Szukaj: w




FILMMUZY - podsumowanie roku 2016





Jak na pewno nie uszło waszej uwadze, jubileuszowe, dziesiąte film muzy przynoszą odświeżenie (wreszcie!) graficznej prezentacji naszej statuetki. Poprzedni projekt nadgryziony został dość wyraźnie zębem czasu, a rozdzielczość grafiki pozostawiała sporo do życzenia. Po zmianie naszej filmmuzie gdzieś zawieruszyły się szaty ;), no ale w końcu to nie one, ani nie ona, są tu najważniejsze. Prawdziwymi bohaterami są przecież twórcy muzyki filmowej, którzy głosami członków naszej redakcji zostają wyróżnieni, i których polecamy (za wyjątkiem rzecz jasna ostatniej kategorii), Waszej uwadze. Tegoroczni zwycięzcy i nominowani, podobnie jak przed rokiem prezentowani i jednocześnie, po części pewnie byli do przewidzenia, ale po części mogą Was też zaskoczyć. Przynajmniej taką mamy nadzieję, bo w końcu nudno by było bez żadnych niespodzianek.







SCORE ROKU



Jóhann Jóhannsson: ARRIVAL

Ścieżką dźwiękową roku głosami redakcji Filmmusic.pl został znakomity, eksperymentalny Arrival Jóhanna Jóhannssona. Islandzki kompozytor, choć już kilka lat temu wyrobił sobie markę w świecie muzyki filmowej, to dopiero po raz pierwszy w historii istnienia naszej wirtualnej statuetki znalazł się wśród nominowanych. Natomiast nie pierwszy raz w swojej karierze podjął duże ryzyko, stawiając na nieszablonowe w hollywoodzkim kinie rozwiązania, bliskie ambientowi i muzyce awangardowej. Co prawda wykorzystanie w filmie utworu Maxa Richtera dało Akademii pretekst do pominięcia Nowego początku w walce o Oscary, jednak nasze zdanie w tej materii było całkowicie odmienne. Bo to nie "On the Nature of Daylight" było tu najważniejsze, a całą atmosferę spotkania z tajemniczymi przybyszami zbudowała kreatywna muzyka twórcy Sicario.

Pozostali nominowani:


Justin Hurwitz: LA LA LAND - Score który, pod nieobecność Arrival w pełni przewidywalnie zgarnął Oscara i masę innych nagród musiał znaleźć się i w naszej najlepszej piątce. Oczywiście nie dlatego, że nie chcieliśmy być „gorsi” od innych, ale dlatego, że Justin Hurwitz na to wyróżnienie absolutnie sobie zasłużył. Nawiązująca do brzmienia klasycznych musicali La La Land imponuje znakomitą tematyką, energią, emocjonalnością i kapitalnymi aranżacjami. Na dodatek jeśli score w tym gatunku filmowym nie stanowi tylko uzupełnienia dla piosenek, ale w wielu momentach potrafi je zepchnąć na dalszy plan, a przy tym zawładnąć dwiema najważniejszymi scenami filmu, to znaczy że jest to ilustracja najwyższej próby.

Jo Yeong-wook: AH-GA-SSI [THE HANDMAIDEN] - Choć koreański przemysł filmowy od wielu lat ma się znakomicie, a my nieraz już przybliżaliśmy muzykę filmową z tego regionu, to kompozytorzy z tego kraju w Filmmuzach pojawiają się najwyżej „od święta”. Tak po prawdzie to pojawia się tylko jeden. Jo Yeong-wook bywał już przez nas wyróżniany w kategorii utwór, teraz doczekał się także nominacji za cały score. Jego Ah-ga-ssi to klasowy score do kostiumowego melodramatu, ubrany w piękne brzmienia i motywy z pogranicza romantycznej symfoniki i minimalizmu, bardziej zachodni niźli wschodni, ale skoro film jest adaptacją powieści brytyjskiej, to trudno się dziwić że w takim kierunku poszedł kompozytor. A że zrobił to znakomicie, to i wyróżnienie się należy.

