Szukaj: w


recenzje

Homme et son chien, un


Jean-Paul Belmondo, jedna z ikon francuskiej kinematografii, po kilkuletniej przerwie spowodowanej poważnymi kłopotami zdrowotnymi, powrócił na ekran w dramacie Un homme et son chien (dosłownie: Człowiek i jego pies). Film Francisa Hustera nie zrobił jednak furory nawet w rodzimej Francji, zyskując raczej kiepskie opinie widzów i krytyków, a zważywszy na mnogość wcześniejszych ról Belmondo, pewnie prędko zostanie zapomniany. Fani muzyki filmowej powinni jednak na ten tytuł zwrócić szczególną uwagę. Autorem muzyki do tego obrazu jest stosunkowo młody i niewątpliwie zdolny Francuz Philippe Rombi, który błysnął takimi ścieżkami, jak Joyeux Noël i Angel. Już po przedpremierowych pokazach filmu w listopadzie 2008, kompozytor został wyróżniony za swoje dzieło na Festiwalu Muzyki i Kina w Auxerre. Gdy zaś w początkach 2009 roku wraz z wejściem Un homme et son chien do francuskich kin, specjalizująca się w muzyce klasycznej wytwórnia Zig-Zag Territoires wypuściła soundtrack, wszyscy mogliśmy przekonać się, że ta nagroda Rombi’emu jak najbardziej się należała a jego score zasługuje na jeszcze niejedno wyróżnienie.

Jedno takie, w formie przychylnej recenzji, otrzyma z pewnością ode mnie. Bez owijania w bawełnę przyznać muszę, że score Philippe’a Rombi’ego mnie zauroczył i przywrócił mi wiarę we współczesną muzykę filmową. Wiarę tak nadwątloną przez atakujące z każdej strony popłuczyny Batesa, Zanellego, Djawadi’ego i im podobnych czy nawet przez porządne, ale rozczarowujące, jak na możliwości ich twórców, kompozycje pokroju Star Treka Giacchino czy elfmanowskiego Terminatora. Rombi nie stworzył wprawdzie arcydzieła, ani nie poczynił swoją pracą milowego kroku w muzyce filmowej. Francuz, podobnie jak w przypadku Angel znów zdaje się stylistycznie czerpać z klasyki muzyki filmowej (i nie tylko filmowej), w tym przypadku nie sięgając może aż tak daleko wstecz, a mieszając w swym dzieje europejską elegancję z hollywoodzkim dramatyzmem, nawiązującym nieco do twórczości chociażby Johna Williamsa. Trudno jednak czynić Rombi’emu jakiekolwiek zarzuty z powodu jego inspiracji, zwłaszcza że kompozytor wszedłszy do tej, jakby zapomnianej obecnie w main streamie, stylistyki, porusza się w niej z niebywałą gracją i dostarcza obcującego z albumem słuchaczowi wielu radości i wzruszeń.

Czym zachwyca Francuz? Przede wszystkim tym, że stworzył liryczno-dramatyczna partyturę opartą o naładowane emocjami, piękne melodie. Pierwszą i chyba najładniejszą z nich jest otwierający soundtrack temat główny, przypisane tytułowej dwójce bohaterów – taki trochę smutny, trochę nostalgiczny, jak ich los. Wprowadzi go delikatny solowy fortepian w bardzo dobrym wykonaniu samego kompozytora. Instrument ten jest zresztą najważniejszy w całej kompozycji i w aranżacjach na niego usłyszymy wszystkie najważniejsze motywy. Obok niego prym wieść będzie sekcja smyczkowa, która dołączy już w połowie Un homme et son chien (Thème). Z kolei w zamykającym album utworze bonusowym, zamiast pełnej sekcji usłyszymy solowe skrzypce Stéphane Rodescu. Zupełnie zmarginalizowna została sekcja dęta blaszana, co jednak nie powinno dziwić, zważywszy na stonowany i dość liryczny charakter całości. Co mnie bardzo ucieszyło, kompozytor nie zapomniał o nie będącym ostatnimi czasy w modzie flecie, wystawiając go na pierwszy plan choćby w ślicznym Charles et Jeanne, w którym zaprezentuje się drugi z głównym tematów, wcześniej obecny w fortepianowej aranżacji w utworze trzecim. Ostatni z trójki najważniejszych melodii jest temat Charlesa – także ładny, ale nie posiadający raczej takiego emocjonalnego oddziaływania, jak dwa poprzednie.

Oprócz opisanego tematycznego trio, prezentowanego obficie na całej długości soundtracku, kompozytor raczyć nas będzie pomniejszymi motywami i wysokiej próby liryką i dramatyzmem, jak w kapitalnych, intensywnych Rester digne i świetnego na płycie jak i w filmie Final - le train. Underscore nie ma prawie wcale, pojawia się w zasadzie jedynie w niemal niezauważalnych fragmentach niektórych utworów, tworząc swoiste przejścia między poszczególnymi melodiami i tematami. Ze wspomnianych pobocznych najbardziej zwraca uwagę wykorzystany w czołówce filmu oraz w zwiastunach bardzo klasycznie brzmiący motyw, który możemy usłyszeć tylko w jednym utworze, a mianowicie w Ouverture.

