Szukaj: w


recenzje

Music From The Pirates of the Carribean Trilogy (Piraci z Karaibów – kompilacja)


Piraci z Karaibów to chyba najbardziej kontrowersyjna seria muzyczna ostatniej dekady. Traktowana jako całokształt, przez krytyków często uznawana jest za kompletny niewypał, pozbawiony stylu, jakim powinna cechować się partytura opisująca film piracki. Z drugiej zaś strony, muzyka ta jest uwielbiana przez ogromną ilość słuchaczy. Pierwsza partytura, pióra Klausa Badelta, pomimo iż zmiażdżona przez krytykę, zjednała sobie miliony zwolenników, druga autorstwa Hansa Zimmera, technicznie lepsza niż praca jego ucznia, wypadła jednak słabiej niż oryginał, bowiem zatraciła przebojowość pierwszej części. Dopiero cześć trzecia i ostatnia (jak do tej pory), zyskała przychylne recenzje, gdyż była tworem naprawdę godnym uwagi.

Jakby nie patrzeć na te scory, niezwykle odtwórcze, pozbawione oryginalności, wyróżniającego się stylu, a także charakteru, jakim powinna cechować się muzyka do filmu o piratach, to należy pamiętać, jakiego szumu narobiły one w świecie. Jest to zasługa zwłaszcza części pierwszej, która wielu ludziom otwarła bramy do świata soundtracków, a także stała się w ostatnich latach jedną z najczęściej koncertowanych partytur filmowych naszego globu. Piratów z Karaibów obficie wykonują filharmonie, orkiestry dęte, pojawiają się (chroń nas, Panie Boże!) techno i disco przeróbki tematów głównych. To wszystko dobitnie pokazuje, że muzyczni POTC, pomimo iż zostali zmiażdżeni przez krytykę to stali się światowym fenomenem, który śmiało można porównać do boomu jakiego dokonał Star Wars, Johna Williamsa.

Z czego to wynika? Z niesłychanej żywiołowości i lekkości tej muzyki, która wręcz rozrywała głośniki i dostarczała słuchaczom mnóstwo dobrej zabawy. Osoby wcześniej stroniące od muzyki filmowej, dla których obce były jakiekolwiek kopie, cechujące te scory, bawiły się przy nich setnie. Również i ja dla odprężenia lubiłem posłuchać sobie Piratów…, tylko po to aby się dobrze przy nich bawić. Jednakże jako znawcy nie możemy patrzeć tak łaskawym okiem na te partytury. Wiadomo że nie tylko przyjemność obcowania z muzyką jest wyznacznikiem jej jakości. Masa kopii (część pierwsza), nie najlepsze orkiestracje, przesyt underscore'u i kiepskie wydanie (cześć druga) to problemy oryginałów. Część trzecia prezentowała się już dobrze, choć w pojedynkę nie była w stanie uratować serii. Największą jednak zmorą Piratów… było paskudne, komputerowe brzmienie syntezatorów, które pogrzebało te muzykę. Wszystko w POTC było syntetyczne, a nawet jeśli nie, to komputerowo obrobione. Miliony wytrawnych słuchaczy czekały na to, aby światło dzienne ujrzała wersja w pełni wykonana przez żywą orkiestrę, pozbawiona jakiegokolwiek plumkania syntezatorów. I to marzenie spełnił w 2007 roku James Fitzpatrick z wytwórni Silva Records, który dokonał nowego nagrania high-lightów serii.

Do pracy nad partyturami zaangażowano trzech orkiestratorów, którzy na nowo rozpisali muzykę na pełen skład symfoniczny. Wykonanie, już tradycyjnie w przypadku Silvy, powierzono The City of Prague Philharmonic Orchestra. Nie pierwszy raz należyć oddać Prażanom fakt, iż są oni znakomitymi interpretatorami muzyki filmowej - udowodnił to wydany niedawno El Cid Miklosa Rozsy, który majestatyzmem wykonania powalał. Z kolei wykonanie Piratów… dobitnie daje nam do zrozumienia, że muzycy wyczuli „kopa” tej muzyki i równie dobrze go zaprezentowali. Wykonanie jest niezwykle żywiołowe, czuć wyraźnie, że instrumentaliści dobrze się bawili wykonując te utwory pod batutą Raine'a i Fitzpatricka.

