Szukaj: w


recenzje

Harry Potter and Half-Blood Prince (Harry Potter i Książę Półkrwi)


Eliksir miłości

Harry Potter i Książę Półkrwi wbrew temu, co starają nam się wkręcić media, skorumpowane przez ogromne producenckie lobby, nie jest filmem dobrym. Rozwlekły scenariusz (od tych rozległych ujęć hogwartowskich korytarzy można dostać Parkinsona) i fatalne aktorstwo (gdy tylko młodzi aktorzy mają oddać na ekranie bardziej skomplikowane uczucie niż radość, zgroza chwyta każdego kinomana) sprawiają, że produkcja jest po prostu słaba. Drażniąca jest też chęć zrobienia filmiku pod nastoletnią publiczność, filmiku w którym niemal cały czas unosi się eliksir miłości wchłaniany przez bohaterów każdą możliwą drogą. To wszystko sprawia, że tworzy nam się kino obyczajowe, niewiele mające wspólnego z magiczną epiką, jakiej chyba każdy z nas oczekiwałby po ekranizacji książki Rowling. Pewnie nie miałbym takich pretensji jakby ta komedyjka dla nastolatków zrobiona byłaby z większym smakiem i klasą, ale niestety poziom jest porównywalny do takich "arcydzieł gatunku" jak "Pamiętnik Księżniczki" czy "Stowarzyszenie Wędrujących Dżinsów". Żeby jednak nie tragizować zbytnio należy absolutnie pochwalić cudowne zdjęcia Bruno Delbonella ("Amelia", "Bardzo Długie Zaręczyny"), a także efekty specjalne, które trzymają poziom, chociaż nie sądzę żeby mogły liczyć na jakieś większe wyróżnienia.

Mugol

Wśród plusów rozmyślnie nie wymieniłem partytury Nicholasa Hoopera. Jego muzyka bowiem jest po prostu nijaka. Owszem pasuje do filmu i nie drażni jakimiś wielkimi błędami (w kilku miejscach wręcz bardzo pozytywnie mnie zadziwiła – mocno ironiczny motyw pogrzebu Aragoga – wzorowany na szkockich utworach pogrzebowych w stylu Amazing Grace), ale jednak brakuje tu jakiejś głębi. Hooper popełnia już po raz drugi ten sam błąd. W jego muzyce niemal zupełnie nie ma epickości i emocjonalności, którą można by było po wyjściu z kina zapamiętać. Widać to chyba najlepiej w momentach najbardziej znaczących dla książki i filmu (pożegnanie Dumbledora, wyznania Slughorna). W obu wypadkach (Dumbledore's Farewell, Slughorn's Confession) błąd tkwi już w samej tematyce, która nie jest na tyle silna aby wzbudzić w nas jakieś silniejsze emocje. Gdzież tym utworom do tak porażającego emocjami A Window to the Past, albo Fawkes the Phoeniks. Nie tego oczekujemy od partytury do kina przecież epickiego. To jest blockbuster Panie Hooper, a nie serial. Czas uciec z tego Azkabanu telewizyjności. Czas wreszcie przestać być Mugolem i zrozumieć o co chodzi w świecie czarodziejów.

Magia to potęga

Jak już napisałem w filmie ta muzyka brzmi bardzo nierówno. W większości jest niewybijającą się tapetą, nic nie wnoszącą do narracji, ale też za bardzo jej nie psującą. Chociaż żeby oddać sprawiedliwość należy zauważyć, że jest jeden moment, gdy Hooper wzbija się wyżej i brzmi naprawdę magicznie. To oczywiście chwila, gdy profesor Dumbledore zabiera Harry'ego na wyprawę do jaskini (Journey to the Cave). Epicki i pełen rozmachu, z w miarę dobrą tematyką, gdyby właśnie brzmiała cała partytura w filmie, na pewno nikt by na Hoopera nie rzucał zaklęć niewybaczalnych. Niestety generalnie ten fragment to wyjątek potwierdzający regułę, gdyż reszta brzmi nijako i niestety strasznie kliszowo (te same patenty na oddanie dynamiki, grozy, smutku). Co więcej niektóre ciekawe motywy (malowniczo brzmiące na płycie) w filmie gdzieś znikają przytłoczone efektami dźwiękowymi i wybijającym się na plan pierwszy obrazem (tak właśnie dzieje się z uroczym The Story Begins).

