Szukaj: w


recenzje

Johnny English


Postać Rowana Atkinsona na wielki wieków kojarzona będzie z przezabawnym / przygłupim (niepotrzebne skreślić) Jasiem Fasolą. Trzeba przyznać, że wcielanie się w rolę dużego dziecka wychodziło temu aktorowi bardzo dobrze. Tak dobrze, że producenci ze studia Universal postanowili to poniekąd wykorzystać. Johnny English to wspaniały i przezabawny pastisz wszelkiej maści filmów szpiegowskich (głównie tych związanych z Jamesem Bondem), gdzie humor aktorski doskonale komponuje się z przezabawnymi sytuacjami. Wszystko to, jak na prawdziwy film szpiegowski przystało, spięte jest duża ilością pościgów, strzelanin i tym podobnych szaleństw.

Przed takim oto projektem stanął właśnie Edward Shearmur - dobrze prosperujący niegdyś kompozytor, który zdaje się odpuszczać powoli walkę o prymat na rynku muzyki filmowej. Przyjmuje stosunkowo mało zleceń, a efekt jego pracy, łagodnie mówiąc, jest raczej średnio zadowalający. Powróćmy zatem do lat, kiedy jego nazwisko na liście płac gwarantowało stosunkowo dobrą jakość finalnego produktu. Po ciekawej, ambientowej partyturze do filmu K-Pax i dynamicznym, orkiestrowym Reign of Fire, na barkach Eda Shearmura, całkiem niespodziewanie zresztą, spoczął bardzo interesujący projekt, w którym kompozytor ten wykazać się mógł nie tylko dobrym zapleczem technicznym, ale i kreatywnością. Jak się z niego wywiązał? Myślę, że całkiem dobrze. Choć owej kreatywności niestety zabrakło, ścieżka do Englisha to kawał solidnej rozrywki, której walory docenić można nie tylko oglądając film, ale i przysłuchując się temu wszystkiemu poza obrazem. Co jak co, ale zaprezentowanemu na soundtracku materiałowi nie można podmówić estetyki i przebojowości. Jeżeli miałbym posłużyć się w tym miejscu jakimś krótkim sformułowaniem, to przede wszystkim powiedziałbym, że Johnny English jest jedną wielką kliszą. Pracą odtwórczą czerpiącą pełną garścią z tego, co w filmowej muzyce szpiegowskiej najlepsze. Mamy zatem charakterystyczny temat przewodni (nie odbiegający zresztą konwencją od tych z filmów o agencie 007), solidną i dobrze zorkiestrowaną muzyczną akcję i specyficzne instrumentarium za pomocą którego możemy tego wszystkiego doświadczyć. Zacznijmy jednak od początku...


Wydana przez wytwórnię Decca płyta z soundtrackiem jest godzinną podróżą nie tylko przez to, co w „original score” najciekawsze. Album otwiera wyprodukowana przez Hansa Zimmera i jego współpracowników, a promująca film, piosenka - A Man for All Seasons. Ot taki popowy popłuczyn pozostały z przygody Media Ventures nad projektem zanim ostatecznie zrezygnowano z usług tej firmy. Piosenka ta stanowi zdecydowanie najsłabsze ogniwo materiału, jaki znalazł się na płycie. Po tych niespełna czterech minutach komercyjnego szlamu wędrujemy do meritum sprawy, czyli tematu przewodniego partytury. Zanim go jednak usłyszymy, już na starcie, parafrazując słynną fanfarę-temat Jamesa Bonda, Ed Shearmur zasygnalizuje słuchaczowi w jakim kierunku zmierzała będzie jego muzyka. Silnie rozbudowana sekcja dęta blaszana, charakterystyczne gitary i ten niesamowity jazzowo-orkiestrowy klimat... Kompozytor idealnie korzysta z dorobku twórczego Barry'ego i jego następców, choć niekiedy wydaje się zbyt mocno przeginać w drugą stronę. Jeżeli bowiem cała otoczka stylistyczna, w jakiej zamknięto ścieżkę dźwiękową do Johnny'ego Englisha wywołać może sentymentalne, dosyć pozytywne wspomnienia, to sam temat przewodni (gdzie zabrakło owego elementu kreatywności) wydaje się już płaski i aż nadto patetyczny. Przerysowany w stosunku do postaci, którą miał ilustrować. Niemniej to właśnie temat przewodni stanowi oś, wokół której obraca się niemalże cała partytura. Jak na film akcji przestało nie będziemy narzekać na brak muzycznych wrażeń. Smętną i mało absorbującą muzykę tła ograniczono na albumie do niezbędnego minimum, dzięki czemu mamy sporo czasu na delektowanie się prawdziwym orkiestrowym majstersztykiem. Instrumentaliści z Robertem Elhai na czele (nadwornym aranżerem m.in. Elliota Goldenthala) pokazali prawdziwą klasę. Utwory takie, jak Truck Chase, czy For England to rozrywka w pełnym tego słowa znaczeniu. Słucha się ich z prawdziwą przyjemnością i często się do nich wraca.

