pozornie beztroski temat ma za zadanie udźwignąć nie tylko historię lat szczęśliwych, ale też wszystkich smutków i niepowodzeń, oraz ich akceptacji. Przejścia nastroju w tym utworze mają charakter bardzo subtelny, dopiero finalne akordy fortepianu emanują uczuciem samotności, choć samotności bogatej dzięki ciepłym, pozytywnym wspomnieniom dawnych czasów. To ciepło domowego ogniska, wspólnych marzeń, stanowi esencję tematu głównego, tematu, który na szczęście uniknął łatwego do popełnienia przy ilustracji tego typu przedramatyzowania.

Choć Fredricksenowi wydaje się, że jego wielka przygoda zaczyna się wraz ze startem niesionego przez tysiące baloników domu, to tak naprawdę myli się on – właściwa przygoda to dopiero finalne sceny filmu, kiedy Carl wyrusza na ratunek swoim nowym przyjaciołom. Tutaj następuje przełom, i w ten właśnie sposób całą opowieść interpretuje Giacchino. Warto zauważyć, iż towarzyszący początkowi podróży Carl Goes Up wcale nie ma heroicznego charakteru. Pewna dawka quasi-epickiego romantyzmu nie przysłania faktu, że utwór ten nie jest wcale celebracją wielkiej przygody (inny kompozytor w tej samej scenie posłużyłby się tradycyjnie triumfalnymi fanfarami lub czymś w ich kształcie), wbrew temu co Carlowi może się wydawać. I choć potem temat powraca wielokrotnie, to aż do Memories Can Weigh You Down, heroicznych form ani razu nie przyjmuje. Dopiero gdy Fredricksen zaczyna rozumieć, iż żywi przyjaciele są ważniejsi od wspomnień zaklętych w starych meblach, i zaczyna akcję ratunkową, Giacchino pozwala sobie na użycie – po raz pierwszy – stylistyki czysto przygodowej.

Co zatem w ścieżce Amerykanina nie funkcjonuje jak powinno, skoro padło już tyle superlatyw? Chodzi mianowicie o interpretację, czy raczej brak interpretacji całego „zaginionego świata”, do którego trafia Fredricksen. Fakt, że Giacchino swoją ścieżkę napisał z perspektywy wątków obyczajowych, nie zwalnia go automatycznie z powinności stworzenia satysfakcjonującego, egzotycznego tła dla cudów południowoamerykańskiej dżungli. Interpretacja w tej materii to niestety niemal wyłącznie nieśmiałe akcenty. Nie mówię tu oczywiście o braku elementów przygodowej epiki, bo ta kwestia z punktu widzenia całości ścieżki jest zrozumiała. Nie można jednak, będąc kompozytorem, ostentacyjnie ignorować dającego olbrzymie możliwości ilustratorskie otoczenia rodem z powieści Conan-Doyle’a. W tym aspekcie Odlot brzmi bardzo płasko i bez wyrazu, zatraca charakter, popada w anonimowy język, czego po twórcy Ratatouille trudno było się spodziewać. Nieszczególnie pomaga również muzyka akcji, bardzo brutalna jak na film dla dzieci, ale niestety mało pomysłowa czy oryginalna (brzydki plagiat williamsowskiej Wojny światów). Wyjątkiem jest marszowy hołd dla King Konga Steinera w The Small Mailman Returns oraz bardzo dobrym Seizing the Spirit of Adventure, który jednak przynależy już do finalnej potyczki, a nie do oczekiwanej na wcześniejszym etapie muzycznej kreacji egzotycznego świata. O ile jednak w filmie braki te przesłania wszechobecność tematu przewodniego (swoją drogą nie zaszkodziłby ścieżce jakiś drugoplanowy kontr-temat, do którego miana motywy muzyczne przypisane antagonistom nie mają jednak ambicji aspirować), to środkowa część albumu staje się przez nie uciążliwa. A przecież do complete score brakuje blisko 20 minut...

Ścieżka w rezultacie wydaje się jakby wybrakowana, nie ma tej przebojowości co Ratatouille, na albumie potrafi przynudzać. Paradoksalnie jednak jest to jedna z tych ubiegłorocznych ilustracji, które po wyjściu z kina zostają w świadomości widza, temat przewodni zapada w pamięć, z lepszym chyba nawet skutkiem niż bardziej zróżnicowana i malownicza muzyka Newmana do Wall-E. Wprawdzie obecnie recenzowany tu album dostępny jest tylko w formie elektronicznej, jednakże płytowe Academy Promo z ilustracją Giacchino osiągnęło kilka dni temu na Ebay’u zawrotną cenę 600$. Ścieżka nominowana jest do Złotego Globu, wkrótce pewnie i do Oscara. Mimo niedoskonałości Odlotu, Amerykanie zdają się kochać Giacchino miłością bezgraniczną.