Q-py Blok

Mimo tych moich narzekań muzyka Hoppera i tak lepiej wypada w filmie niż na albumie. To, co otrzymujemy słuchając ponadgodzinnego soundtracku można malowniczo opisać korzystając z nazwy jaka została wymyślona dla jednego z magicznych środków wynalezionych przez braci Weasleyów. Partytura słyszalna na albumie jest zbitym blokiem kupy. Nudzi, nie porusza, nie prowokuje do jakiejkolwiek refleksji. I nie jest to wina braku tematów. Te są i to w całkiem sporej ilości, jednak ich jakość pozostawia wiele do życzenia. Po pierwszym przesłuchaniu soundtracku nie jesteśmy w zasadzie w stanie niczego zapamiętać. Wszystko jest tak mało wyraziste, tak pozbawione mocy (nawet w utworach podłożonych pod sceny, które powinny kompozytora bardzo zainspirować), że rzadko który z miłośników muzyki filmowej będzie miał siłę dać temu soundtrackowi więcej niż jedną szansę. Wina leży także w tym, że Hooper niemal zupełnie zrezygnował z odwołań do wcześniejszych soundtracków (wykorzystanie tematu Hedwigi to jakaś kpina). Wnikliwi słuchacze dopatrzą się wprawdzie w Ron's Victory silne nawiązania do dzwięków jakie John Williams napisał celem opisania gry w quidditicha, ale akurat te utwory były tak sztampowym dokonaniem maestro, że nawiązaniami do nich Anglik akurat nie powinien się chwalić.

Felix Felicis

Muzyka Nicholasa Hoopera pewnie znajdzie swoich miłośników. Kilkadziesiąt przesłuchań płyty sprawi, że te banalne, pozbawione głębi tematy zaczną się podobać. Wszak obiektywnie rzecz ujmując nie jest to złe i gdyby powstało na potrzeby innego filmu, pewnie i oceny byłyby lepsze, tym bardziej, że technicznie score Hoopera stoi na półce zdecydowanie wyższej niż wszystkie tegoroczne dzieła panów z Remote Controle. Jednak gdy popatrzymy na możliwości jakie daje kompozytorowi taki film, taki materiał (kreowanie całkiem nowego magicznego świata, świata który dzięki Hollywood można opisać w sposób epicki) jakim jest Potter, to już ocena pracy twórcy nie może być dobra. Plotki głoszą, że Hooper nie będzie już pracował dalej nad serią i na ostatnią część, która ma być podobno rozbita na dwa filmy, do gry wróci maestro Williams. Miejmy nadzieję, że szczęście się do nas uśmiechnie i tak się rzeczywiście stanie. Jeśli zaś nie, cóż, pozostanie nam pić Felix Felicis. Może wystarczy by Hoopera puścić z torbami?



