Szukaj: w


recenzje

Chain Reaction (Reakcja łańcuchowa)


Rok 1996 był dla Jerry’ego Goldsmitha sezonem intensywnym, w trakcie którego kompozytor napisał aż 6 prac, w tym doskonałe The Ghost and the Darkness oraz nową, udaną odsłonę serii Star Trek. Z obu tych ścieżek bije taka dawka nieskrępowanego entuzjazmu, że aż trudno uwierzyć, iż w tym samym czasie powstały Krytyczna decyzja i Reakcja łańcuchowa, dwie zupełnie przeciętne - jak na goldsmithowskie standardy - kompozycje akcji. O ile jednak Executive Decision broni się jeszcze kilkoma rzeczywiście udanymi pomysłami, to druga z ilustracji wypada wyjątkowo blado na tle tego wszystkiego, co wówczas w muzyce filmowej powstawało.

Chain Reaction bowiem z jednej strony tonie w odmętach goldsmithowskiej rutyny, schematyzmu w jaki kompozytor popadał przy wielu projektach sensacyjnych lat 90., z drugiej zaś opiera się na rozwiązaniach, z których kilka jest po prostu wadliwych. Widać to już na samym początku ścieżki, gdzie Goldsmith prezentuje temat główny i towarzyszący mu, oparty o gitarę elektryczną motyw dla postaci granej przez Keany Reevesa. Temat przewodni to elegancka, nobliwa melodia, bardzo typowa dla kompozytora, niezbyt może wyrazista czy wpadająca w ucho, ale dzięki brzmieniu solowej trąbki ładnym akcentem otwierająca album. Niestety w połączeniu z obrazem wprowadzenie to zawodzi – temat Goldsmitha podłożony pod otwierający film wykład o taniej, ekologicznej energii, pobrzmiewa kiczowatą pompatycznością. Brzmi również bardziej jak kulminacja, aniżeli prolog do opowieści – to, co wydaje się stonowane na płycie, w filmie jest spotęgowane i jak gdyby nie na miejscu. Jasne, że Reakcja łańcuchowa to tylko akcyjniak i trudno się spodziewać, by dobrzy i źli bohaterowie byli wielowymiarowi, niemniej ostentacyjne podkreślanie szlachetności jednych i złowrogich intencji drugich trąci w tym przypadku nadmierną już łopatologią. Aż prosi się temat o bardziej neutralnym zabarwieniu...

… i takim mógłby być gitarowy motyw głównego bohatera, motyw który jednak jest kolejną pomyłką tej ścieżki. Sam zamysł nie był zły – w dobie rozwijającego się brzmienia Media Ventures warto było stworzyć dla rockowej stylistyki Zimmera nowoczesną alternatywę, po to, by po prostu urozmaicić gatunek. To się niestety Goldsmithowi nie udało – jego motyw jest banalny, pozbawiony zupełnie przebojowości i chwytliwości tematów Niemca, i co najgorsze nadmiernie eksploatowany w filmie. W zestawieniu z Karmazynowym przypływem, Twierdzą czy nawet Peacemakerem brzmi wręcz anemicznie, a jego cel (dodanie postaci Reevesa przebojowości) osiągnięty jest w nikłym stopniu.

Nawet wykonanie, zwykle mocna strona goldsmithowskich ścieżek, wydaje się tu mało zainspirowane, leniwe, pozbawione typowej dla nagrań kompozytora witalności i zadziorności. Całość przed klapą ratuje jednak kilka rzeczy: weterani zwrócą uwagę na rozrzucone tu i ówdzie aranżacyjne detale, jak chociażby wykorzystanie waltorni i kotłów (Goldsmith słuchacza najpierw dosłownie usypia, by nagle zbombardować go perkusyjnym trzęsieniem ziemi – kto inny odważyłby się na coś takiego?). Są to oczywiście tylko kosmetyczne smaczki, więc mniej wyrobiony słuchacz, zamiast zagłębiać się w szczegóły dla koneserów, może po prostu oddać się frajdzie płynącej z dwóch najlepszych utworów płyty – monumentalnej sekwencji akcji The Ice Chase, oraz romantycznej wariacji tematu głównego w kończącym film Out of the Hole. Na niecałe 10 minut wyzwalają one odrobinę goldsmithowskiego czaru, skromną ale broniącą album przed odmętami bezbarwności, nieźle też wypadają w połączeniu z obrazem.