Cliff Martinez: THE NEON DEMON - Jak zróżnicowana jest muzyka filmowa pokazuje kolejny nominowany, kolejny po Jóhannssonie debiutant wśród nominowanych. Cliff Martinez po raz trzeci współpracował z duńskim reżyserem Nicolasem Windingiem Refnem, a my odnosimy wrażenie, że za każdym razem ta współpraca przebiegała lepiej, bo coraz ciekawsze były jej efekty. W przypadku The Neon Demon symbioza obrazu i muzyki jest doprawdy fenomenalna. Elektroniczna ścieżka jest w jakimś stopniu może inspirowana dokonaniami tuzów tego rodzaju muzyki, ale pozostaje w obrębie stylu i języka, do jakiego przyzwyczaił nas Martinez. Najważniejsze jest jednak właśnie to, że wraz ze znakomitą sferą wizualną pozwala przymknąć oko na ewentualne niedostatki fabularne filmu.

Rob Simonsen: NERVE - I jeszcze jedna elektroniczna ścieżka, choć stylistycznie jakże odmienna od poprzedniej. Jednak w przeciwieństwie do niej lepiej sprawuje się na płycie niż w filmie. Jego reżyserowi za niewykorzystanie pełnego potencjału muzycznej ilustracji należałaby się skądinąd ciężka chłosta… no, dobra, przynajmniej ostra nagana. Rob Simonsen na potrzeby Nerve stworzył fantastyczne połączenie elektronicznych brzmień rodem z lat 80. z masą świeżych, własnych idei , a wszystko okrasił paroma wybornymi tematami. Jest w tym nieskrępowana radość, prawdziwy „fun” i bezpretensjonalność i szczerość, której tak brakuje wielu hollywoodzkim ilustracjom. Kto wie co by było, gdyby muzyka ta trafiła do godnego siebie obrazu. Tym niemniej nic nie stoi na przeszkodzie by rozkoszować się nią w wydaniu soundtrackowym.



KOMPOZYTOR ROKU



CLINT MANSELL


Wyłonienie najlepszego kompozytora roku 2016 nie było zadaniem łatwym. Choć wcale nie brakowało kilku naprawdę dobrych ilustracji, próżno było doszukiwać się jakiegoś wyróżniającego się artysty, dla którego miniony rok byłby oszałamiającym słuchaczy pasmem sukcesów. Stąd kompozytorska kategoria Filmmuz tym razem docenia przede wszystkim równą formę oraz stylistyczną różnorodność. Najwięcej atencji u redakcji zaskarbił sobie niespodziewanie Clint Mansell. Brytyjski kompozytor, mimo zeszłorocznej nieobecności w masowej świadomości, wcale nie próżnował. Nie miał przy tym może zbyt dużego szczęścia, bowiem aż dwie z czterech jego ścieżek dźwiękowych – do thrillera sci-fi Man Down oraz telewizyjnej animacji 2.0 - nie doczekały się oficjalnego wydania. Fani nie mogli jednak narzekać, albowiem Mansell wydatnie nadrobił to swoimi pozostałymi dokonaniami. Pierwszym z nich była intrygująca ilustracja dramatu High-Rise, w której kompozytor zawarł wszystko, za co od lat posiada grono wiernych zwolenników. Z jednej strony niepokojący nastrój, podszyty elektroniką minimalizm oraz hipnotyczny temat główny stanowiły znaki markowe stylu Brytyjczyka, z drugiej brzmieniowe eksperymenty oraz klasycyzujące nawiązania wzbogaciły interesujący dorobek artysty. Zupełną niespodzianką jednak okazała się muzyka do Black Mirror: San Junipero, gdzie Mansell zabłysnął umiejętnym połączeniem współczesnych trendów z elektronicznymi brzmieniami lat 80-tych. Efektem jest niezwykle nastrojowa, pamiętna muzyka, stanowiąca najbardziej udaną ilustrację ze wszystkich epizodów serialu. Koniec końców Mansell zaskakująco i może nieco szczęśliwie (bo wykorzystując przeciętny rok konkurentów) zdobył swoją pierwszą Filmmuzę. Ponieważ przed nim kilka intrygujących projektów gorąco liczymy, że za rok nie będzie bez szans w walce o kolejną.