Un homme et son chien, jak każdemu score, można oczywiście wytknąć kilka wad. Są nimi odbierające nieco punktów za oryginalność wspomniane inspiracje klasyczną filmową muzyką liryczno-dramatyczną (ale podejrzewam, że dla większości słuchaczy to żadna wada a wręcz zaleta), czy wynikająca ze spokojnego, stonowanego charakteru całości pewna stylistyczna monotonia, która jednak dzięki niedługiemu czasowi trwania także dla większości wcale nie musi być odczuwalna. Osłuchani w dziełach Francuza mogą też odnaleźć jakieś podobieństwa do niektórych fragmentów jego wcześniejszych prac, a także tegorocznego Ricky’ego (którego również mocno polecam). Muzyka w filmie spisuje się bez zarzutu, można by się wprawdzie przyczepić, że pierwszej połowie obrazu jest nieco stonowana, schowana, ale późniejsze ekspozycje głównych tematów nadrabiają to z nawiązką. W moim przekonaniu wszystkie drobne minusy nie mają jednak większego znaczenia, zważywszy jak znakomicie słucha się tej kompozycji. Jeśli zamkniecie oczy i dacie się ponieść delikatnym, nastrojowym, przywołującym wspomnienia tematom Philippe’a Rombi’ego, to zgodzicie się z wystawioną przeze mnie notą końcową (jeśli naciąganą, to doprawdy minimalnie i w dobrej wierze – bo na zachętę, by sięgnąć po album wciąż jeszcze słabo znanego artysty). Francuski kompozytor, wraz ze swym rodakiem Alexandre Desplatem, dobitnie pokazuje, iż nawet po zasmucającym odejściu Maurice’a Jarre’a, kompozytorzy znad Sekwany wciąż brylują w muzyce filmowej. I naprawdę warto sięgać po ich dzieła.



