Szukaj: w


recenzje

Extreme Prejudice (Nienawiść)


Jeżeli miałbym wskazać ścieżkę dźwiękową w bogatej filmografii Jerr’yego Goldsmitha, do której najtrudniej i najdłużej się przekonywałem, to byłaby to oprawa muzyczna do filmu, Nienawiść. Obficie skropiona toporną elektroniką i szorstką, odpychającą wręcz tematyką, przez wiele lat skutecznie zrażała… Do momentu, kiedy po raz pierwszy zetknąłem się z opisywanym przezeń obrazem.


Dzieło Waltera Hilla nie należy do najbardziej przebojowych i najlżejszych w jego karierze. Autor takich policyjnych komedii, jak 48 godzin, czy Miliony Brewstera, na pewnym etapie swojej kariery postanowił zrealizować swoistego rodzaju western osadzony w czasach współczesnych. Osią całego przedsięwzięcia miały być dwa silne charaktery – szeryf (Jack) o twardym kręgosłupie moralnym oraz boss kartelu narkotykowego (Cash), który zatracił się w swoim świecie. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że obaj mężczyźni są byłymi przyjaciółmi. Dorastali i wychowywali się wspólnie, ale na pewnym etapie życia ich drogi się rozeszły. Oprócz coraz bardziej zamazujących się wspomnień łączy ich jeszcze jedno – piękna kobieta o imieniu Sarita, która choć jest z Jackiem, nie może zapomnieć o swojej dawnej miłości w postaci Casha. Jakby tego było mało, narastające napięcie między mężczyznami eskaluje zuchwały napad na bank zorganizowany przez byłych marines. Dokąd to wszystko doprowadzi naszych bohaterów? Chyba nie trudno się domyślić. Kto oglądał w swoim życiu choć jeden western, ten doskonale potrafi przełożyć formułę tego typu widowiska na kolejność wydarzeń w Nienawiści. Trzeba przyznać, że mimo dosyć poważnej wymowy tego filmu, w gruncie rzeczy jest on swoistego rodzaju parodią całego gatunku westernowego. Świadczą o tym nie tylko monochromatyczne postaci, ale i słowa cedzone z ich ust – nie unikające zbędnego patosu i wypowiadane z wielkim namaszczeniem. Mimo tego Nienawiść nie wydaje się filmem pretensjonalnym. Przynajmniej nie bardziej niż szeregowe akcyjniaki tego okresu, które poza odpowiednią ilością efektów pirotechnicznych i walk rażą kiepską wręcz realizacją.

Cóż, akurat w takiej niszy gatunkowej, kompozytor Jerry Goldsmith sprawdzał się najlepiej. Świadczy o tym praktycznie większość pozycji w filmografii Amerykanina od początku do połowy lat 80. Ale to nie Jerry Goldsmith był pierwszym, naturalnym wyborem Waltera Hilla na stanowisko kompozytora Nienawiści. Na początku oferta powędrowała w kierunku Ry Coodera, ale przez wzgląd na konflikt czasowy zmuszony on był odrzucić ofertę reżysera. Jak się później okazało, planowane przedsięwzięcia nie wypaliły i dysponował czasem, ale w międzyczasie zdołano pozyskać już innego kompozytora. Cooder zajął się więc aranżowaniem piosenek i przygrywek na potrzeby scen dziejących się w barach.

Przystępując do realizacji swojego zadania, Jerry Goldsmith planował skonstruować całą partyturę w duchu klasyki westernowej, czyli na pełną orkiestrę. Ale Walter Hill nie tego oczekiwał od znanego ze swoich eksperymentów z syntezatorami Amerykanina. Chciał aby ścieżka dźwiękowa do Nienawiści opierała się w głównej mierze na elektronice i jeżeli prześledzimy filmografię reżysera, wtedy przekonamy się, że zazwyczaj stronił on od bogatych aranżacyjnie, symfonicznych opraw. Muzyka do filmu Hilla miała być prosta i sugestywna, nadająca pewien rytm toczącej się akcji i skupiająca się na budowaniu pewnego klimatu, a nie odczytywaniu stanów emocjonalnych poszczególnych bohaterów. Mając Goldsmitha na pokładzie nie musiał się o to martwić.

