Szukaj: w


recenzje

Lesbian Vampire Killers


Podobno w przypadku tego filmu zaczęło się od tytułu. Miał być jednocześnie maksymalnie głupi i zachęcający do obejrzenia. Gdy scenarzyści wpadli na Lesbian Vampire Killers dopiero pod niego zaczęli pisać scenariusz. W ten sposób oczywiście arcydzieła nie powstają, ale przecież nikt przy zrowych zmysłach tego po LVK nie oczekiwał. Miało być po prostu śmiesznie i to założenie w dużej mierze udało się zrealizować. Wprawdzie jak na obraz z pogranicza komedii i horroru, to ta druga część jest potraktowana zbytnio po macoszemu, bo film nie jest ani straszny, ani nawet krwawy. Fani klasyków B-klasowych produkcji, jak wczesne filmy Jacksona czy Raimi’ego mogą być więc nieco rozczarowani cyfrowo-baśniową oprawą wizualną LVK. Spora część męskiej widowni pewnie będzie też zawiedziona ugrzecznieniem elementu erotycznego, mimo obecności na ekranie wielu ładnych dziewcząt i obiecującego tytułu. Mimo wszystko można się przy „Wampirzycach-lesbijkach” całkiem nieźle bawić.

Miłośników muzyki filmowej zachęcać do seansu powinien dodatkowo fakt, iż Paul Claydon – mało znany twórca LVK – przywiązywał podobno bardzo dużą wagę do ścieżki dźwiękowej. W dołączonej do płyty wkładce-książeczce przedstawia się zresztą jako wielki fan muzyki filmowej, kolekcjonujący ją od szóstego roku życia. Jak na takiego miłośnika, trochę dziwnym jest następne wyznanie Claydona, gdy pisze, że o zatrudnieniu w roli kompozytora Debbie Wiseman pomyślał dopiero, gdy odkrył na jej stronie internetowej próbki jej wcześniejszej twórczości. Wprawdzie Debbie Wiseman to nie John Williams, jednak jej rodak, rzekomo od ćwierć wieku fan muzyki filmowej, powinien mieć chyba większe pojęcie o rodzimych twórcach... W każdym bądź razie Claydon spotkał się z Wiseman (jak to Anglicy... w pubie) i oboje podjęli decyzję o współpracy, efektem której jest recenzowana kompozycja.

Jako, że film jest dość nowoczesny pod względem wizualnym (efekciarski montaż, trochę lepszych bądź gorszych efektów cyfrowych, parę efektownych ujęć) trochę może w tym względzie inspirowany twórczością Danny’ego Boyle’a czy innych jemu podobnych, przeto reżyser zdecydował się w kilku scenach jako ilustrację wykorzystać piosenki popowe czy rockowe. Na albumie na całe szczęście ostała się tylko jedna, zresztą najsympatyczniejsza, pochodząca z lat 70-ych Under the Moon of Love. W filmie pojawiają się jeszcze inne i niestety gryzą się nieco z partyturą Wiseman, przez co w pierwszej połowie obrazu score nie funkcjonuje tak dobrze, jak powinien. Na szczęście w drugiej połowie reżyser przestaje kombinować i wyraźnie stawia już na muzykę swej rodaczki i ścieżka dźwiękowa sprawuje się już więcej niż przyzwoicie.

Niestety na płycie jest już nieco gorzej, choć zaczyna się znakomicie, bo od pochodzącej z prologu filmu efektownej prezentacji głównego tematu. Najpierw ślicznym głosem zaintonuje go młodziutka Hayley Westenra, a po chwili dołączą do niej orkiestra z silnie wyeksponowaną sekcją dętą, oraz chór. W efekcie otrzymujemy muzykę masywną, wzniosłą, tajemniczą i odrobinę mroczną. W dużej mierze taka też będzie większość kompozycji, wśród której oprócz głównego tematu (przewijającego się przez soundtrack w wystarczającej ilości) znajdziemy jeszcze parę naprawdę ciekawych i przyjemnych fragmentów. Do nich zaliczyć można chociażby świetny, masywny motyw otwierający Adv_Nture, pojawiające się w kilku momentach charakterystyczne rwane chóry, dynamiczny action score choćby ze ścieżek piątej czy szóstej (w Vampires? Lesbian Vampires! w pewnym momencie świetnie przepleciony z nastrojowym fortepianem) czy też mistyczne dęciaki i chóry z końcówki All Grown Up. W ucho wpaść może też temat miłosny (You’re a Virgin?), który jednak ma tą podstawową wadę, że jest za krótki. Moim ulubionym fragmentem jest jednak The Crypt of Carmilla, które zaczyna się od podtrzymujących napięcie i wyraźnie zwiastujących coś wzniosłego smyczków. Owo „coś wzniosłego” faktycznie nadchodzi w postaci świetnej chóralno-orkiestrowej kulminacji, która po chwili przechodzi w temat główny.

