Szukaj: w


recenzje

Iron Man 2



John Debney to taki stylistyczny „no name” współczesnej muzyki filmowej. Kameleon, który potrafi zaadaptować się do panujących obecnie warunków. Wielokrotnie udowadniał to już swoimi pracami, które choć pod względem rzemieślniczym były naprawdę wyśmienite, artystycznie pozostawały bardzo upośledzone. Rok 2010 potwierdził niejako tę prawidłowość. Dwa długo oczekiwane przez widzów na całym świecie sequele - Predators oraz Iron Man 2 - stały się doskonałą okazję do udowodnienia wszystkim, że ambicje Debney'a wykraczają znacznie poza familijną rozrywkę klasy B. Rzeczywistość pokazała jednak, że kwestią, którą najmocniej przejął się kompozytor, to muzyczne uniwersum odziedziczone po swoich poprzednikach. W przypadku Predators stanowiło to potężny atut. Kaleczone przez Klosera i Tylera filmy o Predatorze w końcu doczekały się jedynej i słusznej interpretacji. Nie zabolało nawet, że Debney bezmyślnie wręcz wchłonął temat Silvestriego i używał nim sobie do woli. Klasyk pozostał klasykiem.

W przypadku Iron Mana zadanie wydawało się poniekąd prostsze. Ramin Djawadi popełnił jedną z najbardziej przekrzyczanych ścieżek dźwiękowych 2008 roku. Rzecz jasna znalazła ona swoją niszę wśród zajadającej się popcornem młodzieży, ale w oczach krytyków była nic nie wnoszącym do gatunku ścierwem, kolejnym produktem do którego można było przystawić pieczątkę „RCP's Lowest Entertainment”. Djawadi o muzyce ma raczej nikłe pojęcie, a ilustrację filmową próbuje interpretować przez pryzmat właśnie takiego popcornożercy. Nie dziwi zatem, że jego prace same w sobie są proste jak konstrukcja cepa, ale przy tym przebojowe, bo odwołują się do panujących obecnie na rynku standardów muzycznych. I taki oto wzorzec otrzymał w spadku John Debney. Co więc zrobił? Dokonał kolejnej rzezi na swojej autonomiczności i zachował się zupełnie pasywnie – tak względem producentów jak i widzów nastawionych na solidną porcję rozrywki. Zaadaptował stylistykę pierwszego Iron Mana, pełnego krzywdzących uszy ambientowych sampli, ryczących gitar i dyktujących tempo perkusji. Miało to po części swoją rację bytu gdyż jednym z głównych założeń „original socre” było poprawne odnajdywanie się pomiędzy wykorzystanymi w filmie piosenkami – klasykami rocka. Cóż, nawet w obliczu tak zachowawczego postępowania nie trudno było o zawstydzenie Djawadiego. Pod względem muzycznym Debney ma o wiele więcej do powiedzenia niż niegdysiejszy protegowany Hansa Zimmera. Jednego bowiem nie można odmówić autorowi ścieżki dźwiękowej do Wyspy Piratów - wie jak posługiwać się orkiestrą!

Środki wyrazu jakie zaprzęgnięto do wykonania Irona Mana 2 budzą podziw, choć nie odbiegają od obecnie panujących na rynku blockbusterów standardów. Miało być patetycznie, przygodowo no i przede wszystkim spójnie z tym co popełnił niegdyś Djawadi. Debney bez wątpienia wywiązał się z tych założeń, co ewidentnie słychać w filmie. Bez krzty ambicji co prawda, ale idealnie wypełnił przestrzeń pomiędzy CGI, a głośnymi SFX'ami. Niestety, to co dobrze sprawdza się w warunkach filmowych niekoniecznie musi również cieszyć ucho poza nim. Partytura Debney'a korzysta z uroków bogatego instrumentarium, ale obnaża również zupełny brak pomysłu kompozytora na wyniesienie tego wszystkiego poza sztampową rzemieślniczą pracę. I gdy weźmiemy pod uwagę ilość materiału muzycznego, jaki trafił na płytę Columbii Records, wtedy okaże się, że początkowe przyjemne doświadczenie bardzo szybko zamienia się w próbę naszej cierpliwości. Wypchanie płyty niemalże po brzegi zaowocowało również mocnym kontrastem pomiędzy bardzo fajnymi, porywającymi utworami akcji, a zwykłą rąbanką najniższych lotów.