Niemniej jednak na potrzeby ścieżki dźwiękowej do Nienawiści stworzył aż trzy tematy. Choć w założeniach przypisane są one dwóm głównym bohaterom i grupie byłych wojskowych, to jednak ich prosta konstrukcja daje spore pole do dowolnego żonglowania narzuconymi idiomami melodycznymi. Można to odczuć już od pierwszych minut oglądania widowiska, gdzie w scenie rozgrywającej się na lotnisku kompozytor płynnie przechodzi między motywem marines, a patetyczną fanfarą napisaną dla Jacka. Od tej dynamiki zdecydowanie odcina się temat Casha – melancholijny, owiany płaszczykiem smutku. Nie bez powodu, bo zagubiony w swoim świecie baron narkotykowy, wywołuje u szeryfa pewnego rodzaju poczucie bólu i straty . Mimo chęci nawiązania na nowo bliższych relacji, obaj twardo stąpają po swoim gruncie, wiedząc, że kolejne spotkanie prawdopodobnie doprowadzi ich do śmiertelnego pojedynku. Nie bez znaczenia wydaje się również sceneria w jakiej często spotykamy Casha – otwarta przestrzeń meksykańskiej pustyni. Ciężar ilustracyjny przerzucany jest wtedy na elektronikę, czasami przypominającą fragmenty ścieżki dźwiękowej do Pod ostrzałem, czy Mistrzowskiego rzutu. Ale nawet i w tak intymnych scenach Jerry Goldsmith nie zapomina o pulsujących, perkusyjnych samplach, odmierzających bohaterom czas ich spotkania.


Najbardziej przyspieszają one w scenach akcji, których nie brakuje na całej rozciągłości filmu Nienawiść. Abstrahując od emocjonującego finału wypełnionego dźwiękami strzałów z broni, do którego Goldsmith niespecjalnie się musiał przykładać, na uwagę zasługuje cała sekwencja planowania i realizowania napadu na bank. Pierwotnie napisana w bardziej tradycyjnym, orkiestrowym stylu z niemałą porcją syntetycznych ornamentów, ostatecznie została przez Hilla odrzucona. Poprosił on Goldsmitha o stworzenie czegoś agresywniejszego, niekoniecznie melodyjnego, ale z dużą porcją elektroniki. I taką też ścieżkę otrzymał. Różnica jest wręcz porażająca! Pierwotnie przypominający fragmenty Rambo, całkiem fajnie rozwijający się kawałek akcji, został przepoczwarzony w całkowicie monotonny, upstrzony samplami metronomom, któremu bliżej było do futurystycznej Ucieczki niż klasycznego westernu. Z kolei sekwencja finalnego pojedynku ma prawo przywołać w pamięci eksperymentalne fragmenty oprawy muzycznej do Ucieczki Logana.

Wydaje się, że jedyną przestrzeń, na której organiczne, orkiestrowe brzmienie zostało przez Hilla w pełni zaakceptowane, była sfera emocjonalna, a dokładniej relacje miedzy Jackiem, piękną Saritą, a Cashem. Nie oszukujmy się, że w tej przystani melancholii Goldsmith porzuca swoje syntezatory. Tworząc przestrzeń do wtłoczenia choćby odrobiny emocji, nie zapomina bynajmniej o eterycznych, snujących się po panoramie stereo, samplach. Jak zwykle w kompozycjach Amerykanina tworzą one niesamowity klimat, wynosząc przy okazji pozornie miałkie, underscore’owe fragmenty, do miana interesującego słuchowiska.

