Szukaj: w




Game of Throne: Live Concert Experiance: Relacja z koncertu w Mercedes-Benz Arena w Berlinie




Z roku na rok koncerty muzyki filmowej zyskują coraz większą popularność. Nie jest już ona grana tylko na festiwalach i pojedynczych koncertach, ale wielcy jej pionierzy jak Hans Zimmer, Ennio Morrcione czy James Newton Howard wyruszają niczym gwiazdy rocka w prawdziwe transy koncertowe na których grają swoje najbardziej znane kompozycje. Popyt na tego typu wydarzenia rośnie do tego stopnia, że już nie tylko muzyka z filmów, ale także z seriali, takiego chociażby jak Gra o Tron doczekała się swojej własnej trasy koncertowej. Najpierw w Stanach Zjednoczonych a teraz przyszła pora na Europę, aby też zaspokoić serca fanów, także tych którzy jakoś muszą przeboleć, że 8 sezon ukaże się dopiero za rok. Czekając na niego jeszcze raz możemy przenieść się do Westeros wraz ze znajomą nam muzyką Ramina Djawadiego, piękną Deanerys Targaryen i jej smokami, Lannisterami, Starkami i nadchodzącą zimą.

Game of Thrones Live Concert Experience, taka jest oficjalna nazwa tego stworzonego przez HBO i Live Nation, przedsięwzięcia i doskonale oddaje ona z czym mamy do czynienia. Nie jest to zwykły koncert, ale prawdziwy spektakl z wszystkimi najnowocześniejszymi osiągnięciami techniki. Nic więc dziwnego, że takie "show" cieszyło się wielką popularnością w Stanach Zjednoczonych jak i też, że jego twórcy zdecydowali się ruszyć w trasę koncertową po Europie. Dokładnie 23 koncerty zaplanowane są w największych europejskich miastach od Madrytu, przez Londyn, Paryż, aż po Łódź. My jednak nie zdajemy relacji z łódzkiej Atlas Areny (15 Maja) ale z Mercedes-Benz Areny w Berlinie (14 Maja), gdzie nasz redakcyjny kolega miał okazję zobaczyć przygotowane przez Ramina Djawadiego show.



Mercedes-Benz Arena (dawniej O2 Arena) gościła już na scenie największe gwiazdy od muzyki popularnej, rocka, a także po gigantów muzyki filmowej jak Hans Zimmer czy Ennio Morricone. Teraz więc przyszła pora na Ramina Djawadiego, chociaż naturalnie porównania z dwójką tych kompozytorów raczej nie ma sensu. Jego koncert z muzyką z Gry o Tron, w przeciwieństwie do łódzkiego gdzie pojawiło się tylko około pięciu- sześciu tysięcy osób, w Berlinie akurat zebrał prawie pełną publiczność. Otrzymali oni niesamowity spektakl godny Żelaznego tronu, gdzie jednak niejednokrotnie forma prezentacji przewyższała samą muzykę.
Jak sama nazwa wskazuje Game of Thrones Live Concert Experience oznacza audiowizualne doświadczenie. Nie chodzi wyłącznie o wysłuchanie koncertu, ale o niepowtarzalne przeżycie. Naturalnie w centrum wydarzeń znajdował się Ramin Djawadi dyrygujący swoją orkiestrę z chórem i solistami. Znajdowali się ona na scenie, która posiadała jeszcze swoistego rodzaju cypel wchodzący w głąb hali. Podczas całego koncertu muzyki, soliści, chór, niejednokrotnie zmieniali swoje pozycje. Jak chociażby wykonując utwór Mhysę, przypisany Daenerys wyzwalającej niewolników. Chór otoczył w solistkę, tak jak w serialu niewolnicy otoczyli z radości swoją królową. Poza tym na ogromnym ekranie wyświetlane były fragmenty z serialu HBO, precyzyjnie co do sekundy zsynchronizowane z grającą orkiestrą. Przy czym jak na słynący z nagości i przemocy, szczególnie nagości serial, to akurat wybrane sceny i momenty były dość pruderyjnie skrojone. Plus osoby, które nie widziały jeszcze Gry o Tron, lub zaczęły dopiero przygodę z tym serialem, czy książkami koncertował oferował całą masę spoilerów. W pewnym sensie opowiadał on wszystko co się wydarzyło w dotychczasowych 7 sezonach i oferował przy tym nie lada atrakcje, nie tylko dla ucha, ale i oka. Jako, że w serialu ciągle słyszymy o nadchodzącej zimie w czasie utworów poświęconych owej zbliżającej się zimie na publiczności posypało się białe konfetti. Kiedy grane były utwory towarzyszące trójce smoków na scenie i wokół niej buchały prawdziwe płomienie ognia. Podczas solowego wykonania motywu Winterfell, skrzypaczka unosiła się kilkanaście metrów nad publicznością. Sztuczna mgła, lasery, pirotechnika i wiele innych atrakcji, które trudno oddać pisząc, towarzyszyły podczas tego trwającego ponad dwie godziny przedstawienia. Przez cały czas Ramin Djawadi nawiązywał kontakt z publiczność , gdzie znacząco pomagała jego znajomość języka niemieckiego. Wszak mimo irańskich korzeni jego rodziców on sam urodził się i wychował w Niemczech (w Duisburgu).