Pierwsze chwile spędzone nad Iron Manem 2 dają poczucie, że obcujemy z bardziej dopracowaną technicznie wersją partytury do poprzedniego filmu. Pod względem stylistycznym może i zachodzą pewne konotacje, ale wykonanie muzyki do sequela jest o wiele bardziej precyzyjnie, sama partytura jest mroczniejsza, lepiej zorkiestrowana, tematy bardziej dramatyczne, a sfera emocjonalna, choć nadal trąci plastikiem, jest zdecydowanie wiarygodniejsza aniżeli u Djawadiego. Pod względem tematycznym Debney postanowił natomiast odwołać się do miałkich na tym polu dokonań swojego poprzednika. Oczywiście nie obyło się bez drobnych ingerencji w strukturze melodycznej jak i środkach muzycznego wyrazu. Na przykład motyw walki został tu wzbogacony o solówki na wiolonczeli elektrycznej. Ot ciekawy zabieg, który mógł ewoluować do miana ikony tej ścieżki, niestety zginął gdzieś w natłoku sampli.

Dla Johna Debney'a korzystanie z bogactwa, jakie oferuje w pełni wyposażona stacja robocza stało się nieodzownym elementem przy tworzeniu wartkiej i pełnej pompy muzyki akcji. Pocieszającym jest fakt, że kompozytor zadbał przynajmniej o należyte potraktowanie w tym wszystkim naturalnych brzmień orkiestry i partii chóralnych. Coś, czego pierwszemu Iron Manowi zdecydowanie brakowało, to właśnie naturalnie brzmiący chór – męskie niskie głosy wprowadzające w partyturę element grozy. Utwory rozpoczynające płytę (Ivan's Metamorphosis oraz House Fight V1) obnażają wszystkie niedoskonałości pracy Djawadiego, dają również ogólny wgląd w charakter i brzmienie tego, co przez najbliższą godzinę absorbowało będzie naszą uwagę. Narastające napięcie, dynamiczne zwroty i wartka muzyczna akcja stanowią oś wokół której obraca się niemalże cała partytura Debney'a. Wiadomo, nie zawsze jest tak samo pasjonująco jak w przypadku wyżej wspomnianych kawałków, czy też na przykład dwóch akcyjniaków stanowiących prawdziwą esencję rozrywki: Mayhem in Monaco oraz Iron Man Battles The Drones. Ciekawie prezentuje się także rozpisany w iście „bondowym” stylu Monaco Drive. Niestety częste uciekanie się do loopów generujących bit zabija przyjemność słuchania na dłuższą metę. Śmiem twierdzić, że gdyby John Debney trochę spuścił z tonu i pogrzebał muzyczny zewłok Djawadiego, action score w jego wykonaniu mogłaby pretendować do miana jednego z fajniejszych w roku 2010.

Trochę więcej swobody pod tym względem da się odczuć w utworach o silniejszym zabarwieniu emocjonalnym - Dying Hero, bądź Natalie Intro. Z pewnością dają one chwilę spokoju od pełnej pompy orkiestrowo-rockowej muzyki akcji, jednakże nie spodziewajmy się tu szczególnej wylewności kompozytora. Melancholijne smyczki skupiają się bardziej na ilustrowaniu dziejących się na ekranie scen, aniżeli dogadzaniu słuchaczom pięknymi wzniosłymi tematami. Choć trzeba przyznać, że szczypty romantyzmu nie zabrakło również na ścieżce dźwiękowej do Iron Mana 2. W końcówce utworu Ivan Demise / The Kiss pojawia się rozwinięcie ładnego tematu miłosnego zasugerowanego już u progu partytury, w lirycznym Making Pepper CEO. Na krążku znalazł się również kawałek źródłowy pełniący dosyć specyficzną funkcję w jednej ze scen filmowych (Make Way For Tomorrow - Expo Version oraz jego pełniejsza wersja w bonusowym Make Way For Tomorrow Today). Pod względem wykonania prezentuje się bardzo ciekawie dziwiąc słuchacza swoim sielankowym stylem rodem z amerykańskiej reklamy telewizyjnej z lat 50-60-tych.