Autor recenzji:  Łukasz Wudarski
Nasza ocena
Oryginalność ścieżki:
Muzyka w filmie:
Muzyka na płycie:
OCENA OGÓLNA:
Lista utworów
  • 1. Opening (02:54)
  • 2. In Noctem (02:00)
  • 3. The Story Begins (02:05)
  • 4. Ginny (01:30)
  • 5. Snape & the Unbreakable Vow (02:50)
  • 6. Wizard Wheezes (01:42)
  • 7. Dumbledore's Speech (01:31)
  • 8. Living Death (01:55)
  • 9. Into the Pensieve (01:45)
  • 10. The Book (01:44)
  • 11. Ron's Victory (01:44)
  • 12. Harry & Hermione (02:52)
  • 13. School! (01:05)
  • 14. Malfoy's Mission (02:53)
  • 15. The Slug Party (02:11)
  • 16. Into the Rushes (02:33)
  • 17. Farewell Aragog (02:08)
  • 18. Dumbledore's Foreboding (01:18)
  • 19. Of Love & War (01:17)
  • 20. When Ginny Kissed Harry (02:38)
  • 21. Slughorn's Confession (03:33)
  • 22. Journey to the Cave (03:08)
  • 23. The Drink of Despair (02:44)
  • 24. Inferi in the Firestorm (01:53)
  • 25. The Killing of Dumbledore (03:34)
  • 26. Dumbledore's Farewell (02:22)
  • 27. The Friends (02:00)
  • 28. The Weasley Stomp (02:51)
Czas trwania: 62:40
Komentarze
Mefisto 2009-07-27 01:07
Niestety nie zgodzę się z ostatnim akapitem - to jest złe, jakkolwiek by na to nie patrzeć. Po naprawdę dobrym, poprzednim albumie Hoopera, który wniósł do serii potrzebną świeżość, dostaliśmy powrót do bardziej klasycznej ilustracji, ale powrót zupełnie nieudany, pusty, nudny, jak flaki z olejem.
Matija34 2009-07-27 01:41
Uwazam,ze w odniesieniu do partytury z recenzją trzeba się jak najbardziej zgodzic.Mimo słabego filmu jakim jest np. Water Horse : Legend Of The Deep James Newton Howard potrafil stworzyc naprawde magiczną ścieżke i to jest wielki zarzut w kierunku Hoopera,ponieważ w jego pracy magii nie da sie odczuc pomimo solidnych utworów. (ale Hooper to nie jest ani JNH już nie mówiąc o Williamsie) Co do samego filmu nie zgadzam sie.Jest zdecydowanie lepszy od Zakonu,ale mniej czytelny dla tych co nie zapoznali sie z pierwowzorem i uważam,że to jest źródło pańskich zarzutów.Nie czepiam sie braku poszczególnych wątków w filmie dlatego jestem w pełni zadowolony.
Babuch 2009-07-27 08:21
Matija! Ja bardzo dobrze znam wszystkie książki o małym(a obecnie już nastoletnim) czarodzieju. Moje zarzuty to przede wszystkim przesunięcie ciężaru na komedię romantyczną kosztem zabrania z filmu magii. Może istotnie jest to nieco lepsze od Zakonu Feniksa, ale Zakon to już chyba najgorsza ze wszystkich ekranizacji Pottera, więc co tu porównywać.
Tomasz Goska 2009-07-27 10:10
Pomijając muzykę, która w/g mnie nie jest taka zła jak ją tu rysujecie, ciekawi mnie fakt wypuszczenia soundtracku pod szyldem Universal Music. Czyżby jakaś mała wojenka o prawa z Warnerem się odbyła?
Neimoidian 2009-07-27 10:25
Muzyka naprawdę cieńka, ale nie tragiczna. Kilka całkiem fajnych utworów niestety gubi się zupełnie w nijakim podkładzie, który nawet na filmie nie wypada przekonująco. Słaba trója. Po bardzo przyzwoitym i niesłusznie zruganym scorze do "Zakonu Fenixa" Hooper nie stanął już na wysokości zadania, więc dobrze, że żegna się z serią (co nie jest plotką, a faktem). Z grona kompozytorów, którzy mogliby go zastąpić, ja najchętniej - w razie jakby John Williams nie mógł wrócić - widziałbym Bruce'a Broughtona albo Jamesa N. Howarda, a z Brytyjczyków np. Fentona. Co do filmu, to rzeczywiście przereklamowany i dla kogoś, kto nie zna książki, mało czytelny. A szkoda, bo akurat "Zakon Fenixa" mi się właśnie całkiem podobał i liczyłem, że będzie równie dobrze.
