Szukaj: w


o nas
Nie będziemy was oszukiwali. Niektóre z naszych tekstów warte są co najwyżej zapomnienia. Może wydawać się także, że zjedliśmy wszystkie rozumy, ale to nieprawda. Jesteśmy zwykłymi śmiertelnikami, którzy połączyli siły, aby wspólnie z wami delektować się wspaniałościami muzyki filmowej. Kieruje nami pasja, która mamy nadzieję stanie się również udziałem naszych czytelników. Niczego nie staramy się narzucać, a jedynie pokazać, że muzyka to nie tylko radiowe przeboje. Każdy z nas ma odmienne gusta, co w teorii sprawia wrażenie obiektywnych opinii. Zachęcamy do czynnego udziału w życiu portalu, ale prosimy oszczędnie z krytyką (niezbyt sobie z nią radzimy ;)). Tak naprawdę jeśli nie traktować nas śmiertelnie poważnie, to da się z nami żyć i przy odrobinie wysiłku czerpać z tego przyjemność. Zatem czas najwyższy się przedstawić:
O redaktorach serwisu







Tomasz Goska Administrator i redaktor naczelny portalu FilmMusic.pl.
Łukasz Koperski Najpierw były oczywiście melodie skomponowane przez Williamsa, Morricone, Poledourisa, Goldsmitha... choć o ich twórcach wówczas nic nie wiedziałem. Dopiero później nie mogąc znaleźć dla siebie nic ciekawego we współczesnej muzyce rozrywkowej, a jednocześnie nie czując się zafascynowany muzyką poważną, znalazłem dla siebie niszę w postaci soundtracków. I choć muzyka, która dociera do nas z Fabryki Snów nie wydaje mi się interesująca, to jednak starsze pozycje, jak i muzyka filmowa z innych kontynentów, sprawiają że w tej niszy trwam i pewnie jeszcze trochę trwał będę. Soundtrack idealny dla mnie to taki, który równoważy proporcje między świetną melodyką, znakomitym wykonaniem i głębokimi emocjami. Te pozycje, które choć po części będą do takiego ideału się zbliżały zawsze będę polecał w swoich recenzjach.
Marek Łach Właściwie opowieśc o początkach mojej przygody z muzyką filmową jest dość stereotypowa i nie bardzo jest się o czym rozwodzić. A więc kilka ulubionych obrazów z dzieciństwa, kilka zapamiętanych tematów (Star Wars, Bond, Predator oczywiście, bo też lubiłem pobawic się w komandosów;), potem przełom, odkrycie gatunku w formie płytowej... Trochę się pozmieniało na przestrzeni tych kilku lat, może się rozwinąłem, a może po prostu zestarzałem i nieco inne mam dzisiaj gusta niż kiedyś, Kilara zastąpił Goldsmith, Williamsa Rozsa, itp. itd.:P Zmienił się też mój sposób postrzegania roli muzyki filmowej, od błogiej ignorancji z czasów dzieciństwa po jakąś względną świadomość funkcji tej gałęzi sztuki, rzemiosła, czy jak kto woli określić nasz ulubiony gatunek. Nie ukrywam, fascynuje mnie sposób, w jaki dźwiękiem opisuje się obraz, czasem intryguje mnie na tyle, że przyćmiewa wręcz zainteresowanie albumem - ale chyba to właśnie, ów narracyjny potencjał muzyki filmowej, najmocniej ją wyróżnia, stanowi jej esencję. Ciarki przechodzące fana słyszącego genialny temat w kinie - toż to najprawdziwsza ekstaza!

I niech nikt nie mówi, że muzyka nie uzależnia...;)
Paweł StroińskiKinem i muzyką filmową interesuję się od dawna. Pamiętam, że zaczęło się od Twierdzy. 8 lat temu film ten zrobił na mnie wielkie wrażenie, być może głównie powodem było moje ówczesne zainteresowanie oddziałami specjalnymi. Także muzyka panów Zimmera, Gregsona-Williamsa i Glennie-Smitha totalnie mnie zachwyciła. I tak się zaczęło, oczywiście najpierw był Hans Zimmer, który do tej pory pozostaje moim ulubieńcem. Wkrótce razem z kolegą rozpoczęliśmy redagowanie szkolnej gazetki na temat Zimmera. Potem zacząłem się bardziej zagłębiać i poznałem innych kompozytorów, najpierw Johna Williamsa, potem Hornera, Goldsmitha...