Takie oto wrażenia pozostawia po sobie pierwszy, drugi, czy też piąty kontakt z albumem soundtrackowym do Iron Mana 2. Grzechem byłoby zatem twierdzić, że John Debney zrewidował muzyczny wizerunek serii. Z pewnością zawstydził Ramina Djawadiego, ukazując jak bardzo utopił on potencjał ścieżki w meandrach syntetycznego bełkotu. Nic nie zmienia jednak faktu, że Iron Man 2 to tylko lepsze wykonanie tego, co już mieliśmy okazję usłyszeć. Kilka naprawdę fajnie brzmiących utworów akcji pośród anonimowej masy. Kiedy w końcu Debney przestanie być chorągiewką powiewającą na wietrze i zacznie mówić sam za siebie?! Wiem, że dobie zalewającego kompozytorów temp-tracku i coraz bardziej absurdalnych kaprysów decydentów ciężko jest o autonomię w tym biznesie. Koledzy po fachu pokazują jednak, że dla chcącego nic trudnego. Debney'owi talentu nie brakuje, co zaś się tyczy chęci... Sami widzicie jak jest.

Inne recenzje z serii:
  • Iron Man
  • Iron Man 2
  • Iron Man 3
  • Captain America: The First Avenger
  • Captain America: The Winter Soldier
  • Captain America: Civil War
  • Thor
  • Thor: The Dark World
  • Avengers
  • Avengers: Age of Ultron
  • Guardians of the Galaxy
  • Guardians of the Galaxy vol. 2
  • Ant-Man
  • Doctor Strange
  • Agents Of S.H.I.E.L.D.
  • Daredevil (season 1)
  • Daredevil (season 2)
  • Agent Carter
  • Jessica Jones