Music From The Pirates of the Carribean Trilogy to znakomity album składankowy. Mylący jest nieco tytuł krążka, wnioskując po podtytule Suites for Orchestra..., spodziewałem się trzech długich fragmentów, powstałych na bazie tematyki każdej z partytur, zaś suita jako taka jest jedna - i dotyczy ona pierwszej części. Co też istotne, suita ta, podobnie jak The Kraken, została nagrana już wcześniej przez Raine'a na potrzeby albumu The Essential Music of Hans Zimmer.

Największym zaskoczeniem, jakie serwuje nam album jest prezentacja i jakość muzyki z pierwszej części - w nowych szatach orkiestracyjnych i niezwykle żywiołowym wykonaniu, nawet takie tematy jak niesławny Swords Crossed wypadają znakomicie. Już otwierający krążek Moonlight Serenade ma soczyste brzmienie, iście pirackie, ach gdyby ta muzyka była taka od razu… Dodany niejednokrotnie do muzyki chór, którego nie było w oryginale (śpiewający do melodii, nie ma tutaj melodycznych odstępstw od Badelta), dodaje akcji niesłychanie ekscytującego tonu. Również w utworach takich jak Underwater March, chór jest niezwykle masywny. Kwintesencją tego jest powalająca suita To The Pirates' Cave - Skull and Crossbones. Co do dynamiki, ta momentami zdaje się nawet przebijać oryginał, w związku z czym nie można narzekać na wykonawczą słabiznę. Nowe nagrania dobitnie pokazują, że muzyka Badelta wcale nie jest zła, zaś jako czysta rozrywka jest wręcz znakomita.

Utwory Zimmera z kolei, także zyskują nowy blask, który pozwala nam, słuchaczom, spojrzeć na nie z innej perspektywy. Siłę brzmienia zyskuje zwłaszcza druga część jego pracy, przy której Hans miał widoczne problemy z określeniem konwencji. Starając się pogodzić elektronikę z orkiestrą, w większości wyszła mu niezbyt strawna papka, której brakowało przebojowości, jakiej to Badeltowi, co jak co, odmówić nie można. High-lighty drugiej części wypadają naprawdę udanie jak choćby centralny utwór partytury, zawadiacki Jack Sparrow, w którym grający solówki wiolonczeliści, wcale nie muszą się wstydzić przed Martinem Tillmanem. Największy problem stanowiły zapewne dwa najbardziej elektroniczne utwory, czyli Davy Jones oraz The Kraken. O ile jednak ten pierwszy tytuł może pochwalić się doprawdy udanym brzmieniem, to już The Kraken brzmi słabo. Utwór ten to jeden z najlepszych efektów zimmerowskiego łączenia orkiestry z elektroniką. Dodane do tego barokowe organy, wzmacniały wydźwięk tego kawałka, napawały go niezwykłym pazurem. W wydaniu Prażan jest dużo słabiej, jednak należy spojrzeć na to nieco inaczej. Nie mam zamiaru usprawiedliwiać za to Raine'a ani Filharmoników, lecz chcę nieco uzasadnić kwestię słabego brzmienia tego fragmentu. The Kraken powstał bowiem z myślą o potężnych syntezatorach, i rockowym brzmieniu, więc czysto orkiestrowe nagranie po prostu musiało być słabsze. Powody do narzekań sprawia zwłaszcza wolniejsze tempo od oryginału, który to charakteryzował się znakomitą dynamiką.

Z kolei część trzecia, która zmian orkiestracyjnych tak naprawdę nie wymagała, analizowana na tym wydaniu, wypada równie dobrze. Modyfikacje instrumentalne są tutaj najmniej widoczne, wszak orkiestracje w trójce, stały na bardzo wysokim poziomie. To co tak naprawdę odróżnia nową wersję to brak rockowego pogłosu, który czuć było w oryginale, a który tutaj zastąpiony jest bardziej klasycznym wydźwiękiem. Oprócz rewelacyjnego Up Is Down, na uwagę zasługuje przede wszystkim patetyczny kolos, jakim jest I Don't Think Now Is The Best Time. W Wykonaniu Prażan brzmi on bardzo mocarnie, podobnie jak Gladiator z The Essentials Music of Hans Zimmer, pokazuje że zimmerowska akcja również bez wsparcia komputerów radzi sobie bardzo dobrze. I See Dead People In Boats, prezentujący zdecydowanie najlepszy temat serii, również brzmi dobrze, dając wstęp do przepysznego Drink Up Me Hearties. Przewagę żywego brzmienia widać choćby po porównaniu dźwięku akordeonu, który na recenzowanym albumie brzmi niezwykle soczyście.

