Szukaj: w


recenzje

Hitchcock



Film o filmie? Można by powiedzieć, że pomysł na wskroś durny, ale gdy tematem przewodnim owego przedsięwzięcia jest persona Alfreda Hitchcocka i kulisy powstawania jednego z jego największych klasyków, Psychozy, wszystko nabiera większego sensu. Bardziej aniżeli na rzeczonym projekcie, obraz Hitchcock (bazowany zresztą na książce Stephena Rebello) koncentruję uwagę widza na kryzysie małżeńskim słynnego reżysera. Czyżby zatem miast biografii podano nam na tacy kolejną ckliwą historyjkę? Nie do końca. Film Sachy Gervasi'ego zagląda co prawda do małżeńskiego łoża słynnego reżysera, niemniej stanowi również cenną lekcję jego warsztatu twórczego. Niewątpliwym atutem tego obrazu są kreacje aktorskie, zwłaszcza postać tytułowego Hitcha wybornie zagrana przez Anthony'ego Hopkinsa. Osobną wartość stanowi ścieżka dźwiękowa autorstwa Danny'ego Elfmana.

Kompozytor ten, trzeba przyznać, nie narzeka ostatnimi czasy na brak zajęć. Jego terminarz dosłownie pęka w szwach. Mordercze tempo pracy przekłada się rzecz jasna na jakość jego partytur, stąd też miniony rok nie mogę uznać za szczególnie udany w kontekście całej jego kariery. Pomimo tak dużej aktywności, Danny Elfman nie wydaje się próżnym i zapatrzonym w pieniądz człowiekiem. Gdy dotarło do niego, że studio Fox'a szykuje film o Hitchcocku, stawał dosłownie na głowie, aby dostać ten projekt, nawet za symbolicznego dolara. Czemu? Nie od dziś wiadomo, że Elfman to wielki miłośnik mistrza suspensu, a swoje pierwsze kroki w branży filmowej stawiał wpatrzony jak w obrazek w dokonania Bernarda Herrmanna. Zresztą przeglądając jego filmografię nie trudno tego nie zauważyć. Kariera Elfmana od dawna oscyluje wokół ciężkich, mrocznych obrazów, a ścisła współpraca ze współczesnym maesto tego gatunku, Timem Burtonem, tylko potwierdza te tendencje. Nie dziwne, że Amerykanin korzysta dosłownie z każdej okazji by iść tropem swoich wielkich poprzedników. Czy poszedł i tym razem?

Z jednej strony to, co dokonał Elfman w ramach Hitchcocka, można poczytać jako niewątpliwy sukces. Oto bowiem film broni się świetnym klimatem, na którego wpływ ma między innymi ścieżka dźwiękowa – bardzo stonowana i oszczędna w środkach muzycznego wyrazu. Z drugiej strony, połączenie konwencji dramatu z romansem osadzonym na tle historycznym, siłą rzeczy dopuścić musiało odrobinę sztampy i mainstreamu. Jest to zatem kolejna ilustracja skrojona na miarę filmu, do którego przynależy. Świetnie wywiązująca się ze swoich zadań, ale nie do końca zjadliwa dla melomana poszukującego mocnych tematów i silnie wyeksponowanej liryki.

Wpływ na taki stan rzeczy miała zapewne konwencja, jaką przyjął Elfman zabierając się za ten projekt. Słuchając Hitchcocka błądzimy tak na dobrą sprawę między jego rdzennym warsztatem, a klasycznym sposobem ilustrowania dramatów i thrillerów rodem ze stajni Bernarda Herrmanna. W krótkich, ale wymownych utworach czuć powiew Złotej Ery i typową dla tego okresu (a w szczególności dla tworów gatunku film noir) posępną atmosferę. Elfman nie unika tym samym przesadnego „koloryzowania” i sterowania emocjami w zakresie pracy sekcji smyczkowej. Autor ścieżki sięga rzecz jasna do klasycznych środków muzycznego wyrazu. Rezygnuje z wszelkiego rodzaju elektronicznych, ambientowych rozwiązań, odnosząc się właściwie tylko do bogactwa brzmienia orkiestrowego. Ze względu na przynależność gatunkową, najbardziej eksponowane są wspominane wyżej smyczki i instrumenty dęte drewniane, co w czasach bezmyślnego wypełniania przestrzeni dźwiękiem jest miłą dla ucha odmianą. Niestety każdy kij ma swoje dwa końce...


