Szukaj: w


recenzje

Super Dark Times


Fabuła pełnometrażowego debiutu reżyserskiego Kevina Phillipsa została osadzona na typowym amerykańskim przedmieściu, gdzieś na początku lat 90. Śledzimy w niej losy grupki chłopców tuż przed przekroczeniem progu pełnoletności, będących zgraną paczką przyjaciół, który robią to, czego można spodziewać się po chłopcach w takim wieku - fantazjują na temat koleżanek ze szkoły i próbują zakazanych owoców dopuszczonych oficjalnie tylko dla dorosłych osób. Niestety pewien tragiczny w skutkach incydent rujnuje dotychczasową niewinność, burząc więzi i stawiając nastolatków w sytuacji bez wyjścia. Pomimo obecności w fabule filmu całej grupy bohaterów, reżyser koncentruje się na jednym z nich, Zachu, stopniowo popadającym w obłęd i paranoję po tym, jak przerasta go cała sytuacja. Późniejsze wydarzenia wcale nie pomagają w odzyskaniu równowagi psychicznej, na dodatek musi on rozwiązać zagadkę związaną ze zniknięciem pewnego bardzo ważnego przedmiotu.

Pod względem sprawności warsztatowej film prezentuje się bardzo dobrze. Reżyser, pomimo swego bardzo małego doświadczenia z pełnometrażowymi fabułami, sprawnie udźwignął całą produkcję. Wprawną ręką połączył, wydawałoby się niepasujące do siebie, elementy i nie stracił kontroli nad całością. Dodajmy do tego bardzo dobre aktorstwo młodej obsady, rzetelny scenariusz autorstwa Bena Collinsa i Luke’a Piotrowskiego (pozbawiony większych dziur fabularnych), a także świetne zdjęcia Eli Born. Otrzymana produkcja wciąga pomimo swego wyjątkowo niespiesznego tempa, a na dodatek jej klimat można wręcz kroić samurajskim mieczem.

Jednym z elementów przesądzających o nastroju całej produkcji jest oprawa muzyczna skomponowana przez islandzkiego kompozytora pochodzącego z Australii, Bena Frosta. Podobnie jak reszta ekipy realizującej ten film, nie należał on do grona doświadczonych twórców, mając dotychczas na swoim koncie partytury do zaledwie czterech filmów pełnometrażowych, dwóch filmów krótkometrażowych, jednego serialu telewizyjnego i jednej gry komputerowej. Jak można najkrócej opisać stworzoną przezeń muzykę do tego filmu?

Najkrócej da się to zrobić słowami: klimat, brzmienie i cisza. Zacznijmy może od tego ostatniego. Muzyki w tym filmie jest bardzo mało, od pewnego momentu koncentruje się wręcz wyłącznie na postaci granej przez Owena Campbella. Za cel bierze sobie zwłaszcza jego sferę psychiczną, wręcz wzorcowo odzwierciedlając to, co się dzieje w głowie nastolatka. To samo można zresztą wywnioskować na podstawie brzmienia, które z początku wypełnione jest harmonijnymi tonami i okazjonalną obecnością gitar elektrycznych, by następnie stopniowo przejść w twór coraz bardziej chaotyczny, wypełniony dysharmonią i przesterami, aż wreszcie, już na samym końcu, odzyskać spokój charakteryzujący pierwsze minuty oprawy muzycznej filmu. Niemniej nie myślcie, że ścieżka dźwiękowa jedynie snuje się w obrazie. Oj nie, są momenty, w których przejmuje ona wręcz całość sfery dźwiękowej produkcji, wysuwając się na pierwszy plan.

O ile muzyka stanowi jedną z najważniejszych składowych filmu, niejednokrotnie odpowiadając za gros jego klimatu, tak na płycie te elektroniczne brzmienia niekoniecznie mogą każdemu odpowiadać. Przy tym należy uczciwie podkreślić, że wbrew praktyce niejednokrotnie widywanej w wersjach cyfrowych albumów z muzyką filmową, na krążek nie wrzucono całości oprawy muzycznej, tylko sporządzono starannie zmontowany, zgrabny, półgodzinny soundtrack. Kompozytor przywiązał przy tym sporą wagę do prezencji swojego dzieła, robiąc z niego praktycznie jedną wielką suitę, przez którą słuchacz przebija się bez większych problemów, niejednokrotnie odnajdując ciekawe pomysły brzmieniowe i koncepcje. Niestety wspomniana forma prezentacji nie ułatwia także odnajdywania pojedynczych utworów wartych szczególnej uwagi. Ciekawym smaczkiem wartym odnotowania jest tytulatura kompozycji, po brzegi wypełniona odwołaniami do popkultury lat 90., godnie rywalizując pod względem poczucia humoru z tytułami ścieżek z albumów Michaela Giacchino.

Muzyka skomponowana przez Bena Frosta, to solidny twór, wydatnie przyczyniający się do budowy nastroju całego filmu. Jednocześnie niepozbawiony jest on wad. Wynikają one głównie z dość jednostajnego brzmienia i braku rozpoznawalnej bazy tematycznej, co jednak z perspektywy filmu wydaje się rzeczą zrozumiałą. Niemniej, jeżeli lubisz muzykę niekiedy eksperymentalną, to sądzę, że sięgnięcie po płytę z muzyką do Super Dark Times nie będzie czymś nierozsądnym, a wręcz może przynieść radość z odsłuchu. To jednak zależy wyłącznie od Twoich preferencji. 



Autor recenzji:  Łukasz Grzesik
Nasza ocena
Oryginalność ścieżki:
Muzyka w filmie:
Muzyka na płycie:
OCENA OGÓLNA:
Lista utworów
  • 1. Give Thanks (1:46)
  • 2. I Have No Maximum Velocity (3:55)
  • 3. True Lies (1:38)
  • 4. Do You Want Me to Go? (2:06)
  • 5. Daryl (1:19)
  • 6. The Legend of Zelda (1:47)
  • 7. Skittles Is Fucking Delicious (1:32)
  • 8. They Ran out of Blue (2:21)
  • 9. Minesweeper (1:40)
  • 10. Minesweeper II (2:38)
  • 11. If Anybody Asks We're Already Fucked (4:19)
  • 12. Super Dark Times (3:32)
  • 13. Immortal, Like Highlander (1:26)
Czas trwania: 29:58
Komentarze

Super Dark Times

Kompozytor:

  • Ben Frost

Muzyka dodatkowa:

  • Jessica Collins
  • Hayley Witt

Wydawca:

  • Mute (2017)

R E K L A M A






NASI PARTNERZY:



Poki.pl
Grydladzieci.pl

 
Strona hostowana przez
www.twojastrona.pl
Copyright © 2005-2018 FilmMusic.pl.
Wszelkie materiały multimedialne wykorzystane na tej stronie służą jedynie celom informacyjnym.
Projekt i wykonanie