Renfri 2009-07-27 11:24
Rzeczywiście muzyka no, w najlepszym przypadku, nie jest najlepsza. Ponad przeciętność wybija się jedynie wymienione w w recenzji "Journey to the Cave", mi osobiście podobało się również "In Noctem". Z drugiej strony przesłuchiwanie nieco ponad godzinnej płyty dla dwóch utworów stanowoczo mija się z celem. Dlatego też stanowoczo wolę wrócić poraz kolejny do płyt Williamsa.
Rumcajs 2009-07-27 15:50
Ojej, mogliście wybrać inną płytę na otwarcie drugiego 1000. :)
Mystery 2009-07-28 16:40
Poprawny soundtrack. Kilka świetnych utworów na liczbę 28 to niestety za mało. Hooper kolejny raz nie wykorzystał potencjału jaki przed nim stanął. Miejmy nadzieję, że kolejny kompozytor pokaże jak się winno pisać muzykę do takich produkcji.
Matija34 2009-07-29 08:40
Przepraszam Babuch.Ogranicze sie wiec tylko do tego,ze co do filmu mam odmienne zdanie koniec i.
jr 2009-07-29 20:23
Ja mam osobiście wrażenie, że zarówno Yates i Hooper radzą sobie coraz lepiej. Reżyser w swym drugim podejściu zaskoczył mnie zwartością dramaturgiczną, co w przypadku ekranizacji tego tomu mogło byc zadaniem trudnym, "Książę..." wśród wszystkich części przygód Harry'ego ma (mam wrażenie celowo) najsłabiej zarysowaną linię dramaturgiczną. W powieści może to się sprawdzić, w filmie niekoniecznie, Yates wybrnął więc z tego nadspodziewanie dobrze ("Zakon..." chociaż solidny, odwoływał się do Columbusowskiej metody: "włóż wszystko co się da" przez co ginął w epizodach). I chociaż w połowie zaczyna być nużąco (bez problemu usunąłbym do pół godziny, mimo wszytsko romansowania jest trochę za dużo) i finał przychodzi zbyt nagle, widać, że Yates zrobił duże postępy i ostatnie dwie odsłony mogą mu się wcale udać. Z Hooperem pożegnam się bez żalu, chociaż i on zrobił krok naprzód. Jego muzyka jest, w odróżnieniu do "Zakonu...", słyszalna w filmie i bywa intrygująca (gitara w scenie pocałunku Harry'ego z Ginny to nowość w instrumentarium potterowskiego świata). Widać jednak, że kompozytorowi lepiej wychodzą lżejsze, energiczne kawałki, a na epickie fragmenty nie ma pomysłu. Myślę, że w świecie komedii najlepiej przygodowych lub filmów animowanych czułby się znacznie lepiej. Nie krytykowałbym go też za scenę pożegnania Dumbledora, zastosował co prawda typowe, sprawdzone środki, ale zgrabnie, tworząc odpowiednio elegijny nastrój, dzięki czemu docisnął jeszcze emocjonalną wymowę sceny. Ja w każdym razie życzę mu powodzenia, jestem pewien, ze znajdzie sobie niszę, gdzie jego talent nabierze blasku.
Romeo 2009-07-30 20:47
Utwory pana Hoopera nie zachwycają głebią i bogatą stylistyką, jednak prostota czasami wychodzi na plus ("When Ginny Kissed Harry"). Poza tym zgadzam się z recenzją i komentarzami. PS Filmu jeszcze nie widziałem :)
rhys 2009-08-05 22:23
Można zarzucić sporo tej ścieżce. Muzyka powinna być bardziej epicka. Brakuje po prostu tematów, takich które bym nucił pod nosem wychodząc z seansu. Mimo wszystko ja lubię taką muzykę jaką zaserwował Pan Hooper. Bardzo lubię minimalizm, a i tutaj jego nie brakowało. Muzyka bardzo sprawnie wpływała na emocje. Budowała napięcie. Kiedy trzeba było to wzruszała. Generalnie ma smutny, nostalgiczny klimat, który ja kupuję. Szkoda że Pan Hooper nie będzie już miał szansy skomponować muzyki do kolejnej części.
