Szukaj: w


recenzje

Christine



Saunder Jurriaans i Danny Bensi szukają swojego głosu w filmówce, poruszając się po jej terenie niczym kameleon. Jeszcze niedawno wspólnie skomponowali przejmującą oprawę pod ostatnie dni Jezusa na pustyni. Zaraz potem wypuścili muzykę do Christine, nie mającą z tamtym projektem absolutnie nic wspólnego. W międzyczasie zabrali nas na wycieczkę przez lasy w Wildlike, a na początku tego roku postraszyli widzów i słuchaczy Autopsją Jane Doe. I choćbyśmy sami, inspirowani tytułem tego ostatniego, dokonali autopsji na zeszłorocznych dokonaniach tego duetu, nie łatwo przyjdzie nam odnaleźć elementy wspólne dla wszystkich prac. Jak to się zatem dzieje, że pod tymi samymi nazwiskami, każdy projekt spółki Jurriaans i Bensi zaczyna żyć swoim życiem i zamiast powielać pomysły, duet ciągle zaskakuje nas nowymi rozwiązaniami?

Christine nie trafił do polskiej dystrybucji. Gdyby nie American Film Festival, dzięki któremu tu i tam pojawiły się w prasie jakieś wzmianki na temat filmu, nasz kraj znów ominąłby porządny tytuł, który z niebanalną zręcznością rozprawia się z kinem dziennikarskim. Coś jest bardzo nie tak, skoro nikomu nie zależy na promowaniu hitów festiwalu Sundance. Sam Manchester by the Sea, to tak na marginesie, zaszczycił swoją obecnością 10 kin w całym kraju. Dziesięć. Jeśli jeden z oskarowych faworytów otrzymuje skandaliczną dystrybucje, o Christine lepiej w ogóle zapomnieć albo poczekać aż po tytuł upomni się, o ironio, rodzima telewizja.

Ten nieoszlifowany diament kina niszowego, dla którego zabrakło miejsca w box-offisie, ma sporo do powiedzenia. Raz, jest to historia Christine Chubbuck, chorobliwie ambitnej reporterki podrzędnej stacji telewizyjnej, prowadzącej wewnętrzną walkę ze sobą i kolegami z pracy. Dwa, jest to pewnego rodzaju opowiastka o pracy w sensie ogólnym, jej tempie, pułapkach, wpływie na życie prywatne, granicach, których nie powinno się przekraczać. Naturalnie, twórcy Christine nawet nie udają, że zależy im na ukazaniu dziennikarskiego fachu wyłącznie z perspektywy tytułowej bohaterki. Jest jednak w tej prezentacji mnóstwo miejsca dla barwnych postaci drugoplanowych, z których każda kreuje rzeczywistość, nawet jeśli głównie uciążliwie, 29-letniej Chubbuck.

Mniej barwnie wypada już sama muzyka. Ciężko bowiem nie kryć zaskoczenia, gdy trzydzieści minut skompilowane na krążku przekłada się na paradę stukotów, odgłosów, mechanicznie zaaranżowanych melodyjek i rytmizacji. Intro daje temu najlepszy dowód. To niemalże w pełni wystukany kawałek, przełamujący oszczędność późno wprowadzonym klarnetem, będącym tutaj synonimem ciągłości i pożądanej melodyjności. Tak robi to Carter Burwell – kompozytor de facto, mogący tu służyć za artystyczny odnośnik. Dużo ciekawiej zaczyna robić się od numeru Newsroom, gdzie Jurriaans i Bensi rozpoczynają grę na dwa fronty. Z jednej strony nie wychodzą z roli minimalistów i dźwiękowych centusiów, a z drugiej doskonale przekładają dynamikę wiadomości telewizyjnych, używając określonego tempa i instrumentalnych wariacji. Warto porównać ten utwór z Opening Bell z niedawnego filmu Money Monster. Pozornie nie ma co porównywać. W istocie jednak, obu przyświeca ta sama myśl – charakterystycznie wprowadzić lub nawet wepchnąć słuchacza za kulisy studia informacyjnego, nawet jeśli skala studia jest tak różna.