Rok po gazetce postanowiłem stworzyć stronę zajmującą się analizą muzyki filmowej. Niestety strona daleka była od doskonałości i z dzisiejszego punktu widzenia może wydawać się śmieszna, lecz bez wątpienia był to pewien etap w rozwoju, którego żniwa mam nadzieję zbierać na niniejszym portalu.

W muzyce interesuje mnie przede wszystkim emocjonalność, ale osiągnięta jak najmniejszą ilością środków. Dlatego pozostałem przy Zimmerze, którego cenię właśnie za to, że potrafi stworzyć ciekawe underscore. Nie można zapomnieć o innych klasykach, John Williams posiadający niezwykłe wyczucie filmu, Bernard Herrmann doskonale budujący napięcie, Jerry Goldsmith mistrz muzyki akcji, James Horner znakomicie oddający dramatyzm, Ennio Morricone twórca partytur o niespotykanym wewnętrznym pięknie... Lubię wielu kompozytorów i bardzo trudno mi kogoś skreślić, każdemu zdarzają się błędy. Interesuje mnie bardzo sposób osiągnięcia celu, jakim jest dopasowanie muzyki do filmu, dobór instrumentacji, stopień skomplikowania technicznego.

Mam nadzieję, że moje recenzje spodobają się Czytelnikom i spełnią Wasze oczekiwania.
 
