Szukaj: w


recenzje

Fantasma dell'opera, Il (Upiór w operze)



Ponad 5 miliardów dolarów – na tyle jest szacowany dochód, jaki przyniósł dotychczas Upiór w operze, pochodzący z 1986 roku musical skomponowany przez Andrew Lloyda Webbera do libretta Charlesa Harta i Richarda Stilgoe. Kompozycja ta szybko weszła do kanonu gatunku, a także stała się jednym z najbardziej rozpoznawalnych dzieł muzycznych XX wieku. Sukces tkwił nie tylko w interesującej historii, ale także, co najważniejsze, w przebojowej muzyce Webbera. Pomimo popularności musicalu raczej niewiele osób kojarzy powieść, na której została oparta fabuła tej hitowej produkcji. Upiór opery, bo tak brzmi oryginalny tytuł literackiego pierwowzoru, to opublikowana w latach 1909-1910 książka autorstwa francuskiego pisarza i reportera Gastona Lerouxa. Jak się okazuje, utwór urodzonego w Nicei prozaika był przedmiotem inspiracji dla artystów dużo wcześniej niż w latach 80. - pierwsza filmowa ekranizacja przygód okaleczonego kompozytora powstała jeszcze w epoce kina niemego. Na przestrzeni kolejnych dziesięcioleci nakręcono wiele mniej lub bardziej udanych wariacji dzieła Lerouxa. Do tej stawki zalicza się węgiersko-włoska koprodukcja w reżyserii Dario Argento, Upiór w operze z 1998 roku.

Fabuła, analogicznie jak musical Webbera, skupia się na postaci genialnego muzyka (w tej roli Julian Sands), który będąc niemowlęciem został wrzucony przez swoich rodziców do rzeki. Przepływała ona jednak przez podziemia paryskiej opery, gdzie porzucone dziecko zostało cudem ocalone przez szczury. Po wielu latach mężczyzna zaczyna podkochiwać się w sopranistce Christine Daae.

Muzykę do filmu napisał Ennio Morricone. Początki współpracy słynnego maestro z Argento sięgają lat 70. ubiegłego wieku. Najpierw połączyli siły nad tzw. „trylogią zwierzęcą”, serią obrazów spod znaku giallo. Jednak na następną ich kolaborację, zrealizowany na kilka lat przed Upiorem w operze thriller Syndrom Stendhala, przyszło czekać prawie ćwierć wieku. I tak też ekranizacja powieści Lerouxa jest piątym wspólnym projektem tych dwóch nietuzinkowych artystów. Niestety zapewne także i ostatnim. Jest to o tyle smutne, że specyfika kina Argento dawała kompozytorom spore pole do popisu, czego dowodem są chociażby pamiętne dokonania zespołu Goblin. Prace Morricone stworzone dla Argento, choć mogły się wydawać przyciężkawe i miejscami zbyt eksperymentalne, również były interesujące od strony formalnej, a do tego wyróżniały się chociażby ciekawymi tematami. W przypadku Upiora w operze nie jest inaczej. Oczywiście nie ma tutaj żadnych nawiązań do ówcześnie brylującej na deskach Broadwayu i West Wendu kompozycji Webbera, w tym chociażby do słynnego organowego motywu, tak na marginesie skopiowanego z jednej z wczesnych kompozycji grupy Pink Floyd. Jak wspomniałem wyżej, film Argento i kultowy musical łączy jedynie wspólne źródło inspiracji.


Soundtrack wytwórni Image Music otwiera wielokrotnie powtarzany temat główny, którego możemy przypisać miłości pomiędzy tytułowym bohaterem a Christine. Jest to jeden z tych wielu silnie nacechowanych romantyzmem motywów Morricone. Choć może nie grzeszy oryginalnością, to jakby nie patrzeć jest kolejnym przykładem niezwykłych zdolności melodycznych włoskiego mistrza, który z typową dla siebie manierą potrafi rozczulić słuchacza. To prawda, że temat ten wydaje się wypadkową innych utworów Morricone, kłania się chociażby La Califfa, lecz w tych jakże klasycznych dla niego partiach solowych skrzypiec, sekcji smyczkowej i fortepianu chyba każdy miłośnik lirycznej muzyki odnajdzie się bez problemu.