Pozostali nominowani:


DANNY BENSI & SAUNDER JURIAANS - Kolejną niespodzianką w redakcyjnym głosowaniu okazał się kompozytorski duet Bensi & Juriaans. Panowie, o których świat pierwszy raz dowiedział się tak naprawdę ledwie parę lat temu przy okazji Wroga, wykazali się w minionym roku dużą pracowitością. Opisać z osobna każdą z popełnionych przez nich ścieżek dźwiękowych nie sposób, albowiem ich muzyka pojawiła się w sumie w kilkunastu projektach. Duet nie przedłożył jednak wcale ilości nad jakość, albowiem mimo dyskusyjnej komunikatywności większości wytworów jego pracy, każdy z nich znajdywał solidne uzasadnienie w filmowym kontekście. Tak też skrajnie wręcz minimalistyczna ilustracja Christine zupełnie intrygująco odnalazła się w obrazie, a niewiele mniej ascetyczna muzyka do Last Days in the Desert zaskakująco dobrze korespondowała z historią samego Jezusa. Oszczędny pomysł na muzykę niezgorzej sprawił się w horrorowym świecie, o czym widzowie i słuchacze mogli przekonać się przy okazji nasyconego klimatem Autopsy of Jane Doe. Poza tym były jeszcze Complete Unknown, Madly, Frank & Lola, The Ticket, A Kind of Murder i Barry oraz dwa krótkie metraże, jeden serial, a także dokument Amanda Knox. I choć dziełom Danny’ego Bensiego i Saundera Jurriaansa raczej ciężko będzie podbić serca szerszego grona słuchaczy, ich pracowitość oraz koncepcyjna adekwatność zasłużyła na wyróżnienie.

MICHAEL GIACCHINO - To już druga z rzędu nominacja w tej kategorii dla sympatycznego Amerykanina. Giacchino od dłuższego już czasu wcale nie myśli o tym, żeby zwolnić i co rusz bierze się za kolejne franczyzy oraz kasowe blockbustery. W roku 2016 okrasił własnymi brzmieniami świat Gwiezdnych Wojen oraz Marvela. I tak jak Rogue One: A Star Wars Story mimo zyskania sobie pewnej liczby zwolenników bywał także krytykowany, tak muzyka do Doctor Strange to już absolutnie dobra partytura, wnosząca do marvelowskiego świata od dawna wyczekiwany powiew świeżości. Oprócz tego, Amerykanin powrócił po raz kolejny do franczyzy Star Treka przy okazji Star Trek Beyond oraz zilustrował oscarową disneyowską animację Zootopia. W obu przypadkach nie wyszedł wprawdzie ze swojego comfort zone, prezentując bardzo konwencjonalne podejście do tematu, ale swoją robotę wykonał ze wszech miar fachowo. Głośne tytuły an rozkładzie, brak wpadek i solidny poziom wszystkich ścieżek wystarczyły, aby redakcja przyznała Giacchino kolejną nominację.



ODKRYCIE ROKU



ANDY HULL & ROBERT MCDOWELL


…czyli połowa pochodzącej z Atlanty indierockowej grupy Manchester Orchestra. Zaproszenie takich muzyków do stworzenia filmowej ilustracji często przynosi nietuzinkowe efekty i nie inaczej było tym razem. Ich ilustracja ze Swiss Army Man jest w pewnym sensie wypadkową i najbardziej dobitnym przykładem trendu, który silnie został zaakcentowany w muzyce filmowej roku 2016. A mówimy tu o szerokim wykorzystaniu najstarszego i dla wielu najpiękniejszego "instrumentu", czyli ludzkiego głosu. Człowiek-scyzoryk stoi wokalizami, nuceniem i quasi-śpiewaniem, które w dużej większości zastępuje typowe środki muzycznego wyrazu w filmie, czyli orkiestrę czy elektronikę. Hull i McDowell nadali z pewnością dziwacznemu komediodramatowi unikalny i bardzo świeży muzyczny głos. Ich ścieżka stale pędzi do przodu, zaznacza się łatwo przyswajalną melodyką i emocjami a znaleźć możemy również uroczy "hołdzik" dla Parku Jurajskiego Williamsa. Oprócz głosów, znaleźć można tu gitary, delikatne smyczki czy fortepian, choć stanowią one "drugie skrzypce" w stosunku do wokaliz. Muzyka pełni też ważną rolę narracyjną w filmie, gdy głosy powtarzają po bohaterach ich wypowiedzi tworząc surrealistyczną otoczkę. W obliczu współczesnej muzyki filmowej to dość odważny i ryzykowny projekt muzyczny i z tego względu Filmmuza wydaje się w naszym wyborze oczywistą oczywistością.