Nie samą akcją jednak człowiek żyje. Agent English, choć strasznie rozgarnięty, również przeżywa pewne problemy i rozterki, co musiało znaleźć swoje ujście w muzyce Shearmura. Przykładem jest jazzowa, melancholijna odsłona tematu głównego, jakiej doświadczyć możemy w pierwszej połowie utworu Off the Case. Nieco więcej powagi dostarczy nam epicki, chóralno-orkiestrowy motyw Pascala Sauvage'a – antybohatera filmowego, z którym tak nieudolnie walczy nasz Johnny English. Walorów estetycznych nie można odmówić również dwóm skomponowanym specjalnie na potrzeby filmu, utworom, znanego kwartetu smyczkowego „Bond”. Pierwszy z nich, Kismet, to jeden z moich ulubionych fragmentów na albumie. Mam słabość do tego typu smyczkowych melodii osadzonych na perkusyjnym bicie i okraszonych miłym dla ucha orkiestrowym aranżem. Drugi utwór, to niespecjalnie absorbująca uwagę, latynoamerykańska interpretacja tematu głównego partytury. Ponadto na płycie znalazły się jeszcze dwie piosenki, których fragmenty usłyszymy również w filmie: klasyk zespołu ABBA, Does Your Mother Know? oraz trip-hopowa przyśpiewka grupy Moloko, The Only Ones. Ot miły, aczkolwiek niekoniecznie potrzebny dodatek do soundtracku. Dosyć ciekawym zjawiskiem jest natomiast ostatni utwór na płycie, Agent No.1. Rozpoczyna się przyjemnym tematem gitarowym, który po trzech minutach ustępuje miejsca... ciszy. Przez około 10 kolejnych minut nic się nie dzieje, aż tu nagle, niż tego, ni z owego, pojawia się ładny, kameralny motyw na solową trąbkę i fortepian.

Nie mogę mówić o partyturze do Johnny'ego Englisha bez pewnego sentymentu w głosie. W końcu tyle lat już minęło od jej premiery i przez ten czas muzyka ta towarzyszyła mi wiele razy w przeróżnych sytuacjach. Zawsze jednak powracałem do niej z nastawieniem, że pomoże mi ona oderwać się od szarej, pokrytej kurzem nudy, rzeczywistości. Jako rozrywka sprawdza się zatem bardzo dobrze i chwała jej za to. Solidne 4 za mile spędzony czas i drobny minus za brak większej kreatywności w tematyce.