O ile w filmie Gervasie'ego owa „stara szkoła” sprawdza się całkiem dobrze, to już poza nim trudno doszukiwać się w dziele Elfmana czegoś, co dałoby się zapisać w annałach gatunku. Owszem, pod względem stylistycznym i brzmieniowym jest to ładna laurka dedykowana miłośnikom oldschoolu. Ale czy coś ponadto? Raczej nie. Album soundtrackowy to w istocie rzeczy podróż po filmowych kadrach, których nieznajomość może okazać się sporym utrudnieniem. Ową podróż utrudniać będą również bardzo krótkie utwory urywane w połowie dopiero co podjętej myśli muzycznej.

Pod względem tematycznym praca amerykańskiego kompozytora również pozostawia wiele do życzenia. Owszem, otrzymujemy temat przewodni, gdzie w kilku molowych dźwiękach autor partytury opisuje nam naturę tytułowego Hitcha. Gdzieś obok pojawia się także skromny motyw miłosny oraz temat grozy towarzyszący pracy reżysera nad swoim życiowym projektem... Wszystko to jednak wymaga od słuchacza sporego zaangażowania i wielu powrotów, aby „zaprzyjaźnić” się z tą nieco trudną w odbiorze ścieżką dźwiękową. Nie jest ona bynajmniej odpychająca i kompletnie anonimowa.

Tak jak inne prace Elfmana, także i Hichcock ma swoje momenty. Czego możemy doświadczyć w tym przypadku? Poza podręcznikową precyzją w budowaniu atmosfery i napięcia na uwagę zasługuje sposób posługiwania się aparatem wykonawczym. Niewątpliwą atrakcję stanowią solowe wynurzenia, jakich w oprawie muzycznej na pewno nie zabraknie. Najciekawiej prezentują się wstawki z wiolonczelą i skrzypcami, poniekąd wyrywającymi kompozycję Amerykanina z ilustracyjnego letargu. Wartą uwagi jest tutaj dwuczęściowa suita z napisów końcowych, która w niezwykle ekspresyjny sposób przedstawia nam paletę tematyczną partytury.

I w ten oto sposób po raz kolejny dostajemy od Elfmana dobrze skonstruowany filmowy produkt, który poza obrazem ledwo daje o sobie znać. Z pewnością zawrotne tempo pracy kompozytora nie przyczynia się do poprawy jakości jego prac. Ścieżka dźwiękowa do Hichcocka jest zatem tworem kierowanym głównie do fascynatów takiego surowego, ilustracyjnego brzmienia, dokopującego się zarówno stylistycznie jak i ideologicznie do arcybogatego warsztatu Herrmanna.