Urlega 2009-08-08 00:44
Niewiem jak odniesc sie do tego co napisal recenzent,poniewaz mam wrazenie,ze zbyt wiele oczekiwal od tej partytury. Hooper nie mial powalic nikogo na kolana i sprawic,ze jego muzyka zapadnie w pamieci na długi okres czasu tylko zachowac klimat i dodac cos od siebie. Album Nicholasa Hoopera jest oszczedny w srodkach,posiada duzo sympatycznych tematow i bardzo latwo przez ten soundtrack przebrnac i w rezultacie wywoluje u mnie pozytywną reakcje,poniewaz takie podejscie od kompozytora do HP oczekiwalem i cenie ten album wysoko bo stylistycznie da sie odczuc pewien powiew swiezosci pomimo,ze Hooper inspiruje sie Williamsem w celu zachowania ciągłości serii i jezeli chodzi o niską ocene za oryginalnosc to dla mnie lekka przesada. Instrumentalnie nie rowna sie z szaloną orkiestracją Johna Williamsa z HP3,ale minimalizm tej sciezki ma swoj urok i muzyka akcji z wykorzystaniem smykow trzeba przyznac ze wpada w ucho podobnie jak w Zakonie. W porownaniu z pracą Williamsa i Doyle'a po raz kolejny doczekalismy sie od tego pana solidnej i bardziej dojrzałej muzyki od swoich poprzednikow.
rafal 2009-08-10 23:42
Zgadzam się. Niestety wiele osób po prostu za wiele od Hooper'a wymagało. Płyta trzyma poziom, ma specyficzny klimacik, kilka naprawdę przyjemnych kawałków, a także jest zaskakująco zróżnicowana w stosunku do "Zakonu" (szersze użycie chórków, elementy jazzowe, nostalgiczny "Farewell Aragog"). Na minus trzeba zaliczyć znów bardzo ubogie potraktowanie "Main theme". W filmie, moim zdaniem, spisuje się całkiem dobrze, nawet te ciche gitarki pasują, choć nie rozumiem użycia dwóch kawałków z "Zakonu". Niemniej jednak wyżej cenię poprzednią pracę pana Hooper'a, była krótsza i o wiele bardziej słuchalna. Ale tutaj wcale nie jest tak źle, choć uważam, że Hooper już niczym spektakularnym nas nie zaskoczy i z ciekawością zobaczę, jak przy finałowych filmach spisze się jego następca.
Wawrzyniec 2009-08-11 19:17
Na początku zastanawiałem się na wyższą ocenę, ale po wielu namysłach i sporej ilości przesłuchań, postanowiłem zgodzić się z oceną autora recenzji. Gdyż mimo kilku naprawdę dobrych utworów "In Noctem" "Journey to the Cave" "Inferi in the Firestorm" jest to niestety muzyka słaba i przy tym strasznie schematyczna. Do tego przy liczbie 28 utworów mógłbym oczekiwać czegoś więcej niż kilku dobrych utworów. Po za tym muzyka ta w ogóle nie brzmi jak muzyka do filmu o Harrym Potterze. Zresztą film też z Harrym Potterem ma mało wspólnego:/ Nie mogę się tylko z autorem recenzji zgodzić co do oceny za oryginalność, gdyż według mnie ta muzyka jest strasznie nie oryginalna. Chodzi mi o schematyczne utwory akcji, czy też zapożyczenia z "Zakonu Feniksa". Po za tym niestety muszę się zgodzić z autorem recenzji. Niestety, gdyż bardzo lubię Harry'ego Pottera, a ten film i muzyka jak na mój gust Harrym Potterem jakiego ja znam nie są:/
Matija34 2009-08-12 14:12