Inne recenzje z serii:
  • Johnny English: Reborn

    Autor recenzji:  Tomek Goska
    Nasza ocena
    Oryginalność ścieżki:
    Muzyka w filmie:
    Muzyka na płycie:
    OCENA OGÓLNA:
    Lista utworów
    • 1. A Man For All Seasons [wyk. Robbie Williams] (04:01)
    • 2. Theme From Johnny English (02:25)
    • 3. Russian Affairs (01:27)
    • 4. A Man Of Sophistication (01:36)
    • 5. Kismet [wyk. Bond] (05:14)
    • 6. Truck Chase (04:53)
    • 7. The Only Ones [wyk. Moloko] (04:13)
    • 8. Parachute Drop (02:48)
    • 9. Pascal's Evil Plan (02:33)
    • 10. Theme From Johnny English [Salsa Version, wyk. Bond] (03:22)
    • 11. Off The Case (02:00)
    • 12. Cafe Conversation (02:12)
    • 13. Into Pascal's Lair (01:43)
    • 14. Does Your Mother Know [wyk. ABBA] (03:15)
    • 15. For England (02:23)
    • 16. Riviera Hideaway (01:18)
    • 17. Agent No.1 (15:13)
    Czas trwania: 60:36
    Komentarze
    dziekan 2011-10-04 16:44
    Dokladnie.Ja w wielu kwestiach zgadzam sie z michalem.Jaki sens ma wasza pasja związana z muzyką filmową w sytuacji,gdy potępiacie i krzywdzicie w bezceremonialny sposob cos co nie przypadlo wam do gustu?Rozumiem czym jest recenzja i macie prawo do wyrażania swoich myśli i odczuc,ale wasz okropny stosunek do komercjalizacji tylko zniechęca ludzi.Dla mnie to zwykła ignorancja.Jaki jest wasz cel pisania recenzji?Jeżeli robicie to dla własnej satysfakcji to troche ta stronka mija sie z celem... A ta piosenka akurat była przemyslana w kontekscie filmu i obojetnie jaki był cel jej obecnosci w filmie to jednak bardzo dobrze oddała rozrywkowy wydźwięk tej komedii szpiegowskiej.A to czy intencją twórców było wypromowanie tego kawałka nie ma znaczenia.
    dziekan 2011-10-04 16:47
    Michal jakbys poznal troche lepiej tych ludzi to też bys doszedl do podobnych wnioskow,że oni nie mają za grosz kultury i dystansu do sztuki co oczywiscie jest rzeczą nie pojętą w srodowisku recenzentow,ale oni nie mają zadnych kwalifikacji wiec mozna im przebaczyc ;)
    Koper 2011-10-04 17:27
    Mistrza kultury się odezwał i będzie innych pouczał. Ha!
    dziekan 2011-10-04 17:35
    Ja nie prowadze portalu i nie publikuje swoich recenzji,więc niewiem o co tobie chodzi próżna istotko.
    Tomasz Goska 2011-10-04 17:41
    To załóż i prowadź takowy. Świeć przykładem wśród ludzi ociemniałych, za jakich uchodzimy i szerz kulturę masom. Z bardzo wielkim utęsknieniem czekam na Twoje recenzje, dziekan. :)
    dziekan 2011-10-04 18:29
    Wyslalem ci wiadomosc czy istnieje taka mozliwosc,ale ziignorowales mnie,wiec teraz mozesz mnie pocalowac.A na prowadzenie portalu nie mam czasu bo jednak mam inne obowiazki i nie interesuje mnie bawienie sie w pojedynke bo to nie ma zadnej racji bytu i wlasnie z takich powodow ten portal powstał jako zrzeszenie milosnikow muzyki filmowej,więc nie mam zamiaru skorzystac z twojej propozycji bo sam swiata nie zmienie.Zresztą wy tez nie zrewolucjonizujecie,ale przynajmniej mozecie zmienic podejscie bo przynajmniej kilku czytelnikow już doslownie rzyga na widok zlosliwych komentarzy po adresem wszystkich rzeczy,ktore są dla was komercyjnym gównem.Jak wam sie nie podobają wspolczesne realia i wyrazacie kompletny brak zrozumienia dla rozwijającej sie technologii,która ma destrukcyjny wplyw na sztuke (i to nie tylko w kategoriach muzycznych) to proponuje zlikwidowac ten portal i pograzyc sie w sentymentalizm i poplakac sobie nad czasami jak Poledouris,Goldsmith Morricone i Horner komponowali wspaniale arcydziela,ktore z calą pewnoscią miały niebagatelny wplyw na rozwoj kultury :P Nie badzcie kurwa smieszni bo dla mnie to wy jestescie krotkowidzami,ktorzy próbują byc sędziami we wszystkich kwestiach,które dotyczą mf(łącznie z filmami) a zapominacie o tak podstawowych czynnosciach jak zachecanie innych do sluchania muzyki.Ktos taki jak Marek Łach raczej nie jest w stanie tego dokonac bo chlopak mysli,że ludzie rozpatrują muzyke w kategoriach czysto rozumowych co jest dla mnie żałosną ignorancją,gdyż najważniejsze jest osiagniecie rownowagi miedzy tym co rozumowe a tym co sie tyczy sfery emocjonalnej,ale tego on nie potrafi pojac i dal mi jasno do zrozumienia na podstawie jego komentarzy pod TTRL,że raczej nie czerpie juz satysfakcji ze sluchania muzyki,jeżeli nie dokona jej analizy jak w fizyce kwantowej,więc jak on ma trafic swoimi recenzjami do czytelnikow jak ignoruje tak kluczowe kwestie?
    DanielosVK 2011-10-04 18:41
    Nie czytaj tutejszych recenzji, to będzie kilka problemów z głowy - i Twoje pretensje, i Twoje nerwy, i nasze nerwy, i Ty. :D
    Koper 2011-10-04 18:44
    A tak wracając do piosenki, od której się zaczęło, to sobie ją przesłuchałem na YT i szlamem bym jej nie nazywał, jednakowoż jej poziom nie jest taki, by warto było jej od takowych określeń bronić. Ot, przeciętna popowa pioseneczka z dość banalnymi aranżacjami. Ale z parodii szpiegowskich "Spy Hard" miało lepszą. :]
    Koper 2011-10-04 18:45
    A tak swoją drogą dziekan, to i owszem, taki Morricone komponował dzieła, które miały wpływ na rozwój kultury i jeszcze długo mieć będą. :P
    dziekan 2011-10-04 23:39
    Wystarczy nasladownictwo stylu czyli tak zawany pastisz i już wszyscy wiemy,że Morricone jest i bedzie niesmiertelny bo ma swoich wiernych fanów z Zimmerem na czele.

    Do tej recenzji istniej? jeszcze 2 komentarze. Chcesz zobaczyć wszystkie?    » pokaż wszystkie
  • Johnny English

    Kompozytor:

    • Edward Shearmur

    Muzyka dodatkowa:

    • Howard Goodall

    Dyrygent:

    • Edward Shearmur

    Orkiestrator:

    • Robert Elhai
    • Jeff Toyne

    Wykonawcy:

    • The London Metropolitan Orchestra

    Wydawca:

    • Decca / Universal (2003)

    Producent:

    • Edward Shearmur
    • Steve McLaughlin

    R E K L A M A





    NASI PARTNERZY:



    Poki.pl
    Grydladzieci.pl


     
    Strona hostowana przez
    www.twojastrona.pl
    Copyright © 2005-2019 FilmMusic.pl.
    Wszelkie materiały multimedialne wykorzystane na tej stronie służą jedynie celom informacyjnym.
    Projekt i wykonanie