|
|
o nas
Nie będziemy was oszukiwali. Niektóre z naszych tekstów warte są co najwyżej zapomnienia. Może wydawać się także, że zjedliśmy wszystkie rozumy, ale to nieprawda. Jesteśmy zwykłymi śmiertelnikami, którzy połączyli siły, aby wspólnie z wami delektować się wspaniałościami muzyki filmowej. Kieruje nami pasja, która mamy nadzieję stanie się również udziałem naszych czytelników. Niczego nie staramy się narzucać, a jedynie pokazać, że muzyka to nie tylko radiowe przeboje. Każdy z nas ma odmienne gusta, co w teorii sprawia wrażenie obiektywnych opinii. Zachęcamy do czynnego udziału w życiu portalu, ale prosimy oszczędnie z krytyką (niezbyt sobie z nią radzimy ;)). Tak naprawdę jeśli nie traktować nas śmiertelnie poważnie, to da się z nami żyć i przy odrobinie wysiłku czerpać z tego przyjemność. Zatem czas najwyższy się przedstawić:
O redaktorach serwisu
| Tomasz Goska |
Administrator i redaktor strategiczny portalu FilmMusic.pl. |
| Łukasz Wudarski |
Mój pierwszy kontakt z muzyką filmową nastąpił gdy miałem kilkanaście lat i za pomocą czarnego Grundiga nagrywałem "muzyczki" z dobranocek? Wprawdzie potem mój kontakt z soundtrackami urwał się na jakiś czas, ale ziarno zostało zasiane? Na poważnie wszystko zaczęło się gdzieś ok. roku 1993 kiedy to przesłuchałem kasetę Johna Williamsa z muzyką do Jurassic Park. Z początku chciałem się po prostu wyróżnić, poczuć lepszy od plebsu wchłaniającego wszelkiej maści wypociny wyjących szarpidrutów, Wkrótce jednak ta przekora przerodziła się w prawdziwą pasję człowieka głodnego nowych wyzwań. Zacząłem w muzyce filmowej dostrzegać sens i miejsce do poszukiwań czegoś nietypowego, oryginalnego, odległego od stereotypów, ale jednocześnie czegoś słuchanego i inteligentnego. Stąd właśnie moje silne zainteresowania dla twórców nieskażonych wielką, rzemieślniczą machiną Hollywoodu, twórców częstokroć znanych jedynie w lokalnych środowiskach. Nie znaczy to, że piszę jedynie recenzję jakichś niszowych partytur. Staram się być wszechstronny i dlatego sięgam po różne płyty, nie zawsze dobre, ale zawsze dające nadzieję na ciekawy tekst. |
| Łukasz Koperski |
Najpierw były oczywiście melodie skomponowane przez Williamsa, Morricone, Poledourisa, Goldsmitha... choć o ich twórcach wówczas nic nie wiedziałem. Dopiero później nie mogąc znaleźć dla siebie nic ciekawego we współczesnej muzyce rozrywkowej, a jednocześnie nie czując się zafascynowany muzyką poważną, znalazłem dla siebie niszę w postaci soundtracków. I choć muzyka, która dociera do nas z Fabryki Snów nie wydaje mi się interesująca, to jednak starsze pozycje, jak i muzyka filmowa z innych kontynentów, sprawiają że w tej niszy trwam i pewnie jeszcze trochę trwał będę. Soundtrack idealny dla mnie to taki, który równoważy proporcje między świetną melodyką, znakomitym wykonaniem i głębokimi emocjami. Te pozycje, które choć po części będą do takiego ideału się zbliżały zawsze będę polecał w swoich recenzjach. |
| Marek Łach |
Właściwie opowieśc o początkach mojej przygody z muzyką filmową jest dość stereotypowa i nie bardzo jest się o czym rozwodzić. A więc kilka ulubionych obrazów z dzieciństwa, kilka zapamiętanych tematów (Star Wars, Bond, Predator oczywiście, bo też lubiłem pobawic się w komandosów;), potem przełom, odkrycie gatunku w formie płytowej... Trochę się pozmieniało na przestrzeni tych kilku lat, może się rozwinąłem, a może po prostu zestarzałem i nieco inne mam dzisiaj gusta niż kiedyś, Kilara zastąpił Goldsmith, Williamsa Rozsa, itp. itd.:P Zmienił się też mój sposób postrzegania roli muzyki filmowej, od błogiej ignorancji z czasów dzieciństwa po jakąś względną świadomość funkcji tej gałęzi sztuki, rzemiosła, czy jak kto woli określić nasz ulubiony gatunek. Nie ukrywam, fascynuje mnie sposób, w jaki dźwiękiem opisuje się obraz, czasem intryguje mnie na tyle, że przyćmiewa wręcz zainteresowanie albumem - ale chyba to właśnie, ów narracyjny potencjał muzyki filmowej, najmocniej ją wyróżnia, stanowi jej esencję. Ciarki przechodzące fana słyszącego genialny temat w kinie - toż to najprawdziwsza ekstaza!