Bardzo istotne jest to iż muzyczna interpretacja Prażan zachowuje dynamizm, który drzemał we wcześniejszych wersjach muzyki - tak naprawdę Piraci z Karaibów to wbrew pozorom trudna do wykonania partytura, która w niektórych fragmentach powala wręcz tempem, które to muzycy znoszą beż żadnego problemu. Duża, 85 osobowa orkiestra wraz z 120 osobowym chórem spisała się tak dobrze, iż nie dam sobie wmówić, że oryginalne wykonanie jest zawsze najlepsze… Znakomicie pracuje potężna sekcja dęta, której to muzycy, zwłaszcza puzoniści, otrzymują na swój kark wykonanie głównych tematów, często „wrzeszczą” waltornie, grając urywane frazy, smyczki pędzą na złamanie karku, chór zaś spisuje się równie udanie jak instrumentaliści. Zmiany orkiestracyjne mają także zbawienny wpływ na elementy perkusyjne, które tutaj brzmią niezwykle silnie, zwłaszcza fragmenty w utworze drugim, przyprawiają wręcz o gęsią skórkę. Asortymenty perkusyjne są niezwykle rozbudowane, co od razu rzuca się w uszy - mnóstwo tutaj grzechotek, tamburyn, uderzeń w gongi i talerze, które zastępują syntezowaną perkusję.

Nie ma jednak albumów doskonałych, więc i Piraci... Silvy mają swoje braki. Czego to one dotyczą? A brakuje parę utworów. Na płycie zostało jeszcze ok. 15 minut wolnego miejsca, które można by śmiało zagospodarować. Z chęcią posłuchałbym nowego nagrania humorystycznego Two Hornpipes, zaś z ostatniej części przydałby się One Day oraz chóralny Hoist The Colours. Jednak są to moje osobiste zastrzeżenia, dla kogoś innego playlista albumu może być w pełni satysfakcjonująca.

Sięgając po tą płytę, postanowiłem, iż nie będę jej wytykał braku oryginalności, bowiem za to oberwało się już pojedynczym soundtrackom. Podszedłem do tego albumu jak do czystej zabawy, i słuchając jej rumieniłem się jak dziecko. Jako niezobowiązująca rozrywka jest to znakomita pozycja, który zapewnia nieco ponad godzinę muzycznego czadu. Po to wydanie powinni sięgnąć zwłaszcza Ci słuchacze, którzy wcześniej przekreślili tę muzykę. Udowodni im ono, że to naprawdę udane scory sprawiające mnóstwo frajdy. Brawa na stojąco należą się także dla Jamesa Fitzpatricka oraz dla Praskich Filharmoników, którzy po raz kolejny spisali się rewelacyjnie, udowadniając już nie pierwszy raz że są świetnymi muzykami. Rekomenduję Music From The Pirates of the Carribean Trilogy wszystkim słuchaczom bez wyjątku. Dodam jeszcze że po zapoznaniu się z tą składanką, do oryginalnych soundtracków już nie wracam. Trzeba przesłuchać!



Recenzje soundtracków z serii:
  • Pirates of the Caribbean: Curse of the Black Pearl
  • Pirates of the Caribbean 2: Dead Man's Chest
  • Pirates of the Caribbean 3: At World's End
  • Pirates of the Caribbean 4: On Stranger Tides