Niestety mimo to Reakcja łańcuchowa pozostaje pracą słabą i wtórną, nawet na tle nierównej, balansującej na granicy amatorszczyzny zimmerowskiej Twierdzy. O ile Goldsmith ekipę z Media Ventures przerasta w kwestii technikaliów, to The Rock, chociaż chaotyczna i miejscami nieprzemyślana, góruje nad Chain Reaction pod względem przebojowości, wyrazistości i drapieżności. A przede wszystkim promieniuje czymś, czego Reakcji łańcuchowej zupełnie brakuje – radością komponowania muzyki.


Inne recenzje z serii
Chain Reaction - The Deluxe Edition

Autor recenzji:  Marek Łach
Nasza ocena
Oryginalność ścieżki:
Muzyka w filmie:
Muzyka na płycie:
OCENA OGÓLNA:
Lista utworów
Czas trwania: 30:34
Komentarze
Paweł Stroiński 2010-10-21 21:57
Bladu, Twierdzę jako Zimmera uznaje gdzieś 99% środowiska fanów muzyki filmowej, mając totalnie gdzieś, że jest dokładnie tak jak mówił Koper. To samo 99% nie rozróżnia Nicka Glennie-Smitha od Zimmera, co faktycznie - jest trudne.
michalmarzec 2010-10-21 22:13
1. Wyjaśnij, Pawle, zdanie "Wystarczy sposób pisania na rogi czy nawet solową trąbkę." Pokaż wszystkim, że znasz sie na rzeczy, co za sposób, jaki jest ten sposób pisania na rogi, albo solową trąbkę? 2. "Orkiestracje są kiepskie, z wyjątkiem początku pierwszego kawałka", co jest kiepskiego w orkiestracjach? No skoro słyszysz, że to właśnie orkiestracja jest kiepska, tzn, że musisz wiedziec co konkretnie z nia jest nie tak. 3. "Wtedy jeszcze popełniał różnego rodzaju błędy." Podaj proszę PRZYKŁAD błędu, konkretny. 4. "Kolejną sprawą jest to, że Zimmer nie chciał być uważany za kompozytora Twierdzy." brak związku z tezą, którą mi udowadniasz. 5. "Połączenie elektroniki z orkiestrą w Twierdzy jest toporne." najbardziej skonkretyzowany argument, choc tez milo by bylo znac jakies szczegoly, ale wsrod tych bzdur jest porzadny. A teraz do Kopra: Nie bede zakladal tematu o Twierdzy, bo nie mam czasu, nie interesuje mnie ta sciezka i nie interesuje mnie Zimmer, ktorego NIE bronie. Pisze tu, bo to dotyczy tej konkretnej recenzji, Koprze. Pokazuje wam , ze piszecie rzeczy, o ktorych nie macie pojecia! Amatorszczyzna? To udowodnij jak tak uwazasz. Piszecie bzdury, bo osoby, ktore wiedza odrobine mniej od Was tego nie zauwaza. Rola krytyka jest zachecenie, badz zniechecenie odbiorcy, jego rola to bycie autorytetem w tej dziedzinie. Ale jak ma byc autorytetem ktos, kto ocenia kompozytora Twierdzy (kimkolwiek on jest) jako amatora, wymyslajac sobie argumenty? Jesli w ten sposob do tego podchodzicie to nie nazywajcie swoich tekstow recenzjami, tylko 'luznymi rozmysleniami laikow, ktorzy popelniaja bledy, bo nie maja pojecia o niektorych sprawach, o ktorych pisza'
Koper 2010-10-21 23:11
Ja niczego nie będę udowadniał, bo nie ja przedstawiałem te tezy. To raz. Dwa, nikt nie mówił, że którykolwiek kompozytor The Rock to amator. I trzy: nie mam zamiaru z Tobą dyskutować bo z uporem maniaka domagasz się wyjaśniania każdego słowa i przecinka. To tak jakby komentator na meczu powiedział o zagraniu piłkarza, że jest na poziomie trampkarza, a ktoś stwierdził: "ale zaraz... Proszę mi wyjaśnić gdzie jest granica między zagraniem zawodowym a amatorskim, juniorskim itd. Czy komentator zagrałby lepiej. Czy komentator uważa owego piłkarza, gwiazdę futbolu za amatora..." Itd., itp. Tak samo Twoje uwagi i problemy. Zero jakiegoś poczucia metafory, dziennikarskiego przejaskrawienia. Ciągłe stawianie kompozytorów (nawet tych kiepskich) w roli bóstw, o których złego słowa nie można powiedzieć. Nie interesuje Cię Twierdza, ale robisz tu zamęt z powodu jednego słowa, mimo, że nie masz sam żadnych argumentów na to, by Twierdza była "zawodowa". Nie masz też nic do powiedzenia w kwestii recenzowanej powyżej partytury. Dla mnie to zwykłe zawracanie głowy i coś, co popularnie nazywa się "trollingiem". I nie dziwię się, że Marek Łach nie ma zamiaru Ci odpowiadać, tym bardziej że to nie o Twierdzy dyskusja i nie Twierdzy recenzja.