I takie też wrażenia towarzyszyły przysłuchiwaniu się treści albumu soundtrackowego wydanego przez Intradę oraz Silva Sreen Records zaraz po premierze filmu. Dosyć toporne z początku doświadczenie, w miarę osłuchiwania się odsłaniało kolejne ciekawe detale, które możliwe były do odkrycia dzięki świetnie zrealizowanemu nagraniu. Na 50-minutowym krążku znalazła się większość materiału skomponowanego na potrzeby filmu, w tym fragment muzyki do zwiastuna kinowego Nienawiści - niestety ostatecznie niewykorzystany. Z niewykorzystanych fragmentów na płycie znaleźć mogliśmy również logo studia Corolco oraz dziewięciominutową, pierwotnie skomponowaną sekwencję ilustrującą scenę napadu na bank. Dopiero niespełna dwadzieścia lat później nakładem wytwórni La-La Land Records ukazał się limitowany do trzech tysięcy egzemplarzy, kompletny album soundtrackowy, na którym można było znaleźć filmową wersję tej ilustracji. Obok niej na krążku pojawiło się dosłownie kilka dodatkowych fragmentów, które z tej czy innej przyczyny nie wylądowały na pierwotnym soundtracku. Czy zmieniają one w sposób znaczący wizerunek tej kompozycji?

Absolutnie nie! Powiedziałbym wręcz, że posiadacz oryginalnego wydania, który nie podchodzi pedantycznie do każdej sekundy śmiało mógłby sobie darować inwestycję w drogi, wyprzedany już specjał od La-Li. W moim odczuciu pozostawia on odrobinę gorsze wrażenia przez wzgląd na dłużący się czas i filmową chronologię zaburzającą równowagę miedzy mniej i bardziej dynamicznymi fragmentami. Jedynym sensownym argumentem przemawiającym na korzyść krążka La-Li jest świetnie przeprowadzony remastering nagrania, uwalniający wszystkie jego detale. Także wszystkie ciekawe informacje zawarte w obszernej książeczce dołączonej do wydania. Ale czy będzie to wystarczającym powodem, by rozstać się z dwoma lub trzema drogocennymi wizerunkami Jagiełły?



Autor recenzji:  Tomek Goska
Nasza ocena
Oryginalność ścieżki:
Muzyka w filmie:
Muzyka na płycie:
OCENA OGÓLNA:
Lista utworów
Wydanie La-La Land z 2005 roku:
  • 1. Extreme Prejudice [un-used trailer score] (02:12)
  • 2. Carolco Logo (00:16)
  • 3. Arrivals / Main Title (05:19)
  • 4. Cash (07:27)
  • 5. Next Time* (00:21)
  • 6. The Set Up (03:20)
  • 7. Dust (04:16)
  • 8. A Nice Fellow (01:29)
  • 9. The Plan* (02:02)
  • 10. The Bank (Pts. 1,2 & 3) (04:58)
  • 11. The Bank (Pt. 4) (01:31)
  • 12. The Plan (original version) (09:21)
  • 13. Identities (01:47)
  • 14. To Mexico (03:05)
  • 15. No Friendlies (02:40)
  • 16. Positions (00:51)
  • 17. They Don't Care (03:28)
  • 18. Fighting & Dying (02:12)
  • 19. The Funeral (02:10)
  • 20. A Deal / End Credits (05:27)
Czas trwania: 64:12

Wydanie oryginalne z 1987 roku:

  • 1. Arrivals (05:19)
  • 2. Cash (07:28)
  • 3. The Set-Up (03:21)
  • 4. Dust (04:16)
  • 5. Identities (01:48)
  • 6. Extreme Prejudice (02:13)
  • 7. The Plan (09:22)
  • 8. To Mexico (03:05)
  • 9. No Friendlies (02:40)
  • 10. They Didn't Care (03:39)
  • 11. The Funeral (02:07)
  • 12. A Deal (04:41)
Czas trwania: 50:02
Komentarze

Extreme Prejudice (Nienawiść)

Kompozytor:

  • Jerry Goldsmith

Dyrygent:

  • Jerry Goldsmith

Orkiestrator:

  • Arthur Morton
  • Alexander Courage

Wykonawcy:

  • The Hungarian State Opera Orchestra

Wydawca:

  • La-La Land Records (1987 / 2005)

Producent:

  • Jerry Goldsmith
  • Ford A. Thaxton, MV Gerhard i Matt Verboys

R E K L A M A







NASI PARTNERZY:



Poki.pl
Grydladzieci.pl

 
Strona hostowana przez
www.twojastrona.pl
Copyright © 2005-2017 FilmMusic.pl.
Wszelkie materiały multimedialne wykorzystane na tej stronie służą jedynie celom informacyjnym.
Projekt i wykonanie