Rozochoceni takim obrotem spraw, podsłuchamy Christine zapewne jeszcze uważniej, głównie w poszukiwaniu nowych dróg i pomysłów. Niestety, musimy odrzucić wszelkie poznawcze zapędy i nastawić się na, mówiąc brutalnie, to samo. Niemniej jednak, w tej jednakowości warto spostrzec kontrast pomiędzy tym, co napisane, a tym, co usłyszane. Na przykład utwór Paranoia, w ogóle jak paranoja nie brzmi. Następny Fire, przypomina dźwiękowo płomyczek. Back to Work, skazany na motywującą nutkę, zupełnie motywujący nie jest. Taka drobna mistyfikacja to wydźwięk tego, jak muzyka obchodzi się ze Christine Chubbuk, a obchodzi się z nią niesłychanie surowo. Najgorszy przy tym wydaje się brak wsparcia ze strony kompozytów, jak również deprecjonowanie tego, czym praca wydaje się być w oczach samej dziennikarki. To Jurriaans i Bensi są tutaj winni. Swoim ironicznym językiem, unikającym jakichkolwiek kompromisów, sprawiają, że reporterka zjada własny ogon, a jej decyzje czy ostrzejsze wymiany zdań to raptem pozory i nieznaczące wybryki, z których jeśli kompozytorzy nie drwią, to na pewno je hamują i tym samym osłabiają. Takim sposobem powstaje psychologiczna otoczka muzyki do Christine. Jej kpiąca harmonika (Feminist, The Akai) osłabia filmowy świat, stwarzając coś na wzór wyśnionej opowiastki o latach 70. Pomimo, o czym nie możemy zapominać, że ta historia wydarzyła się naprawdę. Przekład tej właśnie metodyki rozciąga się w całej bajkowej, acz nieprzerwanie infantylnej linii melodyjnej.

Taka rola muzyki do Christine - komunikacja stanów i działań bohaterów. Być może to zbyt wiele, bowiem sama płyta w oderwaniu od filmu pozostaje bez szans. Również dlatego, że tak naprawdę nie chodzi tu o ilustracyjność i ciągłość, bowiem score od początku do końca poddaje się ciasnym i jasnym wymogom. Nie przeszkadza mu to jednak pozostawać w bezpośredniej relacji z bohaterami produkcji. I tak jak bardzo Jurriaans i Bensi oceniają, kwalifikują i ostatecznie nie traktują tej relacji poważnie, wywiązują się ze swojej przedziwnej i intrygującej roli znakomicie. My sami również powinniśmy traktować Christine wyłącznie jak eksperyment. Bądźmy jednak o krok przed kompozytorami i tak gwałtownie nie skazujmy złudnego świata telewizji na porażkę.

Jurriaans i Bensi mają własny, uporczywie prowadzony plan o profilu nieprzyzwoicie banalnej instrumentacji. Można wręcz stwierdzić, że ich pełna eksperymentów ścieżka kariery powinna kończyć się właśnie tutaj, w punkcie, w którym dwugodzinny seans opiera się na dzwoneczku, mikroskopijnej perkusji i jeszcze mniejszej gitarze. W punkcie położonym na wyciągnięcie ręki od Philippa Glassa i Steve'a Reicha. Nie sądźmy jednak za wcześnie. Obaj panowie z zapałem idą śladami postmodernistycznych minimalistów, przypominając, że w muzyce (również filmowej!) nie zostawia się próżni, a poszczególne style i tendencje potrafią wypłynąć na powierzchnie w najmniej spodziewanym momencie.




Autor recenzji:  Tomasz Ludward
Nasza ocena
Oryginalność ścieżki:
Muzyka w filmie:
Muzyka na płycie:
OCENA OGÓLNA:
Lista utworów
  • 1. Intro (1:07)
  • 2. Newsroom (2:17)
  • 3. Home (1:00)
  • 4. Feminist (1:20)
  • 5. Paranoia (0:56)
  • 6. The Fire (1:33)
  • 7. All Alone (0:30)
  • 8. Madame Ovary (2:29)
  • 9. The Akai (1:19)
  • 10. Movies on the News (1:48)
  • 11. Morning After (1:45)
  • 12. Yes But (2:07)
  • 13. Back to Work (1:36)
  • 14. Suicide (2:44)
  • 15. Aftermath (2:09)
  • 16. Credits 1 (2:04)
  • 17. Credits 2 (2:43)
Czas trwania: 29:20
Komentarze

Christine

Kompozytor:

  • Saunder Jurriaans, Danny Bensi

Wydawca:

  • The Orchard (2016)

R E K L A M A





NASI PARTNERZY:



Poki.pl
Grydladzieci.pl

 
Strona hostowana przez
www.twojastrona.pl
Copyright © 2005-2017 FilmMusic.pl.
Wszelkie materiały multimedialne wykorzystane na tej stronie służą jedynie celom informacyjnym.
Projekt i wykonanie