Nie ma co przesadzac i rozczulac sie nad HP6 zarowno filmowo jak i muzycznie. ;) Soundtrack jest oryginalny a zapozyczenia z Zakonu to nie jest zaden argument Wawrzyniec,ale ja slowo schematycznie po wielokrotnych przesluchaniach zastapilem minimalizmem,ktory zastosowal Hooper i tak szczerze to dla mnie ten score nie jest tak bezbarwny jak mogl sie wydawac na poczatku ;) Autor recenzji slusznie zaklada,ze po jakims czasie ta sciezka moze bardziej przypasc do gustu,ale to swiadczy o tym,ze podobnie jak w Zakonie muzyka Hoopera ma w sobie pewien ukryty urok w prostocie,ktory przy wiekszym wysilku mozna odnalezc. ;) A jezeli chodzi o film to jestem w pelni zadowolony,poniewaz potencjal tej trudnej do zrealizowania ksiazki zostal wykorzystany i bardzo sie ucieszylem,ze to co najlepsze zostawili dla potrzeb HP 7.
Wawrzyniec 2009-08-12 15:40
Ja bardzo skrótowo opisałem tutaj moje wrażenia, aby nie robić zbyt długiego komentarza. Chociaż muszę przyznać, że o ile co do filmu to jestem święcie przekonany, że jest zły, o tyle co do muzyki dalej się waham nad wyższą oceną. Dlatego też może byś (Matija34) mnie przekonał do tej muzyki, gdyż mam pewien dylemat związany z tym soundtrackiem. Jeżeli chcesz lepiej zrozumieć jakie mam żale do tej muzyki i filmu to zapraszam na forum do istniejącego już tematu, gdyż chyba nie najlepiej będzie jak tutaj sobie pod komentarzami urządzimy dyskusję;) Co do moich argumentów to na forum trochę bardziej je uzasadniłem, więc jeżeli jesteś ciekaw to zapraszam do dyskusji;) Przy czym zaznaczam, że ja nikomu nie zabraniam, aby ta muzyka się innym podobała.
Wawrzyniec 2009-08-17 20:24
Powtórze,że to nie jest beznadziejny soundtrack a znam sie bardzo dobrze na muzyce filmowej i chce żeby każdy sobie uświadomił,że Hooper to nie jest John Williams,ponieważ smyki,ambienty,flety angielskie i trąba uczęstkowana nie zastąpi wspaniałej orkiestracji wielkiego mistrza Sir Johna Williamsa
brennan21 2009-08-21 17:14
W pełni zgadzam się z recenzją. Przez cały film miałam wrażenie że leci cały czas ta sam melodie co mnie na końcu irytowało. Kompletnie nie oddała klimatu. Miałam wrażenie, że muzyka sobie tematyka sobie. Moim zdaniem to najgorzej zekranizowana część Harrego i najgorzej skomponowana muzyka.
Mieszko 2013-08-03 13:23
Marnie. Dobrze, że Desplat zastąpił Hoopera.
whiteHussar 2014-06-01 18:39
Hmmm, gusty i guściki. Po świetnej muzyce do pierwszych 3 części skomponowanej przez Williamsa dostaję następny konkretny score, który słucha się z ogromnym zainteresowaniem. Choć sam temat przewodni jest Williamsa to inne ścieżki typu Malfoy Mission miażdżą.
qnebra 2015-08-24 18:17
Muzyka w mojej opinii bardzo przyjemna, trzyma równy poziom przez cały album i wbrew temu co niektórzy narzekają, ma poziom podobny do prac Desplata z obydwu części Deathly Hallows. Wręcz bym powiedział, że jest znacznie ciekawsza od pierwszej części Insygniów.

Harry Potter and Half-Blood Prince (Harry Potter i Książę Półkrwi)

Kompozytor:

  • Nicholas Hooper

Muzyka dodatkowa:

  • John Williams - tematy

Dyrygent:

  • Nicholas Hooper
  • Alastair King

Orkiestrator:

  • Alastair King
  • Jeff Atmajian
  • Geoff Alexander
  • Simon Whiteside
  • Daryl Griffith

Wykonawcy:

  • The Chamber Orchestra of London

Wydawca:

  • New Line Records (2009)

Producent:

  • Nicholas Hooper

R E K L A M A





NASI PARTNERZY:



Poki.pl
Grydladzieci.pl


 
Strona hostowana przez
www.twojastrona.pl
Copyright © 2005-2019 FilmMusic.pl.
Wszelkie materiały multimedialne wykorzystane na tej stronie służą jedynie celom informacyjnym.
Projekt i wykonanie