Pozostali nominowani:


CRISTOBAL TAPIA DE VEER mógł być już znany słuchaczom, którzy specjalizują się w muzyce z seriali, gdyż parę lat temu to brytyjska Utopia była projektem, który pozwolił wypłynąć temu twórcy na nieco szersze wody. I to także brytyjskie kino pozwoliło mu zabłysnąć jeszcze mocniej. Jego ubiegłoroczna ilustracja do The Girl With All the Gifts - znakomitej mieszanki dramatu i postapokaliptycznego horroru o zombies zaskakuje nie tylko fantastycznym klimatem, ale i wieloma świeżymi pomysłami, ciekawym użyciem wokalu i momentami świetnej muzycznej dramaturgii. Jako młody chłopak Cristobal musiał wraz z rodzicami uciekać z rodzinnego Chile przed wojskową dyktaturą i po epizodzie w Paryżu ostatecznie osiedlić się w kanadyjskim Quebecu. Tam zdobył muzyczne szlify, ale jak widać to Wielka Brytania okazała się początkiem jego, miejmy nadzieję że okazałej, kariery w branży filmowej.

SCOTT WALKER również swą karierę muzyczną zawdzięcza Wielkiej Brytanii, choć nie dość, że jest na jej zupełnie innym etapie, to w zupełnie innym gatunku i branży. Niemłody już amerykański wokalista i multiinstrumentalista w latach 60. przeniósł się bowiem z L.A. do Londynu, gdzie ze swoją grupą The Walker Brothers zaczął święcić sukcesy w muzyce pop i rock. W latach 90. Zadebiutował w muzyce filmowej, ale jego ścieżka do obrazu Pola X przeszła bez większego echa, pewnie na skutek nikłego zainteresowania niszowym filmem. Debiutujący w roli reżysera Brady Corbet zdołał jednak namówić Walkera do powtórnego wejścia do tej samej rzeki i okazało się to strzałem w dziesiątkę. Ilustracja do The Childhood of a Leader choć nie ucieka od nawiązań do klasyki muzyki z kina grozy i thrillerów imponuje wyczuciem, emocjami i swoistą drapieżnością. Walker to nie pierwszy i pewnie nie ostatni twórca, który przeskakuje do filmówki z innego gatunku muzyki. Jak zwykle wyrażamy tu nadzieję, że przynajmniej jeszcze parę razy da się namówić na podobną przygodę.



UTWÓR ROKU



Rob Simonsen: NIGHT DRIVE


Filmmuza od początku swojego istnienia hołdowała w kategorii "Utwór roku" brawurowym dokonaniom symfonicznym, których autorzy wyciskali z tradycyjnej orkiestry wszystko to, co najbardziej ekscytujące lub wzruszające. Tegoroczny laureat, Night Drive Roba Simonsena z filmu Nerve staje na przekór tej tradycji. Startujący malowniczym arpeggio syntezatora, szybko przeradza się w rozbujany, zanurzony w wielobarwnej elektronice taneczny hymn, podrasowany soczystym beatem i eterycznymi wokalami, odważnie czerpiącymi ze współczesnego synthpopu i takich zespołów, jak M83, Crystal Castles czy Chromatics. Porywający przykład, jak wiele muzyka filmowa może zyskać dzięki współistnieniu z innymi gatunkami muzycznymi.

Pozostali nominowani:


Takayuki Hattori: SANADA MARU MAIN THEME - temat otwierający japoński serial historyczny Sanada Maru z cyklu "NHK Taiga Drama" to brawurowy minikoncert na solowe skrzypce i orkiestrę symfoniczną, coś jakby krzyżówka Johna Corigliano, Maurice'a Jarre'a i Basila Poledourisa. Jeśli to nie wystarcza za rekomendację (choć powinno!), warto też polecić górujący nad całością, heroiczny temat przygodowy, który wieńczy tę nietuzinkową kompozycję kulminacją godną największych mistrzów kina Nowej Przygody. Chapeau bas, maestro Hattori!