Skoro już znamy całą otoczkę to jak prezentował się sam muzyczny program? Jak łatwo się domyślić koncert otworzył słynny temat towarzyszący napisom początkowym serialu Gra o tron. Chyba nie ma osoby, która by go nie kojarzyła? Na sam koniec Ramin Djawadi zagrał go jeszcze raz w bardziej rozbudowanej wersji. W sumie nawet zachęcił publiczność, że jak chce to może go śpiewać, ale jednak mało kto się odważył zanucić słynny motyw. Poza nim wykonane zostały najbardziej znane muzyczne motywy ze wszystkich dotychczasowych 7 sezonów. Tym samym też europejska trasa koncertowa różni się od amerykańskiej tym dodatkowym muzycznym 7 sezonem, którego wiadomo wtedy w Stanach jeszcze nie był wyświetlany. Chociaż też trudno powiedzieć, czy byłby to jakiś szczególny dodatek, zważywszy, że wiele całkiem nowej i ciekawej muzyki nam ostatni sezon nie dał.



Po zagraniu głównego motywu, jak i też udanej muzycznej prezentacji wszystkich rodów i walczących o Żelazny tron frakcji (każda z nich posiada wszak muzyczny temat) niemiecki kompozytor irańskiego pochodzenia, poszedł w bardzo wierną względem obrazowi prezentację swojej muzyki. Zachował przy tym muzyczną chronologię wydarzeń. I tak zaczął muzyką od sezonu 1, a skończył na 7. Co znowu , jak wspomniałem, ostatni sezon nie posiada aż takiej siły, dlatego sezon 6 zdecydowanie bardziej nadawałby się na mocne zakończenie. Pisząc, że Djawadi był bardzo wierny obrazowi, należy to odebrać jak najbardziej dosłownie. Niejednokrotnie mieliśmy do czynienia wręcz z koncertem symultanicznym, gdzie na ekranie mieliśmy kompletne sceny, także z dźwiękiem, do których na żywo grała orkiestra. I tak można było zobaczyć, ale i usłyszeć potyczkę Nocnej Straży z przeciwnikami po drugiej stronie Muru, kolejną potyczkę wojsk Jona Snowa z oddziałami diabolicznego Ramsaya, przejmujący moment Hodorem, brutalne i szokujące Czerwone wesele, czy też scenę jak Cersei rozprawiła się z Wielkim Wróblem i wyznawcami jego religii. Przy nich wszystkich muzyka grała dokładnie tak samo jak w serialu. Osobiście uważam ten ostatni wymieniony moment za najlepszy w całym koncercie, też dlatego, że grany właśnie do tej sceny utwór Light of the Seven uważam za najlepszy z całej serii. Do jego wykonania Ramin Djawadi zasiadł przy mini-organach i zaczął grać charakterystyczną melodię, a całą scenę zaczęła ogarniać zielona mgła. W trakcie utworu im bardziej nabierał tempa, także organy wraz z Djawadim zaczęły podnosić się coraz wyżej i wyżej, aż do wielkiego finału. W ogóle kompozytor poza dyrygowaniem swojej orkiestry, parokrotnie samemu sięgał po instrumenty. Poza wspomnianymi organami, wykonał też na mandolinie bardzo ładny utwór Needle z 6 sezonu. Jak i podrasował trochę kawałek Reign (znowu z 6 sezonu) ilustrujący Daenerys walczącą swoimi smokami, wykonując go na gitarze elektrycznej. To połączenie mocnego rockowego brzmienia, orkiestry i chóry wypadło naprawdę przekonywująco, gdzie wraz z buchającymi na scenie płomieniami można się było przez pewien czas poczuć jak na koncercie rockowym. I też nie powinno dziwić, że właśnie te wszystkie najlepsze momenty związane były z muzyką z 6 sezonu, który muzycznie uważany jest za najlepszy, a przynajmniej ja tak uważam.