bladerunner21 2010-10-22 07:18
Pisanie,że Twierdza Zimmera to amatorszczyzna to trochę lekka przesada. Sam też nie przepadam za wydaniem płytowym, ale pewien określony szacunek mam do twórców tej kompozycji. Całość faktycznie może i nie jest najlepsza, ale temat główny jest na tyle wspaniały i piękny, że stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych w muzyce filmowej...
TADEUSZ KOWALSKI 2010-10-22 12:50
Dokladnie.Troche wiecej szacunku bo jeżeli kogos juz nazywac amatorami to tylko tutejszych recenzentow. Poza tym michalmarzec ma racje i nie zawsze potraficie udokumentowac swoich racji.Z tego co Paweł napisał wynika,że Twierdza jest amatorska pod względem technicznym i za sprawą okolicznosci podczas procesu powstawania tej muzyki.No niewiem co o tym myslec
Paweł Stroiński 2010-10-22 18:29
Bladu, bardziej rozpoznawalne tematy Hansa z tego okresu to Crimson Tide i Broken Arrow. Co do problemu amatorszczyzny, zapominacie o jednym. Mam sentyment do Twierdzy, ponieważ od tego zaczęła się moja przygoda z muzyką filmową, ale widzę, że nawet samo RCP pisało lepsze ścieżki w tym samym stylu. Charakteryzuje się także świetną funkcjonalnością w filmie. Duża część problemów z brzmieniem bierze się stąd, że trzy osoby aranżowały jeden kawałek i *każdy* po swojemu. Brzmi to spójnie, bo wtedy Harry Gregson-WIlliams NIE MIAŁ jeszcze wypracowanego stylu. Co do argumentu o trąbce i rogach... W Karmazynowym przypływie instrumenty te są lepiej wyróżnione i Zimmer układa motywy na każdy z nich. W Twierdzy giną. Nie chodzi tylko o problem (dość kiepskiego moim zdaniem) miksu, ale też o to, że żaden z tych instrumentów nie wychodzi z jakimś zadaniem, więc brzmi to tak, jakby Zimmer i spółka po prostu walnęli jakieś partie, bo tak się dało.
Marek 2010-10-24 17:49
Czytam to wszystko i po prostu ręce opadają. Najprościej przyjść, oskarżyć recenzenta o to, że nie umie udowodnić swoich twierdzeń - ale żeby już któryś bystrzak zwrócił uwagę, że od tygodnia praktycznie nie udzielałem się na stronie, napisałem raptem 2 krótkie komentarze, to już za wysokie widzę wymagania. Nikt nie wpadnie na to, że skoro ani w komentarzach się nie wypowiadam, ani na forum nie piszę, to znaczy że może mnie nie ma albo jestem zajęty i nie mam czasu wchodzić na stronę? Ale nie, najlepiej od razu toczyć pianę i jechać po portalu, bo niektórym nic najwyraźniej większej ulgi nie przynosi niż publiczny, bezrefleksyjny najazd na redaktorów. Brawo, jeśli któryś z was chciał prowokacji, to mu się udało.
Marek 2010-10-24 17:58
A teraz przejdę już do meritum. Litościwie pominę fakt, że pisałem, "Twierdza balansuje na granicy amatorszczyzny", czyli nie mówiłem, że to jakaś totalna amatorka, ale niech już wam będzie. Trochę wyręczył mnie Paweł (zresztą jego spostrzeżenia to dla mnie taka prawda oczywista, dla każdego, kto z Twierdzą miał do czynienia i zna historię tej ścieżki). Przede wszystkim The Rock na etapie nazwijmy to produkcyjnym wypada bardzo kiepsko, co w głównej mierze było oczywiście winą Baya i Bruckheimera, a mniej samych kompozytorów. Score jest nieprzemyślany