I niech nikt nie mówi, że muzyka nie uzależnia...;) |
Michał Turkowski |
Miłość do muzyki filmowej poczułem w wieku lat 11, zwracając uwagę na melodie z japońskich Godzilli i trylogii "Rambo". To właśnie te ścieżki, które dziś darzę ogromnym sentymentem okazały się dla mnie bramą do magicznego świata muzyki pisanej dla kina. Zafascynowany maestrią tych score'ów, zacząłem muzyczne poszukiwania, z biegiem lat odkrywając kolejnych kompozytorów i ich prace, starsze bądź nowsze, czytałem też setki recenzji branżowych. Muzyka ilustracyjna wciągnęła mnie tak bardzo, że dziś nie słucham poza nią kompletnie nic. Jako miłośnik gier komputerowych, z chęcią sięgam też po ścieżki z nich. Uwielbiam serię "Hitman" Kyda i "Medal of Honor" Giacchino. Cenię bardzo Goldsmitha, Williamsa, Morricone, Rozsę, Kilara, Ifukube, Basila i wielu, wielu innych. Mogę też stwierdzić bez wahania, że jestem największym w redakcji fanem Joe'go Hisaishi, co koledzy zapewne potwierdzą. Partyturą wszechczasów jest dla mnie "Conan Barbarzyńca" Poledourisa, co wiąże się w pewnym stopniu z ogromnym zamiłowaniem do potężnych, monumentalnych ścieżek na wielkie orkiestry i chóry. PRzez to uwielbiam muzykę z ery Golden Age (ubóstwiam "El Cid") i partytury w stylu LOTR'a Shore'a, "Lair" Debney'a, czy "Independence Day" Arnolda. Jestem najmłodszym redaktorem w zespole (urodziłem się w 1990 roku), więc dużo muzycznych poszukiwań i recenzji jeszcze przede mną. Nieustannie staram się dobrze wypełniać swój redaktorski obowiązek, a także dbam o to, aby każdy kolejny mój tekst był lepszy od poprzedniego.
|
| Mariusz Tomaszewski |
Redaktor emerytowany |
| Paweł Stroiński |
Redaktor emerytowany |
| Tomek Rokita |
Redaktor emerytowany |
Kryteria ocen
Poniższe zestawianie stanowi bardzo ogólną próbę zamknięcia w sztywnych metodologicznych ramach tak niepojętego zagadnienia jakim jest ocenianie muzyki filmowej. Nie należy go traktować z maksymalną restrykcyjnością, niemniej jego zadaniem jest przybliżenie kryteriów według których redaktorzy naszego portalu podchodzą do problemu recenzowania. Należy wspomnieć, że oceniając każda ścieżkę, bierzemy pod uwagę następujące czynniki:
- kompozycja
- słuchalność
- funkcjonowanie muzyki w filmie (dopasowanie do filmu)
- oryginalność (zarówno kompozycyjna jak i oryginalność wykorzystania danego motywu w danej scenie filmowej szczególnie istotna w przypadku składanek z piosenkami)
- wykonanie
W dalszej kolejności rolę dogrywają również czynniki poboczne. Nie mają one decydującego znaczenia i nie są w stanie obniżyć oceny diametralnie, niemniej jednak wypada na nie zwrócić uwagę:
- montaż muzyki (jej uszeregowanie i ilość)
- jakość (szczególne znaczenie ma to w wypadku wydawnictw nieoficjalnych)
- wydanie (grafika, dodatki, opakowanie)
Nasz portal nie ogranicza się jedynie do analiz muzyki ilustracyjnej. Czasami recenzenci będą brali na warsztat również wyjątkowe składanki z piosenkami. W takiej sytuacji recenzent ma do analizy również warstwę tekstowo - kontekstową, która jest jedną z najważniejszych kategorii w ocenie końcowej.
Nasz system ocen wygląda następująco:
- 0 - Takie płyty nie istnieją
- 1 - Totalna żenada. Brak pomysłów, ciekawych tematów, oryginalności, zerowa słuchalność. A do tego wszystkiego nuda i złe wykonanie muzyki. Całość nie pasuje do filmu.
- 2 - Ścieżka słaba. Przeważająca część kompozycji jest nieciekawa, lecz zdarzają się nieliczne utwory reprezentujące dobry poziom techniczny bądą tematyczny. Oryginalność na niskim poziomie. Ścieżka nie gra dużej roli w filmie
- 3 - Dobry rzemieślniczy score. Pasuje do filmu, lecz w żaden znaczący sposób nie przyczynia się do podwyższenia jego wartości. Poza filmem płyta nie broni się jako samoistna muzyka.
- 4 - Płyta ciekawa, warta przesłuchania. Bogata tematycznie, niektóre rozwiązania tematyczne lub aranżacyjne przyczyniają się do zaistnienia ścieżki zarówno w filmie jak i poza nim. Oryginalność na średnim poziomie.
- 5 - Świetny soundtrack. Muzyka bogata tematycznie i aranżacyjnie. Wspaniała słuchalność zarówno w filmie jak i na soundtracku. Wysoka oryginalność. Soundtrack wyróżnia się zdecydowanie czymś na polu innych dokonań swego gatunku.
|
ďťż
|