    Autor recenzji:  Tomek Goska
    Nasza ocena
    Oryginalność ścieżki:
    Muzyka w filmie:
    Muzyka na płycie:
    OCENA OGÓLNA:
    Lista utworów
    • 1.  Ivan's Metamorphosis (05:48)
    • 2.  House Fight V1 (05:47)
    • 3.  Making Pepper CEO (01:09)
    • 4.  Senate / Ivan Creates Drones (03:38)
    • 5.  Make Way For Tomorrow / Expo Version (00:54)
    • 6.  Rhodey Dons Suit (00:57)
    • 7.  Dying Hero (01:52)
    • 8.  Natalie Intro (01:04)
    • 9.  Monaco Drive (00:42)
    • 10.  Mayhem In Monaco (07:26)
    • 11.  Jailhouse Talk (02:25)
    • 12.  Ivan Escapes (01:43)
    • 13.  Gun Show (02:11)
    • 14.  Tony Discovers Dad's Secret (04:10)
    • 15.  Sledgehammer V2 (02:40)
    • 16.  Nick Fury (01:31)
    • 17.  New Element / Particle Accelerator (06:15)
    • 18.  Sledgehammer (01:08)
    • 19.  New RT / To The Expo (01:44)
    • 20.  Black Widow Kicks Ass (02:12)
    • 21.  Iron Man Battles The Drones (08:01)
    • 22.  Ivan's Demise / The Kiss (05:06)
    • 23.  Thor (00:40)
    • 24.  I Am Iron Man (01:32)
    • 25.  Make Way For Tomorrow Today (01:51)
    Czas trwania: 72:25
    Komentarze
    Mefisto 2011-07-08
    03:25
    http://www.score.webd.pl/recenzje/2010/iron.htm ;)
    dziekan 2011-07-08
    11:22
    Posiadam album i przesluchalem go z 7 razy.Z oceną koncową moge sie nawet zgodzic chcociaz dla mnie to mimo wszystko score na czystą czworke za wysmienitą muzyke akcji i kapitalny chór.Mnie sie te spokojniejsze momenty nawet podobają.Jest klimatycznie i to chodzi. Natomiast ocena za muzyke w filmie to jakies nieporozumienie.Obejrzyj Tomku jeszcze raz film bo tam muzyki prawie nie slychac a ty wystawiasz czwórke?Za co?Za zagłuszanie muzyki efektami dźwiękowymi???Mówie serio!!
    Mystery 2011-07-08
    11:32
    Dobra recka. Score atrakcyjny, ale głównie jeśli chodzi o akcję, dwa najdłuższe utwory są fenomenalne, reszta jest już w znaczniej mierze nużąca, a przy tak obfitym albumie wręcz nie do zniesienia, ale na szczęście kawałki takie jak "I Am Iron Man" czy "Sledgehammery" wyrywają słuchacza z ogólnego marazmu. Za film jednak obniżyłbym do 3, muzyka jest tam strącona na dalszy plan, zagłuszona i anonimowa, ale ogólnie radę daje.
    Tomasz Goska 2011-07-08
    15:59
    W tym kurcze rzecz, panowie. :) Ta muza nie bije tam po uszach - po prostu dobrze zlewa się z tłem. Zdarzają się momenty, gdzie na prawdę wyrywa się spod obrazu (Mayhem in Monaco) i za to stawiam tak dobrą ocenę w filmie. Nie zawsze muzyka, która gniecie wszystkie pozostałe sfery jest najlepsza, ale to tylko moje skromne zdanie. :)
    Koper 2011-07-08
    19:40
    Ale za dobre zlewanie się z tłem trójczyna by swobodnie wystarczyła. Na 4 to już by trzeba coś ponad to, a jeden fragment czy scena to ciutek mało. Generalnie zaś taka przeciętna praca do zapomnienia.
    Tomasz Goska 2011-07-08
    19:46
    To chyba rozbija się o problem rozumienia roli muzyki w filmie. Nie zawsze to co głośne i słyszalne na pierwszym planie (LOTR, Strar Wars) świadczy o jakości tej pracy i jej roli w filmie. Pamiętajmy, że ojcowie gatunku robili muzykę, która właśnie zlewała się z tłem i taka muzyka była najlepsza. W żaden sposób nie wynoszę tutaj Debney'a do roli superilustratora doskonale rozumiejącego film do którego pisze. Ale jeżeli kompozytor potrafi doskonale wypełnić przestrzeń jaka się tworzy w filmie nie narzucając się widzowi, to znaczy, że ze swojego zadania wywiązuje się znakomicie. W przypadku Iron Mana zabrakło może odrobiny przebojowości - jakiegoś wyraźnego tematu wybijającego się w kluczowym momentach akcji, ale sama muzyka pełni swoją rolę całkiem dobrze. 4 za rolę w filmie, to moim zdaniem całkiem sprawiedliwa ocena, ale jak wiemy każdy inaczej widzi i słyszy muzykę w filmie. Osobiście jestem zadowolony pod tym względem z tego, co zrobił Debney. :)
    dziekan 2011-07-08
    22:43
    I nie zgadzam sie z Koprem,że jest to przeciętna praca do zapomnienia.Debney napisał fajny, heroiczny temat,ktory pojawia sie w utworze ''Mayhem In Monaco'' i ''I Am Iron Man''.Czarny charakter Ivan też otrzymał naprawde solidny temat.Niektore utwory zawarte na albumie są faktycznie nijakie i stanowią raczej tło,ale dla tych agresywnych,hardrockowych utworów połączonych z bujną orkiestrą warto przesluchac.Gdyby tak wyodrębnic około 40min muzyki z tego albumu to absolutnie mocarna pozycja na mocną czworke.Utwór,który ilustruje walke Iron Mana z dronami to znakomity utwór.W filmie jest jakis pocięty i zagłuszony przez efekty dźwiękowe.
    Mieszko 2013-09-14
    11:05
    Najciekawsza muzyczna odsłona "Iron Mana", co nie znaczy, że dobra. Score Johna Debneya lepiej brzmi na płycie niż w filmie (moim zdaniem najbardziej udana część trylogii), gdzie prawie w ogóle go nie słychać. Co zostaje w pamięci? Przede wszystkim "I Am Iron Man" (wariacja na temat "The Dream" z "Total Recall" Jerry'ego Goldsmitha).

  • Iron Man 2

    Kompozytor:

    • John Debney

    Dyrygent:

    • John Debney
    • Nick Ingman

    Orkiestrator:

    • Brad Dechter
    • Frank Bennett
    • Kevin Kaska
    • Andrew Kinney
    • Mike Watts

    Soliści:

    • John Debney
    • Michael Mason
    • Tom Morello
    • Lisbeth Scott

    Wykonawcy:

    • London Symphony Orchestra

    Wydawca:

    • Columbia / Sony Music (2010)

    Producent:

    • John Debney

    R E K L A M A





    NASI PARTNERZY:



    Poki.pl
    Grydladzieci.pl

     
    Strona hostowana przez
    www.twojastrona.pl
    Copyright © 2005-2017 FilmMusic.pl.
    Wszelkie materiały multimedialne wykorzystane na tej stronie służą jedynie celom informacyjnym.
    Projekt i wykonanie