Autor recenzji:  Marek Łach
Nasza ocena
Oryginalność ścieżki:
Muzyka w filmie:
Muzyka na płycie:
OCENA OGÓLNA:
Lista utworów
  • 1. Up With Titles (00:53)
  • 2. We're In The Club Now (00:43)
  • 3. Married Life (04:10)
  • 4. Carl Goes Up (03:33)
  • 5. 52 Chachki Pickup (01:14)
  • 6. Paradise Found (01:03)
  • 7. Walkin' The House (01:03)
  • 8. Three Dog Dash (00:51)
  • 9. Kevin Beak'n (01:14)
  • 10. Canine Conundrum (02:03)
  • 11. The Nickel Tour (00:52)
  • 12. The Explorer Motel (01:26)
  • 13. Escape From Muntz Mountain (02:43)
  • 14. Giving Muntz The Bird (01:57)
  • 15. Stuff We Did (02:13)
  • 16. Memories Can Weigh You Down (01:22)
  • 17. The Small Mailman Returns (03:10)
  • 18. He's Got The Bird (00:29)
  • 19. Seizing The Spirit Of Adventure (05:19)
  • 20. It's Just A House (01:58)
  • 21. The Ellie Badge (01:30)
  • 22. Up With End Credits (07:38)
  • 23. The Spirit Of Adventure (02:30)
  • 24. Carl's Maiden Voyage (Bonus, SFX) (00:52)
  • 25. Muntz's Dark Reverie (Bonus, SFX) (00:52)
  • 26. Meet Kevin In The Jungle (Bonus, SFX) (01:32)
Czas trwania: 53:10
Komentarze
Althazan 2010-01-16 23:17
Acha, i jeszcze sprostowanie: $610 dokładnie osiągnęło nie Academy Promo, tylko "Pixar Crew Exclusive" (complete score), czyli płyta z pełnym scorem wydana - z tego co wiadomo z wiarygodnych źródeł - w nakładzie do 1000egz. i rozdawana członkom ekipy Pixara za free. Późnej oferowane regularnie spadały do ostatniej $150... Academy promo osiągnęło cenę "tylko" $310 - i to tylko pierwszy oferowany egzemplarz. Następny poszedł już "tylko" za ok. $150, dalej będzie taniej. Jak zawsze... ;)
Gregory 2010-01-17 12:57
Gdzie to pasuje do kompozycji Jamesa Newtona Howarda
Kaźmirz 2010-01-17 16:48
610$??? To ktoś strasznie umoczył hehe..
Wawrzyniec 2010-01-17 17:55
Teraz kiedy już trochę opadły emocje i jest już sporo po premierze filmu i score'u, to jestem teraz na spokojnie dać tej muzyce 4. Dobrze się tego słucha, w filmie dobrze się sprawdza, w sumie czego chcieć więcej?;)
bladerunner21 2010-12-27 21:58
Czasami mnie aż ściska, że tak nędzna partytura zwłaszcza płytowo dostała Oscara, a ani jedna z Gregsonowskich kompozycji na rzecz animacji nie.
DanielosVK 2010-12-27 22:56
Ci w Akademii mają w dupie Twoje płyty.
dziekan 2011-10-17 10:13
Koszmarnie nudny album.Niewiem skad ta euforia i multum nagród!!Nawet Mystery Man nie lubi tego albumu i wcale mu sie nie dziwie bo to prawdziwy policzek dla takich fanboyów jak on.
bladerunner22 2012-02-07 22:42
Tak jest Oscar.Czy odleciałem?A skądże znowu :P Nudna i jednopłaszczyznowa,zamknięta liryka oblana gorzką czekoladą to nie jest pełnokrwisty score do animacji!!!Trąbki i etniczne wstawki kuleją i zamykają się w sobie.Pyszałkowatosc Giacchino podczas rozdania nagród nie wzbudza mojej litości co do końcowej oceny tej sciezki.Marriage Life nie działa na mnie zbawiennie...
DanielosVK 2012-02-07 22:46
Twoje co raz to nowsze teksty mają co raz mniej sensu i są co raz głupsze. :D
Mieszko 2013-09-24 09:47
O "Up" pisałem już przy okazji "Monsters University". Co mnie najbardziej denerwuje? Fakt, że główna melodia zbyt często się powtarza. Oscar za 2009 rok należał się tylko i wyłącznie "Avatarowi" Jamesa Hornera.

Do tej recenzji istnieje jeszcze 6 komentarzy. Chcesz zobaczyć wszystkie?    » pokaż wszystkie
Up (Odlot)

Kompozytor:

  • Michael Giacchino

Dyrygent:

  • Tim Simonec

Orkiestrator:

  • Peter Boyer
  • Jennifer Hammond
  • Jack Hayes
  • Larry Kenton
  • Tim Simonec

Wydawca:

  • Walt Disney Records Digital Download (2009)

Producent:

  • Michael Giacchino

R E K L A M A





NASI PARTNERZY:



Poki.pl
Grydladzieci.pl


 
Strona hostowana przez
www.twojastrona.pl
Copyright © 2005-2020 FilmMusic.pl.
Wszelkie materiały multimedialne wykorzystane na tej stronie służą jedynie celom informacyjnym.
Projekt i wykonanie