Niektórzy, pewnie ci nie będący wielkimi fanami Gry o Tron, czy muzyki Ramina Djawadiego, mogą zarzucić temu całemu przedsięwzięciu pewien przerost formy nad treścią, jak i zarzucić, że ważniejsze od samej muzyki jest tworzone wokół niej "show". Jest w tym trochę prawdy, ale też trzeba przyznać, że bez tej otoczki ta muzyka nie prezentowałaby się już tak dobrze. Choć wiadomo na potrzeby serii Djawadi skomponował parę dobrych i znanych tematów, to jednak wiele z nich jest bardzo do siebie podobnych. Co z punktu widzenia serialu i tworzeniu pewnego muzycznego stylu jest zrozumiałe, ale właśnie podczas tego dwugodzinnego miejscami wdzierała się pewna monotonia. Sama produkcja HBO nie jest też z tych, które przeładowane są muzyką, zważywszy też jaką rolę odgrywają w niej dialogi. Ba, w pierwszych sezonach rzadko wybijała się na pierwszy plan. Ramin Djawadi sam wypracował pełną paletę tematów, którymi należycie operuje w obrazie, ale np. podczas koncertu dało się wyczuć pewną powtarzalność, słysząc po raz kolejny temat Lannisterów, Starków/Północy, czy też przyjemne, ale bardzo podobnie brzmiący motywy przypisane Daenerys. Podobnie z dość prostą muzyką akcji, opartą głównie o instrumenty perkusyjne, która też mogła się zlewać w jedno i to samo brzmienie.



Mimo pewnej powtarzalności przez te dwie godziny widzowie w Mercedes-Benz Arena mogli się przenieść w świat rycerzy, smoków, intryg stworzony przez George'a R.R. Martina. I dla kogo jak nie dla miłośników Gry o Tron był ten koncert skierowany? Sam Ramin Djawadi na początku zapytał ile z osób zna i ogląda serial ten serial? W odpowiedzi cała hala wydała radosny okrzyk i brawa. Zaś kiedy zapytał się kto nie zna i nie ogląda Gry o Tron sala wybuchła śmiechem. Dla tych osób był ten koncert przeznaczony i patrząc o reakcjach, jak i końcowych oklaskach, większość w hali była zadowolona z przedstawienia (show) jakie Ramin Djawadi ze swoim zespołem zaserwowali.

Autor artykułu:  Maciej Wawrzyniec Olech
Komentarze
Kawa 2018-05-19 10:13
Byłem w Łodzi i z opisu wnioskuję, że było identycznie jak w Berlinie. Chociaż lubię głośne granie, to momentami było za głośno (widziałem jak jedna para wyszła w trakcie, po tym jak kobieta zasłoniła sobie uszy) i za duży mankament uznaję brak tematu, który pojawił się m.in. w utworze "Chaos Is a Ladder". Ale biorąc pod uwagę, że jeszcze kilka lat temu nie marzyłem o tym, żeby być na takim koncercie to jestem zadowolony i proszę o więcej :) PS. Na marginesie, przed koncertem i podczas przerwy słychać było muzykę z "Westworld". Mam nadzieję, że to ukryta zapowiedź kolejnej trasy Ramina.
Roman 2018-05-19 12:30
No More Remote Control shit composers!
Wawrzyniec 2018-05-20 02:56
@Kawa Ten wspomniany utwór, to chyba tzw. motyw Littlefingera. Rzeczywiście dziwne, że go nie było, taka ważna postać. Muzyka z Westworld w przerwach w Berlinie nie była grana, o ile dobrze kojarzę :)

R E K L A M A





NASI PARTNERZY:



Poki.pl
Grydladzieci.pl


 
Strona hostowana przez
www.twojastrona.pl
Copyright © 2005-2018 FilmMusic.pl.
Wszelkie materiały multimedialne wykorzystane na tej stronie służą jedynie celom informacyjnym.
Projekt i wykonanie