Justin Hurwitz: EPILOGUE - obsypany nagrodami duet Damien Chazelle/Justin Hurwitz pokazał w tym roku nie tylko, jak robi się musicale, ale też jak należy kręcić poruszające, przebojowe i zapadające w pamięć filmowe finały. Epilog Oscarowego La La Land to prawdziwy tour de force muzyki filmowej - najpierw roztańczone, potem liryczne, a na koniec skłaniające do szczerej refleksji nad kolejami ludzkiego losu. Stężenie pięknych tematów na każdą minutę tej pasjonującej sekwencji dosłownie powala!

Jo Yeong-wook: WEDDING - to trzecia już w tej kategorii nominacja dla koreańskiego kompozytora, która w raz z wyróżnieniem za "Najlepszy score" pieczętuje jego pozycję jako jednego z najciekawszych orientalnych artystów kina. Na styku ślicznej melodii i glassowskiego minimalizmu pobrzmiewa wielka, zakazana namiętność, w której mieszają się niewinność z deprawacją, uczciwość z szalbierstwem, a czystość z lubieżnością. Temat Jo Yeong-wooka z The Handmaiden jest w tym skomplikowanym świecie najpiękniejszym symbolem patetycznego, pełnego żarliwości uczucia.

Jóhann Jóhannsson: FIRST ENCOUNTER - ten natomiast utwór pochodzi z zupełnie innego bieguna, czy też chciałoby się rzec, z zupełnie innej galaktyki. Zapomnijcie o sentymentalnych uniesieniach, jakich doświadczali spielbergowscy bohaterowie w kontaktach z pozaziemską cywilizacją. Kosmici Johanssona to rasa najzupełniej obca, trudna w komunikacji i spoglądająca na wszechświat w sposób zupełnie dla nas niezrozumiały. W swoim eksperymentalnym utworze z Arrival Islandczyk nie chce ani nas straszyć, ani koić nasze serca - chce ukazać coś, czego ludzkie szkiełko i oko nie potrafi pojąć. I to się znakomicie udaje.

Clint Mansell: WAVES CRASHING ON DISTANT SHORES OF TIME - San Junipero - marzycielska utopia z trzeciego sezonu serialu Black Mirror, w której ludzkość przezwyciężyła śmierć, zasługiwała na szczególne uniesienia emocjonalne. Mansell takowych dostarcza, ale bez popadania w kiczowaty sentymentalizm. Tęskne, elektroniczne fale, które delikatnie muskają motyw główny utworu, docierają do nas znad brzegu metafizycznego oceanu, niosąc bryzę naznaczonej wiecznością melancholii. Ostatnia, energetyczna fraza daje zaś nadzieję, że życie po życiu zdoła nas jeszcze zainspirować nowymi, ekscytującymi doznaniami.

Bear McCreary: 10 CLOVERFIELD LANE - jak się okazuje, filmy ze słowem "Cloverfield" w tytule mają szczęście do Filmmuz... i do dobrej muzyki! Prawie dekadę po spektakularnej suicie Michaela Giacchino, otrzymujemy kolejną porcję soczystej, orkiestrowej akcji, tym razem od popularnego "Miśka" McCreary'ego. Piłujące, frenetyczne sekwencje smyczków, mocarne wejścia sekcji dętej, efektowny motyw główny - do spółki gwarantują solidny skok adrenaliny u każdego, kto chce przeżyć chwile grozy i chwile emocjonującej przygody przy 10 Cloverfield Lane.



Antymuza: GNIOT ROKU



Tom Holkenborg (Junkie XL): DEADPOOL


Niemalże wszystkie blockbustery, do których w 2016 roku muzykę komponował Hans Zimmer lub jego protegowani od strony muzycznej nazwać możemy mniejszą lub większą porażką. Największą zdaniem redakcji FilmMusic.pl okazał się być niestety Deadpool Toma Holkenborga. Film, który dawał gigantyczne możliwości zabawy tematyką i stylistyką, ostatecznie otrzymał nijaką, wypraną z emocji i czystego „funu”, oprawę muzyczną. Spośród wielu mało intrygujących fragmentów da się od biedy wyszczególnić raptem dwa utwory godne uwagi. A fakt, że muzyka ta w filmie w dużej mierze zostaje przygaszona przez efekty dźwiękowe oraz utwory nieoryginalne okazał się być paradoksalnie zbawienny dla widzów. Szkoda, tym bardziej że ubiegłoroczna nominacja dla Holendra w tej „pozytywnej” kategorii, a mianowicie za utwór roku, pozwalała wierzyć, że Junkie XL wreszcie wszedł na właściwą ścieżkę w swojej karierze w branży filmowej. A tu znowu pobłądził.