    Autor recenzji:  Michał Turkowski
    Nasza ocena
    Oryginalność ścieżki:
    Muzyka na płycie:
    OCENA OGÓLNA:
    Lista utworów
    Czas trwania: 63:07
    Komentarze
    Matija34 2009-06-28 21:58
    Jestem tak przyzwyczajony do orginalnej wersji,ze w moim przypadku ciezko sie przestawic. Mimo wszystko orginalne filmowe krazki maja w sobie wieksza dawke adrenaliny,ale nie zaprzeczam ze ten album jest ciekawy,ale glownie dlatego ze brzmi inaczej,ale niekoniecznie lepiej.
    Mystery 2009-06-29 10:53
    Z tego wydania najbardziej lubię "I Dont Think Now Is The Best Time", majstersztyk.
    Wawrzyniec 2009-06-29 16:37
    Muszę przyznać, że jest to ciekawa płyta, ale jednak nie mogę jej postawić wyżej od oryginalnych soundtracków do tej serii. Jakoś jednak chętniej słucham muzyki do normalnych wydań. Mimo wszystko utwory takie jak "Kraken" czy "Davy Jones" bardzo tracą bez "zimmerowskiego" podrasowania. Ale oczywiście większość kawałków brzmi dobrze, chociaż co do tego to nie ma co się dziwić. Brakuje mi jednak na płycie rewelacyjnego "One Day". Ogólnie muzyka dobra, ale wolę normalne wydania. Jedna rzecz mnie bardzo cieszy. Ta recenzja pokazuje jednak, że muzyka do "Pirates of the Caribbean" jest naprawdę dobra:) Chociaż w to akurat nigdy nie wątpiłem;)
    Koper 2009-06-29 18:20
    Wawrzyniec, nie załamuj mnie. Nie możesz jej postawić wyżej nawet od płaskiego, syntetycznego brzmienia Badelta z jedynki? :P
    BK 2009-07-01 17:30
    Posłuchać można, kupić nie - jak zwykle przy tego typu produkcji. :)
    Grzegorz 2009-07-02 11:35
    Czeskie wydanie bije na głowę nagrania z PotC 1 - są zdecydowanie lepsze niż oryginał. Natomiast jeśli idzie o PotC 2... cóż... tak gdzie trzeba by "uderzyć" orkiestrą jest... eh... (!) - "Kraken", "Jack Sparrow", "Davy Jones" - to są niewypały - NA PEWNO dało to się zrobić lepiej. Perkusja w "Jack Sparrow" zbyt jaskrawa, brakuje dętych blaszanych. W "Davy Jones" zbyt łagodna, przydałby się bardziej wyrazisty chór. Brakuje w tych utworach energii, są grane zbyt słabo i zbyt cicho. I jeszcze jedno - organy!!! Gdzie one się podziały? Czy to Hammonda czy te "tradycyjne" - brak! W "Krakenie" w śladowych ilościach (!)... a one by dały tego "powera" i załatałyby brak elektroniki. Jedynie genialny "Dinner is Served" ratuje PotC 2 na tej płycie - widać tu się postarano. Co do PotC 3 - bardzo udane, zwłaszcza "What Shall We Die For" i temat przewodni PotC 3 w "Drink Up Me Hearties" zaczynający się bardzo łagodnie w drugiej części utworku. PotC 1 i 3 są na 5, PotC 2 na 3 gwiazdki.
    Grzegorz 2009-07-02 11:38
    Jeszcze się do czegoś przyczepie ;p - dlaczego ta recka pojawiła się w nowościach, skoro album został wydany 2 lata temu?
    Grzegorz 2009-07-02 11:45
    Jeszcze jeden error znalazłem - jak klikam na odnośniki do pozostałych recenzji serii w przypadku: "Skrzynia umarlaka" wyskakuje recka PotC 3, jeśli klikam na "Na krańcu świata" wyskakuje Terminator 3 :)
    Koper 2009-07-02 17:20
    Linki już poprawiono - dziękujemy za zwrócenie uwagi. :) Co do "nowości" i "staroci", to przyjęliśmy zasadę, że albumy, które wyszły w ciągu ostatnich dwóch lat będziemy wliczać do nowości. Muzyka z trylogii POTC wyszła jesienią 2007, a zatem jeszcze się załapała. :)
    Pantani 2009-07-02 22:25
    The City Of Prague Philharmonic Orchestra and Choir i wielkie rozczarowanie moim zdaniem. Ta sciezka bez podrasowania nie brzmi zachecajaco,poniewaz partytura Hansa Zimmera sama w sobie to niesamowita rozrywka a to cos zabija Zimmerowski styl. Pomijam oczywiscie ten chłam Badelta.

    Do tej recenzji istniej? jeszcze 2 komentarze. Chcesz zobaczyć wszystkie?    » pokaż wszystkie
  • Music From The Pirates of the Carribean Trilogy (Piraci z Karaibów – kompilacja)

    Kompozytor:

    • Hans Zimmer
    • Klaus Badelt

    Dyrygent:

    • James Fitzpatrick
    • Nic Raine

    Orkiestrator:

    • Matt Hohensee
    • Christopher Tin
    • Dominic Nunns

    Soliści:

    • Pavel Belousek (wiolonczela)

    Wykonawcy:

    • The City Of Prague Philharmonic Orchestra and Choir

    Wydawca:

    • Silva Screen Records (2007)

    Producent:

    • James Fitzpatrick

    R E K L A M A





    NASI PARTNERZY:



    Poki.pl
    Grydladzieci.pl

     
    Strona hostowana przez
    www.twojastrona.pl
    Copyright © 2005-2017 FilmMusic.pl.
    Wszelkie materiały multimedialne wykorzystane na tej stronie służą jedynie celom informacyjnym.
    Projekt i wykonanie