Autor recenzji:  Tomek Goska
Nasza ocena
Oryginalność ścieżki:
Muzyka w filmie:
Muzyka na płycie:
OCENA OGÓLNA:
Lista utworów
  • 1. Logos (00:49)
  • 2. Theme From "Hitchcock" (01:22)
  • 3. The Premiere (00:40)
  • 4. Paramount And Out The Gate (01:56)
  • 5. Mommy Dearest (00:58)
  • 6. In Bed (00:36)
  • 7. Impulses (01:29)
  • 8. The Censor (00:59)
  • 9. The Swim (02:03)
  • 10. Peeping (00:36)
  • 11. Sacrifices (01:16)
  • 12. Walk With Hitch (00:56)
  • 13. Celery (01:59)
  • 14. Telephone (01:08)
  • 15. Suspicion (02:30)
  • 16. Explosion (03:11)
  • 17. Selling Psycho (01:38)
  • 18. Fantasy Smashed (01:30)
  • 19. The Sand (01:22)
  • 20. It's A Wrap (01:05)
  • 21. Busted (00:58)
  • 22. Saving The House (01:01)
  • 23. Finally (01:46)
  • 24. Home At Last (00:59)
  • 25. End Credits #1 (02:33)
  • 26. End Credits #2 (02:25)
  • 27. Funeral March For A Marionette (00:53)
Czas trwania: 38:40
Komentarze
Adam Krysiński 2013-02-28 09:24
Bo Elfman się dawno skończył, więc jaki zawód? Standard raczej.
Tomasz Goska 2013-02-28 09:39
Ja tam w niego jeszcze wierzę po cichu. Niech tylko łapie jeden, max dwa projekty rocznie, to wtedy więcej uwagi im poświęci i może jakiś dobry temat w końcu wymyśli.
michal 2013-02-28 15:34
Czasem zastanawiam się który z wielkich kompozytorów się według Was nie skończył...
Adam Krysiński 2013-03-01 10:44
Brian Tyler oraz James Horner i Thomas Newman - ewentualnie
Roman 2013-03-01 11:27
Michał mówił o "wielkich" kompozytorach, więc z twojej listy tylko Horner się kwalifikuje.
Mefisto 2013-03-01 14:21
oho, wyczuwam trolling skwintowany wiązanką przekleństw w kierunku pana R. :)
michal 2013-03-01 22:12
Ciekawe, że wszyscy nagle zaczęli się kończyć od momentu, w którym zaczęły powstawać portale z recenzjami muzyki filmowej. Pewnie to po prostu typowe podejście "co stare, to dobre".
jackjack 2013-03-02 14:59
Momentami można odnieść wrażenie, że nie słucha się Elfmana a Desplat'a. Ale nie może to dziwić. W jednym z ostatnich wywiadów Amerykanin mówił z wielkim podziwem o pracy Francuza.
Mystery 2013-03-06 16:01
W filmie tylko ok, choć liczyłem tu na więcej, ale sam score to jakieś nieporozumienie i lepiej to wyglądało na papierze, (jeszcze bez podanych czasów utworów), gdyż z samego produktu końcowego pamięta się tylko "Funeral March For A Marionette", a zawodzi dosłownie wszystko, na czele z błahym tematem przewodnim. Wątła laurkę sprawił tu Elfman swojemu mistrzowi, a hołd tak naprawdę oddał tylko samą tracklistą.
Mieszko 2013-10-23 11:24
Naprawdę dobry debiut reżyserski Sachy Gervasiego. Muzyka Danny'ego Elfmana jakoś się w filmie sprawuje, ale płytowo... Pochwalić mogę 5 utworów - 2 pierwsze i 3 ostatnie.

Do tej recenzji istnieje jeszcze 1 komentarz. Chcesz zobaczyć wszystkie?    » pokaż wszystkie
Hitchcock

Kompozytor:

  • Danny Elfman

Dyrygent:

  • Rick Wntworth

Orkiestrator:

  • Steve Bartek
  • Edgardo Simone

Soliści:

  • Everton Nelson (skrzypce)
  • Vicci Wardman (altówka)
  • Anthony Pleeth (wiolonczela)
  • Nicholas Bucknall (klarnet)
  • Skaila Kanga, Hugh Webb (harfa)

Wydawca:

  • Sony Music (2013)

Producent:

  • Danny Elfman

R E K L A M A





NASI PARTNERZY:



Poki.pl
Grydladzieci.pl


 
Strona hostowana przez
www.twojastrona.pl
Copyright © 2005-2019 FilmMusic.pl.
Wszelkie materiały multimedialne wykorzystane na tej stronie służą jedynie celom informacyjnym.
Projekt i wykonanie