Tomek Rokita Tak jak większość miłośników tego gatunku, przygoda u mnie rozpoczęła się od zauważania muzyki w filmie, jako swoistego "suweniru" towarzyszącego filmowi. Potem było kojarzenie kompozytorów, tematów i nawet - w zupełnie przedpotopowej erze! - zgrywanie muzyki na kasety magnetofonowe z głośnika telewizora, np. pod napisy końcowe "Powrotu do przyszłości" czy finału "E.T." :-). Z rozrzewnieniem  a dziś może i z rozbawieniem wspominam czas gdy docierało do mnie, że jest coś takiego jak orkiestra, że ktoś to tak wszystko wymyślił i skomponował, że brzmi to tak porywająco, melodyjnie a jednocześnie musi być tak skomplikowane w wykonaniu :) Pierwszą kasetę (tak, wtedy jeszcze istniały kasety :-) zakupiłem w roku 1997, pierwszą płytę ok. 2000 r. Oczywiście na przestrzeni lat, zmieniały się gusta i to, czego szuka się w muzyce. Kilka razy też słabła miłość do tego gatunku, przychodziło zmęczenie, zniechęcenie (na szczęście kryzysy były zażegnane ;-). Na początku królowały tematy i prosty, bezpretensjonalny odbiór. Dziś, choć nadal mam spory sentyment do choćby prac i twórców z lat 80-ych i 90-ych, dużo bardziej pociągają mnie rzeczy wymagające skupienia się na detalu, na złożoności kompozycji, na technice, na wirtuozerii, na "wizji" twórcy, na analizie samego dzieła. Rzeczy, których mimo tego, że filmówkę uważa się za jakąś biedną kuzynkę choćby klasyki, jest do znalezienia w naszym hobby/pasji bez liku, tylko musimy się dobrze rozejrzeć. Uważam też, że należy próbować różnych rzeczy, różnych muzycznych głosów, nie można kurczowo trzymać się tylko wybranej grupy kompozytorskiej. Większą satysfakcją jest poznanie najlepszych prac kilkunastu czy kilkudziesięciu twórców, niż przerabianie pełnych dyskografii wybranych. Daje to pewną świeżość spojrzenia, bardziej krytyczne odniesienie do pewnych trendów/mód panujących w muzyce filmowej i bardziej ubogaca muzycznie. Preferuję i pewnie będę dozgonnie wierny klasycznemu, symfonicznemu brzmieniu (bo chyba ludzkość nigdy już nie wymyśli innego, lepszego środka muzycznego wyrazu :), ale nie pogardzę innymi stylami: elektroniką, world music, etniką, ambientem. One we wspaniały sposób filmówkę wspomagają - gdzież indziej znajdziemy taki eklektyzm i fuzję brzmień? ;-) Lubię również szukać i "kręci" mnie odkrywanie poza-filmowych prac różnych kompozytorów filmowych, bo często przy tych przedsięwzięciach tworzą oni dzieła przewyższające ich dokonania filmowe. Moim małym "konikiem" są również kompilacje, ale nie te odtwórcze zestawy best-of a specjalne pomyślane wydania, przy których przeważnie czuwał kompozytor.
Maciej Wawrzyniec Olech Moja miłość do muzyki filmowej jest wprost związana z moją miłością do filmu. Kocham kino, uwielbiam oglądać jak i podczas ich seansów zwracać uwagę na oprawę muzyczną. W sumie już od najmłodszych lat zwracałem uwagę na muzykę jaka grana jest w tle. I tak kreskówki z mego dzieciństwa jak „Kacze Opowieści” czy „Gumisie” nagrywałem na kasety VHS, łącznie z napisami końcowymi. Po to, aby móc się wsłuchiwać w muzykę. Pierwszym poważnym doświadczeniem z muzyką filmową był wypad do kina na „Park Jurajski”. Miałem wtedy 8 lat i oprócz niesamowitej przygody, świetnych efektów, także muzyka zrobiła na mnie niesamowite wrażenie. I nie rozumiałem dlaczego ludzie wychodzą w trakcie napisów końcowych, zamiast posłuchać tej wspaniałej muzyki. Wtedy nie wiedziałem jeszcze, że jej autorem jest John Williamsa. Co więcej, nie miałem pojęcia, kto to jest? Życie w niewiedzy miało jednak niedługo się zmienić, a wszystko za sprawą „Gwiezdnych wojen”. Jeżeli miałbym wybrać moment, w którym zaczęła się moja przygoda z muzyką filmową, to bez wahania powiedziałbym, że wszystko zaczęło się od „Gwiezdnej Sagi”. Filmy i świat wykreowany przez George’a Lucasa wywarł na mnie ogromny wpływ, także jak i na moją fascynację kinem. Odległa Galaktyka byłaby jednak pusta bez wspaniałej muzyki Johna Williamsa. I tak się właśnie zaczęło. Moim pierwszym soundtrackiem stało się „Mroczne widmo” z niesamowitym „Duel of the Fates”. Z czasem udało mi się zebrać całą kolekcją i do dnia dzisiejszego uważam „Gwiezdne wojny” całą serię, za największe, najlepsze i najważniejsze dokonanie w muzyce filmowej. I tak też do dnia dzisiejszego moim ulubionym kompozytorem pozostaje John Williams. Tym bardziej, że z czasem miałem jeszcze lepiej poznać jego niesamowitą filmografię. Nim to się jednak stało w roku 2000 poszedłem do kina na „Gladiatora”. Film mi się bardzo podobał, ale nie wiem czy nie jeszcze bardziej muzyka do niego. Niektóre stacje radiowe puszczały nawet przepiękny kawałek „Now We Are Free” z wokalem Lisy Gerrard. Mając jednak dość „polowania” na niego po stacjach radiowych, postanowiłem zakupić soundtrack. Tak właśnie poznałem muzykę Hansa Zimmera i byłem nie zachwycony. Najpierw „Gwiezdne wojny” potem „Gladiator”. Najpierw Williams, potem Zimmer. To właśnie dwójka tych kompozytorów wprowadziła mnie w świat muzyki filmowej i do dzisiaj cenię ich najbardziej. Z czasem dane mi było poznać więcej soundtracków Johna Williamsa, jak i Hansa Zimmera. Jednak uświadomiłem sobie, że nie tylko Williams i Zimmer komponują muzykę i poznając nowe filmy, czy też wracając do starych zacząłem poznawać, często na nowo, inne ścieżki dźwiękowe jak i kompozytorów. I tak jest aż do dnia dzisiejszego. I choć poznałem twórczość wielu kompozytorów to jednak pozycja Johna Williamsa jako mojego No.1 i Hansa Zimmer, jako mojego No. 2 jest niezachwiana.

