Szukaj: w




Po prostu Koncert Muzyki Filmowej.



Fot. KMF

Jeszcze kilkanaście lat temu jakiekolwiek plany zorganizowania koncertu muzyki filmowej budziłby wśród miłośników tego gatunku bardzo duże emocje. Dzisiaj śmiało możemy powiedzieć o nasyceniu rynku tego typu eventami. Jest to po części zasługą prężnie rozwijającego się w Polsce, krakowskiego FMFu. Ale w odpowiedzi na te swoistego rodzaju doroczne święto muzyki filmowej, w całym kraju rodzą się kolejne inicjatywy mające na celu popularyzowanie utworów filmowych. Jednym z najprężniej rozwijających się jest Koncert Muzyki Filmowej podejmowany od wielu już lat przez Trinity Group. W ostatnich dniach powrócił on z dwoma wydarzeniami w Katowicach i Warszawie. Jaki był tego efekt?

Na początku wyjaśnijmy pewne bardzo istotne kwestie, które powracają niczym bumerang w kontekście tego typu monograficznych prezentacji. Niezwykle trudno jest porównywać koncert przygotowywany przez samego artystę (z autorskim programem i aranżacjami) do utworów wykonywanych pod nadzorem innych podmiotów. W kategoriach wykonawczych zawsze pojawiać się będzie jakieś „ale”, bo tylko twórca i osoba związana z produkcją danego utworu najlepiej wie w jaką stronę pokierować muzyków, aby najbardziej jak to tylko możliwe oddać ducha filmowego oryginału. Czasami ta pogoń za ideałem rewidowana jest przez szaloną wizję twórcy, czego przykładem są rockowe koncerty Hansa Zimmera, jakie słynny Niemiec prezentował w Stanach Zjednoczonych i Europie. Dlatego też każdy odbiorca, który pragnie takiego „dosadnego” wejścia w filmowy świat ulubionego kompozytora, w pierwszej kolejności zwróci się ku autorskim prezentacjom. Problem pojawia się wtedy, gdy wyniesione z takiego „show” emocje zechcemy porównać do analogicznych koncertów monograficznych.

Koncert Muzyki Filmowej jest ideą całkiem ciekawą. Poza promocją muzyki filmowej w kontekście wybranych twórców ma również inne, moim zdaniem ważniejsze właściwości – integracyjne. Proponowany przez organizatorów program jest świetnym pomostem łączącym całe pokolenia – od starszych, bardziej wymagających słuchaczy i miłośników kina na najmłodszych skończywszy. Kierowanie się przy tym najbardziej rozpoznawalnymi motywami z twórczości Hansa Zimmera jest dodatkowym atutem przykuwającym uwagę szerokiego grona odbiorców. To dlatego sale i hale na których wykonywany jest Hans Zimmer Tribure Show są zawsze wypełnione po brzegi. Ma to swój urok, choć kwestie klimatu byłaby tutaj dyskusyjna.

Fot. KMF

„Tribute Show”, jak sama nazwa wskazuje, można potraktować jako pewnego rodzaju zjawisko – ciekawostkę, która daje możliwość wejścia w świat muzyki Hansa Zimmera bez ówczesnej jej znajomości. Aczkolwiek trudno nie znać kultowych tytułów jakie na przestrzeni lat „obstawiał” słynny Niemiec. Faktem jest, że pod względem programowym dzieją się oczywiste oczywistości. Ale warto zaznaczyć, że organizatorzy z roku na rok rozbudowują prezentowany program. Pamiętam jak jeszcze kilka lat temu „Hans Zimmer Tribute Show” zamykano w kilku skromnych prezentacjach tematycznych, by całość programu dopiąć suitami innych artystów. Koncert jako idea ewoluuje i zapewne będzie ewoluował, co czyni każdy z tych występów na pewien sposób unikatowym. Ale diabeł tkwi w szczegółach...

Perfekcja jest demonem trawiącym każdego, kto porywa się na wykonanie „live” osłuchanego w gronie miłośników muzyki filmowej utworu. Trudno to osiągnąć, gdy nagranie jest wypadkową odmierzonego od linijki miksu symfoniczno-orkiestrowej faktury. Pewne rzeczy można jednak doszlifować na tyle, aby odbiorca nie zwracał uwagi na pojawiające się różnice. I moim zdaniem tego elementu zabrało w pierwszych kilku fragmentach wykonywanych przez Polską Orkiestrę Radiową pod batutą Macieja Sztora. Najbardziej problematyczne wydały się suity z Gladiatora i filmów Christophera Nolana, którym zabrakło odpowiedniej dynamiki i charakteru. Ale im dalej przemieszczaliśmy się w programie, tym ciekawiej się to wszystko prezentowało. A finał składający się z monolitów twórczości Zimmera: Twierdzy, Karmazynowego Przypływu, Cienkiej Czerwonej Linii i Piratów z Karabiów miał prawo porwać zgromadzone na hali Torwaru audytorium.

Jak zatem podsumować koncert „Hans Zimmer Tribute Show”? Najuczciwiej będzie powiedzieć, że jest to wydarzenie kierowane do szerokiego grona odbiorców – szczególnie tych, którzy z muzyką filmową mają do czynienia głównie w kinie. Bardziej wymagający słuchacz, zaliczający dziesiątki takich eventów rocznie niewiele nowego będzie tu w stanie odkryć. Ale kto wie, może i on (ona) miło wspomni Koncert Muzyki Filmowej. Najbliższą okazją aby się o tym przekonać będzie majowy koncert w Gdyni. Spotykamy się tam?

Fot. KMF



Autor artykułu:  Tomek Goska
Komentarze

R E K L A M A






NASI PARTNERZY:




Poki.pl
Grydladzieci.pl

 
Strona hostowana przez
www.twojastrona.pl
Copyright © 2005-2018 FilmMusic.pl.
Wszelkie materiały multimedialne wykorzystane na tej stronie służą jedynie celom informacyjnym.
Projekt i wykonanie