Pozostali nominowani:


Jed Kurzel: ASSASSIN’S CREED - jak widać (i słychać) nie tylko ilustracje ekipy z RCP raniły w ubiegłym roku nasze uszy. W przypadku Assassin’s Creed „ilustracja” to stwierdzenie jakby na wyrost, bo muzyka Jeda Kurzela ociera się o jawne tapeciarstwo. Niby i klimatyczne, ale nijak mające się do bogatej spuścizny ścieżek dźwiękowych z gier komputerowych o tym samym tytule. Szukając na siłę zalet albumu z tą muzyką znajdujemy dwie: bijąca z niego monotonia może być panaceum na bezsenność a opakowanie płyty całkiem dobrą podstawkę pod filiżankę z kawą.

Hans Zimmer: INFERNO - ostatnim rodzynkiem podnoszącym ciśnienie wśród miłośników muzyki filmowej jest „dzieło” jednego z najpopularniejszych twórców gatunku. Skoro padło hasło „RCP” , to nie mogliśmy nie odnotować fatalnej formy w roku ubiegłym samego szefa, czyli Hansa Zimmera. Najbardziej bolesna dla uszu okazała się trzecia odsłona serii ekranizacji powieści Dana Browna - Inferno. Zupełne odejście w elektronikę nie każdemu mogło przypaść do gustu, choć trzeba powiedzieć, że to nie pomysł był tu fatalny, ale jego realizacja. Cóż, pozostaje jak najszybciej zapomnieć o tej płycie.



Powyższe wyróżnienia nie wyczerpują oczywiście tematu najlepszych scorów, kompozytorów, utworów i nowicjuszy w muzyce filmowej (kwestię tych najgorszych już zostawmy). Ostatecznie rok 2016 nie przyniósł nam może pozycji wybitnych, złotymi zgłoskami zapisujących się w historii gatunku, ale – co udowodniliśmy już wyżej – dał nam trochę powodów do zadowolenia. Warto było zatrzymać się dłużej choćby przy takich ścieżkach jak Moonlight, Nicholasa Britella, La Corrispondenza Ennio Morricone, La tourte rouge Laurenta Perez del Mara, Shizumanu Taiyo Naokiego Sato czy The Monkey King 2 Christophera Younga. Warto docenić pracowitość Fernando Velazqueza, który stworzył całkiem pokaźną ilość ścieżek z wyróżniającą się A Monster Calls. Cieszy także wciąż dobra forma naszego rodaka w Hollywood, czyli Abla Korzeniowskiego, o której zaświadczała choćby elegancka muzyka z Nocturnal Animals.

Wiele interesującego mogliśmy też usłyszeć od twórców, którzy zaczynają swą karierę w branży filmowej lub wkraczają do niej w ramach odskoczni od innych gatunków muzycznych. Z dobrej strony dał się poznać Daniel Hart, twórca bardzo ładnej ilustracji do familijnego Pete’s Dragon, Mark Korven potwierdził w The VVitch, że horror to świetny gatunek do zabłyśnięcia w branży. Dominic Lewis po latach terminowania jako pomocnik soich starszych kolegów z RCP wreszcie pokazał się jako samodzielny kompozytor przy Money Monster, w telewizji zaczął błyszczeć Mac Quayle, szczególnie dzięki swojej muzyce do serialu Mr. Robot, zaś kapela Moniker pokazała, że nie straszne jej napisanie ilustracji do przygodowej komedii Hunt for the Wilderpeople. Tu mieliśmy zresztą kolejny polski akcent, bo kto z tworzącego grupę trio: Łukasz Buda, Samuel Scott i Conrad Wedde, urodził się we Wrocławiu chyba nie trzeba wskazywać.:)

I tak moglibyśmy jeszcze wspominać najlepsze momenty muzyki filmowej w kinie i telewizji roku minionego, ale ciekawi jesteśmy jak Wy, Drodzy Czytelnicy, oceniacie rok 2016. Czy zgadzacie się z naszym wyborem tych najlepszych z najlepszych? Zachęcamy do komentowania Filmmuz pod artykułem i na naszym forum. My tymczasem zagłębiamy się już w dzieła bieżącego roku, szukając w nich perełek, które będziemy chcieli wyróżnić przy okazji kolejnej, jedenastej odsłony naszych nagród.