Jako, że w pierwszej linii jestem wielkim miłośnikiem filmów, tak też muzyka filmowa jest dla mnie nierozłączną częścią filmu. Nie traktuję soundtracków, jak zwykłych albumów, płyt CD, ale jako część filmu. Dlatego też słuchając muzyki filmowej nigdy nie zapominam o kontekście filmowym i zawsze zwracam uwagę jak dany score sprawuje się w obrazie. Tym samym nie lubię soundtracków, które giną w obrazie, albo robią za zwykłe tło. Dla mnie dobra muzyka filmowa powinna być zauważalna w filmie i albo pomagać opowiadać historię, albo umiejętnie tworzyć atmosferę. Podobnie jak z filmami, tak i soundtrackami jestem przeciwny demonizowania Hollywood. Jak się dokładnie przyjrzę to 2/3 moich soundtracków pochodzi z szeroko pojętych produkcji hollywoodzkich. I choć w ostatnich latach różnie to bywało, to dalej jestem zdania, że to właśnie Fabryka Snów, daje największe potencjały na świetne ścieżki dźwiękowe. Sam jestem wielkim fanem fantastyki zarówno filmów jak i książek. I tak też chyba moimi ulubionymi soundtrackami są te do szeroko pojętego gatunku zwanego fantastyką. Magiczne miejsca, daleka przyszłość, rzeczywistość wirtualna itd. Wszystko to co daje fantastyka, daje też potencjał do dobrej oprawy muzycznej. Nie zawsze tak jest, ale chcę wierzyć, żeby tak było. Mimo, że mam ulubione gatunki, ulubionych kompozytorów to jednak staram się być wszechstronny i ścieżkom z poza Hollywood, czy też nie do wielkich widowisk, nie mówię nie. Lubię odkrywać nową muzykę. Ale najchętniej lubię ją odkrywać w kinie. Dlatego też rzadko słucham soundtracków przed zapoznaniem się z filmem. Nie ma nic piękniejszego niż wybranie się do kina i po raz pierwszy w połączeniu z obrazem usłyszeć muzykę. Jak wspomniałem i jak sama nazwa wskazuje mamy do czynienia z muzyką filmową. Kocham muzykę filmową, gdyż kocham filmy.
Wojtek Wieczorek Trudno precyzyjnie określić początki mojej przygody z muzyką filmową. Zaczęło się od zapadających w pamięć tematów z filmów takich jak Park Jurajski, Gwiezdne Wojny czy Władca Pierścieni, aż wreszcie pewnego dnia otrzymałem w prezencie składankę z muzyką Johna Williamsa do Gwiezdnej Sagi - od tego momentu coraz bardziej wchodziłem w świat muzyki filmowej. Zarówno wiekiem, jak i stażem jestem obecnie najmłodszym redaktorem portalu, mam jednak nadzieję, iż nie wpływa na to jakość ani też na odbiór moich tekstów. Recenzowanie muzyki pozwala mi ją lepiej zrozumieć, czasem też bardziej docenić, odkryć pewne drobne smaczki, które można łatwo przeoczyć. Pisanie recenzji traktuję również jako okazję do małej analizy muzyki, dlatego też często moje recenzje mogą być nieco przydługie i opatrzone moimi interpretacjami zamysłu kompozytorów (oczywiście to tylko moje spostrzeżenia i mogę się mylić, dlatego chętnie podejmę polemikę ;))
Dominik Chomiczewski Moja przygoda z muzyką filmową zaczęła się kilkanaœcie lat temu, od muzyki z „Twierdzy” i „Ogniem i mieczem”. PóŸniej przyszedł czas na hołubienie twórczości Johna Williamsa za jego nieœmiertelne tematy. W końcu natrafiłem jednak na ścieżki Joe Hisaishiego i Ennio Morricone, którzy to kompozytorzy do dziś cieszą się u mnie największym uznaniem. Wierzę, ze moje recenzje soundtracków zarówno z różnych okresów, jak i zakštków świata, pozwolą nam wspólnie zagłębić się w ten fascynujšcy gatunek, jakim jest bez wątpienia muzyka filmowa.
Łukasz Wudarski Obecnie współpracownik, a niegdyś współtwórca portalu FilmMusic.pl
Michał Turkowski Były redaktor FilmMusic.pl
Mariusz Tomaszewski Były redaktor i współtwórca portalu FilmMusic.pl
Kryteria ocen
Poniższe zestawianie stanowi bardzo ogólną próbę zamknięcia w sztywnych metodologicznych ramach tak niepojętego zagadnienia jakim jest ocenianie muzyki filmowej. Nie należy go traktować z maksymalną restrykcyjnością, niemniej jego zadaniem jest przybliżenie kryteriów według których redaktorzy naszego portalu podchodzą do problemu recenzowania. Należy wspomnieć, że oceniając każda ścieżkę, bierzemy pod uwagę następujące czynniki:
  • kompozycja
  • słuchalność
  • funkcjonowanie muzyki w filmie (dopasowanie do filmu)
  • oryginalność (zarówno kompozycyjna jak i oryginalność wykorzystania danego motywu w danej scenie filmowej szczególnie istotna w przypadku składanek z piosenkami)
  • wykonanie
W dalszej kolejności rolę dogrywają również czynniki poboczne. Nie mają one decydującego znaczenia i nie są w stanie obniżyć oceny diametralnie, niemniej jednak wypada na nie zwrócić uwagę:
  • montaż muzyki (jej uszeregowanie i ilość)
  • jakość (szczególne znaczenie ma to w wypadku wydawnictw nieoficjalnych)
  • wydanie (grafika, dodatki, opakowanie)
Nasz portal nie ogranicza się jedynie do analiz muzyki ilustracyjnej. Czasami recenzenci będą brali na warsztat również wyjątkowe składanki z piosenkami. W takiej sytuacji recenzent ma do analizy również warstwę tekstowo - kontekstową, która jest jedną z najważniejszych kategorii w ocenie końcowej.