Autor recenzji:  Łukasz Koperski
Nasza ocena
Oryginalność ścieżki:
Muzyka w filmie:
Muzyka na płycie:
OCENA OGÓLNA:
Lista utworów
  • 1. Un homme et son chien (Thème) (4:31)
  • 2. Ouverture (2:27)
  • 3. Le piano de Jeanne (1:50)
  • 4. Charles et Jeanne (1:51)
  • 5. Thème de Charles (2:50)
  • 6. Les souvenirs (0:55)
  • 7. Le matin du départ (2:29)
  • 8. Mon chien (1:30)
  • 9. Charles et Leila (3:31)
  • 10. Recueillement (1:40)
  • 11. Je ne sais plus où aller (1:26)
  • 12. Fais le beau (1:00)
  • 13. Rester digne (1:27)
  • 14. Seul (3:03)
  • 15. Le pianiste de l'hôtel (1:56)
  • 16. Final - le train (3:54)
  • 17. Générique du fin: Un homme et son chien (4:30)
  • 18. Bonus: Un homme et son chien (Piano, Violon) (3:58)
Czas trwania: 44:48
Komentarze
Koper 2010-01-25 23:34
Nie mogę się zgodzić. Zresztą patrząc na wiele Twoich ocen i komentarzy można odnieść wrażenie, że dla Ciebie im mniej tym lepiej, a ideałem jest Beltrami z "The Hurt Locker", który jest ale jakby go nie było. :P Nie każdy film na szczęście musi mieć score zredukowany do nie przeszkadzania widzowi i jeszcze czasem któryś reżyser pozwoli kompozytorowi zaistnieć. Tematu głównego wcale w filmie nie ma aż tak dużo. Ba, w pierwszej połowie filmu słychać go tylko raz i to tak nie ekspansywnie on rozbrzmiewa (w scenie w szpitalu) a więcej jest tematu Jeanne - głównie bohaterka wykonuje go zresztą sama na fortepianie. Więcej zaczyna głównego być od sceny w schronisku, zresztą bardzo fajnej muzycznie, gdzie Rombi wnosi aranżacją na gitarę takie ciepło i optymizm.
Marek 2010-01-26 00:43
No tylko że właśnie Rombi momentami jest na granicy przeszkadzania. Nie bardzo rozumiem jego przepis na ten score. To że potrafi pisać w klasycznym, romantycznym stylu - ok, chwała mu za to - ale dlaczego akurat w tym filmie? Ten obraz nie mówi o dramatycznych, emocjonalnych uniesieniach, tragizm głównego bohatera polega na samotności - a Rombi jakby w ogóle muzycznie tego nie dostrzega. Tutaj przydałoby się coś bardziej intymnego, kameralnego, a zamiast tego w kluczowych momentach dostajemy symfoniczne forte. Nie rozumiem tej koncepcji, nie wiem dlaczego Rombi ignoruje najbardziej oczywisty element opowieści. A temat Jeanne owszem - to jeden z tych, o których pisałem, że nic nie wnoszą, ot takie plumkanie. Gdybym miał wybierać to do tego filmu dałbym Desplata, a Rombiego zatrudniłbym do Benjamina Buttona - myślę, że taka wymiana obu filmom wyszłaby na dobre;)
Marek 2010-01-26 00:48
Jeszcze a propos tego "nieprzeszkadzania" z Beltramim włącznie:P Nie sztuką jest wrzucić do filmu melodię. Jak się film odpowiednie pomontuje i podkręci mix ścieżki to temat muzyczny z reguły zabrzmi poprawnie, taka już natura widza, że zwraca uwagę na chwytliwą melodykę (vide niektóre prace Hornera). Sztuką jest uzasadnienie roli tematu, zintegrowanie go z filmem na wyższym poziomie - i tutaj nie jestem do niektórych patentów Rombiego przekonany.
Koper 2010-01-26 16:55
A nie wydaje Ci się, że temat nie jest tyle ilustracją samotności bohatera, ile odnosi się do jego relacji z psiakiem? Bo jakoś zwykle towarzyszył obu postaciom. Zresztą wnosił chyba odrobinę takiego optymizmu, tak samo jak i pies i nie wydaje mi się, żeby to miała być apoteoza jego samotności. Bo do tego może i faktycznie lepiej by się nadawało plumkanie Desplata. :P A Rombi w Buttonie? Hmm... pewnie bardziej by pasował od Desplata, ale nie oszukujmy się. Tamtego filmu to i Morricone w życiowej formie by nie uratował. :D
Marek 2010-01-26 18:20
Ano tak, temat na pewno nie odnosi się do samotności - i o tym mówię, że ten ważny wątek samotności w ogóle muzycznie nie jest odzwierciedlony, moim zdaniem niesłusznie. To raz, a po drugie czy do relacji człowieka z psem tak trafiony jest melodramatyzm, do którego w temacie głównym Rombi sięga? (mówię o tej bardzo emocjonalnej smyczkowej kulminacji). Dla mnie to przesada, trafniejszy byłby bardziej kameralny temat, bo przecież nic takiego w ich relacji się nie dzieje, co wymagałoby muzyki rodem z epickiego romansu. O ile na to można jeszcze przymknąć oko, o tyle ten hiperdramatyczny temat z Overture to kontekście filmu już zepłna przesada. Poza tym jest ok.
Mystery 2010-02-12 20:01
Film był okropny, De Sica się w grobie przewraca, widząc co Francuzi zrobili z jego dziełem. Muzyka w obrazie spisywała się bardzo dobrze, nie rozumiem powyższych wywodów z komentarzy. Soundtrack zaś to najbardziej bogata tematycznie praca 2009 roku, 4 piękne tematy robią niesamowite wrażenie. Zwracam honor, "Un homme et son chien" lepsze od Star Treka i na najwyższą ocenę niewątpliwie zasługuje :)
Mefisto 2011-01-16 22:10
Przyjemna muzyka, ale jakoś nie będę piał z zachwytu, szczególnie, że filmu nie znam. Niemniej na plus krótki czas trwania, więc ostatecznie niech będzie 4,5. :)
Mieszko 2014-09-24 11:00
Naciągane oceny maksymalnie. Rombi jak zwykle popełnia ten sam błąd. Ponownie wpada on w manierę repetowania melodii na całej długości krążka, przez co wdziera się po jakimś czasie znużenie. Parę tematów na przemian i szczypta underscore'u. Doznania na poziomie "Angel" z 2007 roku, tj. bardzo średnie.
Krystian 2014-09-24 11:19
Nie ma to jak innych czepiać się za piątki w filmie, a samemu wystawić tak niedorzeczną piątkę ;)
R.R 2017-08-24 11:31
Miłość od pierwszego usłyszenia.

Do tej recenzji istnieje jeszcze 27 komentarzy. Chcesz zobaczyć wszystkie?    » pokaż wszystkie
Homme et son chien, un

Kompozytor:

  • Philippe Rombi

Dyrygent:

  • Philippe Rombi

Orkiestrator:

  • Philippe Rombi

Soliści:

  • Philippe Rombi (fortepian)
  • Michel Moragues (flet poprzeczny)
  • Jacky Tricoire (gitara)
  • Stéphane Rodescu (skrzypce)

Wykonawcy:

  • Orchestre Bel'Arte

Wydawca:

  • Zig-Zag Territoires (2009)

R E K L A M A





NASI PARTNERZY:



Poki.pl
Grydladzieci.pl


 
Strona hostowana przez
www.twojastrona.pl
Copyright © 2005-2019 FilmMusic.pl.
Wszelkie materiały multimedialne wykorzystane na tej stronie służą jedynie celom informacyjnym.
Projekt i wykonanie