Autor artykułu:  Redakcja portalu filmmusic.pl
Komentarze
Kaziu 2017-03-01 19:05
Arrival? Chyba jednak nie powinien wygrać. W filmie może być, ale na płycie to już nie powala.
Zibi 2017-03-01 20:05
Podzielam zdanie przedmówcy - "Arrival" jest dobry, ale nieco męczący w odbiorze... Patriotycznie wskazałbym na "Nocturnal Animals" aczkolwiek rok 2016 muzycznie był po prostu słaby...
Krzysztof 2017-03-01 20:25
Hipsterstwo do potęgi. Poza gniotami kompletne nieporozumienie. Nie tylko laureaci, ale z połowa nominacji na wyrost. Większość prac na jednorazowy odsłuch. Gdyby to faktycznie były topowe prace, ubiegły rok byłby chyba najgorszym od dekady.
Tomek 2017-03-01 21:17
W takim razie podaj swoich faworytów za zeszły rok, kogo byś nominował itp.
Zibi 2017-03-02 09:25
Zapomniałem dodać, że antymuza dla "Deadpool'a" jest nieco krzywdząca bo w filmie muzyka się sprawdza... Dla mnie jest tylko jeden 100% kandydat - "Bogowie Egiptu" i większego gniota nie było...
Goska Tomasz 2017-03-02 15:55
Ale mówisz o muzyce do Bogów Egiptu, czy o filmie? Bo muzyka była NAJLEPSZĄ cząstką tego przedsięwzięcia. Zresztą pisałem o tym co nieco w recenzji. Jeżeli uważasz ten score za najgorszy w 2016 roku, to mam solidną rozkminę, jak w/g Ciebie powinna brzmieć muza do tego filmu? Jak Gladiator Zimmera? :D
Zibi 2017-03-03 10:10
O filmie nie wspomnę bo jest tak kiepski, że przytoczony "Deadpool" to przy nim dramat psychologiczny... ;) A co do muzyki to brzmi jakby była pisana na szybko z założeniem, że to gniot więc nie warto się wysilać. Autor nie jest amatorem a "orientalizmy" brzmią wręcz karykaturalnie. Jak powinna wyglądać ta muza? Nie wiem, nie ja jestem sowicie opłacanym za swoją pracę muzykiem. Wiem, że przesłuchałem ją dwa razy i nigdy więcej... ;) Mam nadzieję, że to wpadka i tyle... Zdarza się wszak nasz B.Chajdecki właśnie to samo uczynił z "Belle Epoque" i do reszty pogrążył ten absurdalny serial...
Zibi 2017-03-03 10:57
A... Zapomniałem ;) Uważam, iż muzyka "serialowa" powinna mieć swoją, osobną kategorię - tu akurat w 2016 było całkiem dobrze. "West World", "Game of Thrones", "Stranger Things" vol.1 i vol.2...
Goska Tomasz 2017-03-03 18:50
Ciągle odnoszę wrażenie, że patrzysz na ten score przez pryzmat filmu. :) Absolutnie nie mogę tej partytury postawić w jednym szeregu z gniotami roku, bo ani struktura tematyczna, ani świetne instrumentacje, ani też niebanalna muzyczna akcja z końcówki filmu nie pozwala mi na to. Film widziałem w kinie i jak mnie męczył wizualnie, to oczy zamykałem i przyznam, że muzyka sama opowiadała tę historię. A może dwóch innych ścieżek słuchaliśmy? :)
Wawrzyniec 2017-03-04 01:10
Co do rozszerzenia nominacji w Filmmuzach myślimy co roku, także o "Ścieżki z gier". Tylko, że zarówno jeżeli chodzi o gry, jak i seriale są czasami lata lepsze i gorsze. Ale naturalnie takie propozycje są do rozpatrzenia.

R E K L A M A







NASI PARTNERZY:



Poki.pl
Grydladzieci.pl

 
Strona hostowana przez
www.twojastrona.pl
Copyright © 2005-2017 FilmMusic.pl.
Wszelkie materiały multimedialne wykorzystane na tej stronie służą jedynie celom informacyjnym.
Projekt i wykonanie