Highlightem tej ścieżki dźwiękowej jest jednak utwór Circunderunt me fluctus mortis, który rozpoczyna się od wprowadzenia tematu głównego przez solową, dramatyczną wiolonczelę. Morricone z czasem dorzuca eteryczny chór, nadający melodii przewodniej liturgicznego kolorytu. W połowie kompozycji chór przejmuje wiodącą rolę, aby zaintonować zupełnie nowy motyw, bardzo mistyczny, jakby mszalny, ale przy tym posępny i wywołujący ciarki na plecach. Muzyczna magia najwyższych lotów. Szkoda tylko, że jest to jedyny raz w czasie odsłuchu krążka, kiedy możemy usłyszeć te autentycznie, dosłownie i w przenośni, nieziemskie partie chóru.

Jako że film Argento, w odróżnieniu od baśniowego musicalu Webbera i jego popularnej ekranizacji z 2004 roku, jest mroczny i krwawy, to też w wielu miejscach Morricone porzuca rzewną lirykę na rzecz cięższych w odbiorze kompozycji, które pełnią rolę zarówno kreatora suspensu, jak i ilustracji skierowanej pod dynamiczne sekwencje. W pierwszym przypadku Włoch posługuje się głównie niezbyt interesującymi, snującymi się smyczkami, którym czasem towarzyszą inne instrumenty, tak jak chociażby perkusjonalia w Specchio insteriore, czy powolny, niepokojący fortepian w Perduto nel profondo. W muzyce akcji Włoch też nie odkrywa nowych kart, rozpisując ją przede wszystkim na zawrotne, szorstkie partie smyczków i nierzadko wysoko prowadzone instrumenty dęte drewniane. Na tej płaszczyźnie jego kompozycje są przewidywalne, jakby mało zainspirowane, choć jak zawsze nie można im zarzucić braku technicznego zaawansowania. Warto jednak zwrócić uwagę na od czasu do czasu słyszany motyw z tytułowej kompozycji, który zbudowany jest na kilkukrotnie powtórzonych, czteronutowych frazach. Odzwierciedla on mroczną stronę Upiora. Tę ideę muzyczną znajdziemy też w ciekawym Suonavo, solo, gdzie brzmienie organów kościelnych osiąga wręcz fatalistyczny wydźwięk. Takowych mocno zakorzenionych w suspensie utworów jest całkiem niemało, przez co zapoznawanie się z soundtrackiem niekoniecznie musi przebiegać płynnie i bezproblemowo.

Soundtrack z Upiora w operze to kolejna pozycja w dorobku Ennio Morricone, która potrafi zarówno oczarowywać, jak i rozczarowywać. Z jednej strony większość utworów nie wnosi zbyt wiele do warsztatu Morricone, a ponadto kolejne repryzy temat przewodniego i underscore mogą nużyć. Z drugiej strony ów temat jest klasą samą w sobie, Circunderunt me fluctus mortis to jedna z niesłusznie zapomnianych perełek w twórczości włoskiego maestro, a przeplatanie ze sobą romantycznych utworów z tymi bardziej dysonującymi, wbrew pozorom, generalnie potrafi budować intrygującą aurę. Dlatego też trzy i pół gwiazdki będzie chyba odpowiednią notą.



Nasza ocena
Oryginalność ścieżki:
Muzyka w filmie:
Muzyka na płycie:
OCENA OGÓLNA:
Lista utworów
Czas trwania: 54:11
Komentarze
Koper 2017-02-03
16:34
Średni Argento i średni Morricone, acz niewątpliwie z przebłyskami. :)

Fantasma dell

Kompozytor:

  • Ennio Morricone

Dyrygent:

  • Ennio Morricone

Orkiestrator:

  • Ennio Morricone

Wykonawcy:

  • Roma Sinfonietta

Wydawca:

  • Image Music (1998)

Producent:

  • Claudio Messina

R E K L A M A




NASI PARTNERZY:



Poki.pl
Grydladzieci.pl

 
Strona hostowana przez
www.twojastrona.pl
Copyright © 2005-2017 FilmMusic.pl.
Wszelkie materiały multimedialne wykorzystane na tej stronie służą jedynie celom informacyjnym.
Projekt i wykonanie