głównie pod względem konstrukcyjnym (tematy Zimmera poza pierwszym utworem to taki sztuczny przeszczep, który kiepsko moim zdaniem integruje się z tapetą Glennie-Smitha, po prostu w zbyt wielu miejscach słychać, że pierwotny autor ścieżki nie planował takich rozwinięć tematycznych), niespójny (sąsiedztwo mocarnych anthemów oraz Jade czy Fort Walton Kansas; Chain Reaction, jak słaba by nie była, na takie kiksy sobie nie pozwala - u Goldsmitha jest i akcja, i suspense, i liryka, ale wszystkie mają wspólny mianownik stylu i ewoluują, wynikają jedno z drugiego), bardzo nierówno wypada na płycie (kiepska aranżacja utworów, zwłaszcza kobył Glennie-Smitha, no i dodam jeszcze wspomniane Jade, które nijak nie pasuje do "szkieletu" score; fabularnie aranżacja albumu to też pomyłka, z zamykającym The Chase na czele, "flow" narracyjny jest tu momentami bliski zeru). Ogólnie chaos produkcyjny odbił się mocno na poziomie artystycznym ścieżki - poza dobrą introdukcją w postaci pierwszego utworu Zimmera cała konstrukcja score jest bardzo nieprzemyślana, co ujawnia się w braku należytego rozwinięcia i porządnego, logicznego z muzycznego punktu widzenia zamknięcia. Ale mimo wszystkich tych wad, Twierdza ma swoje liczne plusy, o których w recenzji wspomniałem, choć jak widzę nikt nie zauważył.
michal 2010-10-26 21:57
Koper, ja nie musze miec argumentów, ze twierdza jest 'zawodowa', bo pytalem tylko czemu autor uwaza, ze jest amatorska, nie wiem jaki Ty tu widzisz zwiazek. To ciekawe, ze zadawanie pytan odnosnie recenzji uwazasz za trolling, zauwaz przy okazji, ze zaden Twoj post nie dotyczy tematu tej rozmowy, moze powinienem zatem Ciebie nazwac trollem? Ale nie zrobie tego, bo ja znam definicje tego slowa, a Ty nie znasz, jesli mnie tak nazywasz. Marku, udzieliles ciekawej odpowiedzi, nie wydaje mi sie jednakze, zeby Paweł Cie wyreczyl, bo jego wypowiedz o technicznych sprawach (nie mowie o historii sciezki itp) jest dla mnie nieprofesjonalna. Teraz widze, ze chodzilo Ci glownie o to, ze podejscie do sciezki, zamieszanie i sposob jej tworzenia byl amatorski, co wplynelo na to, ze amatorska byla rowniez niespojna konstrukcja calosci. W takim razie nie obrazasz samych kompozytorow, natomiast wszyscy tutaj uwazali, ze chodzi Ci o ugodzenie w ich talent, a nie o sytuacje, jaka miala miejsce wokol nich. Ale, co ciekawe, nawet Paweł, który popieral Cie, robil to z perspektywy talentu kompozytorow mowiac o technicznych sprawach. Dzieki zatem za odpowiedz, i sorry, bo to przeze mnie wyszlo, ze nie odpowiadasz bo nie masz nic do powiedzenia. I jeszcze do Kopra: uwazam kompozytorow za bogow tak samo, jak Was uwazam za bogow - chodzi mi o szacunek. To, ze jestes dziennikarzem, nie znaczy, ze recenzujac masz stawac ponad recenzowanym dzielem sztuki. Ja zawsze wypowiadam sie tylko w tej kwestii, bo nie podoba mi sie takie zachowanie.
Mystery 2015-03-07 11:12
Jerry na autopilocie.

Do tej recenzji istnieje jeszcze 16 komentarzy. Chcesz zobaczyć wszystkie?    » pokaż wszystkie
Chain Reaction (Reakcja łańcuchowa)

Kompozytor:

  • Jerry Goldsmith

Dyrygent:

  • Jerry Goldsmith

Orkiestrator:

  • Arthur Morton
  • Alexander Courage

Wydawca:

  • Varese Sarabande / Colosseum (1996)

Producent:

  • Jerry Goldsmith
  • Bruce Botnik

R E K L A M A





NASI PARTNERZY:



Poki.pl


 
Strona hostowana przez
www.twojastrona.pl
Copyright © 2005-2018 FilmMusic.pl.
Wszelkie materiały multimedialne wykorzystane na tej stronie służą jedynie celom informacyjnym.
Projekt i wykonanie