Niestety muzyka ma też swoją drugą stronę. Choć masywna, gotycka orkiestra i chór radzą sobie znakomicie w kreowaniu pseudo-poważnej i mrocznej atmosfery, to reżyser uparł się, by niektóre sekwencje zilustrować typowo komediową muzyką, przez co od pastiszu przechodzi do konwencji slapstickowej, co ani filmowi w tych momentach, ani soundtrackowi nie wychodzi na dobre. Niepotrzebnie także wymyślił sobie, by użyć w filmie słynnego Galopu (kankana) z Orfeusza w piekle Offenbacha, co okazało się według mnie pomysłem ilustracyjnie chybionym. Motyw ten zaaranżowany przez Wiseman usłyszymy w utworze 10, ale podobnie jak i wszelakie fragmenty o lekkiej, komediowej wymowie najlepiej, gdyby się na płycie nie znalazł. W ogóle Lesbian Vampire Killers mimo, iż dalekie od hornerowskich objętości, to i tak są wyraźnie za długie, jak na możliwości tej partytury. Mimo faktu, że końcowa część score jest o tyle lepsza, od początkowej, że nie ma już tego irytującego zaburzania stylistyki, to kompozytorka w większości powiela wcześniej zaprezentowane motywy w bardzo zbliżonych aranżacjach i słuchacz ma prawo być znudzony.

Innym problemem LVK jest to, że nie jest to zbyt odkrywcza kompozycja. Oczywiście skoro film jest pastiszem pewnego gatunku filmowego, to naturalne jest, iż jego ilustracja będzie starała się robić wręcz za typowego, modelowego przedstawiciela ścieżki z tego typu dzieł i trudno tu mieć pretensje do Debbie Wiseman, że wykorzystuje wszelkie wypracowane przez laty schematy, pewnie sięgając inspiracjami aż do swojego akademickiego nauczyciela Buxtona Orr’a, który pół wieku temu ilustrował brytyjskie filmy grozy. W każdym razie, gdyby podejść do Lesbian Vampire Killers nie znając chociażby muzycznej strony Van Helsinga, Jeźdźca bez głowy czy Drakuli naszego Kilara, jej odbiór mógłby dostarczyć większej ilości wrażeń. Oczywiście nie oznacza to w absolutnie żadnych bezczelnych kopii. Wiseman jest zbyt porządną kompozytorką, by powielać tematy z innych filmów, nawet jeśli ktoś użył ich w charakterze temp-tracku. Mowa tu tylko o podobieństwach stylistycznych, czy w kwestiach pewnych rozwiązań technicznych.

Czy zatem warto sięgnąć po Lesbian Vampire Killers? Warto, nie warto, na pewno nie zaszkodzi. Ostatecznie jest to solidna partytura, całkiem pozytywnie wyróżniająca się na tle dotychczasowej tegorocznej mizerii. Co prawda daleki jestem od zachwytów, które udzielają się zachodnim recenzentom, niemniej w jednym muszę się z nimi zgodzić. Debbie Wiseman z całą pewnością zasługuje na to, by zilustrować większy, ambitniejszy i bardziej inspirujący kompozytora film, w którym będzie mogła wreszcie zaprezentować pełnię swego talentu i możliwości.



Autor recenzji:  Łukasz Koperski
Nasza ocena
Oryginalność ścieżki:
Muzyka w filmie:
Muzyka na płycie:
OCENA OGÓLNA:
Lista utworów
  • 1. Centuries Ago... (03:13)
  • 2. Adv_Nture (02:03)
  • 3. At the Olde Mircalla Cottage (01:47)
  • 4. Have You Been Hanging Out with Vicars? (02:18)
  • 5. I Know Something Really Wrong Is Happening Here...* (02:45)
  • 6. Vampires? Lesbian Vampires! (02:56)
  • 7. Run You Bellends! (02:49)
  • 8. You're a Virgin? (01:28)
  • 9. Give Me One Last Kiss (01:09)
  • 10. My aXe Girlfriend (01:07)
  • 11. Full-On Lesbian Vampire Attack! (03:43)
  • 12. The Dawn of the Red Moon (06:06)
  • 13. Jimmy, I Love You (01:27)
  • 14. All Grown Up (03:10)
  • 15. The Crypt of Carmilla (02:05)
  • 16. Carmilla, the Vampire Queen (03:22)
  • 17. Whores of Fucking Hades, Prepare for Fucking Death! (02:29)
  • 18. Lesbian Vampire Killers (05:34)
  • 19. Lesbian Vampire Killers It Is... Let's Ride! (01:28)
  • 20. Under the Moon of Love (03:13) - Showaddywaddy
Czas trwania: 54:14