Nasz system ocen wygląda następująco:
  • 0 - Takie płyty nie istnieją
  • 1 - Totalna żenada. Brak pomysłów, ciekawych tematów, oryginalności, zerowa słuchalność. A do tego wszystkiego nuda i złe wykonanie muzyki. Całość nie pasuje do filmu.
  • 2 - Ścieżka słaba. Przeważająca część kompozycji jest nieciekawa, lecz zdarzają się nieliczne utwory reprezentujące dobry poziom techniczny bądą tematyczny. Oryginalność na niskim poziomie. Ścieżka nie gra dużej roli w filmie
  • 3 - Dobry rzemieślniczy score. Pasuje do filmu, lecz w żaden znaczący sposób nie przyczynia się do podwyższenia jego wartości. Poza filmem płyta nie broni się jako samoistna muzyka.
  • 4 - Płyta ciekawa, warta przesłuchania. Bogata tematycznie, niektóre rozwiązania tematyczne lub aranżacyjne przyczyniają się do zaistnienia ścieżki zarówno w filmie jak i poza nim. Oryginalność na średnim poziomie.
  • 5 - Świetny soundtrack. Muzyka bogata tematycznie i aranżacyjnie. Wspaniała słuchalność zarówno w filmie jak i na soundtracku. Wysoka oryginalność. Soundtrack wyróżnia się zdecydowanie czymś na polu innych dokonań swego gatunku.

R E K L A M A




NASI PARTNERZY:



Poki.pl
Grydladzieci.pl

 
Strona hostowana przez
www.twojastrona.pl
Copyright © 2005-2017 FilmMusic.pl.
Wszelkie materiały multimedialne wykorzystane na tej stronie służą jedynie celom informacyjnym.
Projekt i wykonanie