Your browser is not supported! Update your browser to improve your experience.
Vladimir Cosma

Etudiante, L’ (Studentka)

(1988/2001)
-,-
Oceń tytuł:
Łukasz Koperski | 25-11-2010 r.

Lata 80. Elektronika. Harold Faltermeyer, Jan Hammer, Giorgio Moroder… Jednym z sentymentu łezka się w oku kręci, inni kręcą głową na myśl o stylistyce tamtej dekady, myśląc o niej jako o synonimie kiczu. Co by nie pisać i mówić, fakt jest taki, że wykorzystujące brzmienie syntezatorów, wyraziste, chwytliwe melodie z muzyki pop przeniosły się w owym czasie do filmów i nie tylko wymienieni wyżej panowie, ale i kompozytorzy, którzy świetnie pracowali z orkiestrą, gdy istniała taka konieczność (wymagania reżysera co do muzycznego języka filmu albo względy budżetowe po prostu) z powodzeniem zostawiali klasyczny styl dla popowego. Jednym z nich był jeden z najpopularniejszych w owym okresie ilustratorów kina francuskiego, pochodzący z Rumunii Vladimir Cosma. Autor znakomitego Jaguara wśród swoich synth-popowych kompozycji ma na koncie m.in. muzykę do komedii romantycznej zatytułowanej Studentka.

Tym, którzy na zbitek określeń „elektronika lat 80.” i „komedia romantyczna” nie zmienili jeszcze strony w przeglądarce, wyjaśniam od razu, że L’étudiante to oczywiście nie tylko keyboardy. Z uwagi na fakt, iż główny męski bohater to początkujący kompozytor występujący ponadto w pop-folk-funky-jazzowo-bliżej nieokreślonym stylowo zespole a sceny z jego występów pojawiają się w filmie, przeto Cosma musiał specjalnie z myślą o tych ekranowych muzykach napisać kilka utworów (wykonywanych przez band o nazwie Rustless Doubt). Stąd Rain Forest, Vol de Nuit czy Iron Gate, w których oprócz klawiszy usłyszymy gitarę elektryczną, basową, perkusję oraz, żeby było ciekawiej, pojedyncze skrzypce, zaś w nieco odmiennym stylistycznie Sentimen Mwen – męski wokal. W filmie utwory te nie odgrywają większej roli, są po prostu częścią świata przedstawionego, na albumie z kolei w mojej opinii należą do mniej ciekawszych kawałków, nie są szczególnie emocjonujące ani chwytliwe. Jeśli miałbym któryś z tej czwórki wyróżnić, to Rain Forest za, jak się zdaje, nieco improwizacji ze strony klawiszowca. Jednakże wydają się one tak czy inaczej jedynie bonusowym dodatkiem do krótkiej, nieskomplikowanej i może nieco przesłodzonej, ale jakże trafnej w kontekście filmu i tematycznie pamiętliwej tej właściwej ilustracji obrazu.

Komedie romantyczne ambitnej i złożonej muzyki nigdy nie wymagały i wymagać nie będą. Wystarczy im ładny, pełen romantyzmu, ciepły temat, a jeśli w oparciu o niego napisana zostanie jeszcze piosenka z obowiązkowym „kochać” albo „miłość” w refrenie, to już właściwie kompozytor może sobie gratulować fachowej roboty. I to wszystko Studentka oczywiście ma. Często powtarzany w różnych aranżacjach, prosty ale jakże chwytliwy love theme zostaje w pamięci każdego widza, tym bardziej, że i śpiewana do jego melodii przez Karoline Krüger You Call It Love w filmie rozbrzmiewa nie tylko na napisach początkowych. Oprócz tego w L’étudiante jest jeszcze jeden ważny temat. Chodzi o melodię, którą bohater-kompozytor tworzy na potrzeby filmu, na angaż do którego bardzo liczy. I choć ostatecznie wiele mu z tego nie przyjdzie, gdyż reżyser zamiast niego wybierze… Vladimira Cosmę (tu mała ciekawostka: rumuński kompozytor ma w filmie małe cameo w roli dyrygenta), to widzowie Studentki zdążą się do tej sympatycznej melodii przywiązać, słysząc ją od pierwszych prób wygrywanych na pianinie (Ned Compose), aż po ostatecznie zaaranżowaną, dynamiczną wersję ( Thème d’Édouard).

Właściwie w każdym utworze (nie licząc tych czterech wygrywanych przez zespół) usłyszymy któryś z dwóch głównych tematów. Wyjątkiem, także pod innym względem, jest tylko Premier Baiser. Jest to jedyny orkiestrowy kawałek na soundtracku: elegancka, liryczna melodia wygrywana przez smyczki i fortepian. Dlaczego na te niespełna 2 minuty zdecydowano się nieco zmienić styl i zaangażować skromną, bo skromną, ale orkiestrę? A może był to utwór, który Cosma napisał i nagrał już wcześniej? Trudno ocenić, na pewno nie wymuszała tego scena. W każdym razie nie ma co z tego powodu narzekać.

Studentka nie jest znaczącym dokonaniem w bogatej karierze Cosmy. Ot, jedna z wielu przyzwoitych ilustracji, jakie w latach 70. i 80. wręcz masowo pisywał do francuskiego kina. Nie można tej kompozycji odmówić jednak bardzo dobrego działania w obrazie, w którym co prawda nie jest w stanie przyćmić uroku prześlicznej, 22-letniej wtenczas Sophie Marceau. Po seansie jednak pewnie nawet najbardziej odporni na tego typu kompozycje panowie gustujący w mocarnych partyturach kina epickiego, zanucą melodię z piosenki. Na albumie oczywiście tak dobrze jak w filmie nie jest, niespecjalnie pomaga przemieszanie utworów burzące filmową chronologię i nawet Sophie na okładce nie sprawi, iż ocena mogłaby urosnąć ponad przeciętną. Mimo to choćby dla dwóch ładnych tematów przynajmniej osoby lubujące się w stylu lat 80. powinny zainteresować się tym soundtrackiem.

Najnowsze recenzje

Komentarze