* - Pełny tytuł utworu nr 5 to „I Know Something Really Wrong Is Happening Here, But Is There Any Chance We Can Just Ignore It?”. Wszystkie tytuły są autorstwa reżysera Phila Claydona.
Komentarze
Babuch 2009-07-18 18:02
Może skoro wywołano mnie do tablicy. Ten link to nie moja sprawka. Jednemu psu burek? A co do mojej domniemanej hipokryzji, ja się nie wstydzę mego piractwa i zasysania płyt z netu. Jestem piratem i dobrze mi z tym. Niemniej jednak mam też spora kolekcję oryginałów (ok 100), jak bardzo mi się jakaś płyta podoba to staram się ją zdobyć (o ile jest to możliwe). A jeśli nie jest to ściągam z netu i już. Ale nie umieszczam linków na jakichś forach (wyjątkiem było Cinematic Orchestra które zamieściłem na forum soulseeka. Był to jedyny taki wypadek
Tomasz Goska 2009-07-18 19:34
Tłumaczył się ze swojego postępowania nie będę, bo faktem jest że część płyt jakie tutaj są recenzowane, to okazy NIE dostępne na naszym rynku... Ba! Nawet na żadnym! Co za tym idzie niemożliwością jest kupienie ich. Niemniej mamy swoje kontakty z wytwórniami i swoje dostajemy, co chyba widać w licznych konkursach organizowanych na portalu, gdzie do wygrania są oczywiście płyty. O ile jest to czynione w ramach promocji mamy do tego święte prawo i błogosławieństwo wytwórni (nie będę się rozwodził nad faktem, że nawet samo MTJ swojego czasu podsyłało nam albumu w formacie mp3 z powodu braków fizycznych krążków promocyjnych). Mówisz, że dostarczasz na tacy zwyrodniałych degeneratów? Skoro tak lubisz demaskować ludzi sam się zdemaskuj i powiedz co to za tchórz kryje się pod pseudo Mr. Yusseply. Skoro już o tchórzach mówimy...
Matija34 2009-07-18 19:57
??????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????Nie wierze!!!!!!!!!!!!!!!
Koper 2009-07-19 17:59
Ja bym proponował, żeby ewentualne dysputy w temacie, co jest legalne i/lub moralnie słuszne toczyć może na forum (chociaż mam wrażenie, że taki wątek już tam kiedyś był podejmowany) a nie pod moją recenzją kupionej za ciężko zarobione pieniądze płyty. :P
Matija34 2009-07-19 19:35
moja reakcja ma zwiazek z glupota tego czlowieka rzecz jasna,ktory jest zwyklym prowokantem,poniewaz ten rzekomy link pana Babucha byl wstawiony w tym samym czasie gdy udzielal sie w komentarzu tutaj,wiec wielkie gratulacje dla blazna Mr Yuuseply czy jak mu tam.....
Matija34 2009-07-19 19:41
A czy te komentarze przy ankiecie do horrorow sa dzielem recenzenta muzykafilmowa.pl Mefisto? Nie chce mi sie wierzyc,ale chyba lepiej to wyjasnic,poniewaz na soundtracks.pl tez mu ktos zrobil idiotyczny zart odnosnie sciezki Duplicity gdy napisalem,ze chetnie bym zapoznal sie z recenzja tej sciezki.
Wawrzyniec 2009-07-19 20:11
Temat o oryginalnych płytach i tzw. piratach i problemach ze zdobywaniem ich, brzmi dość ciekawie. A jako, że wszyscy borykamy się z tym problemem to bardzo bym się ucieszył z takiego tematu na forum.
Mefisto 2009-07-19 21:17
Matija34
Mefisto 2009-07-19 21:18
Nie wiem czemu ucięło posta - tak czy siak to nie są moje komentarze, ale na debili nic nie poradzę
Mieszko 2013-07-29 11:34
Nieźle, ale za mało lesbijskich kłów. Do listy inspiracji dodałbym jeszcze banalny "Stardust" Ilana Eshkeriego.

Do tej recenzji istnieje jeszcze 8 komentarzy. Chcesz zobaczyć wszystkie?    » pokaż wszystkie
Lesbian Vampire Killers

Kompozytor:

  • Debbie Wiseman

Dyrygent:

  • Debbie Wiseman

Orkiestrator:

  • Debbie Wiseman

Soliści:

  • Hayley Westenra (wokal)
  • Clio Gould (skrzypce)

Wykonawcy:

  • Royal Philharmonic Orchestra
  • Crouch End Festival Chorus

Wydawca:

  • Silva Screen Records (2009)

Producent:

  • Debbie Wiseman

R E K L A M A





NASI PARTNERZY:



Poki.pl
Grydladzieci.pl


 
Strona hostowana przez
www.twojastrona.pl
Copyright © 2005-2020 FilmMusic.pl.
Wszelkie materiały multimedialne wykorzystane na tej stronie służą jedynie celom informacyjnym.
Projekt i wykonanie