Your browser is not supported! Update your browser to improve your experience.
Debbie Wiseman

Arsène Lupin

(2004)
-,-
Oceń tytuł:
Łukasz Koperski | 15-04-2007 r.

Debbie Wiseman komponując przez lata dla brytyjskiej telewizji i czasem na potrzeby niskobudżetowych produkcji kinowych, nigdy nie mogła liczyć na wielką orkiestrę. Finansowe ograniczenia nie były bez wpływu na jej partytury: czasem nie starczało pieniędzy na wynajem chóru, a czasem na orkiestrę (do nagrania muzyki dla serialu Prawda absolutna do akompaniowania chórowi musiało wystarczyć ledwie kilka instrumentów). Wreszcie jednak nadeszło zlecenie, które pozwoliło pani Wiseman zapomnieć o wszelkich ograniczeniach, a także zrobić coś innego niż romantyczno-dramatyczna, kameralna muzyka, którą tworzyła do tej pory. Kinowa ekranizacja przygód francuskiego włamywacza-dżentelmena stworzona przez francuskiego pisarza Maurice’a Leblanca, wymagała czegoś zupełnie innego. W efekcie powstała partytura, którą portal MovieMusic UK uznał za najlepszy score z filmu nie-anglojęzycznego w 2004 roku a większość zagranicznych portali piała nad nim z zachwytu. Czy jednak słusznie?

Pierwsza rzecz jaka przychodzi na myśl po wysłuchaniu muzyki z Arsène Lupin, a szczególnie niektórych fragmentów, jest taka, że Debbie Wiseman po latach nastrojowej, delikatnej muzyki, wreszcie mogła „wyżyć się” jako dyrygentka. Wspomagana mieszanym chórem The Royal Philharmonic Orchestra raz po raz głośno wybucha prezentując dynamiczne motywy. Nie wiem czy Debbie Wiseman, skakała przed orkiestrą niczym Harry Gregson-Williams przy nagrywaniu muzyki do Sinbada.Legendy siedmiu mórz, ale sama często podkreśla, iż praca przy Arsène Lupin dała jej dużo radości. Niestety radość ta nie jest w stanie udzielić się słuchaczowi soundtracka. Po prostu mimo tej całej dynamiki i mocy, jaką Debbie Wiseman wykrzesza z orkiestry, brak tu wyrazistych tematów, jakichś naprawdę ciekawych, charakterystycznych fragmentów, które zainteresowałyby słuchającego płyty. Brak też w tym wszystkich głębszych emocji, które kompozytorka tak znakomicie potrafiła wykreować przy użyciu znacznie skromniejszych środków. Na dodatek soundtrack ma iście hornerowską objętość i trwa ponad 70 minut, co przy braku tematycznej rozmaitości jest czasem zdecydowanie zbyt długim.

We wcześniejszych partyturach Debbie Wiseman, takich jak Haunted czy Wilde wybijającymi się instrumentami były smyczki, fortepian i obój. Tutaj w znacznej części, na pierwszy plan wychodzą dęte kreujące mroczną muzykę akcji, w specyficznej gotyckiej atmosferze. Dodatkowo Wiseman sięga po takie instrumenty jak cymbały, harmonika szklana czy organy, a od czasu do czasu używa charakterystycznych, fantazyjnych dzwoneczków, niemal identycznych z tymi, jakie stosowała w Tajemniczym ogrodzie Tomka. Te ostatnie usłyszymy chociażby w ścieżce „Arsène Lupin” prezentującej temat główny partytury. Choć ów jest zupełnie niezły, utrzymany w tym gotyckim, mrocznym klimacie, to raczej nie należy on do tych szybko i na długo wpadających w ucho, a jego najbardziej charakterystycznym elementem są chyba krótkie wejścia cymbałów. Obok tematu głównego mamy całkiem sporo pomniejszych, jednak żaden z nich nie wydał mi się sam w sobie nadmiernie interesujący. Całkiem ładny jest motyw o charakterze elegii (m.in. w „Goodbye Mother”), zbudowany na wzór swojego odpowiednika w Predatorze Silvestriego – po solowej partii na instrument dęty wchodzą smyczki, niejako dopowiadając melodię. Wiseman parę razy przypomni swój tradycyjny muzyczny głos, a więc usłyszymy romantyczne, liryczne melodie w wykonaniu fortepianu czy sekcji smyczkowej. Niestety i te fragmenty, choć zupełnie ładne, są trochę bez wyrazu. Tak jak całkiem spora część muzyki akcji, w której jednakże są i bardziej interesujące momenty. Na przykład wtedy, gdy instrumenty dęte i bębny wspomaga chór, albo gdy action-score robi się bardziej melodyjny, jak w „The Eighth Star Will Be Divine”.

To wszystko co napisałem wyżej nie oznacza bynajmniej, że mamy do czynienia z dziełem złym. Debbie Wiseman wykonała kawał przyzwoitej roboty i zapewne jej muzyka bez zarzutu radzi sobie w, mówiąc szczerze, bardzo średnim filmie. Na płycie jednak nieco zawodzi. Co prawda znajdziemy tu trochę interesujących fragmentów, ale jednak zbyt mało jak na 74 minuty. Może gdyby skrócić ją o połowę, wyrzucić wszelki underscore, wyselekcjonowując najciekawszy materiał, można by zrozumieć te wszelkie „ochy” i „achy” na portalach brytyjskich. Rozpatrując jednak płytę jako całość muszę stwierdzić, że te nagrody od Movie Music UK są nieco na wyrost. Może, to trochę jak z Oscarami, gdzie często statuetkę dostaje się bardziej za całokształt, niż za ostatnie dzieło, bo wcześniejsze nierzadko były wyraźnie lepsze? Arsène Lupin to z pewnością najbardziej „męska” partytura Debbie Wiseman, bardzo odmienna od tych delikatnych, „kobiecych”. Kompozytorka poradziła sobie z takim męskim zadaniem bardzo poprawnie, jednak co podkreślę: tylko poprawnie. Wbrew temu, co usiłują nam wmówić brytyjscy i amerykańscy recenzenci, Arsène Lupin to żadna rewelacja, nie jest nią w filmie i tym bardziej nie jest nią na płycie. Jeśli lubicie mroczne, tajemnicze brzmienia, pełne dynamicznych fragmentów na instrumenty dęte z domieszką chórów, to możecie po ten score sięgnąć. Jeśli jednak wolicie coś bardziej stonowanego, lirycznego, romantycznego, może dramatycznego… cóż, Debbie Wiseman miała takich partytur sporo i je polecam, bo w nich moim zdaniem radziła sobie najlepiej. Chociaż możecie oczywiście zawierzyć portalom brytyjskim, że to Arsène Lupin jest najciekawszy, ale możecie się lekko rozczarować. Solidny score ale niewiele ponadto.

Fragment tytułowego utworu do posłuchania na oficjalnej stronie kompozytorki.

Najnowsze recenzje

Komentarze